<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430</id><updated>2012-01-24T21:56:51.674+01:00</updated><category term='REMONT'/><category term='Dyskusje'/><category term='WALKA ZE SMOKAMI'/><category term='PIES MAĆ'/><category term='MUZA'/><title type='text'>DZIECI FRANKENSTEINA</title><subtitle type='html'>Zdaniem pewnego biskupa moje dwie córki urodzone dzięki in vitro są tworami doktora Frankensteina. Mnie to w sumie ubawiło,ale przyznacie,że takie wypowiedzi skłaniają do refleksji.Nie tyle nad samym problemem ile nad poziomem dyskusji nad nim.
To blog o rozterkach, wątpliwościach i dojrzewaniu do ojcostwa i zmaganiu z rzeczywistoscią. Bez wielkich słów(raczej) i wydumanych teorii. Z dużym dystansem do świata i siebie :-))))</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>349</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-1856713106397906871</id><published>2011-08-11T10:48:00.003+02:00</published><updated>2011-08-11T11:01:00.427+02:00</updated><title type='text'>Skończyłem książkę!</title><content type='html'>Garbaty powstał z kolan i... zaraz upadł. Urlop, praca i ... inne zajęcia. Nie napiszę jakie bo właśnie na ich podstawie robię sobie spis postów, które muszę napisać.&lt;br /&gt;W każdym razie ostry reset blogowo-pisarsko-mózgowy przyniósł efekt.&lt;br /&gt;Wczoraj usiadłem nad powstającą książką z myślą:&lt;br /&gt;-Zdechnę a ją skończę bo inaczej zwariuję!&lt;br /&gt;I co?&lt;br /&gt;Kawa.&lt;br /&gt;Druga kawa.&lt;br /&gt;Tabletka od bólu głowy.&lt;br /&gt;Trzecia kawa.&lt;br /&gt;Szklanka wody.&lt;br /&gt;I doszedłem prawie do końca.&lt;br /&gt;Pozostało tylko poprawić wstęp i zastanowić się, w którym miejscu zakończyć pierwszy tom :-)&lt;br /&gt;Potem jeszcze telefon do koleżanki, która ma tekst zredagować.&lt;br /&gt;Oświeciła mnie ,że nawet jeżeli wszystko będzie super to pewne wymogi drukarskie mogą spowodować,że potem trzeba będzie skracać ,albo coś dodać.&lt;br /&gt;Cholera!&lt;br /&gt;W każdym razie dzisiaj rano kawa i do roboty.&lt;br /&gt;Nawet nie wyobrażacie sobie z jakim poczuciem ulgi napisałem wreszcie słowo "KONIEC".&lt;br /&gt;pod nim dopisałem jeszcze kilka zdań,ale tego nie zdradzę :-))))&lt;br /&gt;O rany! Jak sobie przypomnę,że chciałem blog przerobić na książkę w tydzień to mnie śmiech ogarnia. Obróbka tego co napisałem w ciągu 9 miesięcy zajęła mi ponad półtora roku. Zbyt długo.&lt;br /&gt;A jednak sporo się nauczyłem i myślę ,że z częścią druga pójdzie mi już o wiele łatwiej.&lt;br /&gt;W każdym razie chwilę temu zapakowałem owe ponad 68 tysięcy słów (czyli około 450 tysięcy znaków)w WORD'owski format i wysłałem do koleżanki-redaktorki.&lt;br /&gt;Pełen niepokoju.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-1856713106397906871?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/1856713106397906871/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/08/skonczyem-ksiazke.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/1856713106397906871'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/1856713106397906871'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/08/skonczyem-ksiazke.html' title='Skończyłem książkę!'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-6326582805747917727</id><published>2011-07-09T13:36:00.003+02:00</published><updated>2011-07-09T13:52:27.032+02:00</updated><title type='text'>Garbaty powstaje z kolan</title><content type='html'>No tak, pogłoski o moim rzekomym powrocie do zdrowia okazały się lekko przesadzone.Okrutny atak Dzieci Frankensteina, które potraktowały tatula bronią biologiczną to temat na kolejny solidny post z cyklu "walka ze smokami". Ale, ale, chyba się nie chwaliłem ,że już jakiś czas temu pokonaliśmy ostatnią bestię?&lt;br /&gt;No tak kolejny zaległy temat. Mam już całą listę.&lt;br /&gt;Naprawdę jednak nie było szans na pisanie.Nawet się nie tłumaczę bo lista zaległych postów znowu się wydłuży :-) I niestety dzisiaj też się nie poprawię bo "sobota pracująca".&lt;br /&gt;Niedziela też.&lt;br /&gt;A w poniedziałek to już w ogóle masakra bo skończę po 23.00.&lt;br /&gt;Ale pooooteeeemmmmm....&lt;br /&gt;Urlop.&lt;br /&gt;W krainie Morii he, he.&lt;br /&gt;W towarzystwie czterech krasnoludów.&lt;br /&gt;Ma się te znajomości.&lt;br /&gt;Tymczasem jednak w ramach rekompensaty za "małopisanie" &lt;a href="http://www.prozdrowie.pl/Artykuly/Ciaza-i-Dziecko/Starania-o-dziecko/Dzieci-Frankensteina-"&gt;link do kolejnego "garbatego"do wywiadu.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Czasem mam deja vu odpowiadając na te wszystkie  pytania. Z reguły powtarzające się.&lt;br /&gt;Ale skoro się powtarzają to pewnie odpowiadanie ma sens?&lt;br /&gt;Sami oceńcie.&lt;br /&gt;W każdym razie w najbliższym czasie zamierzam sporo nadgonić. i o dzieciach i o... muzyce-bo po pierwsze dawno nie było a po drugie będzie dosyć sczególna okazja.&lt;br /&gt;Przynajmniej dla mnie.&lt;br /&gt;Zaintrygowani?&lt;br /&gt;I bardzo dobrze.&lt;br /&gt;O to chodziło (zaśmiał się diabolicznie garbus i "nadusił"-jak mawiają Poznaniacy-enter).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-6326582805747917727?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/6326582805747917727/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/07/garbaty-powstaje-z-kolan.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/6326582805747917727'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/6326582805747917727'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/07/garbaty-powstaje-z-kolan.html' title='Garbaty powstaje z kolan'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-4585831378377549870</id><published>2011-06-16T07:00:00.000+02:00</published><updated>2011-06-16T07:00:07.933+02:00</updated><title type='text'>Tatulo i futbol</title><content type='html'>Wczoraj rano odczytałem maila od dziennikarki z pewnego portalu prozdrowotnego, która chce przeprowadzić wywiad z garbatym tatulem.&lt;br /&gt;Z okazji zbliżającego się dnia ojca.&lt;br /&gt;Czemu nie?&lt;br /&gt;Tylko jakoś nie mogę się odnaleźć jako obchodzący ten dzień. Przecież to zawsze ja goniłem,z jakimś kwiatkiem i dobrym słowem, do taty, który zresztą zawsze był zaskoczony bo nie pamiętał o swoim święcie.&lt;br /&gt;Pewnie ze mną będzie tak samo.&lt;br /&gt;Swoją drogą ostatnio, bawiąc się z księżniczkami nową piłką, zastanawiałem się nad tym jak to jest być ojcem chłopaka.&lt;br /&gt;Dziwne. Zdałem sobie sprawę z tego,że myśląc „dzieci” tak naprawdę myślę „córki”.&lt;br /&gt;A gdybyśmy mieli parkę?&lt;br /&gt;Jak by to było?&lt;br /&gt;Przecież „to” się zupełnie inaczej myje.&lt;br /&gt;Czy to nie byłoby krępujące?&lt;br /&gt;A jak by podrósł czy nie zaczęłaby się walka o zdetronizowanie samca alfa?&lt;br /&gt;Ot takie śmieszne myśli przeleciały mi przez głowę.&lt;br /&gt;Oczywiście za nic bym się teraz nie zamienił.&lt;br /&gt;Księżniczki to księżniczki. I kropka.&lt;br /&gt;Refleksje te naszły mnie ponieważ zacząłem się zastanawiać nad tym czy nie zaczynam wychowywać dziewczyn po „chłopacku”.&lt;br /&gt;Bo te zabawy z piłką...&lt;br /&gt;One już zaczęły ją kopać a czasem wychodzi im coś na kształt dryblingu. Dało im to wiele radości.&lt;br /&gt;A mnie jeszcze więcej.&lt;br /&gt;Dumny tatulo.&lt;br /&gt;Ale dziewczyna grająca w nogę?&lt;br /&gt;Chociaż „Podkręć piłkę jak Beckham” mi się nawet podobał. Takie to lekkie i sympatyczne było.&lt;br /&gt;Ale ,ale! Siatkarkami miały być!&lt;br /&gt;Długonogimi.&lt;br /&gt;A ten futbol nieszczęsny...&lt;br /&gt;Ten „Fryzjer” cholerny...&lt;br /&gt;Ten PZPN pieprzony...&lt;br /&gt;Te schody na narodowym...&lt;br /&gt;„Pijarowsko” piłka nożna to chyba nie najlepsza inwestycja.&lt;br /&gt;To już lepiej niech tenisistkami będą.&lt;br /&gt;No tak, takie tam gadanie-gdybanie. Zobaczymy jak to będzie.&lt;br /&gt;Tym bardziej ,że ostatnio inklinacje muzyczne coraz mocniej wychodzą. Najlepsza zabawka to harmonijka ustna dziadka albo bongosy taty.&lt;br /&gt;Tyle,że bębnienie zawsze kończy się zadymą.&lt;br /&gt;Bo bębenki trudniej chwycić w garść i uciec z nimi przed siostrą.&lt;br /&gt;Jezu! A jak będą chciały założyć kapelę?!&lt;br /&gt;Rzucać piórami, rzeźbić solówki, skakać ze sceny, łoić browary i palić trawkę!!!?&lt;br /&gt;Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!&lt;br /&gt;Osiwieję!&lt;br /&gt;Szachy!!!&lt;br /&gt;Tak! Szachy!&lt;br /&gt;Mój wujek je nauczy. On jest w tym dobry.&lt;br /&gt;Czy szachiści mają jakąś „ciemną stronę mocy”?&lt;br /&gt;Chyba nie.&lt;br /&gt;Czy na pewno?&lt;br /&gt;Bo przy brydżu to piją, palą papierosy....&lt;br /&gt;Nie brydż odpada.&lt;br /&gt;To może jednak ten futbol? Przynajmniej na świeżym powietrzu? &lt;br /&gt;Tylko,że to statystycznie najbardziej niebezpieczny sport.&lt;br /&gt;Te wszystkie pozrywane ścięgna, więzadła, naderwane mięśnie....&lt;br /&gt;W takich małych, tłuściutkich nóżkach?&lt;br /&gt;Zresztą ja nigdy nie lubiłem grać w piłkę z dziewczynami.&lt;br /&gt;Strasznie faulowały.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-4585831378377549870?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/4585831378377549870/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/06/tatulo-i-futbol.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/4585831378377549870'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/4585831378377549870'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/06/tatulo-i-futbol.html' title='Tatulo i futbol'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-4930149266798237475</id><published>2011-06-15T07:00:00.001+02:00</published><updated>2011-06-15T11:24:10.814+02:00</updated><title type='text'>Małe domowe zoo C.D.</title><content type='html'>Nie udało się.&lt;br /&gt;Są takie dni. &lt;br /&gt;Na śniadanie zrobiliśmy sobie naleśniki z dżemem malinowym i humor zaczął mi się powoli poprawiać. Dalej jednak czułem się kiepsko.&lt;br /&gt;-Mierzyłeś dzieciakom temperaturę?&lt;br /&gt;-Tak mają po 37 i dwie kreski. Nie jest tak źle. A siebie potraktowałem jako grupę kontrolna bo nie pamiętam czy ten termometr dobrze pokazuje.&lt;br /&gt;-I?&lt;br /&gt;-Ja mam 35 i osiem. Nic dziwnego,że taki kołowaty jestem.&lt;br /&gt;Jakoś nie przejęła się specjalnie moim stanem krytycznym. I jak pokazała przyszłość chyba miała rację.&lt;br /&gt;-Wiesz co, a może ty też zmierzysz temperaturę? Przynajmniej będziemy mieć pewność&lt;br /&gt;-Dobra.- mruknęła przeżuwając naleśnika.&lt;br /&gt;Też miała 35 i osiem.&lt;br /&gt;Westchnąłem. A więc jestem zdrowy. Trochę szkoda. Mógłbym się poużalać nad sobą a tak wypada się wziąć za jakąś robotę.&lt;br /&gt;Trochę za to skoczyło nam ciśnienie kiedy dotarło do nas, że w takim razie dziewczynki mają temperaturę wyższą o prawie cały stopień niż sądziliśmy.&lt;br /&gt;A w nocy były naprawdę rozpalone.&lt;br /&gt;Teraz na szczęście ich stan poprawiał się z godziny na godzinę.&lt;br /&gt;-To co, może zadzwonisz do pilarza i może wreszcie zrobicie porządek z płotem?&lt;br /&gt;-No jasne-udałem entuzjazm.&lt;br /&gt;A potem wybrałem numer w nadziei,że usłyszę jaki to gość jest strasznie zajęty i ,że „pierwszy wolny termin to on będzie miał pod koniec września”.&lt;br /&gt;-Dobra. Zaraz przyjadę- rozwiał moje nadzieje głos w słuchawce.&lt;br /&gt;Ostatecznie zgnębiony poszedłem przebrać się w robocze ciuchy.&lt;br /&gt;Oboje z koleżanką małżonką jesteśmy bardzo mocno proekologiczni, ale tym razem musieliśmy wyciąć kilka klonów, które powrastały w ogrodzenie. Inaczej nie można było ani usunąć starej siatki ani założyć nowej.&lt;br /&gt;Pilarz zabrał się za robotę z wielkim zapałem i trochę mniejsza wprawą.&lt;br /&gt;Ja naprawdę nie jestem specjalistą, ale kiedy sam ścinam jakieś drzewo to zazwyczaj pada ono tam gdzie planowałem.&lt;br /&gt;Fachowiec pracuje wiele razy szybciej,ale jego celność pozostawia wiele do życzenia.&lt;br /&gt;Machnąłem jednak ręką na dokonaną przez niego demolkę.&lt;br /&gt;Nie każdy jest „Paganinim piły i siekiery”.&lt;br /&gt;Nie to żebym ja się za takiego uważał, ale on nim nie był na pewno.&lt;br /&gt;Za to był bardzo sympatyczny.&lt;br /&gt;Praca zajęła nam kilka ładnych godzin. On demolował resztki naszego ogrodzenia, skalniak, kwietnik i krzewy porzeczek a ja robiłem za fizycznego targając pocięte pnie itd.&lt;br /&gt;Kiedy skończyliśmy byłem skonany i bolały mnie wszystkie mięśnie.&lt;br /&gt;A jednak czułem się znacznie lepiej niż rano.&lt;br /&gt;A po wzięciu prysznica i zjedzonym obiedzie poczułem się naprawdę dobrze.&lt;br /&gt;A jednak niedzielny poranek to była powtórka z masakrycznej rozrywki.&lt;br /&gt;I wtedy właśnie zrozumiałem, że potrzebuje nieustannego zajęcia. Bo wolny czas powoduje,że dopada mnie niemoc i zmęczenie.&lt;br /&gt;Pytanie tylko ile można uciekać w ten sposób od złego samopoczucia.&lt;br /&gt;Zresztą ja lubię do cholery leniuchować!&lt;br /&gt;To nie jest fair.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-4930149266798237475?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/4930149266798237475/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/06/mae-domowe-zoo-cd.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/4930149266798237475'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/4930149266798237475'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/06/mae-domowe-zoo-cd.html' title='Małe domowe zoo C.D.'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-6948516713724712087</id><published>2011-06-14T07:00:00.002+02:00</published><updated>2011-06-14T09:55:12.090+02:00</updated><title type='text'>Małe domowe zoo</title><content type='html'>Przestaję lubić wolne weekendy. W sobotę dotarło do mnie, że w wolne dni czuję się ostatnio najgorzej. To stała tendencja.&lt;br /&gt;Wolna sobota i niedziela-w jednym- to ostatnio dla mnie luksus. A kiedy przychodzi to... jakaś masakra.&lt;br /&gt;Już od piątkowego ranka cieszyłem się,że będzie można się wyluzować, rano spokojnie posnuć po mieszkaniu, podrzemać na podłodze w ramach opiekowania się córkami...&lt;br /&gt;Ranek zaczął się o piątej psiakrew.&lt;br /&gt;Po nocnej walce z gorączką dzieciaków wstałem z zawrotami głowy i nieprzytomny.&lt;br /&gt;Za to pociechy w pełni swoich sił.&lt;br /&gt;Nieproporcjonalnie wielkich w stosunku do ich niepozornych ciałek.&lt;br /&gt;Ten ich poranny entuzjazm wymiótł nas do drugiego pokoju.&lt;br /&gt;W locie chwyciłem jeszcze kołdrę i poduszkę w desperackiej nadziei na przymknięcie oczu chociaż na kwadrans.&lt;br /&gt;Nawet próbowałem być chytry.&lt;br /&gt;-To co, bambaryły, pooglądacie sobie bajkę?&lt;br /&gt;-Baja, baja,baja!-odzew bym entuzjastyczny.&lt;br /&gt;Pojawiła się więc szansa na kilka minut spokoju.&lt;br /&gt;Dzieci, zachwycone,  zasiadły przed telewizorem a ja zwinąłem się na podłodze, przykryłem kołdrą i wtuliłem łeb w poduchę.&lt;br /&gt;Starając się nie słyszeć po raz n-ty opowieści o bobrzej egoistce i pieprzonym wombacie sprowadzającym deszcz.&lt;br /&gt;Naprawdę zaczynam nienawidzić „Małego Zoo Lucy”.&lt;br /&gt;Powoli zacząłem odpływać... „gdy wtem”!&lt;br /&gt;Otrzeźwił mnie nowy zestaw dźwięków, które NA PEWNO nie pochodziły  ze ścieżki dźwiękowej kreskówki.&lt;br /&gt;Zwierzęta raczej  nieczęsto toczą po panelach podłogowych puste puszki po piwie.&lt;br /&gt;Zerwałem się i burcząc odgoniłem księżniczki od szafki pod zlewem. Odebrałem im puszki, wysłuchałem ich rozpaczliwych protestów, zignorowałem gorzkie łzy i pełne wyrzutu spojrzenia i związałem sznurkiem drzwiczki.&lt;br /&gt;Musimy używać sznurka ponieważ cholernie drogie i cholernie dobre blokady za cholerę nie pasują do naszych uchwytów.Cholera.&lt;br /&gt;Zmierzyłem dzieciakom temperaturę a ponieważ była tylko lekko podwyższona powlokłem się na swój barłóg na podłodze.&lt;br /&gt;Chwilę poleżałem i wstałem żeby sobie zmierzyć temperaturę.&lt;br /&gt;No tak- 35,8- nic dziwnego,że kręci mi się w głowie.&lt;br /&gt;Padłem na legowisko.&lt;br /&gt;Dziewczyny rozłożyły się po obu bokach i chichocząc zaczęły naciągać na siebie kołdrę.&lt;br /&gt;No i dobrze, może zasną.&lt;br /&gt;Oj głupi.&lt;br /&gt;Chyba nawet się zdrzemnąłem. Z odrętwienia wyrwał mnie niepokojący grzechot i jakieś gniewne piski.&lt;br /&gt;To jedna z księżniczek próbowała trafić siostrę w głowę drewnianą zabawką.&lt;br /&gt;Robiła to z wielkim zapałem i radosną energią.&lt;br /&gt;Zablokowałem uderzenie celujące w twarz dziecka.  A potem udzieliłem reprymendy małej zadymiarze.&lt;br /&gt;To była ostra reprymenda.&lt;br /&gt;Kiepsko się czującego, niewyspanego i wku.....wionego rodzica.&lt;br /&gt;Takiego , który ostatkiem sił powstrzymuje się przed rękoczynami.&lt;br /&gt;Dziecko schowało się za kanapą.&lt;br /&gt;I dobrze tak cholerze.&lt;br /&gt;Zajrzałem za kanapę pewny ,ze zobaczę tam skruszone i speszone dziecię.&lt;br /&gt;Moje spojrzenie napotkało wzrok pełen złośliwej radości i szeroki uśmiech szczęścia na twarzy.&lt;br /&gt;Zero skruchy.&lt;br /&gt;Ręce mi opadły. Mimo tego starałem się przez chwilę gromić dziecko wzrokiem. Oko w oko z małym potworem.&lt;br /&gt;Nos w nos.&lt;br /&gt;Podobno w ten sposób człowiek potrafi zdominować lwa.&lt;br /&gt;Zgadnijcie kto został lwem?&lt;br /&gt;Pomrukując gniewnie, stary garbaty lew poczłapał do kuchni po syrop z witaminą C.&lt;br /&gt;Po chwili wrócił z buteleczką i poczuciem klęski.&lt;br /&gt;Ale i z pewną dumą ponieważ na pytanie koleżanki małżonki o to czy „w ogóle dał tym biednym dzieciom jakieś lekarstwa” będzie mógł się obrazić i prychnąć „Oczywiście! Nie od dzisiaj jestem ojcem”.&lt;br /&gt;A potem jeszcze raz spróbować tej sztuczki z patrzeniem prosto w oczy.&lt;br /&gt;Może wreszcie się uda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;C.D.N.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-6948516713724712087?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/6948516713724712087/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/06/mae-domowe-zoo.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/6948516713724712087'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/6948516713724712087'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/06/mae-domowe-zoo.html' title='Małe domowe zoo'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-2184773672219772946</id><published>2011-06-13T09:33:00.002+02:00</published><updated>2011-06-13T09:35:30.691+02:00</updated><title type='text'>Z cyklu: "Znalezione w sieci"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-wMSj4-69VwM/TfW9sMxrszI/AAAAAAAAAOs/tq45OG-MDGo/s1600/shelley-victor-frankenstein-and-monster.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-wMSj4-69VwM/TfW9sMxrszI/AAAAAAAAAOs/tq45OG-MDGo/s320/shelley-victor-frankenstein-and-monster.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5617604677256065842" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Oto fragment zestawu klocków, który chyba powinienem nabyć żeby mieć pomoc dydaktyczną podczas odpowiadania na kłopotliwe pytania w stylu:&lt;br /&gt;"Tatoooo a skąd się biorą dzieci?"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;:-)))&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-2184773672219772946?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/2184773672219772946/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/06/z-cyklu-znalezione-w-sieci.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2184773672219772946'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2184773672219772946'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/06/z-cyklu-znalezione-w-sieci.html' title='Z cyklu: &quot;Znalezione w sieci&quot;'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-wMSj4-69VwM/TfW9sMxrszI/AAAAAAAAAOs/tq45OG-MDGo/s72-c/shelley-victor-frankenstein-and-monster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-4022001892664970366</id><published>2011-06-12T07:00:00.001+02:00</published><updated>2011-06-13T11:02:12.609+02:00</updated><title type='text'>Prasówka</title><content type='html'>Okazuje się,że przy staraniach o dzieciaki trzeba być ostrożnym, a raczej ostrożną z kawą.  I nie tylko, ponieważ kofeina jest też w herbacie napojach gazowanych itd.&lt;br /&gt;Niby nie jest to jakieś strasznie odkrywcze bo generalnie wiadomo jak to jest z wszelkimi używkami.&lt;br /&gt;W każdym razie naukowcy z uniwersytetu w Newadzie wzięli trochę myszy, kilka dzbanków kawy i wzięli się do roboty.&lt;br /&gt;Przypomina mi się od razu seria kawałów o tym jak to „amerykańscy naukowcy odkryli...”.&lt;br /&gt;No,ale tym razem na poważnie.&lt;br /&gt;Kiedy badacze skończyli sączyć kawę i poić nią biedne gryzonie okazało się,że kofeina powoduje  spowolnienie  pracy mięśni ścian jajowodów, które transportują komórkę jajową z jajników kobiety do jej macicy. &lt;br /&gt;Zdaniem naukowców tłumaczy to trudności w zajściu w ciążę.&lt;br /&gt;Sącząc kawę badacze doszli do wniosku, że i kobiety  mogłyby się jej napić.&lt;br /&gt;Cytując:&lt;br /&gt;„Związek pomiędzy spożyciem kofeiny a problemami z zajściem w ciążę potwierdzają także badania przeprowadzone na kobietach starających się o dziecko metodą in vitro. Kobiety, które stosowały się do zaleceń lekarzy i ograniczyły spożycie kofeiny do 50 miligramów dziennie szybciej zachodziły w ciążę”.&lt;br /&gt;To jest jakiś konkret.&lt;br /&gt;Nic mi nie wiadomo natomiast na temat wyników najnowszych badań mówiących o konsumpcji 50 miligramów czegoś innego przez ich partnerów w tych staraniach.&lt;br /&gt;Tu znowu trzeba się odwołać do zdrowego rozsądku.&lt;br /&gt;W każdym razie ja nie piłem i się udało.&lt;br /&gt;Chociaż przeglądając artykuły człowiek ma się czasem ochotę napić.&lt;br /&gt;W Lublinie ruszyła prywatna przychodniaspecjalizująca się w naprotechnologii.&lt;br /&gt;Projekt kosztował 507 tysięcy z czego 355 tys. to unijne dofinansowanie przyznane przez marszałka.&lt;br /&gt;Wnioskujący o kasę przedstawiciele spółki napisali we wniosku,że:&lt;br /&gt;"Należy zwrócić uwagę, że Polska jest krajem katolickim, stąd sposoby stosowane w technikach wspomaganego rozrodu budzą wiele zastrzeżeń zarówno natury etycznej - godzą w przekonania katolików - jak i prawnej" .&lt;br /&gt;Przychodnię poświęcił  abp. Józef Życiński i rozpoczęło się leczenie zgodne z nauczaniem Kościoła katolickiego. &lt;br /&gt;Który jak wiadomo specjalizuje się w diagnostyce i leczeniu „rozrodu”.&lt;br /&gt;Moją opinię na temat „naprokitu” znacie.&lt;br /&gt;Opinie profesora Mariana Szamatowicza pewnie też bo kilka razy już go cytowałem.&lt;br /&gt;Pozwolę sobie jednak jeszcze raz:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jestem absolutnie zdumiony. Można tylko płakać albo się wściekać, że na prawdziwe leczenie nieustannie brakuje pieniędzy, a na coś, co zakrawa na magię, są. Rynek na tego typu usługi? Dla mnie to rynek na ciemnotę”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Profesor od dawna twierdzi,że metoda formułowana przez dr. Thomasa Hilgersa w Instytucie Papieskim Pawła VI w Omaha „ to jedno wielkie oszustwo wobec kobiet, bo daje im nadzieję na macierzyństwo”.&lt;br /&gt;Co więcej Prof. Waldemar Kuczyński  z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, prezes Sekcji Płodności i Niepłodności Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego w rozmowie z "Wysokimi Obcasami" tłumaczy ,że to co jakoby jest tak odkrywcze w naprotechnologii czyli znajomość naturalnego cyklu płodności i wiedza o tym jak w naturalny sposób starać się o dziecko  to elementarz dla każdego lekarza.&lt;br /&gt;I większości świadomych, inteligentnych potencjalnych rodziców.&lt;br /&gt;W rezultacie specjaliści od naprokitu za dodatkową kasę oferują to co można dostać w przychodni.&lt;br /&gt;No tak, ale ideologia jest bezcenna.&lt;br /&gt;Ideologia, która oferuje takie rewolucyjne metody jak USG, leczenie hormonalne...&lt;br /&gt;rewolucyjne chyba jest tylko nazewnictwo,ale o genezie określenia „naprotechnologia” i kontrowersjach jakie wywołuje już pisałem więc nie ma się co powtarzać.&lt;br /&gt;W każdym razie urzędnicy przyznający dofinansowanie skupili się na tym czy „czy projekt pod kątem biznesowym jest ekonomicznie uzasadniony. Uznaliśmy, że ten jak najbardziej jest, ponieważ na Lubelszczyźnie istnieje rynek na tego typu usługi.”.&lt;br /&gt;No dobra,ale dalej czytamy:&lt;br /&gt;„ Nie wchodzimy w to, czy metoda leczenia jest skuteczna w sensie urodzin dziecka. Proszę wziąć pod uwagę, że w tym przypadku mamy do czynienia z gabinetem ginekologicznym, w którym pracują wykształceni lekarze. A naprotechnologia jest dodatkową usługą, która się tu pojawia.”&lt;br /&gt;No to na deser jeszcze jeden cytat. Tym razem Maciej Barczentewicz, kierownik owej przychodni stosującej ultrakosmiczne technologie i metody. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wielu pacjentów gabinetów ginekologicznych z powodu wartości, które wyznają, faktycznie jest wykluczonych z leczenia, z możliwości posiadania dzieci. Przykładowo - rezygnują, gdy dowiadują się, że aby zbadać spermę, konieczne jest pozyskanie jej poprzez masturbację, którą uznają za grzech ciężki. Tymczasem my, by uzyskać nasienie - znamy i stosujemy inne metody, niekolidujące z etyką katolicką. Pacjenci nie chcą też korzystać z inseminacji, która kojarzy im się z hodowlą zwierząt, również proponujemy dla tego alternatywę”. .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boję się pytać o te” inne metody”. Mógłbym się zarumienić.&lt;br /&gt;O zgrozo.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-4022001892664970366?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/4022001892664970366/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/06/prasowka.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/4022001892664970366'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/4022001892664970366'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/06/prasowka.html' title='Prasówka'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-140274481060511721</id><published>2011-06-11T17:00:00.000+02:00</published><updated>2011-06-11T17:00:01.538+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Oto moje najnowsze odkrycie literackie :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;in vitro&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       &lt;span style="font-style:italic;"&gt;kiedy chemia mózgu szronieje&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       przez&lt;br /&gt;       przeszklone stringi aseptycznej prokreacji&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       łapiduch zakorzenia nowy kosmos bez zeza&lt;br /&gt;       azjatyckiej przestrzeni&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       z lateksu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       beethoven na rancie pipety to tylko kwestia wprawy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       dlatego&lt;br /&gt;       rudy jest nieco blady łysawy czerwienieje&lt;br /&gt;       ale &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;garbaty&lt;/span&gt; już siedzi na szpilce&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       przedprenatalnej potliwości neuronów&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hmmm...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=85565"&gt;A oto źródło.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oj chyba parę sformułowań będzie na blogu i w dyskusjach powracało.&lt;br /&gt;"Pomyślał Garbaty przysiadając na rancie pipety i krzywiąc się z bólu spowodowanego przez szpilkę tkwiącą w pośladku."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=85565"&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-140274481060511721?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/140274481060511721/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/06/oto-moje-najnowsze-odkrycie-literackie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/140274481060511721'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/140274481060511721'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/06/oto-moje-najnowsze-odkrycie-literackie.html' title=''/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-7757093483129539388</id><published>2011-06-11T07:00:00.000+02:00</published><updated>2011-06-11T07:00:00.419+02:00</updated><title type='text'>Ukradzione minuty</title><content type='html'>Deficyt snu to jedno a potrzeba by czasem pobyć samemu ze sobą to drugie. Należę do ludzi, którzy czasem potrzebują trochę samotności.&lt;br /&gt;Ponieważ zawsze wstawałem wcześniej niż koleżanka małżonka to nie było z tym problemów.&lt;br /&gt;Niestety teraz rano wstaję razem z tłumem rozgadanych i szalenie absorbujących dziewcząt.&lt;br /&gt;To nawet miłe,ale jednak brakuje chwili dla siebie.&lt;br /&gt;Ostatni, któregoś ranka otworzyłem oczy i poczułem się dziwnie.&lt;br /&gt;Jeszcze nie rozbudzony do końca zastanawiałem się o co chodzi.&lt;br /&gt;Leżałem wsłuchiwałem się w ciche oddechy żony i córek i wpatrywałem się w zegarek, który wskazywał za kwadrans siódmą.&lt;br /&gt;Momentalnie otrzeźwiałem i bezszelestnie zsunąłem się z łóżka na podłogę. Przy takiej technice sprężyny materaca prawie nie skrzypią.&lt;br /&gt;Wstałem i stąpając na palcach przekradłem się do kuchni. &lt;br /&gt;Nastawiłem czajnik i już po chwili z kubkiem kawy rozpuszczalnej rozkoszowałem się na balkonie chwilą spokoju.&lt;br /&gt;Spokoju to nie znaczy ciszy.&lt;br /&gt;Ranek był chłodny,ale w przyrodzie trwała gorączkowa krzątanina. W powietrzu było aż gęsto od kwiczołów, szpaków, rudzików i innej skrzydlatej hołoty, która była zajęta polowaniem na rozmaite owady i dostarczaniem ich zwłok prosto do dziobów swoich pociech.&lt;br /&gt;Prawdziwa kotłowanina.&lt;br /&gt;Ranek był naprawdę chłodny i szybko zacząłem marznąć ,ale mimo zziębniętych bosych stóp nie zamierzałem wracać do domu żeby nie tracić ani jednej z tych bezcennych sekund kiedy nikt niczego ode mnie nie chce.&lt;br /&gt;Bo rano gorączkowa krzątanina przed wyjazdem do pracy, potem praca, potem powrót i zajmowanie się dzieciakami, potem jakaś robota domowa, sprzątnie, ogarnianie , niespokojny przerywany sen i tak w kółko.&lt;br /&gt;Doszło do tego,że niedawno wracając do domu pojechałem kawałek dalej, stanąłem na parkingu, odchyliłem oparcie fotela i zasnąłem.&lt;br /&gt;I nie przeszkadzały mi ani przejeżdżające obok samochody, ani przechodzący obok ludzie ani słońce świecące prosto w oczy.&lt;br /&gt;To była raczej krótka drzemka, ale poczułem,że została przekroczona jakaś granica.&lt;br /&gt;A jednak tego ranka zamiast kwadransa snu wybrałem dygotanie na balkonie.&lt;br /&gt;Patrzyłem na szpaki, które na zmianę dostarczały do swoich budek złowione owady.&lt;br /&gt;I widziałem jak sprawnie im to idzie. Gdybym ja z takim zapałem biegł rano po butelki z mlekiem to skończyłoby się to tym,że dzieciaki obudziłby huk jaki towarzyszy przekraczaniu bariery dźwięku.&lt;br /&gt;A jednak dla piskląt ciągle było za wolno, za mało, za ślamazarnie.&lt;br /&gt;Stojąc na balkonie słyszałem harmider dobiegający z budek mimo,że najbliższa z nich wisiała w odległości co najmniej trzydziestu metrów.&lt;br /&gt;Siorbiąc gorąca kawę myślałem o tym jak to miło czasem w spokoju popatrzeć sobie jak inni zmagają się rozpaczliwie ze swoim rodzicielstwem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-7757093483129539388?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/7757093483129539388/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/06/ukradzione-minuty.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7757093483129539388'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7757093483129539388'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/06/ukradzione-minuty.html' title='Ukradzione minuty'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-7505167322177866247</id><published>2011-06-10T08:50:00.000+02:00</published><updated>2011-06-10T08:50:01.119+02:00</updated><title type='text'>Bajka bez morału</title><content type='html'>No proszę-sejmowa podkomisja rozpoczęła przedwczoraj prace  nad projektem ustawy ws. in vitro. Ciekawe jest to,że członkowie podkomisji uznali , że projekt zgłoszony przez Marka Balickiego z  SLD „ jest bardziej kompletny od propozycji Małgorzaty Kidawy-Błońskiej (PO), dlatego jest projektem wiodącym”. Trzeba przyznać,że projekt ustawy transplantacyjnej, który dopuszcza m.in. tworzenie i zamrażanie wielu zarodków oraz licencjonowanie lecznic, trochę w sejmie przeleżał ponieważ Balicki złożył go w 2009 roku.&lt;br /&gt;Na stronie „Wyborczej” można przeczytać ,że:&lt;br /&gt;"Projekt Balickiego to projekt stricte tkankowy - techniczny, medyczny, pomija zupełnie kwestie bioetyczne". &lt;br /&gt;Oraz:&lt;br /&gt;"Mimo że jesteśmy - członkowie PO - współautorami projektu Kidawy-Błońskiej, to przyjęliśmy, że projekt posła Balickiego jest doskonalszy" - podkreślił Katulski, który przewodniczy pracom podkomisji. Dodał, że projekt Balickiego "wydaje się bardziej kompletny". &lt;br /&gt;Projekt zakłada m.in., że z in vitro, które będzie „świadczeniem licencjonowanym” będą mogły korzystać nie tylko pary,ale i jednostki.&lt;br /&gt;Projekt nie zajmuje się kwestiami etycznymi- i słusznie- ponieważ to reguluje Konwencja Bioetyczna Rady Europy.&lt;br /&gt;Czyżby miało to oznaczać,że opadną emocje i zacznie się rzeczowa dyskusja? Oby, chociaż kiedy przyjdzie do sejmowych dyskusji i głosowań to pewnie tradycyjnie znajdzie się kilku niedouczonych ignorantów, którzy uznają za stosowne zabrać głos w tej sprawie.&lt;br /&gt;W każdym razie nurtuje mnie kwestia „licencjonowania świadczenia”. Rzeczywiście wydaje się to rozwiązaniem wartym przedyskutowania ponieważ w niektórych klinikach dzieją się dziwne rzeczy. Może jest to jednak opinia laika? No i czy licencjonowanie będzie również oznaczać refundację?&lt;br /&gt;A propos kontekstu ekonomicznego debaty na temat ewentualnej refundacji in vitro pozwolę sobie przytoczyć kilka cytatów:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„In vitro nie może być ekskluzywnym przywilejem ludzi zamożnych”-premier Donald Tusk w listopadzie 2008.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„In vitro w Polsce jest dostępne tylko dla bogatych. Chcę, żeby to się zmieniło”- Ewa Kopacz w październiku ubiegłego roku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Rząd znajdzie pieniądze na finansowanie in vitro. To nie są duże kwoty” - minister finansów Jacek Rostowski, 6 lipca 2010 roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A pamiętacie wyliczenia wykazujące,że każdy człowiek urodzony dzięki in vitro „zwróci się państwu” po kilkunastu latach pracy i płacenia podatków?&lt;br /&gt;Pytanie tylko na cholerę w ogóle nam państwo skoro mimo opłacania składek na ubezpieczenie zdrowotne musimy korzystać z prywatnej opieki medycznej.&lt;br /&gt;Chorowanie w ogóle jest dla bogatych. I wyrozumiałych.&lt;br /&gt;Inni albo zdechną pod płotem albo ich krew zaleje.&lt;br /&gt;A wracając do powyższych cytatów to zbliżają się wybory.&lt;br /&gt;Ciekawe jakie bajki tym razem usłyszymy. Bo w tym kraju rzeczywiście żyje się jak w bajce.&lt;br /&gt;Tyle,że to nie Brzechwa.&lt;br /&gt;To coś pomiędzy braćmi Grimm i Monty Pythonem.&lt;br /&gt;Ze szczyptą Tarantino.&lt;br /&gt;Niby fajnie, tylko dlaczego tak się to kiepsko czyta?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-7505167322177866247?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/7505167322177866247/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/06/bajka-bez-morau.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7505167322177866247'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7505167322177866247'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/06/bajka-bez-morau.html' title='Bajka bez morału'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-7973337746575598656</id><published>2011-06-09T07:00:00.000+02:00</published><updated>2011-06-09T07:00:07.925+02:00</updated><title type='text'>Sinusoida</title><content type='html'>Koleżanka małżonka wyczytała ostatnio, że mężczyźni, którym brakuje snu mają mniej testosteronu. Dodała do tego jeszcze komentarz, którego tutaj nie przytoczę.&lt;br /&gt;Bo nie.&lt;br /&gt;W każdym razie może to dlatego moje pióro, czy klawiatura raczej, zrobiło się trochę obłe.&lt;br /&gt;Znaczy przytępiło się co nieco.&lt;br /&gt;O tylu rzeczach kiedyś pisałem. Poruszałem tyle spraw.&lt;br /&gt;A teraz za każdym razem gdy do pisania siadam to o spaniu chcę napisać. Tyle,że jestem zbyt nieprzytomny by myśli zebrać i albo tekstu nie jestem w stanie dokończyć,albo uznaję ,że jest słaby albo zapomnę go na blog wrzucić a po6tem nie pamiętam gdzie go zapisałem.&lt;br /&gt;Kurcze normalnie chyba mi się jakaś renta należy.&lt;br /&gt;O kciuku już nie wspomnę.&lt;br /&gt;Nauczyłem się już dawni,że jak trafi się kilka dobrze przespanych nocy to lepiej się nie cieszyć. A już po żadnym warunkiem nie wolno o tym głośno mówić.&lt;br /&gt;A już publiczne chwalenie się to doprawdy proszenie się o kłopoty.&lt;br /&gt;Wspominałem już,że jestem głupi?&lt;br /&gt;No właśnie.&lt;br /&gt;Zawsze miałem kłopoty z matematyką,ale co to jest sinusoida akurat doskonale rozumiem.&lt;br /&gt;A jednak zawsze dam się nabrać.&lt;br /&gt;Jak frajer.&lt;br /&gt;-Kurczę, całkiem nieźle ostatnio nocki wyglądają nie?-zagadnąłem koleżankę małżonkę podczas porannego golenia.&lt;br /&gt;To znaczy żeby nie było niedomówień to ja się goliłem podczas gdy ładniejsza połowa naszego małżeństwa odprawiała te wszystkie swoje poranne rytuały mające pogłębić przepaść pomiędzy jej wyglądem a moim.&lt;br /&gt;-Nooo- odpowiedziała ostrożnie.&lt;br /&gt;Bo chociaż z matematyki jest jeszcze gorsza niż ja to pamięć ma chyba lepszą i o sinusoidzie pamięta.&lt;br /&gt;-No bo patrz, właściwie wystarczy tylko jednej dać koło piątej butle mleka a drugą przed siódma przytulić i to właściwie wszystko.&lt;br /&gt;-Nooo...-rozgadała się żona.&lt;br /&gt;-Fajnie nie?-zapytałem retorycznie-Chociaż pewnie za wcześnie by się cieszyć?&lt;br /&gt;-Nooo...&lt;br /&gt;Czy ona próbuje mi coś dać do zrozumienia?&lt;br /&gt;-Ale co, nie jest źle, nie?&lt;br /&gt;-Misiek!-jej ostry ton przywołał mnie do porządku i poprawił pamięć.&lt;br /&gt;-Tak, tak sinusoida- mruknąłem potulnie i poszedłem otworzyć drzwi niani.&lt;br /&gt;Wtedy nie wiedziałem jeszcze jak ciężka będzie następna noc.&lt;br /&gt;Bo była. Nie opiszę tego dokładniej bo minęło kilka dni i najwyraźniej zadziałał mechanizm wyparcia.&lt;br /&gt;Nie pamiętam już szczegółów po prostu.&lt;br /&gt;Kilka następnych nocy też było dosyć meczących.&lt;br /&gt;W końcu w swojej desperacji postanowiliśmy „zamęczyć małe gadziny”.&lt;br /&gt;Mimo,że cały dzień były na dworze z nianią zaraz po powrocie z pracy zabraliśmy je nad jezioro na naprawdę długi spacer.&lt;br /&gt;W drodze powrotnej były nieprzytomne i zaczęły nam zasypiać w wózku.&lt;br /&gt;-Psiakrew nie możemy na to pozwolić!-jęknęła koleżanka małżonka i zaczęła je zabawiać podszczypywać ,łaskotać, zagadywać i tarmosić.&lt;br /&gt;Oraz dopytywać się czy naprawdę nie da się szybciej pchać tego cholernego wózka.&lt;br /&gt;Nie dało się bo strasznie dokuczała mi stopa, którą za przyczyną naszego majstra  prawie dwa lata temu konałem w krzesło.&lt;br /&gt;Opisywałem to zdarzenie obszernie, a jednak gdy dotarło do mnie,że to „już prawie dwa lata” to lekko osłupiałem. Kiedy to minęło? Jeżeli czas w takim tempie będzie mi umykał to zanim się zorientuję sam będę na wózku wożony. A browara trzeba będzie mi będzie podawać dożylnie chyba.&lt;br /&gt;Tak mnie to ruszyło,że zdjąłem japonki i nie zważając na ból stopy pogalopowałem z wózkiem do domu.&lt;br /&gt;„Muszę zdążyć się wyspać zanim mnie starość dopadnie” myślałem plaskając bosymi stopami po rozgrzanym asfalcie.&lt;br /&gt;Szybko plaskałem. Naprawdę szybko.&lt;br /&gt;Koleżanka małżonka już po chwili została z tyłu.&lt;br /&gt;Poczułem lekką satysfakcję, która jednak zniknęła gdy zauważyłem kiwające się na boki główki pociech.&lt;br /&gt;„Nic to zaraz dobiegnę do furtki i szczekanie naszych psów je obudzi”-pomyślałem i zwiększyłem częstotliwość plaskania.&lt;br /&gt;Au.&lt;br /&gt;Au.Au.Au.&lt;br /&gt;Nasza droga to nie jest bynajmniej równy, gładki „dywanik asfaltowy”.&lt;br /&gt;Dobiegłem pod dom i z fasonem, w lekkim poślizgu, zatrzymałem wózek kilka centymetrów przed nosem naszej ,wielkiej i zazwyczaj hałaśliwej, suki.&lt;br /&gt;Zmarszczyła go lekko i leniwie machnęła ogonem.&lt;br /&gt;Raz.&lt;br /&gt;Spojrzałem wyczekująco na naszego mistrza jojczenia, króla szczeku i cesarza wycia rasy husky.&lt;br /&gt;Dyszał patrząc na mnie swoim obojętnym wzrokiem.&lt;br /&gt;No tak te „głupie ludzkie sprawy”. On jest ponadto.&lt;br /&gt;Po chwili nabiegła koleżanka małżonka i wtargaliśmy przelewające się przez ręce dzieci do domu.&lt;br /&gt;-No laski a teraz do wanienki, do waszych gumowych kaczuszek, potem mleczko i do łóżek-przedstawiłem im swoją propozycję harmonogramu tego uroczego wieczoru.&lt;br /&gt;Przytaknęły ochoczo główkami i podreptały do łazienki.&lt;br /&gt;A potem zrealizowaliśmy plan pracy.&lt;br /&gt;Problemy zaczęły się przy realizacji ostatniego punktu.&lt;br /&gt;Tego o spaniu w łóżeczkach.&lt;br /&gt;Najwyraźniej do pełnej regeneracji wystarczyło i m te kilka minut snu wózku.&lt;br /&gt;Walczyliśmy z nimi do 22.00.&lt;br /&gt;W końcu padły.&lt;br /&gt;Zmordowany zrobiłem kanapki, otworzyłem nam po piwie i usiedliśmy na balkonie.&lt;br /&gt;Był cudownie ciepły wieczór.&lt;br /&gt;-No po czymś takim to chyba będą spały do rana-spróbowałem zaklinania rzeczywistości.&lt;br /&gt;Zmęczenie i piwo szybko zagoniły nas do łóżka. Padliśmy przed 23.00.&lt;br /&gt;Bajkowy „sen  o śnie” skończył się o  4.26. &lt;br /&gt;Obudziło mnie wycie starszej córki. Utuliłem, pogłaskałem i zaniosłem do naszego łóżka.&lt;br /&gt;Wtuliła się w poduszkę i zamknęła oczy.&lt;br /&gt;Wtedy „odpaliła” druga. Jej natarczywe zawodzenie można było przetłumaczyć mniej więcej tak:&lt;br /&gt;„Kelner! Mleko !!! BIEGIEM!!!”.&lt;br /&gt;No to pobiegłem.&lt;br /&gt;Wróciłem wcisnąłem w łapy mleko i powlokłem się do łóżka.&lt;br /&gt;Położyłem głowę na poduszkę i próbowałem zasnąć.&lt;br /&gt;Coś było nie tak.&lt;br /&gt;Ostrożnie otworzyłem oczy.&lt;br /&gt;Tak żeby broń boże nie zrobić hałasu.&lt;br /&gt;I napotkałem świdrujące spojrzenie drugiej pociechy.&lt;br /&gt;Chociaż określenie „pociechy” w tym kontekście trąci lekką ironią.&lt;br /&gt;Spojrzenie owo mówiło wyraźnie co dziecko sądzi o ojcu, który jedną córkę poi mlekiem a drugiej pozwala konać z głodu.&lt;br /&gt;W jej gardle narastało oskarżające wycie.&lt;br /&gt;Zerwałem się i „poplaskałem” świńskim truchtem po drugą butlę.&lt;br /&gt;Kiedy wróciłem okazało się,że druga córa już skończyła konsumpcję i też przyszła do naszego łóżka.&lt;br /&gt;Wtedy już wiedziałem,że nie pośpię.&lt;br /&gt;Zatkałem butelką dziób jednej a drugą przytuliłem do boku i desperacko próbowałem błyskawicznie zasnąć.&lt;br /&gt;Sen jakoś nie przychodził.&lt;br /&gt;Ciekawe czemu?&lt;br /&gt;Czyżby przyczyną mogło być to,że jedna z córek walnęła mnie czołem w łuk brwiowy, druga kopała obunóż w splot słoneczny, mleko z butelki rozlało się po pościeli a dzieci śmiały się radośnie?&lt;br /&gt;Niemożliwe.&lt;br /&gt;Przecież była PIĄTA RANO!!!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-7973337746575598656?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/7973337746575598656/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/06/sinusoida.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7973337746575598656'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7973337746575598656'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/06/sinusoida.html' title='Sinusoida'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-4942297004585827430</id><published>2011-06-08T11:07:00.006+02:00</published><updated>2011-06-08T11:13:20.735+02:00</updated><title type='text'>Na własne życzenie</title><content type='html'>Do niedawna miałem nadzieję,że jak dziewczynki trochę podrosną i zaczną lepiej spać to będę miał więcej czasu na pisanie. A jednak miał rację kolega bloger twierdząc,że to nie takie proste i,że kryzys jest nieunikniony a drugi oddech złapię jak dzieciaki pójdą do przedszkola.&lt;br /&gt;Codziennie siadam na chwilę przy kompie i myślę o tym, że wypada coś napisać.&lt;br /&gt;I nagle mam zupełną pustkę w głowie. Identyczną jak wtedy gdy koleżanka małżonka żartobliwie prosi „opowiedz mi coś ciekawego”.&lt;br /&gt;Normalnie mogę tokować i tokować a po takiej prośbie następuje absolutna blokada.&lt;br /&gt;Strasznie odmóżdżająca jest ta codzienna rutyna opiekowania się maluchami.&lt;br /&gt;A rutynę zawsze źle znosiłem.&lt;br /&gt;Z drugiej strony kuzynka , która czyta blog i akurat wysłuchiwała mojej kolejnej opowieści mruknęła ironicznie,że ja to ciągle mam „pod górkę i pod wiatr”.&lt;br /&gt;Coś w tym jest.&lt;br /&gt;Mistrz narzekania i skarżenia się na los.&lt;br /&gt;Muszę pomyśleć na swoim wizerunkiem bo wygląda,że może ze mnie wyrosnąć wyjątkowo upierdliwy dziadunio.&lt;br /&gt;Im gorzej tym dla blogu lepiej-to stara prawda.&lt;br /&gt;A ostatnio Księżniczki ze szkiełka zrobiły się już naprawdę komunikatywne i spędzanie z nimi czasu jest coraz fajniejsze. I kiedy tak sobie razem siedzimy to wiele innych rzeczy staje się mniej ważnych.&lt;br /&gt;Na przykład to,że pewien znany poseł lewicy poszedł w ministry do partii centroprawicowej pozostawia mnie doskonale obojętnym. Chociaż trochę jestem ciekaw rozwoju sytuacji ponieważ jako lewicowiec był m.in. za refundacją in vitro. To jest jeszcze jako tako zgodne z linią partii , do której przeszedł,ale już kwestia uregulowań prawnych dotyczących związków homoseksualnych to będzie niezły orzech do zgryzienia bo jego dotychczasowe poglądy raczej nie są po linii nowej partii.&lt;br /&gt;Za to „podgotowała” mnie ostatnio pani minister Kopacz, która kilka miesięcy temu, nieco zaskakująco w kontekście kryzysu, oświadczyła,że pieniądze na refundację zapłodnienia pozaustrojowego są.&lt;br /&gt;A teraz w równie zaskakujący sposób postawiła nas przed kwestią „albo in vitro, albo chemioterapia”.&lt;br /&gt;Przepraszam za wyrażenie, ale droga pani minister trzeba być doprawdy demagogiczną (...)* by tak stawiać sprawę.&lt;br /&gt;W ostatnim wywiadzie szef MSZ stwierdził,że podobnie jak większość osób w partii rządzącej jest za in vitro,ale bez refundacji -„Bo na zdrowie zawsze jest ograniczona ilość pieniędzy. Tak długo, jak brakuje nam na ratowanie życia, to ci, którym naprawdę zależy na dziecku, uciułają na zabieg.”&lt;br /&gt;Mógłbym się poznęcać nad takim sformułowaniem,ale jakoś nie mam siły.&lt;br /&gt;Jakby człowiek walił łbem w mur.&lt;br /&gt;Już wydawało się,że umysły niektórych zaczęły się otwierać a tu znowu krótkowzroczne prymitywne i demagogiczne gadanie.&lt;br /&gt;I jakoś nawet trudno teraz mi się zdobyć na wielkie krytykanctwo. BO trochę na własne życzenie teraz się wkurzam.&lt;br /&gt;Dawno dawno temu w całkiem nieodległej galaktyce, w której premier i prezydent byli blisko spokrewnieni a Platforma kreowała swój wizerunek jako partii fachowców wkurzałem się,że na własne życzenie przegrywają wybory bo są zbyt szczerzy nie uciekają się do populizmu. A nasz wyborca szczerości jeszcze nie nauczył się doceniać.&lt;br /&gt;No to teraz mam. &lt;br /&gt;I pozwólcie,że tu postawię kropkę bo się zaraz zacietrzewię i znowu będę musiał się autocenzurować i po gwiazdki sięgać.&lt;br /&gt;W każdym razie premier obiecał dzisiaj w wywiadzie dla Interii ,że będzie pilnował:&lt;br /&gt;„ Aby nie wprowadzić żadnych przepisów, które utrudniłyby ludziom dostęp do in vitro albo zakazały tej procedury. Zaznaczył też, że przygotowując regulacje prawne dotyczące in vitro należy mieć na uwadze, aby nie spowodowały one tylko "kłopotów i nieszczęść", np. nie spowodowały wydłużenia czasu oczekiwania na taki zabieg.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*ten fragment usunięto na wniosek autocenzury-w ramach akcji pod hasłem „Jako ojciec musisz dawać dobry przykład.&lt;br /&gt;Pierwotnie było tam słowo „mendą”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-4942297004585827430?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/4942297004585827430/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/06/na-wasne-zyczenie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/4942297004585827430'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/4942297004585827430'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/06/na-wasne-zyczenie.html' title='Na własne życzenie'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-5162385037528826687</id><published>2011-05-27T09:35:00.001+02:00</published><updated>2011-05-27T09:35:58.424+02:00</updated><title type='text'>Post scriptum</title><content type='html'>Kilka dni po napisaniu poprzedniego postu zadzwonił telefon. &lt;br /&gt;Zerknąłem na wyświetlacz-”numer prywatny”.&lt;br /&gt;To rzadko oznacza coś miłego. W najlepszym razie upierdliwą rozmowę z kimś kto chce mi cos wmusić. Na przykład sto osiemnastą polisę. Jakby było mało ,że mama ubezpieczony dom samochód i nawet wykupione OC na te nasze cholerne psy.&lt;br /&gt;W gorszym przypadku taki „numer prywatny” może oznaczać kogoś kto uważa,że wisimy mu jakieś pieniądze.&lt;br /&gt;Ale nie, to było to pierwsze.&lt;br /&gt;-Dzień dobry dzwonię z firmy Polkomtel...&lt;br /&gt;Och cóż za radość.&lt;br /&gt;-... dotarła do nas informacja o pana rezygnacji z iPlusa i chciałam spytać o przyczynę.&lt;br /&gt;-Jakość usługi.-no tak nie ułatwiałem jej tej rozmowy.&lt;br /&gt;-Pod jakim względem jakość tej usługi panu nie odpowiada.&lt;br /&gt;-A pod takim, że płacę za dostęp do internetu a wasza firma przestawiła nadajnik i pozbawiła mnie zasięgu a tym samym możliwości korzystania z waszych usług. I w tej sprawie zamierzam...&lt;br /&gt;-Oczywiście może pan złożyć reklamację, ale to nie u mnie bo ja dzwonie w sprawie rezygnacji i chciałabym się dowiedzieć w jaki sposób mogłabym zachęcić pana do pozostania w naszej sieci.&lt;br /&gt;Prawie się wzruszyłem.&lt;br /&gt;-To będzie trudne ponieważ już korzystam z oferty konkurencji i jestem zachwycony jakością ich usługi.&lt;br /&gt;-Ale może jednak, może jakaś atrakcyjna oferta na preferencyjnych warunkach...?&lt;br /&gt;-Wie pani nawet chętnie gdybym miał zasięg.&lt;br /&gt;-Rozumiem a może jakiś atrakcyjny telefon?&lt;br /&gt;-Tylko co ja z nim zrobię skoro pozbawiliście mnie możliwości  korzystania z waszych usług.&lt;br /&gt;-No to w każdym razie gdyby się pan namyślił...&lt;br /&gt;Ja pierniczę. Ja naprawdę rozumiem,że dziewczyna ma narzucone standardy takiej rozmowy, musi odfajkować kolejne punkty i za taką upierdliwość jej płacą. Taka praca.&lt;br /&gt;Ale są chyba jakieś granice tego absurdu.&lt;br /&gt;Byłem jednak uprzejmy bo przecież to nie jej wina.&lt;br /&gt;A jednak kiedy oglądam najnowszą kampanię reklamową Plusa i kilka razy dziennie głos z telewizora stwierdza radośnie,że „teraz internet w iPlusie jest jeszcze szybszy to się nieco wkurwiam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-5162385037528826687?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/5162385037528826687/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/05/post-scriptum.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/5162385037528826687'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/5162385037528826687'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/05/post-scriptum.html' title='Post scriptum'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-1501536734535001157</id><published>2011-05-17T07:00:00.001+02:00</published><updated>2011-05-17T07:00:05.261+02:00</updated><title type='text'>Polkomtel ty świnio!</title><content type='html'>Ladies and gentelman przedstaaaaawiam, głównego spoooooonsora mojej przerwy w bloooooogowaniuuuu otooooo&lt;br /&gt;POLKOMTEEEEEEEL!!!&lt;br /&gt;Firma, której działania są tak żenująco kompromitujące iż po kilkunastu latach postanowiłem zrezygnować z jej usług. Niestety z telefonem muszę się jeszcze pomęczyć, ale modem poszedł już do śmieci.&lt;br /&gt;I mogę wreszcie zapomnieć o tym gównie jakim w moim przypadku okazał się iPLus.&lt;br /&gt;Ja naprawdę wiem,że w dużych miastach jest 3G i wszystko  hula. Ja naprawdę rozumiem, że na zadupiu nie ma co oczekiwać cudów.&lt;br /&gt;Wiem również,że Polkomtel celowo przestawił nadajnik by poprawić zasięg w sąsiedniej miejscowości. Tym samym pozbawiając mnie możliwości korzystania z jego usług.&lt;br /&gt;Ale faktury gnoje przysyłają.&lt;br /&gt;I w mediach chwalą się tym jak to inwestują w infrastrukturę.&lt;br /&gt;Oto historia dziwna. Bardzo dziwna. Tym bardziej ,że przyjdzie mi w niej pochwalić firmę związaną z Tepsą (za przeproszeniem). Koniec świata.&lt;br /&gt;No dobra. Zaczynajmy.&lt;br /&gt;Za górami za lasami mieszkał frajer, który uważał, że jak za coś płaci to to dostanie. Był wierny. Bo przecież tyle lat współpracy, bo znajomi w biurze obsługi klienta, w dziale technicznym (sorry kochani do was nic nie ma :-)) itd.&lt;br /&gt;Od pewnego czasu działanie naszego iPlusowego łącza irytująco  się pogarszało.&lt;br /&gt;Jednak znajomy z Polkomtela pocieszał,że wkrótce będą przestawiać nadajnik i sytuacja powinna ulec zmianie.&lt;br /&gt;No dobra. Uzbroiliśmy się w cierpliwość i czekaliśmy.&lt;br /&gt;Koleżanka małżonka rozbroiła się znacznie wcześniej niż ja.&lt;br /&gt;-.......urrrrrrrwaaaaaanyyyyy KUUUUUBEK- warczała waląc wściekle w klawiaturę komputera.&lt;br /&gt;-.......eeeeeerrrrrrdoooooolllony internet-doprecyzowywała co chwilę źródło swego wzburzenia.&lt;br /&gt;- Jak mam powysyłać oferty do klientów skoro to gówno w ogóle nie działa!!!!&lt;br /&gt;Waliła coraz mocniej. &lt;br /&gt;-Uspokój się bo dzieci obudzisz-spróbowałem być odważny.&lt;br /&gt;I głupi.&lt;br /&gt;-MISIEK  CZEMU NIC NIE ZROBISZ!!!-jej wściekłe spojrzenie miało taka temperaturę,że zacząłem obawiać się czy nie wyląduję na oddziale w Siemianowicach Śląskich.&lt;br /&gt;-A co mam do cholery zrobić- burknąłem urażony-Jak nie  chcesz Gównostrady od Tepsy to tylko to badziewie  z iPlusa nam zostało. &lt;br /&gt;-MISIEK ZRÓB COŚ ZANIM WYLEWU DOSTANĘ!!!&lt;br /&gt;Tak oczywiście to moja wina. Mocno mnie to uraziło.&lt;br /&gt;Tak mocno,że ośmieliłem się zwerbalizować.&lt;br /&gt;Ech, odważny ,ale głupi.&lt;br /&gt;Resztę wieczoru spędziliśmy w milczeniu.&lt;br /&gt;Co nie oznacza,że w ciszy.&lt;br /&gt;Walenie w klawiaturę było coraz głośniejsze.&lt;br /&gt;Wkurzało mnie to niepomiernie,ale czułem,że jeżeli się odezwę to koleżanka małżonka przestanie walić w klawiaturę.&lt;br /&gt;Będzie zbyt zajęta okładaniem mnie.&lt;br /&gt;Ot wieczór jakich ostatnio wiele.&lt;br /&gt;Dziewczynki  po dwudziestej zasypiają, ja zabieram się za ogarnięcie chałupy a żona siada do pracy. I przez następne kilka godzin próbuje wysłać kilka służbowych maili. Najczęściej bezskutecznie.&lt;br /&gt;W końcu , po północy, wkurzona odpuszcza i kładzie się spać.&lt;br /&gt;Następnego dnia sytuacja się powtarza. I następnego. I kolejnego.&lt;br /&gt;Rzeczywiście szlag może człowieka trafić.&lt;br /&gt;Do tej pory, w nerwach,ale jakoś korzystać z internetu się dało.&lt;br /&gt;Jednak od jakiegoś czasu praktycznie płacimy za usługę, której usługodawca nie świadczy.&lt;br /&gt;No, ale czekamy na to mityczne przestawienie nadajnika. Niech stanie się cud.&lt;br /&gt;W końcu któregoś wieczora nie wytrzymałem i zadzwoniłem na infolinię. Oczywiście nie udało mi się połączyć z konsultantem ponieważ okazało się ,że pracują do 22.00 a była 21.59.&lt;br /&gt;Usłyszałem jednak informację,że Polkomtel oferuje  teraz również iPlusa w nowszej technologii CDMA.&lt;br /&gt;Ot taka mała radość frajera, który nie chce zmieniać firmy i cieszy się,że może wymienić gówniany produkt na trochę lepszy.&lt;br /&gt;Frajer szybko sprawdził mapę zasięgu i następnego dnia podpisał umowę na nową usługę.&lt;br /&gt;Na szczęście na próbę.&lt;br /&gt;Spisanie dokumentów trwało półtorej godziny. Zirytowany pracownik tłumaczył,że do obsługi tej usługi mają nowy program, z którym wszyscy mają problemy.&lt;br /&gt;Frajer wiedział o tym wcześniej bo na forach internetowych sporo o tym czytał. Więc był wyrozumiały.&lt;br /&gt;W końcu się udało i mógł wrócić do domu. Uśmiechnięty i pełen nadziei.&lt;br /&gt;Podpięcie nowego modemu i instalacja sterowników zajęła chwilę. Następne kilka godzin frajer ów spędził na konferowaniu ze wsparciem technicznym, które nie potrafiło mu wyjaśnić czemu modem nie chce się połączyć z siecią.&lt;br /&gt;Żmudne grzebanie w panelu sterowania itd. nic nie dało.&lt;br /&gt;Drugiego dnia walka wciąż trwała.&lt;br /&gt;Aż nagle kolejnego konsultanta olśniło.&lt;br /&gt;-A jakiego koloru świeci się dioda na modemie? -zapytał&lt;br /&gt;-Czerwona.&lt;br /&gt;-A ,to wszystko jasne, nie ma pan zasięgu.&lt;br /&gt;-Jak to? Wskaźnik pokazuje trzy kreski?&lt;br /&gt;-Ja wiem,ale one tylko tak pokazują.&lt;br /&gt;-To znaczy?&lt;br /&gt;-To znaczy, że czerwona lampka świadczy o tym,że modem w ogóle nie łapie sygnału. Powinna się świecić niebieska.&lt;br /&gt;Frajer chwycił laptop i wyszedł z nim na balkon. Jego przekrwione od wpatrywania się w ekran oczy poraziło niebieskie światełko modemu, który momentalnie połączył się z internetem.&lt;br /&gt;Frajer zaklął.&lt;br /&gt;Zapakował modem powstrzymując się przed roztrzaskaniem go o ścianę.&lt;br /&gt;Następnego dnia rozwiązał umowę na iPlusa oraz na iPlusa CDMA.&lt;br /&gt;-Wie pan, to dziwne,że wszyscy to zwracają-zadumał się pan przyjmujący rezygnację.&lt;br /&gt;-I ten zwykły iPlus też u pana nie działa?-kontynuował niepomiernie zdziwiony-To dziwne bo odkąd przestawiliśmy nadajnik w tej okolicy jest super.&lt;br /&gt;-Odkąd przestawiliście nadajnik u mnie jest wprost przeciwnie-zaburczał frajer.&lt;br /&gt;A potem poszedł do salonu Orange.&lt;br /&gt;Spisanie umowy i aktywacja trwało piętnaście minut.&lt;br /&gt;Było miło i nawet, przez moment, śmiesznie:&lt;br /&gt;-A nie chce pan Neostrady?&lt;br /&gt;-Nie.&lt;br /&gt;-A można wiedzieć dlaczego?&lt;br /&gt;-Bo to Tepsa.&lt;br /&gt;-No tak rozumiem. W przeszłości różnie się zdarzało, ale teraz firma dużo robi by przekonać  do siebie klientów, którzy się do nie zrazili.&lt;br /&gt;-Świetnie. Tylko jak kilka lat temu wymieniali u są kable to zamiast obiecanego światłowodu pociągnęli zwykły kabel i teraz oferują zawrotną prędkość dwóch mega za cenę prawdziwej Neostrady. Nie wydaje się pani,że w tym wypadku technologia mobilna ma ciut więcej zalet?&lt;br /&gt;Frajer nie był zadowolony, że musiał podpisać umowę z firmą powiązaną z „Telekomuną”.&lt;br /&gt;I nawet wkurzało go to,że oferowany przez nią internet zapieprzał  u niego w domu jak dziki.&lt;br /&gt;A już kompletnie dobiło go to,że modem u nowego dostawcy był tańszy o połowę niż u dotychczasowego.&lt;br /&gt;A ręce opadły mu ostatecznie gdy okazało się, że ma wbudowany router, za który w iPlusie musiałby zapłacić prawie 150 złotych.&lt;br /&gt;Był wściekły bo firma, której był tyle lat wierny potraktowała go nieuczciwie  i bezczelnie.&lt;br /&gt;A piany dostawał bo na blogu musiał napisać, że coś czego dotknęła Tepsa jest dobre.&lt;br /&gt;Bo jest. Psiakrew.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz kochani zwróćcie uwagę na to,że w tym tekście praktycznie nie ma wulgaryzmów.&lt;br /&gt;Ostatnio trochę mi się za nie oberwało.&lt;br /&gt;A jednak uważam,że w tym tekście powinny się znaleźć.&lt;br /&gt;Ci którzy ich nie lubią mogą teraz przerwać lekturę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dla tych, którym nie przeszkadzają ,mam pakiet autoryzowanych licencjonowanych przekleństw:&lt;br /&gt;„Pie.....dolony”- sztuk 10- do wstawienia w tekście przed słowami „Polkomtel”, „iPlus” oraz „iPlus CDMA”.&lt;br /&gt;„K........rwa”- sztuk 15 do wstawienia w dowolnych miejscach celem zwiększenia ekspresji wypowiedzi.&lt;br /&gt;Udzielam też licencji na wstawienie sobie do tekstu około piętnastu innych, dowolnych wulgaryzmów.&lt;br /&gt;Wtedy ten tekst będzie mniej więcej wyglądał tak jak powinien :-))))&lt;br /&gt;A kto nie chce ten nie musi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-1501536734535001157?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/1501536734535001157/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/05/polkomtel-ty-swinio.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/1501536734535001157'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/1501536734535001157'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/05/polkomtel-ty-swinio.html' title='Polkomtel ty świnio!'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-266241796735808040</id><published>2011-05-16T09:45:00.004+02:00</published><updated>2011-05-16T09:51:00.788+02:00</updated><title type='text'>Powrót z czarnej dziury</title><content type='html'>Ale ten czas ucieka!&lt;br /&gt;Mam taką teorię, że dzieci zakrzywiają czasoprzestrzeń.&lt;br /&gt;No bo jak inaczej wytłumaczyć to,że zrobiłem sobie króciuteńką przerwę w pisaniu i nagle okazało się,że to już prawie miesiąc bez postu?&lt;br /&gt;Tak na serio to myślę,że ta przerwa dobrze blogowi zrobi. W piątek minęły dwa lata od pierwszego wpisu i rozpoczęcia tego całego szaleństwa.&lt;br /&gt;Szczerze mówiąc zastanawiałem się nawet czy nie jest to dobra data na zakończenie tego blogu.&lt;br /&gt;Bo posty coraz częściej robią się wtórne, bo poseł Gowin popadł w partyjna niełaskę, prawdopodobnie nie będzie ustawy bioetycznej tylko po prostu Konwencja bioetyczna Rady Europy, którą Polska zamierza wreszcie  ratyfikować .&lt;br /&gt;Jednym słowem wygląda na to,że w tym chorym kraju robi się normalnie.&lt;br /&gt;Za wcześnie by mówić o uzdrowieniu, ba o rehabilitacji nawet, ale postępy choroby zostały zatrzymane.&lt;br /&gt;I trochę brakuje mi paliwa do pisania, które zaczęło się od ogromnej frustracji i niezgody na te naszą rzeczywistość.&lt;br /&gt;Coraz częściej zapominam, że nasze córki to „Twory Frankesteina”.&lt;br /&gt;Po prostu mamy fajne dzieciaki.&lt;br /&gt;I oczywiście różne perypetie. Tyle,że gatunkowo odbiegające od tego o czym miałem tu pisać.&lt;br /&gt;Dlatego mocno zastanawiałem się nad zakończeniem pisania Dzieci Frankensteina....&lt;br /&gt;i rozpoczęcia kontynuacji pt. „Księżniczki ze szkiełka”.&lt;br /&gt;Na razie zdecydowałem się tego nie robić bo szkoda mi trochę pracy włożonej w DF.&lt;br /&gt;Tak więc nie obawiajcie się „plotki o rzekomej śmierci tego blogu są zdecydowanie przesadzone” :-)))&lt;br /&gt;Mało ostatnio mam czasu na pisanie. Mało na cokolwiek. Więc o wyrozumiałość proszę.&lt;br /&gt;Przy okazji jeszcze jedno wyjaśnienie.&lt;br /&gt;Moje tak długie milczenie ma jeszcze jedną przyczynę. Jego głównym sponsorem jest mój nieuczciwy dostawca internetu.&lt;br /&gt;I wkrótce zamierzam mu za to podziękować w osobnym poście, który mam nadzieję przeczyta sporo osób, które polecą go znajomym i wkrótce w wynikach wyszukiwarki Googla wystukanie nazwy tej firmy będzie skutkowało tzw. „Efektem Kominka”.&lt;br /&gt;To moja autorska nazwa tego co przydarzyło się jednemu z najbardziej popularnych polskich blogerów.&lt;br /&gt;A stał się popularny głównie dzięki temu, że internauci zaczęli kojarzyć nazwę pewnego wielkiego koncernu spożywczego z nazwą....  żeńskiego organu płciowego. Taką mniej medyczną.&lt;br /&gt;A bardziej wulgarną.&lt;br /&gt;A zaczęło się od tego,że blogerowi nie posmakował budyń.&lt;br /&gt;Mnie też nie smakuje,że ktoś robi mnie w przysłowiowe zwierzę kopytne.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-266241796735808040?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/266241796735808040/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/05/powrot-z-czarnej-dziury.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/266241796735808040'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/266241796735808040'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/05/powrot-z-czarnej-dziury.html' title='Powrót z czarnej dziury'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-763150818781580529</id><published>2011-04-24T09:15:00.003+02:00</published><updated>2011-04-24T09:27:05.802+02:00</updated><title type='text'>Wesołych Świąt !</title><content type='html'>Wszystkiego "naj" i w najlepszym gatunku życzę :-)&lt;br /&gt;Powoli kończąc mój blogowy urlop.&lt;br /&gt;Co prawda dzisiaj siedzę w pracy co w najlepszy nastrój nie wprawia, ale jutro zaczynam długi weekend.W planach wyprawa na drugi koniec Polski do mojego rodzinnego miasta, w którym nie byłem już bardzo dawno.&lt;br /&gt;Ostatnie dni były bardzo pracowite i takie oderwanie od codzienności powinno dobrze zrobić całej naszej ekipie.&lt;br /&gt;Przyszły pokój dziewczynek jest już prawie wyremontowany. Gładzie schną i czekają na gruntowanie i malowanie.&lt;br /&gt;Remont, gruntowne porządki w piwnicy, kołowrót w pracy, "boćkowy" zlot, dubeltowa jelitówka i jeszcze pradziadek DF w szpitalu-lista atrakcji ostatnich tygodni jest długa.&lt;br /&gt;Ale zbliża się druga rocznica powstania blogu więc  czas się znowu uaktywnić.&lt;br /&gt;Tym bardziej,że los sam daje mi znaki, że czas zabrać się do roboty.&lt;br /&gt;Los ubrany w kombinezon z logo znanego japońskiego koncernu motoryzacyjnego.&lt;br /&gt;Zaintrygowani?&lt;br /&gt;Mam nadzieję :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-763150818781580529?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/763150818781580529/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/04/wesoych-swiat.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/763150818781580529'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/763150818781580529'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/04/wesoych-swiat.html' title='Wesołych Świąt !'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-8306259657105709453</id><published>2011-03-23T09:20:00.005+01:00</published><updated>2011-03-23T09:41:18.428+01:00</updated><title type='text'>Wieści, zapowiedzi, informacje, tłumaczenia.</title><content type='html'>Kochani dzisiaj tak na szybko i w skrócie bo nie chcę tak bez słowa waszej cierpliwości nadwyrężać.&lt;br /&gt;Więc lojalnie uprzedzam, że przez kilka dni raczej nie ma co oczekiwać na blogu gejzerów mojej aktywności.&lt;br /&gt;Od poniedziałku codziennie po pracy jeżdżę z połową Dzieci Frankensteina na hydroterapię. Codziennie po około pięć godzin ślęczę nad książką i sam nie wiem skąd mam na to siłę bo generalnie kryzys formy fizycznej mnie dopadł.&lt;br /&gt;Zasypiam w wannie, przed telewizorem, na kanapie, na podłodze. Przypomina mi się rysunek z Garfieldem, który paradował z przywiązaną do głowy poduszką i twierdził ,że "cały świat to jego łóżko" ;-)&lt;br /&gt;W każdym razie postanowiłem,że choćbym padł to do końca tygodnia książka ma być ukończona i wysłana do koleżanki, która zajmie się jej profesjonalną korektą.&lt;br /&gt;A potem nadejdzie czas prawdy.&lt;br /&gt;Oby nie była zbyt brutalna.&lt;br /&gt;Jeżeli chodzi o wersję audio to na pewno wkrótce powstaną kolejne odcinki, ale jest tu pewna delikatna kwestia.&lt;br /&gt;We wstępie wykorzystuję fragment utworu pt. "Hope" zespołu Orange The Juice i cały czas czekam na odpowiedź od ich menago czy nie mają nic przeciw temu.&lt;br /&gt;Jedna demówka z paroma sekundami muzyki to moim zdaniem nic takiego,ale regularne wykorzystywanie tego i innych utworów (bo fajne są :-) to już inna sprawa.&lt;br /&gt;Tak więc o odrobinę wyrozumiałości i cierpliwości proszę.&lt;br /&gt;I przyznam szczerze ,że nie mogę się doczekać kiedy wreszcie pozbędę się "z głowy" książki i znowu zabiorę za swobodne blogowanie :-)))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps.&lt;br /&gt;Wracając do wersji audio to kolega trochę mi docina,że następnym razem to on zrobi wersję "efekciarską" i ciekawe jak wtedy podzielą się głosy. I ma rację :-))&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-8306259657105709453?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/8306259657105709453/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/03/kochani-dzisiaj-tak-na-szybko-i-w.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/8306259657105709453'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/8306259657105709453'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/03/kochani-dzisiaj-tak-na-szybko-i-w.html' title='Wieści, zapowiedzi, informacje, tłumaczenia.'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-2135632333719262130</id><published>2011-03-18T14:12:00.005+01:00</published><updated>2011-03-18T15:06:19.917+01:00</updated><title type='text'>Premiera audio!</title><content type='html'>Tak, tak- wiem, że znowu wystawiłem na próbę cierpliwość czytelników.&lt;br /&gt;Mam nadzieję jednak ,że uznacie iż warto było trochę poczekać.&lt;br /&gt;Nadeszła wiekopomna chwila i Dzieci Frankensteina zyskały własny głos. &lt;br /&gt;A nawet dwa głosy.&lt;br /&gt;Jeden ludzki a drugi autora ;-)&lt;br /&gt;Jak już wspominałem prace nad dwiema wersjami audio trwały równocześnie.&lt;br /&gt;W końcu obaj z kumplem uznaliśmy,że czas poddać efekty naszej pracy krytyce.&lt;br /&gt;Oby konstruktywnej.&lt;br /&gt;Bo my mamy już dosyć krytykowania się nawzajem :-)))))&lt;br /&gt;Kumpel, który ostatnio telefoniczne rozmowy ze mną zaczyna od:„Cześć! Tylko tym razem nie chcę o sobie czytać na twoim blogu!”- swoją wersję podcastową udostępnił już kilka dni temu.&lt;br /&gt;Mnie praca zajęła trochę więcej czasu ponieważ zrealizowałem ją „barokowo”.&lt;br /&gt;W końcu jednak skończyłem, nagrałem na płytkę i dałem do posłuchania koleżance małżonce.&lt;br /&gt;Wzięła ją do samochodu i słuchała po drodze.&lt;br /&gt;A ja czekałem niecierpliwie na werdykt.&lt;br /&gt;Nie zdradzę jaki, ponieważ nie chcę Wam niczego sugerować.&lt;br /&gt;W każdym razie nadszedł czas prezentacji.&lt;br /&gt;Aby zachować chronologię na początek proponuję produkcję konkurencji.&lt;br /&gt;Jest to wstęp i pierwszy rozdział powstającej ( no cóż, w bólach) książki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;embed type="application/x-shockwave-flash" flashvars="audioUrl=http://lukasziljaszewicz.net/audio/Dzieci_Frankensteina_Rozdzial_I.mp3" src="http://www.google.com/reader/ui/3523697345-audio-player.swf" quality="best" width="400" height="27"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uważni czytelniko- słuchacze pewnie zwrócili uwagę na to,że powyższy fragment to kompilacja kilku postów i odrobiny nowej pisaniny.&lt;br /&gt;Teraz więc absolutna premiera. Rozdział, który na blogu nigdy nie był prezentowany. To fragment całego nowego „papierowego” wątku, którego gwiazdą jest przyszywany szwagier :-)&lt;br /&gt;Tu pojawia się tylko na moment, ale wierzcie mi wprowadzi do całości nową jakość.&lt;br /&gt;A więc odcinek pt. „Nowa bryka” tadaaaaaam:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;embed type="application/x-shockwave-flash" flashvars="audioUrl=http://lukasziljaszewicz.net/audio/Nowa_Bryka.mp3" src="http://www.google.com/reader/ui/3523697345-audio-player.swf" width="400" height="27" quality="best"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i co?&lt;br /&gt;Kto nie wpisze komentarza ten...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps.&lt;br /&gt;Jeżeli ktoś z jakiś przyczyn ma problemy z odsłuchaniem, albo  wolałby posłuchać w samochodzie itd. to proszę o sygnał na „garbatego maila” i mogę podesłać.&lt;br /&gt;Tyle,że obie empetrójki są dziesięciominutowe i mają po 10 mega.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-2135632333719262130?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/2135632333719262130/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/03/premiera-audio.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2135632333719262130'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2135632333719262130'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/03/premiera-audio.html' title='Premiera audio!'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-3071879775752457210</id><published>2011-03-10T07:18:00.001+01:00</published><updated>2011-03-10T07:18:00.541+01:00</updated><title type='text'>Medialne ikony</title><content type='html'>Tydzień temu miałem okazję obejrzeć wystawę Ewy Harabasz pt. "Prasoreligia". Bardzo ciekawa artystka czerpiąca inspirację z malarstwa Caravaggia i sztuki bizantyjskiej a jednak...&lt;br /&gt;Cholernie aktualna jest wymowa tych jej współczesnych ikon nieprawdaż?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-dCkqwPW3pFM/TXdHcwSR9-I/AAAAAAAAAOY/6FC-GU8XPVk/s1600/Ewa_Harabasz2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 167px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-dCkqwPW3pFM/TXdHcwSR9-I/AAAAAAAAAOY/6FC-GU8XPVk/s320/Ewa_Harabasz2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5582008822472505314" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałem okazję odbyć dłuższą rozmowę z artystką, która tłumaczyła mi, że stara się pokazać dwuznaczną rolę mediów we współczesnym świecie.To w jak efektowny, estetyczny i wykoncypowany sposób pokazują ludzkie cierpienie. &lt;br /&gt;Dlatego tworząc swoje "współczesne ikony" wykorzystuje fotografie prasowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-JdUA9O_m7UE/TXdHuqMtEKI/AAAAAAAAAOg/dCzZgUVexuA/s1600/Ewa_Harabasz1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 203px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-JdUA9O_m7UE/TXdHuqMtEKI/AAAAAAAAAOg/dCzZgUVexuA/s320/Ewa_Harabasz1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5582009130076147874" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jednak mam wrażenie,że tworząc te prace sama stawia się w trochę dwuznacznej sytuacji.&lt;br /&gt;Wspominam o tej wystawie na swoim blogu m.in dlatego,że sporo miejsca poświęcam tutaj kwestiom tolerancji i jej braku. Oraz pewnym tarciom na styku naszej codzienności i religii.&lt;br /&gt;Co ciekawe prace Ewy Harabasz żyją swoim życiem. Jak mówi, tę pracę powyżej często znajduje na różnych portalach katolickich gdzie jest reprodukowana jako "Współczesna Madonna".&lt;br /&gt;Za to ta druga praca została "zawłaszczona" przez środowiska gejowskie, które z kolei wrzucają ją na swoje strony jako "gejowską pietę".&lt;br /&gt;Chichot losu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-3071879775752457210?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/3071879775752457210/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/03/medialne-ikony.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/3071879775752457210'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/3071879775752457210'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/03/medialne-ikony.html' title='Medialne ikony'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-dCkqwPW3pFM/TXdHcwSR9-I/AAAAAAAAAOY/6FC-GU8XPVk/s72-c/Ewa_Harabasz2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-2712757616936604120</id><published>2011-03-09T08:42:00.000+01:00</published><updated>2011-03-09T08:43:00.156+01:00</updated><title type='text'>Dobry człowiek po ciemnej stronie mocy c.d.</title><content type='html'>Okazało się,że owszem- lodówka w pionie teoretycznie się mieści. Tyle,że po skosie jest kilka centymetrów wyższa.&lt;br /&gt;A tego nie wziąłem pod uwagę.&lt;br /&gt;Ponieważ podłoga w piwnicy jest lekko skośna próbowaliśmy znaleźć miejsce , w którym uda się ją postawić pionowo.&lt;br /&gt;Próbowaliśmy sposobem.&lt;br /&gt;Próbowaliśmy na siłę.&lt;br /&gt;Wszystko na darmo.&lt;br /&gt;Pełen wyrzutów sumienia spojrzałem na kumpla.&lt;br /&gt;Starał się nie okazywać emocji,ale zdawałem sobie sprawę z tego co czuje.&lt;br /&gt;To co miało być szybką akcją zamieniało się w jakiś pieprzony koszmar geometry.&lt;br /&gt;-Jaaaaa pierdzielę! Jak to możliwe-jęczałem płaczliwie.&lt;br /&gt;A kolega, któremu najwyraźniej przyszło do głowy, że zaraz usłyszy „no trudno to musimy zanieść ja z powrotem na górę” napiął wszystkie mięśnie w daremnej, próbie wciśnięcia lodówki na miejsce.&lt;br /&gt;Nie było na to szans.&lt;br /&gt;-Dobra. Nie ma sensu się męczyć skoro i tak się spieszysz. Odpuśćmy. Oprzyjmy ją o ścianę i potem pomyślę jak sobie z tym poradzić.- westchnąłem rozczarowany.&lt;br /&gt;Poszliśmy na górę.&lt;br /&gt;-To co, napijesz się kawy?  Świeżutko zrobiona!-zaproponowałem wiedząc ,że ją uwielbia.&lt;br /&gt;Znowu zerknął na zegarek.&lt;br /&gt;-Nieee, wiesz odpuszczę. Naprawdę muszę lecieć.-odpowiedział.&lt;br /&gt;A mnie zrobiło się strasznie głupio.&lt;br /&gt;Jeszcze gorzej poczułem się widząc jak pędzi do samochodu.&lt;br /&gt;Zakląłem pod nosem i poszedłem szukać przecinaka. Łomu. I dużego młotka. Oraz wiertarki.&lt;br /&gt;Jeszcze raz zmierzyłem lodówkę i pomieszczenie.&lt;br /&gt;Narysowałem na podłodze kilka kresek i zabrałem się za wiercenie w betonie. Po dwudziestu minutach dziury wywiercone w podłodze wyznaczyły wąski prostokąt.&lt;br /&gt;Teraz nadszedł czas na młotek.&lt;br /&gt;Mam taki dziesięciokilogramowy.&lt;br /&gt;Wystarczy go podnieść.&lt;br /&gt;Sam spada.&lt;br /&gt;Ot taka automatyzacja.&lt;br /&gt;A jak spada to wszystko drży. &lt;br /&gt;Lodówka. Ta stara.&lt;br /&gt;Ta nowa.&lt;br /&gt;I prawdopodobnie również ta u sąsiada.&lt;br /&gt;Chwilę to trwało,ale w końcu w grubym betonie pojawiły się rysy pęknięć.&lt;br /&gt;Sięgnąłem po przecinak oraz mniejszy młotek i zacząłem wykuwać głęboką bruzdę.&lt;br /&gt;Trochę to trwało.&lt;br /&gt;Po godzinie dziura w podłodze była gotowa.&lt;br /&gt;Stękając zacząłem przemieszczać lodówkę w taki sposób by jedna z jej krawędzi wsunęła się w otwór.&lt;br /&gt;Wyglądało na to,że może się udać.&lt;br /&gt;I wtedy usłyszałem niepokojący zgrzyt.&lt;br /&gt;Okazało się, że tym razem przeszkadza lampa umieszczona na ścianie.&lt;br /&gt;Wygłosiłem siarczysty monolog godny weterana walk ze smokami.&lt;br /&gt;I zdecydowałem się na desperacki krok.&lt;br /&gt;Sięgnąłem po śrubokręt i zdemontowałem lampę.&lt;br /&gt;Jedyną w tym pomieszczeniu.&lt;br /&gt;W całkowitej ciemności ponownie wlazłem pod opartą o ścianę lodówkę i naparłem.&lt;br /&gt;Zgrzytając i trzeszcząc zaczęła zbliżać się do pionu.&lt;br /&gt;Aż wreszcie poczułem,że już nie muszę jej podtrzymywać.&lt;br /&gt;W świetle latarki mogłem przyjrzeć się dowodowi mego geometrycznego geniuszu.&lt;br /&gt;Sam nie wierzyłem,że się udało.&lt;br /&gt;Przesunąłem lodówkę pod samą ścianę i z powrotem zamontowałem lampę.&lt;br /&gt;O dziwo nawet nie przeszkadzała w otwieraniu drzwiczek.&lt;br /&gt;Popatrzyłem na spora dziurę w podłodze.&lt;br /&gt;Wypadałoby ją zamurować.&lt;br /&gt;Tyle,że pewnie przyjdzie kiedyś taki dzień, że trzeba będzie ją wynieść.&lt;br /&gt;Przy moim szczęściu zaraz po tym jak załatam dziurę.&lt;br /&gt;Postanowiłem więc z tym poczekać.&lt;br /&gt;Zamiast tego zadzwoniłem do kumpla żeby poinformować go iż dokonałem niemożliwego.&lt;br /&gt;To był krótki i zwięzły komunikat.&lt;br /&gt;Po żołniersku.&lt;br /&gt;Nie cytuję bo i tak autocenzura pozbawiłaby go większości tekstu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-2712757616936604120?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/2712757616936604120/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/03/dobry-czowiek-po-ciemnej-stronie-mocy_09.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2712757616936604120'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2712757616936604120'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/03/dobry-czowiek-po-ciemnej-stronie-mocy_09.html' title='Dobry człowiek po ciemnej stronie mocy c.d.'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-1530394779462212303</id><published>2011-03-08T08:30:00.002+01:00</published><updated>2011-03-08T08:31:27.205+01:00</updated><title type='text'>Dobry człowiek po ciemnej stronie mocy</title><content type='html'>Pod koniec ubiegłego tygodnia, w ramach odpoczynku od pracy nad audiobookiem, znowu zabrałem się za wielkie porządki w domu.&lt;br /&gt;Okazja ku temu była dobra ponieważ koleżanka-małżonka znowu wyjechała na dwudniowe szkolenie a dzieci frankensteina były z wizytą u dziadków.&lt;br /&gt;Przyszły pokój dzieciaków w trakcie naszego Wielkiego Remontu zamienił się w monstrualną i przerażającą graciarnię.&lt;br /&gt;No, różne tam są rzeczy. O pewnych wolę nie mówić bo trochę wstyd.&lt;br /&gt;Całkiem sporo miejsca zajmują puszki po mleku.&lt;br /&gt;Dużo puszek, z którymi naprawdę nie wiem co robić. Nie mam gdzie tego wyrzucać bo kosz na śmieci i tak jest  przepełniony. Do tego stopnia,że co kilka dni worki z pieluchami pakuję do bagażnika i wyrzucam do śmietnika pod firmą.&lt;br /&gt;To naprawdę jest problem.&lt;br /&gt;Na początku jeszcze jakoś sobie radziłem.&lt;br /&gt;-O super! Wreszcie posegreguję wszystkie gwoździe,śruby, nakrętki, zszywki, nity i całe to barachło w garażu!-cieszyłem się.&lt;br /&gt;Przez dwa tygodnie.&lt;br /&gt;-O! Wreszcie mamy pojemniki na różne rodzaje mąki, cukier puder, tartą mąkę, płatki owsiane, siemię lniane...-cieszyła się koleżanka małżonka.&lt;br /&gt;Przez następne dwa tygodnie.&lt;br /&gt;A potem góra tego cholerstwa zaczęła rosnąć.&lt;br /&gt;I rosnąć.&lt;br /&gt;Powoli przykrywając pozostałe graty w pokoju.&lt;br /&gt;Przyznaję ze wstydem,że ostatnio już nawet przestałem się bawić w jakieś ich ustawiania, pakowanie do worków i tak dalej.&lt;br /&gt;Po prostu uchylam drzwi, wrzucam puszkę i szybko zamykam pokój starając się nie widzieć tego co tam się dzieje.&lt;br /&gt;Teraz przyszło zapłacić za to lenistwo.&lt;br /&gt;Robię też porządki w pomieszczeniu, które swego czasu zostało zaadaptowane na tymczasową kuchnię.&lt;br /&gt;Ot taka prowizorka.&lt;br /&gt;Gdybym wtedy wiedział,że potrwa prawie dziesięć lat...&lt;br /&gt;W pomieszczeniu owym w dalszym ciągu stała nasza stara lodówka.&lt;br /&gt;Ma dziesięć lat i planowaliśmy oddać ją do komisu, ale były problemy z transportem i zniesieniem po schodach ponieważ jest naprawdę duża.&lt;br /&gt;A ponieważ zamrażarka w nowej jest znacznie mniejsza w końcu przekonałem żonę ,że zamiast sprzedawać lepiej po prostu wstawić ją do piwnicy. Zawsze może się przydać na czarną godzinę.&lt;br /&gt;Zresztą mam do niej ogromny sentyment.&lt;br /&gt;Kupiliśmy ją dwa dni po ślubie.&lt;br /&gt;W poniedziałek przed południem zameldowaliśmy się w sklepie z gospodarstwem domowym ściskając w łapach kopertę z pieniędzmi. Koleżanka małżonka jeszcze w „ślubnym koku”.&lt;br /&gt;Nieco zdemolowanym, ale fryzjerka zrobiła go naprawdę „na sztywno”.&lt;br /&gt;Likwidacja tej fryzury miała potem skończyć się działaniami, do których o mało nie trzeba było używać dynamitu.&lt;br /&gt;Jednym słowem lodówka pełna  miłych wspomnień została z nami.&lt;br /&gt;Tyle,że w dalszym ciągu do rozwiązania pozostała kwestia zniesienia jej do piwnicy.&lt;br /&gt;Tym trudniejsza, że teraz schody otacza barierka.&lt;br /&gt;Stałem właśnie i patrzyłem na tę naszą pamiątkową landarę gdy znowu zdzwonił telefon.&lt;br /&gt;Tym razem nie był to głos Mego Słomianego Zapału vel Sumienia.&lt;br /&gt;Dzwonił inny kumpel, który trzyma u nas drewno do kominka i co jakiś czas wpada by wypakować nim bagażnik służbowego samochodu.&lt;br /&gt;-Jesteś w domu?-spytał.&lt;br /&gt;-Jasne. A co chcesz wpaść po opał?&lt;br /&gt;-No właśnie. Właśnie ruszam w trasę i byłbym za jakieś dwie godzinki jeżeli ci pasuje.&lt;br /&gt;Zerknąłem na zegarek. Miałem co prawdą do załatwienia parę spraw w mieście,ale mogły poczekać.&lt;br /&gt;-Spoko. Czekam na ciebie-odpowiedziałem a w mojej głowie zaczął kiełkować chytry plan.&lt;br /&gt;We dwóch powinniśmy dać radę-pomyślałem patrząc na lodówkę.&lt;br /&gt;I zabrałem się gorączkowo za robienie miejsca w piwnicy, usuwanie ze schodów różnych szpargałów oraz przygotowywanie lodówki do zniesienia.&lt;br /&gt;Na szczęście temperatura na dworze była ujemna i mogłem bez większego ryzyka opróżnić zamrażarkę.&lt;br /&gt;Zdążyłem w sama porę. Właśnie miałem zdzwonić do kumpla żeby zapytać, na którą nastawić ekspres do kawy kiedy usłyszałem szczekanie naszych psów.&lt;br /&gt;Przyjechał.&lt;br /&gt;Wypakowaliśmy drewnem jego limuzynę po sam dach.&lt;br /&gt;-To co teraz kawka?-zaproponowałem.&lt;br /&gt;Zerknął na zegarek i chwilę się zastanowił.&lt;br /&gt;-Nooo, dobra. Chyba zdążę.&lt;br /&gt;-A co? Bardzo się spieszysz?&lt;br /&gt;-No wiesz oficjalnie jestem w pracy-wytłumaczył.&lt;br /&gt;Trudno się było nie domyślić skoro podczas ładowania drewna co chwilę odbierał służbowe telefony.&lt;br /&gt;-To pewnie nie masz czasu żeby pomóc mi znieść lodówkę?-zapytałem bezczelnie.&lt;br /&gt;-A niee, spoko. Żaden problem.&lt;br /&gt;Pomyślałem sobie jednak,że odpowiedział tak ponieważ czuje się zobowiązany do rewanżu.&lt;br /&gt;-Ty słuchaj. Jak nie masz czasu to może odpuśćmy? Tyle czasu na górze stała to jeszcze postoi. Nie pali się...&lt;br /&gt;-Żaden problem!-uciął dyskusję zdecydowanym tonem.&lt;br /&gt;Sumienie miałem więc czyste.&lt;br /&gt;Poszliśmy do domu.&lt;br /&gt;Jeszcze raz zmierzyłem lodówkę i wysokość pomieszczenia, do którego chciałem ja wstawić.&lt;br /&gt;Było kilka centymetrów zapasu.&lt;br /&gt;Zmierzyłem jeszcze raz. Dla pewności.&lt;br /&gt;I zabraliśmy się do roboty.&lt;br /&gt;Do pokonania mieliśmy dwie kondygnacje i kilka wyjątkowo upierdliwych zakrętów na schodach.&lt;br /&gt;Manewrowanie lodówką o wysokości dwóch metrów nie było łatwym zadaniem.&lt;br /&gt;W końcu jednak wtaszczyliśmy sprzęt do miejsca przeznaczenia.&lt;br /&gt;-Ale byłyby jaja gdyby jednak się nie zmieściła!-zażartowałem.&lt;br /&gt;A potem zaczęliśmy z trudem manewrować w ciasnym i niskim pomieszczeniu. W końcu jakoś się udało. Teraz pozostało tylko ustawić lodówkę w pionie.&lt;br /&gt;Stęknęliśmy obaj. Mięśnie zagrały nam pod skórą.&lt;br /&gt;Musieliśmy w tym momencie wyglądać szalenie męsko i seksownie.&lt;br /&gt;Chwilę później usłyszeliśmy odgłos blachy trącej o sufit.&lt;br /&gt;Czy naprawdę muszę cytować jak męsko i seksownie zaczęliśmy się obaj wyrażać?&lt;br /&gt;Naprawdę seksownie.&lt;br /&gt;O ile kogoś kręcą mundury i twarde żołnierskie słowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CDN&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-1530394779462212303?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/1530394779462212303/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/03/dobry-czowiek-po-ciemnej-stronie-mocy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/1530394779462212303'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/1530394779462212303'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/03/dobry-czowiek-po-ciemnej-stronie-mocy.html' title='Dobry człowiek po ciemnej stronie mocy'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-8878818665758238727</id><published>2011-03-07T10:13:00.002+01:00</published><updated>2011-03-07T10:17:03.273+01:00</updated><title type='text'>Głos sumienia</title><content type='html'>No cóż, znowu kazałem Wam trochę czekać. &lt;br /&gt;Tym razem jednak mam dobre wytłumaczenie.&lt;br /&gt;I winnego.&lt;br /&gt;Winnego, którym wreszcie nie jestem ja.&lt;br /&gt;Od zawsze mam ze sobą taki problem,że wszystko chcę robić sam. W związku z czym to za co się zabieram trwa. Trwaaaaaa. Trwaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.&lt;br /&gt;I czasem się nie kończy.&lt;br /&gt;Odkąd jednak regularnie odbieram maile, telefony i esemesy od swojego sumienia sytuacja uległa pewnej zmianie.&lt;br /&gt;Chociaż sumienie moje woli by je tytułować w następujący sposób:&lt;br /&gt;-Cześć! Dzwoni Twój Słomiany Zapał!&lt;br /&gt;Co zresztą też jest dosyć trafnym określeniem. Więc nie pozostaje mi nic innego jak grzecznie się przywitać i posłuchać co Słomiany Zapał vel. Sumienie ma mi do powiedzenia.&lt;br /&gt;A ma zazwyczaj sporo.&lt;br /&gt;I nie są to słowa, które łatwo mogę zignorować.&lt;br /&gt;Zaczęło się to jakiś tydzień temu.&lt;br /&gt;Zadzwonił telefon. Zerknąłem na wyświetlacz i lekko się zdziwiłem.&lt;br /&gt;-Proszę, proszę.-mruknąłem zaintrygowany-Halo? Witam dawno nie słyszanego kolegę.&lt;br /&gt;Odpowiedział mi śmiech w słuchawce.&lt;br /&gt;-No cześć! Słuchaj dzwonię do ciebie jako do autora „słynnego” blogu.&lt;br /&gt;Udając,że nie słyszę lekkiej ironii w jego głosie cały zamieniłem się w słuch.&lt;br /&gt;Niestety nie dzwonił żeby mi powiedzieć,że jego wujek jest obrzydliwie bogatym producentem filmowym, który na podstawie mojej pisaniny chce nakręcić pretensjonalny i cukierkowy serial, który będzie skazany na sukces komercyjny.&lt;br /&gt;Oczywiście po zmienieniu trzech czwartych tekstu, wyrzuceniu wszystkich fragmentów o in vitro, wulgaryzmów  i tak dalej.&lt;br /&gt;Na co zresztą pewnie chętnie bym przystał. Byle tylko spłacić monstrualny kredyt zaciągnięty na remont.&lt;br /&gt;Ech...&lt;br /&gt;Ale jak wspomniałem kolega zadzwonił w innej sprawie.&lt;br /&gt;-Słuchaj, nagrywam ostatnio różne teksty, jako demo na swoją stronę internetową i chciałbym nagrać któryś z twoich postów. Jeżeli nie masz nic przeciw temu.&lt;br /&gt;Nie miałem. Bo niby czemu.&lt;br /&gt;-A wiesz,że trafiłeś całkiem nieźle ze swoją propozycją?-ucieszyłem się-Od pewnego czasu pracuję nad demówką blogu w wersji audio. Tyle,że to co nagrałem „własnym odgłosem paszczowym” jakoś mnie nie zadowala i robota stanęła.&lt;br /&gt;-No widzisz! To może teraz ruszy.&lt;br /&gt;I rzeczywiście.&lt;br /&gt;Nie oczekiwałem jednak ,że tak szybko.&lt;br /&gt;-No to prześlij mi od razu fragmenty, które chcesz żebym ci naczytał i porównamy obie wersje.&lt;br /&gt;-Dobra.-zgodziłem się myśląc już o czymś innym.&lt;br /&gt;-No to czekam na mailu.&lt;br /&gt;Zaraz, zaraz. Tak od razu? Już? Teraz?&lt;br /&gt;-Bo wiesz, chcę to jeszcze dzisiaj nagrać, zmontować i wysłać ci do odsłuchania.&lt;br /&gt;I tak minął mi cały tydzień:&lt;br /&gt;„Ej ty. Nagrywam to co mi wysłałeś, ale znalazłem kilka błędów, których sam nie chciałem poprawiać. Szczegóły masz na mejlu. No to czekam na szybką odpowiedź. Pa!”&lt;br /&gt;„Masz na mailu link do pierwszej wersji. Odsłuchaj i daj mi znać co zmienić albo poprawić”&lt;br /&gt;„Wiesz co? Czytam ten tekst i mam kilka uwag...”&lt;br /&gt;„Ej! Cały czas czekam na te twoje poprawki!”&lt;br /&gt;„Wiesz co, obawiam się ,że jak będziesz pracował w takim tempie to możemy tego nigdy nie skończyć”.&lt;br /&gt;„Dzień dobry dzwoni Pański  Słomiany Zapał. Czekam na nową wersję tego fragmentu, o który cię prosiłem”.&lt;br /&gt;I tak dalej.&lt;br /&gt;W międzyczasie okazało się, że obaj mamy trochę inną wizję tego jak owa wersja audiobookowa powinna wyglądać. Ja postawiłem raczej na ilustrację muzyczną- lekko okraszoną efektami dźwiękowymi a mój współpracownik wprost przeciwnie.&lt;br /&gt;Sam jestem ciekaw dokąd nas to zaprowadzi.&lt;br /&gt;Jednym z efektów tej gorączkowej pracy jest to ,że znowu zabrałem się za intensywną pracę nad książką.&lt;br /&gt;Nie mam wyjścia.&lt;br /&gt;Sumienie ciągle mnie męczy.&lt;br /&gt;I ciągle dzwoni.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-8878818665758238727?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/8878818665758238727/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/03/gos-sumienia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/8878818665758238727'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/8878818665758238727'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/03/gos-sumienia.html' title='Głos sumienia'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-1764570004275519420</id><published>2011-02-28T10:41:00.001+01:00</published><updated>2011-02-28T11:15:27.228+01:00</updated><title type='text'>...aerobiku.</title><content type='html'>Zawsze szczyciłem się mocnymi mięśniami brzucha. Nie jakiś tam spektakularny kaloryfer, o nie.&lt;br /&gt;Nawet zdecydowanie nie.&lt;br /&gt;Nawet wręcz przeciwnie.&lt;br /&gt;Jednak pod niepozorną, nieco otłuszczoną powłoką kryje się stal.&lt;br /&gt;Nooo.... może sznurki.&lt;br /&gt;Na pewno jednak nie konopne.&lt;br /&gt;Powiedzmy,że sizalowe.&lt;br /&gt;W każdym razie instytucja zakwasów mięśni brzucha jest mi właściwie nieznana. Niezależnie od ćwiczeń, obciążeń, ilości powtórzeń.&lt;br /&gt;No tak po prostu mam.&lt;br /&gt;Miałem.&lt;br /&gt;To właśnie tu był haczyk.&lt;br /&gt;Hak chyba.&lt;br /&gt;Haczysko! &lt;br /&gt;A raczej pieprzona kotwica, która wbiła mi się w trzewia i zaczęła powoli wyrywać mi wnętrzności.&lt;br /&gt;Co? Zbyt barwnie i obrazowo?&lt;br /&gt;Nic nie poradzę. Tak właśnie się czułem.&lt;br /&gt;A instruktorka dopiero zaczynała się rozpędzać.&lt;br /&gt;Kolejna seria, kolejna, kolejna...&lt;br /&gt;Ciężki jest los ludzi z przerostem ambicji. To właśnie ta cecha kazała mi nie odpuszczać.&lt;br /&gt;Jednak po kolejnych kilku minutach bezlitosnych katuszy w rytm wesołej muzyczki zacząłem na serio obawiać się o to czy zmaltretowane włókna moich mięśni brzucha nie strzelą zaraz z głośnym „brzdęęęęęęk!” a ja nie padnę rozłożony jak rozdeptana rozgwiazda.&lt;br /&gt;Ambicja widząc co się dzieje mruknęła „to ja może wyskoczę na chwilę.... do toalety” i bezwstydnie zostawiła mnie na lodzie.&lt;br /&gt;Zacząłem odpuszczać część powtórzeń bo miałem wrażenie, że to jedyna szansa na przetrwanie.&lt;br /&gt;Przetrwanie we wrogim środowisku bezczelnie sprawnych pań we wszelkim wieku.&lt;br /&gt;Potem na szczęście zmienił się rodzaj ćwiczeń więc do końca zajęć łzy na mych policzkach zdążyły wyschnąć a wymuszony uśmiech „samca lubiącego czasem dać sobie w kość” mógł nawet wyglądać na szczery.&lt;br /&gt;Po zajęciach instruktorka podeszła do mnie i stwierdziła, że całkiem nieźle sobie poradziłem.&lt;br /&gt;-Masz zaskakująco dobrą koordynację. Na ogół faceci mają z tymi ćwiczeniami większe problemy.&lt;br /&gt;Uśmiechnąłem się dzielnie.&lt;br /&gt;Z pełną świadomością tego,że była to pochwała na otarcie łez i podtrzymanie na duchu potencjalnego klienta fitness klubu.&lt;br /&gt;Chyba domyśliła się moich myśli.&lt;br /&gt;-Poważnie mówię! Było naprawdę dobrze. Jak na pierwszy raz. Naprawdę dobra koordynacja!&lt;br /&gt;Nie dałem się nabrać.&lt;br /&gt;Dlaczego pochwaliła tylko koordynację?&lt;br /&gt;Nie wspomniała o kondycji, gracji, wdzięku, sile, kocich ruchach, bezpretensjonalnym samczym wdzięku...&lt;br /&gt;Wiedziałem co to oznacza.&lt;br /&gt;Jako nastolatek uczęszczałem na zajęcia plastyczne do domu kultury.&lt;br /&gt;Pani , która wprowadzała nas w tajniki malarstwa miała taki zwyczaj,że nigdy nie krytykowała. Nie wytykała błędów. W każdej pracy potrafiła znaleźć coś wartego pochwalenia.&lt;br /&gt;Taką „pochwałą ostatniej szansy” było w jej ustach stwierdzenie:&lt;br /&gt;-O! Naprawdę ciekawa kompozycja. Oryginalna.&lt;br /&gt;Wszyscy wiedzieliśmy, że znaczyło to mniej więcej tyle:&lt;br /&gt;„Drogi młodzieńcze, tym razem twoja praca  jest naprawdę do dupy”.&lt;br /&gt;Takie oto refleksje snułem pod prysznicem.&lt;br /&gt;Potem szybko się przebrałem i próbowałem podbiec do wozu transmisyjnego.&lt;br /&gt;Ostatnie metry pokonałem prawie na czworakach.&lt;br /&gt;Ostatkiem sił wyciągnąłem rękę do klamki.... gdy technik otworzył drzwi od środka.&lt;br /&gt;Rżał nabijając się ze mnie bezwstydnie:&lt;br /&gt;-Gdybyś tylko słyszał te swoje wejścia na żywo! Jęki konającego guźca! No wchodź, wchodź he,he,he! Nie zapomniałeś spakować swoich błyszczących leginsów!?&lt;br /&gt;-Spierdalaj. W szortach ćwiczyłem.&lt;br /&gt;-I jak twoi nowi koledzy?-zaczął gestami naśladować karykaturalnie miękkie gesty.&lt;br /&gt;Odburknąłem mu, że jest myślącym stereotypowo matołem i że inaczej by śpiewał gdyby sam spróbował takich ćwiczeń.&lt;br /&gt;Oczywiście użyłem zupełnie innych słów. Na pewno nie było tam epitetu „matoł”.&lt;br /&gt;Macho tak nie mówią.&lt;br /&gt;Zwłaszcza ci z aerobiku.&lt;br /&gt;Wyszczerzył zęby zupełnie tym nie przejęty i usiadł za kierownicą.&lt;br /&gt;Naburmuszony i wykończony zająłem miejsce z tyłu.&lt;br /&gt;Widząc jak zerka na mnie korzystając ze wstecznego lusterka zrozumiałem jedno.&lt;br /&gt;W jego oczach przestałem być mężczyzną.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-1764570004275519420?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/1764570004275519420/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/02/aerobiku.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/1764570004275519420'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/1764570004275519420'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/02/aerobiku.html' title='...aerobiku.'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-3632691158208754719</id><published>2011-02-25T10:58:00.001+01:00</published><updated>2011-02-25T11:01:14.651+01:00</updated><title type='text'>Macho na ...</title><content type='html'>Ledwo żyję. Naprawdę.&lt;br /&gt;Dobrze,że chociaż dzieciaki dały w nocy pospać.&lt;br /&gt;Że też mnie podkusiło...&lt;br /&gt;Zawsze lubiłem wyzwania,ale to mi zaczyna trącić kryzysem wieku średniego.&lt;br /&gt;Hmmm... coś w tym jest.&lt;br /&gt;Bo i rzeczywiście kiedy mój „cholesterolowy przyjaciel” zajechał do nas w ubiegłym roku na swoim nowym motorze to coś mi drgnęło w duszy.&lt;br /&gt;Ech poczuć tę wolność, ten wiatr, te wszystkie konie mechaniczne między nogami... no właściwie to pod tyłkiem... ech.&lt;br /&gt;Ponieważ kolega po pierwszych doświadczeniach doszedł do wniosku, że kryzys wieku średniego na siodełku motocykla to jednak strasznie męcząca sprawa podszedłem do sprawy nieco inaczej.]&lt;br /&gt;Jak to ja.&lt;br /&gt;Ekstremalnie inaczej.&lt;br /&gt;I wybrałem się na ...aerobic.&lt;br /&gt;No co?&lt;br /&gt;NO CO?!&lt;br /&gt;Nie wolno?&lt;br /&gt;Wolno!&lt;br /&gt;Chociaż potem strasznie dupa boli. Tak jak po jeździe na motorze.&lt;br /&gt;Prawdopodobnie, bo nie próbowałem-żona i resztki zdrowego rozsądku nie pozwalają.&lt;br /&gt;Chociaż chyba bardziej żona.&lt;br /&gt;Ze zdrowym rozsądkiem jakoś zawsze łatwiej mi się negocjowało.&lt;br /&gt;W każdym razie kilka dni temu kolega z pracy wyznał mi ,że chodzi na aerobic. &lt;br /&gt;Odważny jest, nie?&lt;br /&gt;Ponieważ nie zacząłem chichotać ani wspominać o zniewieścieniu czy co gorsza zastanawiać się nad jego orientacja seksualną rozwinął temat.&lt;br /&gt;Wciągnął go w to... kumpel.&lt;br /&gt;Którego z kolei namówił … inny kumpel.&lt;br /&gt;I tak powstała nieformalna grupa nazywana przez kolegów z siłowni „tymi gejami z aerobiku”.&lt;br /&gt;Przyznam się szczerze, że sam kiedyś myślałem o tym, że takie ćwiczenia to fajne urozmaicenie treningu. Muzyczka gra, człowiek sobie poskacze, porozciąga się, wyluzuje i niespecjalnie zmęczy.&lt;br /&gt;W którym miejscu tkwił błąd w rozumowaniu?&lt;br /&gt;Zaraz do tego dojdę.&lt;br /&gt;W każdym razie nie w tym,że facet na aerobiku to obciach.&lt;br /&gt;Bo dla wielu jednak tak.&lt;br /&gt;Jednak temat „niemęskich sportów” wydał mi się ciekawy.&lt;br /&gt;No i skończyło się na tym,że wczoraj zostałem służbowo wysłany do fitness clubu.&lt;br /&gt;Razem z technikiem i wozem transmisyjnym.&lt;br /&gt;Mieliśmy przez całe przedpołudnie robić wejścia na żywo i rozmawiać z gośćmi, którzy fikają na aerobiku, uczą się tańca bollywood i tym podobnych rzeczy.&lt;br /&gt;W dalszym ciągu jestem podziębiony i biorę antybiotyki więc nie nastawiałem się na aktywne uczestnictwo w zajęciach.&lt;br /&gt;Kolesie byli jednak nieugięci:&lt;br /&gt;-Stary chcesz żebyśmy z tobą gadali, to musisz sam wiedzieć o czym rozmawiasz!&lt;br /&gt;Na szczęście w samochodzie zawsze wożę torbę z jakimiś sportowymi ciuchami i butami.&lt;br /&gt;-Tylko wiesz, nie nastawiaj się,że będzie lekko, łatwo i przyjemnie-od razu mnie uprzedzili.&lt;br /&gt;-I nie myśl,że będziesz miał czas i ochotę zerkać na ćwiczące laski!-wymienili porozumiewawcze uśmiechy.&lt;br /&gt;-Przepraszam bardzo, czy mogę na salę wejść w obuwiu z czarną podeszwą?Bo tylko takie mam-zapytałem jeszcze instruktorkę przepraszającym tonem.&lt;br /&gt;Nie ukrywam,że z lekką nadzieją,że moje pytanie ją oburzy i będę miał wygodne wytłumaczenie.&lt;br /&gt;Towarzyszący mi technik, nie ukrywając rozbawienia, wyposażył mnie w bezprzewodowy mikrofon i poszedł rozwalić się wygodnie w wozie transmisyjnym.&lt;br /&gt;Chichocząc.&lt;br /&gt;Baaardzo śmieszne.&lt;br /&gt;A ja nieśmiałym krokiem wszedłem do sali ćwiczeń.&lt;br /&gt;„Stranger in A Strange Land”-jak śpiewał Bruce Dickinson z Iron Maiden. Chociaż raczej nie taką sytuację miał na myśli.&lt;br /&gt;W swoich ciuchach -pasujących raczej do biegów przełajowych niż do eleganckiego fitness clubu- czułem się z lekka palantowato.&lt;br /&gt;Instruktorka uśmiechnęła się jednak do mnie zachęcająco i wskazała gdzie mam stanąć.&lt;br /&gt;Było nas czterech.&lt;br /&gt;Czterech macho z aerobiku.&lt;br /&gt;Elita.&lt;br /&gt;Zaczęło się spokojnie. Jakieś wymachy, kroczki, step i takie rzeczy. Trochę plątały mi się nogi i miałem problemy z koordynacją, ale kondycyjnie kaszka z mleczkiem.&lt;br /&gt;Muzyczka grała a ja starałem się możliwie dokładnie naśladować ruchy instruktorki.&lt;br /&gt;I tak w miłej, lekko zadyszanej , atmosferze upłynęło nam ponad dwadzieścia minut.&lt;br /&gt;Gdzie jest haczyk?-zacząłem się zastanawiać.&lt;br /&gt;Na odpowiedź nie musiałem długo czekać.&lt;br /&gt;Koszmar już nadciągał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CDN&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-3632691158208754719?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/3632691158208754719/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/02/macho-na.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/3632691158208754719'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/3632691158208754719'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/02/macho-na.html' title='Macho na ...'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-5242350255230666875</id><published>2011-02-23T07:00:00.001+01:00</published><updated>2011-02-23T07:00:00.185+01:00</updated><title type='text'>Dobry człowiek</title><content type='html'>Życie dobrego człowieka naprawdę nie jest lekkie.&lt;br /&gt;Mróz zaczął robić się coraz większy,ale poranki rozświetlone lutowym słońcem nabrały wyjątkowego uroku.&lt;br /&gt;W związku z tym coraz trudniej jest mi co rano zdążyć do pracy.&lt;br /&gt;Po drodze mijam zawsze rozlewisko rzeki i często staję by rano zrobić kilka fotek. A to mgieł snujących się nad lodem, a to szadzi na gałązkach, a to dziwnych lodowych formacji na brzegu, gałęzi zatopionych w lodzie jak w bursztynie i tak dalej.&lt;br /&gt;Nie są to długie postoje bo ręce szybko marzną a bateria w aparacie na mrozie też szybko wysiada.&lt;br /&gt;A jeżeli jeszcze najdzie mnie fanaberia by ostre słoneczne światło  kompensować błyskiem flesza to sesje są zaiście ekspresowo krótkie.&lt;br /&gt;Niemniej jednak rano każda minuta jest na wagę złota. A odrobienie straconego czasu na naszej, oblodzonej i wyślizganej, drodze tysiąc osiemset sześćdziesiątej piątej kategorii odśnieżania, raczej nie wchodzi w rachubę.&lt;br /&gt;Muszę się więc ostro gimnastykować.&lt;br /&gt;Bo przecież rozwiązanie typu „wystarczy wyjechać z domu kilka minut wcześniej” jest równie banalnie proste co i trudne do zrealizowania.&lt;br /&gt;Tak było i w ubiegły czwartek.&lt;br /&gt;W sporym niedoczasie zbliżałem się do skrzyżowania z drogą, która zazwyczaj jest sucha, czysta i stwarzająca generalnie warunki ku temu by odrobinkę „popojedynkować” się z czasem.&lt;br /&gt;Już witałem się z gąską. Już tylko kilkaset metrów. Kilkadziesiąt. Ostatni zakręt i...&lt;br /&gt;Na środku ostatniej prostej zobaczyłem nieszczęśnika, który próbował pchać starego poloneza i jednocześnie go uruchomić.&lt;br /&gt;Miejsce na te ewolucje trafiło mu się fatalne.&lt;br /&gt;Mijając go uchyliłem szybę i zagadnąłem:&lt;br /&gt;-Pomóc panu?&lt;br /&gt;-No-wydyszał.-Jakby mógł pan mnie kawałek podholować żeby zapalił...&lt;br /&gt;Cholera, zapowiadała się dłuższa interwencja. Tymczasem moje pytanie o pomoc należało tłumaczyć:&lt;br /&gt;„Strasznie się spieszę,ale widzę,że ma pan problem więc ,mogę pana szybko popchnąć i popędzić dalej w swoich sprawach”.&lt;br /&gt;-Ma pan linkę?-zapytałem z lekka nadzieją ,że zaprzeczy.&lt;br /&gt;-Tak, tak oczywiście.&lt;br /&gt;Co było robić. Zawróciłem. Ustawiłem samochód tak żeby można było podczepić hol i ruszyliśmy.&lt;br /&gt;Podczas jazdy poczułem kilkakrotnie szarpnięcia świadczące o podejmowanych próbach odpalenia gruchota.&lt;br /&gt;Zatrzymałem się i wysiadłem. Niestety. Pod maską poloneza panowała złowróżbna cisza.&lt;br /&gt;-Niech pan chwilkę poczeka, coś sprawdzę-wydyszał kierowca i podniósł maskę.&lt;br /&gt;Przez kilka minut gmerał we wnętrznościach, najwyraźniej konającego, pojazdu.&lt;br /&gt;A ja przestępowałem z nogi na nogę.&lt;br /&gt;Zerkając nerwowo na zegarek.&lt;br /&gt;W końcu huknął klapą i westchnął.&lt;br /&gt;-Nie wiem co jest. Może mnie pan jeszcze poholuje kawałek to akumulator się podładuje i może się uda?&lt;br /&gt;Nie znam się specjalnie na mechanice,ale pomysł wydał mi się mocno naciągany. Ale „się jest dobrym i uczynnym człowiekiem” nie ?&lt;br /&gt;-Dobra, niech pan wsiada i popróbujemy.&lt;br /&gt;Uruchomiłem samochód modląc się by silnik zaskoczył. Co prawda dzień wcześniej zatankowałem pełen zbiornik gazu,ale benzyny potrzebnej na rozruch miałem tylko trochę-na dnie baku.&lt;br /&gt;A bałem się z kolei zostawiać samochód „na chodzie” z kluczykami w stacyjce bo ostatnio mój centralny zamek robi psikusy i potrafi się znienacka zamknąć.&lt;br /&gt;Pociągnąłem „poldka” spory kawał drogi, ale oczywiście nic to nie dało.&lt;br /&gt;-To co. Podwiózł by mnie pan do miasta.&lt;br /&gt;-Jasne-odparłem-a dokąd pan jedzie?&lt;br /&gt;Wymienił miejsce, które było mi cholernie nie po drodze. No nic zobaczymy. Najwyżej wysadzę go koło jakiegoś przystanku i niech sobie radzi.&lt;br /&gt;-Tylko wie pan tutaj go nie bardzo jest gdzie go zostawić. Podholowałby go pan na ten parking pod sklepem?&lt;br /&gt;Zakląłem w duchu, ale oczywiście kiwnąłem głową.&lt;br /&gt;Żeby zaciągnąć zwłoki poloneza we wskazane miejsce musieliśmy najpierw , z drogi podporządkowanej, wbić się na główną co było trudne, frustrujące, irytujące i czasochłonne a potem pokonać duże, strome i trochę oblodzone wzniesienie.&lt;br /&gt;Co było równie pasjonujące.&lt;br /&gt;W końcu jakoś się udało. Zebrałem szpargały z siedzenia i upierdliwy pechowiec wpakował się mi do wozu.&lt;br /&gt;Ruszyliśmy i w tym samym momencie jego telefon zaczął wściekle dzwonić.&lt;br /&gt;-Tak, tak, pani Aniu wiem, ale samochód mi się rozkraczył i tu pan kolega mnie podwozi.&lt;br /&gt;-....&lt;br /&gt;-Tak, wiem wyniki badań trzeba zawieźć. No robię co robię. Będę niedługo...&lt;br /&gt;-...&lt;br /&gt;-No wiem co poradzę. No zepsuł się grat. No...&lt;br /&gt;-...&lt;br /&gt;-Acha i pacjenta trzeba zawieźć? Na którą? O cholera.&lt;br /&gt;-...&lt;br /&gt;-Tak, tak. Pędzimy...-odsunął słuchawkę od ucha-To co podwiózł by mnie pan do pracy?&lt;br /&gt;Ręce mi opadły.&lt;br /&gt;-A konkretnie?&lt;br /&gt;-Do szpitala bo wie pan ja kierowcą karetki jestem i godzinę temu powinienem być w robocie.&lt;br /&gt;-Dobra!-westchnąłem z rezygnacją&lt;br /&gt;Znowu przycisnął telefon do ucha:&lt;br /&gt;-Pani Aniu! Pan kolega mówi,że mnie do samego szpitala podwiezie. No będziemy najszybciej jak się da.&lt;br /&gt;Rozłączył się i zaczął mi dziękować.&lt;br /&gt;-Nie ma sprawy trzeba sobie jakoś pomagać- uśmiechałem się dzielnie.&lt;br /&gt;W duchu jednak jęczałem z rozpaczy.&lt;br /&gt;Jednak telefon mojego pasażera ciągle dzwonił i wibrował. Co chwilę musiał się  tłumaczyć i słuchać o tym,że bez niego cały system opieki zdrowotnej w województwie legnie w w gruzach.&lt;br /&gt;Zrozumiałem więc, że nie tyle jest upierdliwy co rzeczywiście postawiony pod ścianą.&lt;br /&gt;-Dobra, jak pan jesteś kierowca karetki to nawiguj, którędy będzie najszybciej przez te pieprzone korki.&lt;br /&gt;-Ojej co ja bym bez pana zrobił...&lt;br /&gt;-Dobra, nie ,ma sprawy widzę co się dzieje,niech pan mówi którędy!&lt;br /&gt;-Na tym skrzyżowaniu w lewo!&lt;br /&gt;-Na pewno? Przecież to dookoła...&lt;br /&gt;-W lewo!&lt;br /&gt;-Dobra!&lt;br /&gt;I pomknęliśmy.&lt;br /&gt;O ile można tak nazwać mozolne przebijanie się przez korki, zmienianie co chwilę pasa by zyskać pół metra odległości i inne podobne atrakcje.&lt;br /&gt;Facet jednak wiedział co mówi i jazda zajęła nam zaskakująco mało czasu.&lt;br /&gt;Pod koniec gość zaczął grzebać w kieszeniach.&lt;br /&gt;-Wie pan co? Mam tylko całą stówę. Proszę.&lt;br /&gt;-Niech pan nie żartuje- obruszyłem się.&lt;br /&gt;-Ale naprawdę. Proszę.&lt;br /&gt;-Daj pan spokój. Raz ja panu pomogę a kiedy indziej ktoś mi pomoże i tyle.&lt;br /&gt;Myślałem,że go przekonałem ,ale po kilku sekundach znowu zaczął.&lt;br /&gt;-A nie ma pan wydać reszty z tej stówy?&lt;br /&gt;-Nie nie mam.&lt;br /&gt;-Ojej!&lt;br /&gt;Niech pan już da spokój. I niech się pan nie denerwuje. Zaraz będzie pan w pracy. Niech się pan już nie martwi.&lt;br /&gt;Umilkł. Jednak tylko na chwilę.&lt;br /&gt;-To może niech się pan koło tego kiosku przy szpitalu zatrzyma! To chociaż panu piwo kupię.&lt;br /&gt;„Pierdolę twoje piwo! Nie  ty jeden spóźnisz się do pracy!! Nie mam na to CZASUUUU!!!”-pomyślałem, ale na głos powiedziałem tylko żeby już odpuścił i się uspokoił.&lt;br /&gt;Ostatnie metry pokonaliśmy w milczeniu.&lt;br /&gt;Na jego szczęście.&lt;br /&gt;Gdyby jeszcze raz zaproponował mi kasę zamiast na fotelu kierowcy karetki wylądowałby  za chwilę na dentystycznym.&lt;br /&gt;Bez jedynek.&lt;br /&gt;Dwójek. &lt;br /&gt;Trójek.&lt;br /&gt;A prawdopodobnie również czwórek.&lt;br /&gt;BO JA TO KURWA ROBIĘ Z DOBROCI SERCA!!! &lt;br /&gt;TAK?!&lt;br /&gt;ZROZUMIANO!?!&lt;br /&gt;Straciłem masę czasu, spóźnię się do pracy ,ale...&lt;br /&gt; POCZUJĘ SIĘ DOBRZE, BO JESTEM DOBRYM CZŁOWIEKIEM!&lt;br /&gt;BARDZO K...A DOBRYM!!!!&lt;br /&gt;I nie wezmę od ciebie kasy chociaż w portfelu mam tylko trochę bilonu, który mam mi starczyć do końca miesiąca.&lt;br /&gt;Oczywiście nie powiedziałem tego głośno.&lt;br /&gt;Bo przecież jestem DOBRYM CZŁOWIEKIEM.&lt;br /&gt;Na szczęście nim pozostałem ponieważ facet schował portfel i tematu już nie poruszył.&lt;br /&gt;Za to kiedy wysiadał sięgnął do schowka po moją wizytówkę:&lt;br /&gt;-Tak na wszelki wypadek. Może jeszcze coś wymyślę.&lt;br /&gt;I zanim zdążyłem go zrugać dodał:&lt;br /&gt;-A jakby Pan czegoś potrzebował, jakieś badanie, na przykład rezonans-bo na to się strasznie długo czeka-to niech pan pyta o Tadeusza kierowcę. Na pewno pomogę!&lt;br /&gt;To była uczciwa propozycja i humor znowu mi się poprawił.&lt;br /&gt;Nie miałem już czasu by zajeżdżać na stację benzynową i pognałem prosto do firmy.&lt;br /&gt;I humoru nie zepsuło mi nawet to,że kiedy po pracy próbowałem uruchomić samochód to okazało się, że nie ma paliwa na rozruch.&lt;br /&gt;Rozrusznik zamielił tylko bezradnie i tyle.&lt;br /&gt;Uśmiechnąłem się pod nosem i pomaszerowałem raźno, przez park, w stronę najbliższej stacji benzynowej.&lt;br /&gt;Zaglądając po drodze do koszy na śmieci w poszukiwaniu butelki, do której będę mógł nalać benzynę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-5242350255230666875?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/5242350255230666875/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/02/dobry-czowiek.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/5242350255230666875'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/5242350255230666875'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/02/dobry-czowiek.html' title='Dobry człowiek'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-7117341430961841879</id><published>2011-02-22T09:35:00.003+01:00</published><updated>2011-02-22T09:48:43.774+01:00</updated><title type='text'>Nocne wstawanie</title><content type='html'>Z tym nocnym wstawaniem to też jest dziwna sprawa.&lt;br /&gt;Często jest tak,że jestem święcie przekonany iż wstaję na najcichsze miauknięcie dobiegające z łóżeczka.&lt;br /&gt;Wstaję raz za razem, na paluszkach, błyskawicznie. Wyczerpany,ale pełen dobrej woli i miłego uczucia,że poświęcam się dla ukochanej osoby.&lt;br /&gt;Rano wygrzebuję się z pościeli nieprzytomny i skonany,ale z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku i wlokę się nastawić kawę z ekspresu.&lt;br /&gt;Potem biegnę truchtem z powrotem- by zapobiec utopieniu w toalecie mojego telefonu.&lt;br /&gt;Krasnoludy chyba wiedzą,że w dzisiejszych konfliktach zbrojnych najważniejsza jest informacja i łączność. Dlatego robią wszystko by mnie jej pozbawić.&lt;br /&gt;Jednak kiedy trzeba potrafię być naprawdę szybki.&lt;br /&gt;W końcu w licealnych czasach byłem członkiem szkolnej sztafety 4x100 metrów.&lt;br /&gt;Zziajany (bo czasy sztafety są jednak dosyć odległe) siadam na klapie, którą oczywiście wieczorem zapomniałem zamknąć i powoli dochodzę do siebie.&lt;br /&gt;-Sam jesteś sobie winien-mruczy koleżanka małżonka- robiąc przed lustrem to wszystko co zazwyczaj kobiety robią tam rano i co zajmuje im zdecydowanie zbyt wiele czasu.&lt;br /&gt;Kiwam głową przyznając jej rację. &lt;br /&gt;Bo w końcu ją ma. &lt;br /&gt;A dla zasady kłócić się nie będę bo przecież jestem takim dobrym opiekuńczym człowiekiem, który całą noc się dla niej poświęcał.&lt;br /&gt;-Co za noc-jęczy włączając suszarkę.&lt;br /&gt;-Noooo...-potakuję płaczliwym głosem.-Prawdziwa masakra.&lt;br /&gt;-A ty co tak jęczysz? Przecież tylko raz wstałeś jak jej smoczek wypadł!&lt;br /&gt;Aż mnie zatyka.&lt;br /&gt;-Jak to?-dukam zbity z tropu.&lt;br /&gt;-No, całą noc biegałam! A kiedy tylko się uciszały to ty zaczynałeś chrapać. Musiałam cię co chwilę kopać żebyś przestał.&lt;br /&gt;-Nic mi o tym nie wiadomo!-nawet nie próbowałem ukryć urazy w swoim głosie.&lt;br /&gt;-A ty co żeś się tak nadął?&lt;br /&gt;-Bo to ja WSTAWAŁEM PRZEZ CAŁĄ NOC!&lt;br /&gt;-Chyba ci się przyśniło.&lt;br /&gt;-A wcale,że nie.&lt;br /&gt;-To może to było wczoraj?&lt;br /&gt;-NIE!&lt;br /&gt;-Acha...-ton jej głosu wyraźnie wskazywał na to,że ma mnie za krętacza.&lt;br /&gt;-Ej coś mi się tu nie zgadza. Chyba mówisz o sobocie...&lt;br /&gt;-NIE, DZISIAJ! - dobry, uczynny i pełen poświęcenia człowiek gdzieś się ulotnił.&lt;br /&gt;-Oj coś zmyślasz chyba!-zmieniła ton na lekko żartobliwy.&lt;br /&gt;Warcząc pod nosem to, co trochę bałem się powiedzieć głośno, poszedłem przygotować śniadanie.&lt;br /&gt;I bądź tu dobrym człowiekiem, psiakrew.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CDN&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-7117341430961841879?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/7117341430961841879/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/02/nocne-wstawanie_3774.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7117341430961841879'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7117341430961841879'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/02/nocne-wstawanie_3774.html' title='Nocne wstawanie'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-3715466269334877290</id><published>2011-02-21T07:00:00.001+01:00</published><updated>2011-02-22T09:58:02.393+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='WALKA ZE SMOKAMI'/><title type='text'>Biohazard</title><content type='html'>Wróciła zima. I to pełną gębą. Niestety wraz z nią nadszedł czas Zimnej Wojny.&lt;br /&gt;Siły małoludzkie najwyraźniej uznały,że czas skończyć, z umiarkowanie efektywnym, wykorzystywaniem ofensywnym smoków.&lt;br /&gt;Owszem, robią wrażenie. Świetnie wyglądałyby też na paradach wojskowych, których głównym celem byłoby sianie propagandy i wzmacnianie morale.&lt;br /&gt;Jednak ich efektywność w warunkach współczesnego pola walki pozostawia wiele do życzenia.&lt;br /&gt;I tak krasnoludy wkroczyły militarnie w XXI wiek.&lt;br /&gt;Każdy kto ogląda Discovery albo wybitne amerykańskie produkcje filmowe pokazujące jak to USA ratują świat wie, że czas wielkich ofensyw pancernych dawno minął.&lt;br /&gt;A smoki było nie było chyba do broni pancernej należy zaliczyć.&lt;br /&gt;Teraz wystarczy niewielki oddział specjalny by powstrzymać całą dywizję. Mudżahedin z ręczną wyrzutnią rakiet, za kilka dolarów, bez problemów radzi sobie z wartymi miliony śmigłowcami i czołgami.&lt;br /&gt;A jednak nawet wyszkoleni spece od „eliminacji siły żywej przeciwnika” są często bezradni wobec terrorystycznych ataków zdeterminowanych partyzantów.&lt;br /&gt;Zwłaszcza tych dysponujących nowoczesnymi technologiami.&lt;br /&gt;Kryjących się w mroku, bezwzględnych i wyrachowanych.&lt;br /&gt;Małoludzie też oglądają Discovery.&lt;br /&gt;I od pewnego czasu stosują wobec nas broń biologiczną.&lt;br /&gt;Cynicznie wykorzystując naszą łatwowierność i dobre serce. Zazwyczaj wygląda to tak:&lt;br /&gt;-Ojej biedactwo, znowu coś ci leci z noska!-koleżanka małżonka pochyla się nad lekko zasmarkanym stworzeniem o zwodniczo wielkich oczętach.&lt;br /&gt;Stworzenie owo cynicznie robi smutna minę zachęcając do bliższych kontaktów.&lt;br /&gt;I te oczywiście następują-głaskanie, całowanie w główkę, wycieranie noska, podawanie lekarstw.&lt;br /&gt;Potem nadchodzi noc.&lt;br /&gt;Noc krzyku i wycia upiorów.&lt;br /&gt;-Ojej biedactwo. Ona płacze bo ma zatkany nosek i nie może oddychać-Lituje się moja równie kochana co łatwowierna żona.&lt;br /&gt;Inna sprawa,że ona się lituje,ale to ja muszę się zwlec z łóżka i próbować uciszyć „wrzaskuna”.&lt;br /&gt;Tak się umówiliśmy, bo to ona w dużej części pracuje za kółkiem i wolę być niewyspany niż martwić się cały dzień o to czy zmęczona nie wpadnie w jakieś drogowe tarapaty.&lt;br /&gt;Zadziwiające jest to, że ostrzał akustyczny milknie zaraz po tym jak, obijając się po ciemku o różne sprzęty, dotrę do krasnoludzkich leży.&lt;br /&gt;Skoro jest cicho to co, mam tak stać jak palant?&lt;br /&gt;Kładę się więc do łóżka.&lt;br /&gt;Wystarczy jednak ,że skrzypną sprężyny w materacu by rozległy się syreny alarmowe.&lt;br /&gt;No to wstaję... i tak dalej.&lt;br /&gt;W końcu nauczyłem się wpełzać do łóżka jak wąż.&lt;br /&gt;Praktyka czyni mistrza.&lt;br /&gt;I kiedy już wydaje mi się ,że znowu zaczynam zdobywać przewagę następuje dramat.&lt;br /&gt;-Wiesz co kiepsko się czuję- oświadcza koleżanka małżonka po powrocie z pracy.&lt;br /&gt;Dzień później jest już przeziębieniowo pozamiatana.&lt;br /&gt;W związku z tym nasze siły na froncie stają się znacznie mniej efektywne.&lt;br /&gt;Po kolejnych dwóch dniach ja zaczynam czuć się nieszczególnie.&lt;br /&gt;A kiedy oboje leżymy pojękując, pokasłując, kichając i stękając nasze córki radośnie  biegają dookoła zdrowe jak pangi w delcie Mekongu.&lt;br /&gt;W końcu jednak jakoś wszyscy wyciągamy się z choroby. To znaczy my. &lt;br /&gt;Bo one były chore tylko przez jeden wieczór.&lt;br /&gt;No ,ale w końcu jesteśmy zdrowi. Wraca nadzieja. Mija kilka dni i słyszę:&lt;br /&gt;-Ojej biedactwo, znowu coś ci leci z noska!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;C.D. już jutro&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-3715466269334877290?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/3715466269334877290/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/02/biohazard.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/3715466269334877290'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/3715466269334877290'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/02/biohazard.html' title='Biohazard'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-5927357688644047452</id><published>2011-02-15T13:44:00.003+01:00</published><updated>2011-02-15T13:50:14.202+01:00</updated><title type='text'>Organizacyjnie</title><content type='html'>No i oberwało mi się za bełkotliwość poprzedniego postu. Chyba słusznie.Poprawię się.&lt;br /&gt;A ponieważ akurat mam wolną chwilę to zabrałem się za wstawianie etykiet postów.&lt;br /&gt;Na pierwszy ogień poszły teksty pod wspólnym, szeroko pojętym,ale wymownym tytułem "WALKA ZE SMOKAMI". Jeżeli klikniecie na etykietę pod postem to wyświetlą się wszystkie teksty z tej kategorii.&lt;br /&gt;Myślę,że to może ułatwić lekturę nowym czytelnikom a i starym się przyda.&lt;br /&gt;Jeżeli zauważycie ,że jakiś post ze wspomnianej "wojennej" kategorii uszedł mojej uwadze to będę zobowiązany za sygnały i sugestie.&lt;br /&gt;W najbliższym czasie chcę ogarnąć  też tematy: remontowy, psi i muzyczny.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-5927357688644047452?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/5927357688644047452/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/02/organizacyjnie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/5927357688644047452'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/5927357688644047452'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/02/organizacyjnie.html' title='Organizacyjnie'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-2124998747737040563</id><published>2011-02-14T09:42:00.001+01:00</published><updated>2011-02-14T09:44:13.514+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dyskusje'/><title type='text'>Czy gatunek dostał kota?</title><content type='html'>Dzisiaj Walentynki. Jak właśnie wyczytałem, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży poinformowało,że  z tej okazji w diecezjach zostaną zorganizowane Debaty Walentynkowe poświęcone miłości, czystości przedmałżeńskiej i życiu poczętemu:&lt;br /&gt;„Zaplanowane dyskusje są odpowiedzią młodych ludzi na promowany we współczesnym świecie konsumpcyjny styl życia, często pozbawiony jakichkolwiek zasad i wartości. Młodzież Stowarzyszenia pragnie, by ta rozmowa stała się także okazją do głębszej refleksji nad tematami dotyczącymi miłości, narzeczeństwa i małżeństwa.”&lt;br /&gt;No i fajnie.&lt;br /&gt;A oto hasło dzisiejszej dyskusji, która odbędzie się na Uniwersytecie Zielonogórskim-„IN VITRO – miłość, czy egoizm?” .&lt;br /&gt;Jest nawet podany numer telefonu do organizatora. Chyba zadam sobie trochę trudu i spytam go później do jakich wniosków doszli.&lt;br /&gt;A na poprawę humoru pozostałe tematy:&lt;br /&gt;-„Dam ci wszystko to co lubię, ale siebie dam po ślubie. Czyli bez seksu przed ślubem?” - o tym podyskutują w szkole podstawowej w Kolnie.&lt;br /&gt;-"Zakochani na zawsze - czy to możliwe?" - nad tym zagadnieniem będą łamać sobie głowy studenci teologii toruńskiego UMK.&lt;br /&gt;-„Małżeństwo to nie prawko, wspólne mieszkanie to nie kurs jazdy” -a ta głęboka myśl będzie inspiracja do dyskusji, w której wezmą udział studenci poznańskiej polibudy.&lt;br /&gt;Czytam sobie ostatnio to co media piszą o sprawach związanych z in vitro i dochodzę do wniosku,że nie jest źle.&lt;br /&gt;Po tej żenującej nawałnicy pseudodyskusji, ziania jadem, wojny o dusze i sumienia teraz mogę sobie poczytać o tym,że we Wrocławiu naukowcom udało się dokonać zapłodnienia pozaustrojowego... kota domowego.&lt;br /&gt;Jest to podobno ważny krok w dziedzinie reintrodukcji ginących gatunków. Szczególnie rysia i żbika. W następnej kolejności naukowcy zajmą się jeleniami, żubrami, końmi i ...psami.&lt;br /&gt;Hmm, te za ginące gatunki trudno uznać.&lt;br /&gt;W przypadku psów jest to podobno odpowiedź na zapotrzebowanie hodowców.&lt;br /&gt;Akurat wczoraj rozmawiałem z sąsiadem-zapalonym psiarzem.&lt;br /&gt;Rozmowa zaczęła się od tego,że przyszedł poskarżyć się na nasze zwierzaki, które porozciągały mu podobno, z takim trudem posegregowane, śmieci.&lt;br /&gt;A skończyła na tym, że znalazł odpowiedniego partnera dla swojej suczki.&lt;br /&gt;We Francji.&lt;br /&gt;Ups.&lt;br /&gt;Ciekawe,że przy doborze partnerów dla siebie ludzie tacy wybredni nie są ;-)&lt;br /&gt;Sąsiad wytłumaczył mi,że chodzi o to by psiaki „ nie miały tych samych wad, które mogłyby się powielić bo przecież chodzi o „poprawianie rasy a nie pogarszanie”.&lt;br /&gt;Trudno się nie zgodzić.&lt;br /&gt;Tylko jak w tym kontekście potraktować taki komentarz do sukcesu wrocławskich naukowców:&lt;br /&gt;„Techniki wspomaganego rozrodu, w tym także zapłodnienie pozaustrojowe, stosowane są u zwierząt domowych, by przyspieszyć rozród u cennych pod względem genetycznym gatunków. To na razie jedyna dostępna technika podtrzymania lub zwiększania populacji zwierząt, których istnienie jest zagrożone. „&lt;br /&gt;Cytuję za &lt;a href="http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,9097884,Na_Uniwersytecie_Przyrodniczym_zaplodnili_kota_in.html#ixzz1Dv7sAqu3"&gt;portalem Gazety.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I nie chodzi mi o to czy jesteśmy gatunkiem „cennym pod względem genetycznym gatunkiem” ponieważ na ten temat matka natura mogłaby mieć zdanie odmienne od naszego.&lt;br /&gt;I nie chcę was prowokować stwierdzeniami o „rozrodzie zwierząt domowych” chociaż generalnie homo sapiens należy uznać za udomowiony ponieważ bardzo rzadko występuje w stanie dzikim.&lt;br /&gt;Pochylam się raczej nad problemem „zagrożenia gatunku”.&lt;br /&gt;Sąsiad mówi ,że wyczytał w internecie,że ktoś bierze ogromne łapówki za to by sprzedawać nam jedzenie, które nas sterylizuje.&lt;br /&gt;Chciałbym móc w tym momencie dodać, że mówiąc to spojrzał podejrzliwie w niebo i mruknął coś o smugach rozpylonych psychotropów ciągnących się za pasażerskimi odrzutowcami.&lt;br /&gt;Tyle,że to nieprawda.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-2124998747737040563?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/2124998747737040563/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/02/czy-gatunek-dosta-kota.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2124998747737040563'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2124998747737040563'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/02/czy-gatunek-dosta-kota.html' title='Czy gatunek dostał kota?'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-8023732089490611424</id><published>2011-02-08T10:00:00.000+01:00</published><updated>2011-02-08T10:12:56.044+01:00</updated><title type='text'>Artykuł</title><content type='html'>Dzisiaj rano jakoś trudniej przyszło pożegnać mi się z pociechami. Zakłuło w garbatym serduchu.&lt;br /&gt;Ale poranna gorączkowa bieganina nie sprzyja refleksji. Szybkie "wysiąrbnięcie" kawy i do roboty.&lt;br /&gt;Kiedy stałem w drzwiach zgasło światło. Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem drzewa szarpane gwałtownymi podmuchami wiatru. No jasne-stały punkt programu.To tak jak z koleją. Wystarczy ,że spadnie centymetr śniegu i pociągi zaraz mają opóźnienie.&lt;br /&gt;Tak i u nas wystarczy kilka mocniejszych podmuchów i zaraz żarówki zaczynają mrugać.&lt;br /&gt;By po chwili ostatecznie zgasnąć.&lt;br /&gt;Brak światła to niewielki problem, ale ułatwienia cywilizacyjne powodują,że bez energii chałupa zamienia się w pustą skorupę. Bez prądu milkną po kolei hydrofor, piec CO, pompy wymuszające obieg  ma wody i tak dalej.&lt;br /&gt;Czarna dupa.&lt;br /&gt;Na szczęście  tym razem trwało to tylko kilka minut i uspokojony ruszyłem w bój.&lt;br /&gt;To znaczy do roboty.&lt;br /&gt;Chociaż rzeczywiście trochę przypominało to ćwiczenia na poligonie.&lt;br /&gt;Najpierw stękając wytarabaniłem na ganek wóz bojowy małoludzkiej piechoty żeby niania nie musiała się z nim szarpać.&lt;br /&gt;A potem z łbem wciśniętym w ramiona, co miało uchronić go przed urwaniem przez wiatr, zacząłem brnąć do samochodu.&lt;br /&gt;W gumiakach.&lt;br /&gt;Których zresztą o mało nie zgubiłem w bagnie w jakie zmienił się nasz podjazd.&lt;br /&gt;Teraz i tak jest nieźle odkąd, kilka lat temu,wysypałem na niego kilka ton gruzu i dwie wywrotki piachu.&lt;br /&gt;dzięki temu teraz człowiek dociera do samochodu uświniony i zmachany. Ale dociera.&lt;br /&gt;No i samochód bez problemów pokonuje błoto.&lt;br /&gt;Kiedyś musiałem najpierw cofać na małą górkę, brać rozpęd i forsować bagno, które najgłębsze i najbardziej zdradliwe było tuż przed bramą.&lt;br /&gt;Trzeba było naprawdę mocno się rozpędzić a kiedy w błotnej kipieli samochód zaczynał "tańczyć", modlić się żeby udało się trafić między słupki bramy.&lt;br /&gt;A nie w któryś z nich.&lt;br /&gt;teraz jednak bez przygód wyprowadziłem wóz za bramę i pognałem do pracy.&lt;br /&gt;Przy dźwiękach "Are you ready!?" AC/DC!&lt;br /&gt;Nic dziwnego, że po kilku kilometrach dogoniłem koleżankę małżonkę, która wyjechała  trochę wcześniej.&lt;br /&gt;Nie odważyłem się jej wyprzedzić.&lt;br /&gt;Po co potem wysłuchiwać:&lt;br /&gt;"Ty to jak wariat jeździsz"&lt;br /&gt;"Czy nie mógłbyś wziąć pod uwagę,że bycie ojcem zobowiązuje do pewnej odpowiedzialności".&lt;br /&gt;"No wiesz, ja to w takich miejscach nawet nie próbuję wyprzedzać".&lt;br /&gt;Bo takie uwagi są tyleż irytujące co krzywdząco niesprawiedliwe.&lt;br /&gt;Po kilkunastu minutach zajechałem pod firmę.&lt;br /&gt;Zaparkowałem "na pięć".&lt;br /&gt;Klnąc pod nosem bo jedną z ulubionych rozrywek moich współpracowników jest analizowanie i bezlitosne krytykowanie manewrów wykonywanych przez innych na firmowym parkingu.&lt;br /&gt;Tym razem chyba jednak mi się upiekło.&lt;br /&gt;Za to od kiedy wróciłem do pracy coraz częściej słyszę:&lt;br /&gt;"Podobno książkę piszesz?".&lt;br /&gt;"Jak tam blog?".&lt;br /&gt;"A wiesz,że mój mąż/chłopak czyta twojego bloga".&lt;br /&gt;Z jednej strony to miłe,ale z drugiej trochę krepujące. Zależy z kim akurat się rozmawia.&lt;br /&gt;Za to najczęściej słyszę-"Hej czytałem o was w NAJ!".&lt;br /&gt;I wtedy spłoszony spuszczam wzrok i coś tam dukam.&lt;br /&gt;Sam nie wiem dlaczego.&lt;br /&gt;Nawet na blogu do tej pory nie wspominałem o tym reportażu.&lt;br /&gt;Zresztą naprawdę dobrze napisanym i opatrzonym fajnymi fotkami.&lt;br /&gt;Chyba po prostu nie chciałem wyjść na chwalipiętę i tak dalej.&lt;br /&gt;A przecież na spotkanie z dziennikarką zdecydowaliśmy się dlatego żeby wesprzeć działania "Boćka" w uświadamianiu ludzi,że dzieciom z in-vitro nie wyrastają na głowie czułki a na dupie rogi.&lt;br /&gt;Zresztą jak ktoś chce poczytać to ostatni numer "NAJ Magazynu" jest jeszcze w kioskach.&lt;br /&gt;A sam artykuł, bez fotek, można znaleźć tutaj:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.kobieta.pl/dziecko/ciaza-i-porod/zobacz/artykul/dwa-szczescia-dzieki-in-vitro/"&gt;link do artykułu&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-8023732089490611424?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/8023732089490611424/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/01/artyku-w-najnowszym-naj-magazynie-oto.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/8023732089490611424'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/8023732089490611424'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/01/artyku-w-najnowszym-naj-magazynie-oto.html' title='Artykuł'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-7788992571575252903</id><published>2011-02-07T10:15:00.001+01:00</published><updated>2011-02-07T10:15:42.086+01:00</updated><title type='text'>Nianiokamera</title><content type='html'>No i skończyła się pewna epoka w naszym życiu.&lt;br /&gt;Dzisiaj Dzieci Frankensteina zostały po raz pierwszy sam na sam z nianią.&lt;br /&gt;Cały ubiegły tydzień przychodziła na kilka godzin dziennie i chyba się zaprzyjaźniły.&lt;br /&gt;Boj e się przedwcześnie chwalić,ale na razie babeczka robi na nas świetne wrażenie.&lt;br /&gt;Niepokój jednak jest.&lt;br /&gt;Któregoś dnia kiedy niania już wyszła a ja bawiłem się z córkami zadzwoniła koleżanka-małżonka:&lt;br /&gt;-I jak?&lt;br /&gt;-Na razie świetnie.&lt;br /&gt;-Tak? Dobrze sobie radzi?&lt;br /&gt;-Lepiej niż się spodziewałem.&lt;br /&gt;-No to super, ulżyło mi.&lt;br /&gt;-Mnie też.&lt;br /&gt;-A co teraz robisz?&lt;br /&gt;-Właśnie skończyłem szukać w internecie „nianiokamery”.&lt;br /&gt;-A co?-w jej głosie słychać było niepokój.&lt;br /&gt;-A nic. Naprawdę. Mimo wszystko byłbym spokojniejszy gdyby była.&lt;br /&gt;Na razie i tak ze szpiegowania nici bo nasz domowy budżet leży i kwiczy.&lt;br /&gt;Jeszcze trochę i zacznie „robić pod siebie”, że zacytuję klasyka.&lt;br /&gt;Lepiej żeby szybko zgłosił się ktoś z Hollywood, kto zechce „nabyć drogą kupna” prawa do ekranizacji blogu.&lt;br /&gt;Bo w przeciwnym wypadku pozostaje tylko płacić podatek od naiwności czyli wypełniać kupony lotto.&lt;br /&gt;Wracając do kwestii nianiokamery to ostatnio nasunęła mi się pewna refleksja.&lt;br /&gt;Miałem ciężki poranek po ciężkiej nocy a jedna z córek robiła wszystko,żeby wyprowadzić mnie z równowagi. Apogeum nastąpiło podczas przewijania.&lt;br /&gt;Pominę pewne szczegóły tej operacji bo może ktoś akurat czytając to pije kawę i zagryza kanapką.&lt;br /&gt;W każdym razie w pewnym momencie chwyciłem dzieciaka i przytrzymałem mocno.&lt;br /&gt;Bo musiałem.&lt;br /&gt;Zaraz jednak pomyślałem,że chyba zrobiłem to trochę za mocno.&lt;br /&gt;A potem pomyślałem jak ta scena mogłaby wyglądać z boku.&lt;br /&gt;Widziana okiem „nianiokamery”.&lt;br /&gt;I zrobiło mi się wstyd.&lt;br /&gt;Chociaż przecież nic złego nie zrobiłem.&lt;br /&gt;Przyszło mi jednak do głowy, że gdybym na nagraniu zobaczył, że opiekunka tak traktuje nasza pociechę to kobieta znalazłaby się w opałach.&lt;br /&gt;Jakie to wszystko jest względne.&lt;br /&gt;Więc może taka kamera to nie jest najlepszy pomysł?&lt;br /&gt;Przyznam się szczerze,że będę się bał przeglądać nagrania. Bo kiedy o tym pomyślę zaraz mam przed oczami takie jakie czasami pokazują w wiadomościach z komentarzem „niania sadystka skazana za ...”.&lt;br /&gt;Aż ciary przechodzą po plecach.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-7788992571575252903?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/7788992571575252903/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/02/nianiokamera.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7788992571575252903'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7788992571575252903'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/02/nianiokamera.html' title='Nianiokamera'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-7241290811339401856</id><published>2011-01-29T09:33:00.003+01:00</published><updated>2011-01-29T09:39:58.353+01:00</updated><title type='text'>Pamiętacie?</title><content type='html'>Tym razem coś, co mam nadzieję , przynajmniej u niektórych wywoła trochę miłych wspomnień.&lt;br /&gt;Bo wiem,że wśród czytelników znajdzie się kilku miłośników komiksu :-))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TUPSLcz9YXI/AAAAAAAAAN0/PVcl85MHpGo/s1600/Baranowski-net.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TUPSLcz9YXI/AAAAAAAAAN0/PVcl85MHpGo/s320/Baranowski-net.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5567524658514583922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-7241290811339401856?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/7241290811339401856/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/01/pamietacie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7241290811339401856'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7241290811339401856'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/01/pamietacie.html' title='Pamiętacie?'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TUPSLcz9YXI/AAAAAAAAAN0/PVcl85MHpGo/s72-c/Baranowski-net.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-4449743204185079030</id><published>2011-01-27T08:18:00.001+01:00</published><updated>2011-02-15T13:43:02.229+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='WALKA ZE SMOKAMI'/><title type='text'>Maratończyk</title><content type='html'>-Cio to, toto?&lt;br /&gt;Koszmar trwał.&lt;br /&gt;A kropla drążyła skałę.&lt;br /&gt;Czułem się jak ofiara starej chińskiej tortury, w której woda kapie na głowę ofiary. Kropla za kroplą. Godzinami, dniami, tygodniami.&lt;br /&gt;Ale ja też byłem twardy. To był naprawdę pojedynek równorzędnych partnerów.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Kotek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Kotek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Kotek&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Kotek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Kotek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Kotek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Drugi kotek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Drugi kotek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Ten pierwszy.&lt;br /&gt;-Cio to, to,to,to,to,to,to?&lt;br /&gt;-No kotek. Mówię przecież. Ten pierwszy.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Kotek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Drugi kotek.&lt;br /&gt;-Nijjjaaaaaa!&lt;br /&gt;-A własnie,że kotek.&lt;br /&gt;-Nie.&lt;br /&gt;-Tak, kotek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Kotek.&lt;br /&gt;-Cio to, -Kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,kotek,KOOOOOOTEEEEEK!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętacie „Maratończyka”  Johna Schlesingera?&lt;br /&gt;Tego nakręconego na podstawie książki Wiliama Goldmana?&lt;br /&gt;Czułem się jak bohater grany przez Dustina Hoffmana w słynnej scenie na fotelu dentystycznym.&lt;br /&gt;Gdy zbrodniarz wojenny torturuje go za pomocą narzędzi dentystycznych zadając wciąż tylko jedno pytanie:&lt;br /&gt;„Czy jest bezpiecznie?”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Kotek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Kotek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Kotek&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Kotek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Kotek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Kotek&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;W tym momencie usłyszałem odgłos klucza przekręcanego w zamku.&lt;br /&gt;-Cześć kochanie.&lt;br /&gt;-Hejka! Bardzo jesteś zmęczona?&lt;br /&gt;Machnęła lekceważąco ręką.&lt;br /&gt;-Iiiii tam. Za to stęskniona jak cholera.&lt;br /&gt;Pochyliła się żeby ucałować dzieci a potem uśmiechnęła się do mnie ciepło.&lt;br /&gt;-Jak wam minął dzionek kochanie?&lt;br /&gt;-Tak jak w kinie. Tak jak w kinie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-4449743204185079030?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/4449743204185079030/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/01/maratonczyk.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/4449743204185079030'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/4449743204185079030'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/01/maratonczyk.html' title='Maratończyk'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-4847518695051642820</id><published>2011-01-26T12:48:00.005+01:00</published><updated>2011-02-15T13:27:39.805+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='WALKA ZE SMOKAMI'/><title type='text'>Przesłuchanie</title><content type='html'>Zakończenie ostatniej wielkiej bitwy nie oznaczało niestety zakończenia walk.&lt;br /&gt;Jakże gorzki jest los herosa, który po pyrrusowym zwycięstwie legł, śmiertelnie zmęczony, w pościeli po kolejnej potyczce.&lt;br /&gt;A obudził się w pętach. &lt;br /&gt;Kiedy podniosłem ciężkie powieki zobaczyłem pochylającą się nade mną małoludzką twarz i usłyszałem pytanie:&lt;br /&gt;-Cio, to,toto?&lt;br /&gt;Coś tam wybełkotałem, zaspany, i spróbowałem przewrócić się na drugi bok.&lt;br /&gt;-Cio to,toto!?-głos robił się coraz bardziej natarczywy.&lt;br /&gt;-Jajco!-spróbowałem ciętej riposty.&lt;br /&gt;-Niiijjeeee!-odpowiedział mi drugi głos i w moim polu widzenia pojawiła się druga drobna twarzyczka.&lt;br /&gt;Uśmiechała się,ale był to bezwzględny uśmiech stworzenia przekonanego o swojej wyższości.&lt;br /&gt;-Cio to,toto?!-kontynuowała przesłuchanie pierwsza z krasnoludzkich samic.&lt;br /&gt;-Zgodnie z międzynarodowymi konwencjami odmawiam odpowiedzi na wasze pytania.&lt;br /&gt;-Cio to, toto!!!-to już nawet nie brzmiało jak pytanie.&lt;br /&gt;-Nazywam się Garbaty i jestem ojcem. Więcej ode mnie nie wyciągnięcie!&lt;br /&gt;-Niiijjeeee!-grymas na małoludzkiej twarzy przypominał groteskowo szeroki uśmiech Jokera.&lt;br /&gt;-Pożałujecie! Królowa Matka mnie tak na pewno nie zostawi!&lt;br /&gt;-Cio to, toto?-pytanie zadane zostało w mechaniczny sposób sugerujący,że one tak mogą godzinami.&lt;br /&gt;Zanim spróbowałem kolejnej błyskotliwej riposty druga twarz jeszcze bardziej rozciągnęła się w złowróżbnym uśmiechu.&lt;br /&gt;-Wy małe, przebrzydłe...&lt;br /&gt;Moja kwestia został przerwana przez głosne plaśnięcie.&lt;br /&gt;Piekący policzek oznaczał najwyraźniej przejście do drugiej fazy przesłuchania.&lt;br /&gt;-Cio to? Toto?&lt;br /&gt;-Omawiam odpo....&lt;br /&gt;-Niiijjeeee!-mała rączka powędrowała do góry a potem na dół. Kilkakrotnie.&lt;br /&gt;Za każdym razem trafiając mnie w usta.&lt;br /&gt;-Cio to? Toto!?&lt;br /&gt;W  tym momencie zdałem sobie sprawę,że krepujące mnie pęta były tylko wytworem zaspanej wyobraźni.&lt;br /&gt;Zasłaniając się ramieniem przed ciosami wygrzebałem się z pościeli.&lt;br /&gt;-Dość tego! Bujajcie się przebrzydłe bambaryły!&lt;br /&gt;Opowiedział mi chóralny wrzask protestu i odgłosy gwałtownego gramolenia się z łóżka.&lt;br /&gt;Zanim pościg nabrał impetu uciekłem prześladowcom z pola widzenia.&lt;br /&gt;Wiatr we włosach, cudowne poczucie odzyskanej wolności.&lt;br /&gt;To cudowne uczucie trwało jakieś dwie sekundy.&lt;br /&gt;Ślepy zaułek. Ot co.&lt;br /&gt;Tuż za plecami usłyszałem tupot małych stóp.&lt;br /&gt;-Cio to, toto? Cio to, toto?-pytanie zadawane było w rytmie młotka wbijającego kilkucalowy gwóźdź w dębową belkę.&lt;br /&gt;I z podobnym naciskiem.&lt;br /&gt;Wcisnięty w róg pokoju patrzyłem jak się zbliżają.&lt;br /&gt;-Niiijjeeee!-tym razem o z mojego gardła wyrwał się ten krzyk. Rozpaczliwy i pełen beznadziei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; *  *  *&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;Przesłuchanie trwało godzina za godziną.&lt;br /&gt;-Ślimak.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Ślimak.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-W dalszym ciągu ślimak.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Ślimak.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Kotek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Kotek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Znowu ślimak.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Ślimak&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Znowu kotek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Piesek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Piesek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Piesek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Piesek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Piesek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Piesek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Piesek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Piesek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Piesek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Piesek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Piesek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-A to proszę pani jest ZNOWU ŚLIMAK!!! Taki z ...URRRRRWA.....ną muszelką !&lt;br /&gt;-Nijeeeeee!-do dyskusji włączył się „zły glina” i zdzielił mnie w skroń kubkiem „niekapkiem”.&lt;br /&gt;-Auuuuuu!- zawyłem z bólu, zwijając się na podłodze.&lt;br /&gt;Odpowiedzią był radosny rechot.&lt;br /&gt;-Cio to,to,to,totototo?-”dobry glina” pokazywał, niestrudzenie, palcem kolejne obrazki.&lt;br /&gt;-Świnkaaaaaaa!&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Świiiinkaaaaaaaaaa!!&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-ŚWIIIIIIIIINKAAAAAAA!!!&lt;br /&gt;Tym razem „zły glina” walnął mnie czołem w drugą skroń.&lt;br /&gt;A potem wtulił się małą główką w moją szyję.&lt;br /&gt;W pokoju rozległ się radosny dziecięcy śmiech.&lt;br /&gt;To właśnie ten dźwięk usłyszała wracająca z pracy koleżanka małżonka.&lt;br /&gt;-O, jak ładnie się bawicie!-uśmiechnęła się.-I jak? Widzę,że ci świetnie idzie kochanie. Dobrze wam minął dzionek?&lt;br /&gt;Pokiwałem potulnie głową czując na sobie baczne spojrzenia dwóch par małych oczek.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-4847518695051642820?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/4847518695051642820/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/01/przesuchanie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/4847518695051642820'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/4847518695051642820'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/01/przesuchanie.html' title='Przesłuchanie'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-9207485013613869291</id><published>2011-01-26T12:48:00.004+01:00</published><updated>2011-02-15T13:27:17.124+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='WALKA ZE SMOKAMI'/><title type='text'>Przesłuchanie</title><content type='html'>Zakończenie ostatniej wielkiej bitwy nie oznaczało niestety zakończenia walk.&lt;br /&gt;Jakże gorzki jest los herosa, który po pyrrusowym zwycięstwie legł, śmiertelnie zmęczony, w pościeli po kolejnej potyczce.&lt;br /&gt;A obudził się w pętach. &lt;br /&gt;Kiedy podniosłem ciężkie powieki zobaczyłem pochylającą się nade mną małoludzką twarz i usłyszałem pytanie:&lt;br /&gt;-Cio, to,toto?&lt;br /&gt;Coś tam wybełkotałem, zaspany, i spróbowałem przewrócić się na drugi bok.&lt;br /&gt;-Cio to,toto!?-głos robił się coraz bardziej natarczywy.&lt;br /&gt;-Jajco!-spróbowałem ciętej riposty.&lt;br /&gt;-Niiijjeeee!-odpowiedział mi drugi głos i w moim polu widzenia pojawiła się druga drobna twarzyczka.&lt;br /&gt;Uśmiechała się,ale był to bezwzględny uśmiech stworzenia przekonanego o swojej wyższości.&lt;br /&gt;-Cio to,toto?!-kontynuowała przesłuchanie pierwsza z krasnoludzkich samic.&lt;br /&gt;-Zgodnie z międzynarodowymi konwencjami odmawiam odpowiedzi na wasze pytania.&lt;br /&gt;-Cio to, toto!!!-to już nawet nie brzmiało jak pytanie.&lt;br /&gt;-Nazywam się Garbaty i jestem ojcem. Więcej ode mnie nie wyciągnięcie!&lt;br /&gt;-Niiijjeeee!-grymas na małoludzkiej twarzy przypominał groteskowo szeroki uśmiech Jokera.&lt;br /&gt;-Pożałujecie! Królowa Matka mnie tak na pewno nie zostawi!&lt;br /&gt;-Cio to, toto?-pytanie zadane zostało w mechaniczny sposób sugerujący,że one tak mogą godzinami.&lt;br /&gt;Zanim spróbowałem kolejnej błyskotliwej riposty druga twarz jeszcze bardziej rozciągnęła się w złowróżbnym uśmiechu.&lt;br /&gt;-Wy małe, przebrzydłe...&lt;br /&gt;Moja kwestia został przerwana przez głosne plaśnięcie.&lt;br /&gt;Piekący policzek oznaczał najwyraźniej przejście do drugiej fazy przesłuchania.&lt;br /&gt;-Cio to? Toto?&lt;br /&gt;-Omawiam odpo....&lt;br /&gt;-Niiijjeeee!-mała rączka powędrowała do góry a potem na dół. Kilkakrotnie.&lt;br /&gt;Za każdym razem trafiając mnie w usta.&lt;br /&gt;-Cio to? Toto!?&lt;br /&gt;W  tym momencie zdałem sobie sprawę,że krepujące mnie pęta były tylko wytworem zaspanej wyobraźni.&lt;br /&gt;Zasłaniając się ramieniem przed ciosami wygrzebałem się z pościeli.&lt;br /&gt;-Dość tego! Bujajcie się przebrzydłe bambaryły!&lt;br /&gt;Opowiedział mi chóralny wrzask protestu i odgłosy gwałtownego gramolenia się z łóżka.&lt;br /&gt;Zanim pościg nabrał impetu uciekłem mu z pola widzenia.&lt;br /&gt;Wiatr we włosach, cudowne poczucie odzyskanej wolności.&lt;br /&gt;To cudowne uczucie trwało jakieś dwie sekundy.&lt;br /&gt;Ślepy zaułek. Ot co.&lt;br /&gt;Tuż za plecami usłyszałem tupot małych stóp.&lt;br /&gt;-Cio to, toto? Cio to, toto?-pytanie zadawane było w rytmie młotka wbijajacego kilkucalowy gwóźdź w dębową belkę.&lt;br /&gt;Wcisnięty w róg pokoju patrzyłem jak się zbliżają.&lt;br /&gt;-Niiijjeeee!-tym razem o z mojego gardła wyrwał się ten krzyk. Rozpaczliwy i pełen beznadziei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; *  *  *&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;Przesłuchanie trwało godzina za godziną.&lt;br /&gt;-Ślimak.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Ślimak.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-W dalszym ciągu ślimak.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Ślimak.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Kotek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Kotek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Znowu ślimak.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Ślimak&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Znowu kotek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Piesek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Piesek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Piesek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Piesek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Piesek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Piesek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Piesek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Piesek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Piesek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Piesek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Piesek.&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-A to proszę pani jest ZNOWU ŚLIMAK!!! Taki z ...URRRRRWA.....ną muszelką !&lt;br /&gt;-Nijeeeeee!-do dyskusji włączył się „zły glina” i zdzielił mnie w skroń kubkiem „niekapkiem”.&lt;br /&gt;-Auuuuuu!- zawyłem z bólu, zwijając się na podłodze.&lt;br /&gt;Odpowiedzią był radosny rechot.&lt;br /&gt;-Cio to,to,to,totototo?-”dobry glina” pokazywał, niestrudzenie, palcem kolejne obrazki.&lt;br /&gt;-Świnkaaaaaaa!&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-Świiiinkaaaaaaaaaa!!&lt;br /&gt;-Cio to, toto?&lt;br /&gt;-ŚWIIIIIIIIINKAAAAAAA!!!&lt;br /&gt;Tym razem „zły glina” walnął mnie czołem w drugą skroń.&lt;br /&gt;A potem wtulił się małą główką w moją szyję.&lt;br /&gt;W pokoju rozległ się radosny dziecięcy śmiech.&lt;br /&gt;To właśnie ten dźwięk usłyszała wracająca z pracy koleżanka małżonka.&lt;br /&gt;-O, jak ładnie się bawicie!-uśmiechnęła się.-I jak? Widzę,że ci świetnie idzie kochanie. Dobrze wam minął dzionek?&lt;br /&gt;Pokiwałem potulnie głową czując na sobie baczne spojrzenia dwóch par małych oczek.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-9207485013613869291?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/9207485013613869291/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/01/przesuchanie_26.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/9207485013613869291'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/9207485013613869291'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/01/przesuchanie_26.html' title='Przesłuchanie'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-3002288165873098332</id><published>2011-01-22T14:03:00.004+01:00</published><updated>2011-02-15T13:26:37.997+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='WALKA ZE SMOKAMI'/><title type='text'>Do kropli ostatniej (płynu dowolnego)</title><content type='html'>Chciałbym móc napisać ,że słońce tego dnia zachodziło krwistoczerwone zwiastując nadciągającą hekatombę.&lt;br /&gt;Niestety to nieprawda.&lt;br /&gt;Nie było ostrzeżenia. Tego wieczoru ledwo majaczące w szarości słońce zatonęło w bagnie ponurych, wieczornych mgieł. Gęstych jakby ktoś dodał do nich żelatyny.&lt;br /&gt;Zniknęło mi z oczu a ja mógłbym wręcz przysiąc ,że usłyszałem wtedy pluśnięcie.&lt;br /&gt;Być może było to złudzenie bo podobno jest teoria twierdząca,że nasz świat nie jest płaski tylko okrągły i zawieszony w bezkresnej przestrzeni.&lt;br /&gt;Przerażająca wizja.&lt;br /&gt;Rozmyślając o tym powoli szykowałem się do snu.&lt;br /&gt;Małoludzie posapywali i pochrapywali na swoich legowiskach.&lt;br /&gt;Sielanka.&lt;br /&gt;Jakże pozorna.&lt;br /&gt;Ich sen jednak wyglądał na autentyczny a nie udawany.&lt;br /&gt;Jakież trzeba mieć mocne nerwy by tak smacznie spać przed taką okrutną bitwą jaka miała wkrótce się rozpętać.&lt;br /&gt;Atak nastąpił po północy.&lt;br /&gt;Właśnie szykowaliśmy się do snu gdy się zaczęło.&lt;br /&gt;Najpierw usłyszałem smoka.&lt;br /&gt;Bestia z łoskotem runęła między szczeblami palisady łóżeczka i gruchnęła o podłogę.&lt;br /&gt;Jeszcze miałem nadzieję.&lt;br /&gt;Jeszcze przez chwilę.&lt;br /&gt;Rozwiał ją jednak ryk nacierających małoludzi.&lt;br /&gt;Mimo,że częściowe wycofanie się Królowej Matki z czynnego życia rodzinnego było utrzymywane w tajemnicy to najwyraźniej niziołki wyczuły ,że coś się święci.&lt;br /&gt;Ze zrozumiałych względów chciałem aby pani tej krainy przespała noc w miarę spokojnie więc przyjąłem większość impetu na swą mężną choć nieco wątłą pierś.&lt;br /&gt;To była straszna noc.&lt;br /&gt;Dzikie hordy nacierały fala za falą. Skryte w ciemności ciskały smokami i strasznymi różowymi bestiami zwanymi „królikami”.&lt;br /&gt;I wrzeszczały.&lt;br /&gt;Boże jak one wrzeszczały!&lt;br /&gt;Słaniając się na nogach odpierałem atak za atakiem. &lt;br /&gt;Bitewny wrzask nacierających złuszczał farbę ze ścian i ranił uszy.&lt;br /&gt;Krwawiąc i obijając się w ciemności o różne sprzęty miotałem się desperacko.&lt;br /&gt;Momentami ścieraliśmy się w morderczej walce piersią w pierś.&lt;br /&gt;Jednak nawet wężowy uścisk moich słabnących ramion nie był w stanie uciszyć bitewnych okrzyków.&lt;br /&gt;Próbowałem odeprzeć atak mlekiem i kaszą. Podobno w średniowieczu takie metody się sprawdzały.&lt;br /&gt;Gorąca kasza uchodziła za idealna wręcz broń defensywną. Jej użycie powodowało straszne oparzenia i jednocześnie niszczyła morale atakujących. Używając jej jej obrońcy wysyłali wyraźny komunikat, który brzmiał mniej więcej tak:&lt;br /&gt;„Kochani atakujący mamy was serdecznie w dupie. Mamy również od cholery żarcia i możecie sobie oblegać naszą twierdzę jak długo chcecie.”&lt;br /&gt;Nie wiem co robiłem nie tak, ale w moim przypadku to ne zadziałało.&lt;br /&gt;Małe, mlekożercze potwory pożarły kaszę i dalej kontynuowały natarcie.&lt;br /&gt;Moje morale ledwo to przetrwało.&lt;br /&gt;Tym bardziej,że mimo moich starań Królowa Matka miała problemy ze snem.&lt;br /&gt;Jakoś trudno się temu dziwić.&lt;br /&gt;A jednak jej, wydawane syczącym szeptem, komendy dawały wyraźnie do zrozumienia,że nie docenia mojego militarnego geniuszu.&lt;br /&gt;Przez dłuższą chwilę dyskutowaliśmy nawet, burzliwie, o uszkodzonej zastawie stołowej.&lt;br /&gt;Głównie o „....urrrrrwa....nych kubkach”.&lt;br /&gt;I tak nas zastał świt.&lt;br /&gt;Blade światło poranka padło na ponure pobojowisko.&lt;br /&gt;Oświetlając powalone smoki, kiwające się ze zmęczenia głowy małoludzi, potargane króliki i rozgrzebaną pościel.&lt;br /&gt;Właśnie wtedy straciłem przytomność.&lt;br /&gt;Padłem, majacząc, tuż obok małych ciał przeciwników.&lt;br /&gt;Po chwili zasnąłem.&lt;br /&gt;Pięć minut później obudził mnie budzik koleżanki małżonki.&lt;br /&gt;Schodząc jej z drogi poczłapałem zaparzyć kawę.&lt;br /&gt;Wiedziałem jedno.&lt;br /&gt;Już nigdy nie zaufam nikomu kto ma mniej niż metr wzrostu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-3002288165873098332?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/3002288165873098332/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/01/do-kropli-ostatniej-pynu-dowolnego.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/3002288165873098332'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/3002288165873098332'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/01/do-kropli-ostatniej-pynu-dowolnego.html' title='Do kropli ostatniej (płynu dowolnego)'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-2821378557655397926</id><published>2011-01-22T14:01:00.002+01:00</published><updated>2011-02-15T13:28:03.815+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='WALKA ZE SMOKAMI'/><title type='text'>Nadciąga czas mroku</title><content type='html'>W ostatnim czasie nasze stosunki z małoludźmi były całkiem niezłe. Można powiedziec,że wręcz wzorcowe.&lt;br /&gt;Nocne warty przestały być stresującą walką o przetrwanie a zaczęły nawet przypominać coś w rodzaju wypoczynku.&lt;br /&gt;Z doświadczenia wiedzieliśmy jednak jak chwiejny może być to rozejm. W każdej chwili jedna malutka iskra mogła wzniecić ogień, który mógł przerodzić się w prawdziwe piekło.&lt;br /&gt;Na razie jednak Rzeczpospolita Krasnoludowa powoli przygotowywała się na poważną zmianę jaką był powrót Królowej Matki do czynnego życia zawodowego.&lt;br /&gt;Ściślej mówiąc połowa populacji owej sielankowej krainy  szykowała się na ową zmianę.&lt;br /&gt;Księżniczki na razie żyły w błogiej nieświadomości.&lt;br /&gt;Ponieważ z ostatniego szkolenia koleżanka małżonka przywiozła stos materiałów do przyswojenia starałem się dac jej trochę luzu przy opiece nad dzieciakami.&lt;br /&gt;Jednak chyba nie szło mi to najlepiej skoro dziadkowie zaoferowali się ,że wezmą je do siebie na weekend.&lt;br /&gt;Propozycję przyjeliśmy jak zwykle z mieszanymi uczuciami.Myśl o odrobinie luzu niewątpliwie cieszyła, ale z drugiej strony wiedzieliśmy ,że będziemy cholernie tęsknić.&lt;br /&gt;Nigdy bym wcześniej nie pomyślał jak takie małe cholerki potrafią uzależnić.&lt;br /&gt;No cóż- „będziesz matką, synu, to zobaczysz” ,że zacytuję klasyka.&lt;br /&gt;W końcu ogrom pracy wiszący nad głową mamy Dzieci Frankensteina zadecydował i małoludzie udali się na emigrację do stolicy naszego pięknego województwa.&lt;br /&gt;Tymczasem my, uważający się za władców naszej mikrokrainy z radością oddaliśmy się takim prostym przyjemnościom jak spokojny sen czy leniwy poranek.&lt;br /&gt;Potem ja krzątałem się po domu robiąc porządki w piwnicy i garażu a koleżanka małżonka wkuwała.&lt;br /&gt;Ona klęła i ja kląłem.&lt;br /&gt;Każdy z innych powodów.&lt;br /&gt;Żona -ponieważ powrót do pracy po prawie dwóch latach i myśleniu przestawionym przez macierzyństwo to naprawdę ciężka sprawa.&lt;br /&gt;A ja? Słałem wiele ciepłych słów i myśli w strone naszego majstra.&lt;br /&gt;Bardzo ciepłych myśli. Naprawdę baaaaaaardzo.&lt;br /&gt;Wyobraźcie sobie warunki panujące w środku stosu atomowego.&lt;br /&gt;Już?&lt;br /&gt;To teraz pomnóżcie to razy tysiąc.&lt;br /&gt;Gotowe?&lt;br /&gt;A teraz wyobraźcie sobie, że to jeszcze mało.&lt;br /&gt;Chociaż i tak wystarczy żeby spopielić gnoja.&lt;br /&gt;Na szczęście to tak nie działa bo mimo wszystko nie chciałbym tej kanalii mieć na swoim sumieniu.&lt;br /&gt;Skąd taki nawrót ultraciepłych wspomnień remontowych?&lt;br /&gt;Podczas porządków ciągle znajduję pozostałości po ekipie i to regularnie wytrąca mnie z równowagi.&lt;br /&gt;Jakieś puszki po piwie wrzucone za szafkę, pety w najróżniejszych miejscach i różne zaskakujące niespodzianki.&lt;br /&gt;Świadczące o niechlujstwie, głupocie, lenistwie, bezmyślności i arogancji.&lt;br /&gt;Jednak najbardziej szlag mnie trafia kiedy pomyślę o tym czego znaleźć nie mogę.&lt;br /&gt;Kiedy zaczął się remont postanowiłem uchronić nasze zimowe ciuchy przed kurzem i brudem.&lt;br /&gt;Zapakowałem więc do wielkiego worka na śmieci wszystkie nasze najlepsze zimowe kurtki, ulubione swetry i tak dalej.&lt;br /&gt;I co?&lt;br /&gt;Szukam ich do tej pory. Tracąc powoli nadzieję na sukces.&lt;br /&gt;Jeszcze bardziej wytrąca mnie z równowagi fakt,że możliwe są dwa scenariusze wydarzeń.&lt;br /&gt;W pierwszym nasze dobra stały się łupem złodzieja a w drugim... sam dołożyłem ów worek do wielkiego stosu mu podobnych, w których rzeczywiście znajdowały się śmieci.&lt;br /&gt;Za każdym razem kiedy o tym pomyślę mam ochotę kląć.&lt;br /&gt;A przy okazji przypominają mi się różne remontowe wydarzenia i scysje.&lt;br /&gt;Po robocie wracałem więc naburmuszony i opryskliwy. A ponieważ przygotowania do powrotu do pracy podobnie działały na koleżankę małżonkę to...&lt;br /&gt;Chyba nietrudno się domyślić.&lt;br /&gt;A jednak weekend mimo wszystko minął nam całkiem przyjemnie i w niedzielę po południu pojechaliśmy, stęsknieni, po nasze azylantki.&lt;br /&gt;Wieczorem nasze kontakty z małoludźmi były całkiem miłe i nic nie wskazywało na to co miało nastąpić już za kilka godzin.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-2821378557655397926?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/2821378557655397926/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/01/nadciaga-czas-mroku.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2821378557655397926'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2821378557655397926'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/01/nadciaga-czas-mroku.html' title='Nadciąga czas mroku'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-5915002009516142540</id><published>2011-01-21T13:59:00.000+01:00</published><updated>2011-01-21T00:17:45.491+01:00</updated><title type='text'>Porządki</title><content type='html'>No dobra, szafa wymieciona. Teraz będę mógł wziąć się za pisanie na bieżąco :-)&lt;br /&gt;Czas to wszystko trochę uporządkować, "ponadrabiać" i generalnie przestać smucić i przynudzać.&lt;br /&gt;No właśnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-5915002009516142540?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/5915002009516142540/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/01/porzadki.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/5915002009516142540'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/5915002009516142540'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/01/porzadki.html' title='Porządki'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-8287522459415326273</id><published>2011-01-20T15:01:00.000+01:00</published><updated>2011-01-20T13:58:38.029+01:00</updated><title type='text'>Wigilia</title><content type='html'>Wigilię spędziliśmy głównie u moich rodziców. Zaczęło się od wzruszającej przemowy pradziadka i jednocześnie głównego sponsora „poczęcia dzieci frankensteina”.&lt;br /&gt;A potem dalej było wzruszająco, bo widok dzieci przy choince, otoczonych prezentami to coś co sprawia,że powraca nieco już zapomniana magia świąt.&lt;br /&gt;Chociaż nie było łatwo wczuć się w nastrój. Jak to celnie określiła koleżanka małżonka:&lt;br /&gt;-W ogóle nie czuję,że to święta. Dziewczyny wrzeszczą tak jak każdego dnia, jedzą o tej samej porze, zasypiają tak jak zwykle. Normalny, nieco nużący, codzienny rytm dnia. Ale będzie coraz fajniej. Za dwa trzy lata to dopiero będą święta.&lt;br /&gt;I tak było fajnie. Zwłaszcza jak dziadek księżniczek ze szkiełka rozpakował znaleziona pod choinką nową harmonijkę ustną i zaczął grać kolędy.&lt;br /&gt;Dziewczynki były jednak tak absorbujące, że mimo,że zajmowała się nimi cała rodzina to i tak wracaliśmy solidnie zmęczeni.&lt;br /&gt;Tym bardziej, że poprzedniego dnia położyliśmy się spać przed trzecią w nocy.&lt;br /&gt;Tak to bywa kiedy za ustawianie i ubieranie choinki człowiek bierze się o północy.&lt;br /&gt;Chcieliśmy jednak zobaczyć miny dziewczynek kiedy rano zobaczą to świecące, pachnące i kolorowe cudo.&lt;br /&gt;Jakież było moje rozczarowanie kiedy rano efekt naszej pracy został praktycznie kompletnie zignorowany.&lt;br /&gt;Ważniejsze były książeczki, misie, pieski, świnki...&lt;br /&gt;Kiedy przez telefon skarżyłem się mojej mamie po raz kolejny wypomniała mi moją reakcję na widok morza:&lt;br /&gt;-Patrz synku to jest morze-powiedzieliśmy ci. A ty na to-” Ale fajny wóz strażacki!” i odwróciłeś się do morza plecami.&lt;br /&gt;No tak. Tradycja rodzinnych rozczarowań została podtrzymana.&lt;br /&gt;Myślałem o tym w drodze powrotnej do domu wsłuchując się w posapywanie dzieciaków, które zasnęły w swoich fotelikach.&lt;br /&gt;Kiedy dojechaliśmy na miejsce delikatnie wyjęliśmy je z samochodu i ułożyliśmy w łóżeczkach.&lt;br /&gt;Potem wyszedłem nakarmić psy i zająć się przenoszeniem z samochodu prezentów i świątecznego jedzenia.&lt;br /&gt;Kiedy wreszcie skończyłem i wszedłem do salonu zobaczyłem wyszczerzoną w uśmiechu żonę.&lt;br /&gt;-Nie uwierzysz! Włączyłam telewizor i pierwsze co zobaczyłam to naszą córkę!&lt;br /&gt;Myślałem,że miała na myśli to, że w TV pokazywali dziecko bardzo podobne do naszego, ale wyprowadziła mnie z błędu.&lt;br /&gt;-Nie to była ona! Naprawdę!&lt;br /&gt;-Ale jak to?&lt;br /&gt;-To było takie podsumowanie najważniejszych wydarzeń tego roku. Wiesz takie, w którym różne znane osoby się wypowiadają. I zaraz na początku mówili o nagrodzie Nobla za in vitro...&lt;br /&gt;-No i...?&lt;br /&gt;-I jako ilustrację pokazali fragment programu z waszym udziałem i naszą córkę! Sprawdziłam w programie i pojutrze jest powtórka to sobie obejrzyj.&lt;br /&gt;Tak też zrobiłem. I rzeczywiście. Fajnie to było zmontowane ponieważ najpierw pokazali noblowskie uroczystości a potem nasz krajowy grajdoł-z rzucającymi klątwy duchownymi i bełkoczącymi z trybuny sejmowej zwolennikami ruchu „contra in vitro”. A potem garbaty tatulo dziękujący biskupowi za jakże inspirujące określenie „dzieci Frankensteina” i owo dziecię ubrane w rozczulający różowy (he, he) bezrękawnik. Potem jeszcze migawka pokazująca blog i Jacek Żakowski mówiący,że „biskup Hoser jest niemądrym człowiekiem i, że w kościele tak jak wszędzie są ludzie mądrzy i niemądrzy”.&lt;br /&gt;Pięknie to było powiedziane. Z taką pauzą i zawahaniem świadczącą o tym, że publicyście znacznie bardziej dosadne słowa cisną się na usta.&lt;br /&gt;I właśnie wtedy zrozumiałem,że czas udawania,że jesteśmy „normalną” rodziną dobiegł końca.&lt;br /&gt;Że jeżeli coś się zaczęło to trzeba to skończyć.&lt;br /&gt;I poczułem ukłucie żalu.&lt;br /&gt;Bo tak fajnie było o tym zapomnieć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-8287522459415326273?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/8287522459415326273/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/12/wigilia.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/8287522459415326273'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/8287522459415326273'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/12/wigilia.html' title='Wigilia'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-6794782028729876238</id><published>2011-01-20T14:59:00.000+01:00</published><updated>2011-01-20T13:52:26.194+01:00</updated><title type='text'>W siedem godzin do Warszawy...</title><content type='html'>W przedświąteczny poniedziałek koleżanka małżonka miała się stawić na dwudniowym szkoleniu połączonym z firmową wigilią.&lt;br /&gt;Wspominałem już o „szaleńczym entuzjazmie” jaki odczuwaliśmy w związku z tą okolicznością.&lt;br /&gt;Już sam pomysł wyjazdu tuż przed świętami określiłbym dyplomatycznie jako „dyskusyjny”.&lt;br /&gt;Piszę o tym dyplomatycznie ponieważ nie do końca wiadomo kto tu zagląda a jak się potem okazało nie jest wykluczone, że wśród czytelników jakieś „gumowe ucho” a raczej „oko” się znajdzie.&lt;br /&gt;Nie wyprzedzajmy jednak wypadków. W każdym razie męka jak mieliśmy oboje przejść okazała się w moim odczuciu warta puenty.&lt;br /&gt;Chyba wszyscy wiedzą jak wyglądały drogi na kilka dni przed świętami. Ogólnie masakra.&lt;br /&gt;Ponieważ moja połowica po szkoleniu miała odebrać służbowy samochód jazda naszym prywatnym odpadała.&lt;br /&gt;Jak informowały media, na kolei, akurat trwał pierdolnik związany ze zmianą rozkładów jazdy, który zresztą skończył się dymisją odpowiedzialnego za ten sajgon wiceministra.&lt;br /&gt;Ponieważ pociągi miały po 300 minut opóźnienia, koleżanka małżonka zdecydowała się na jazde autokarem.&lt;br /&gt;Co przyjąłem bez entuzjazmu bo telewizja pokazywała głównie karambole na drogach i TIRy blokujące oblodzone drogi.&lt;br /&gt;Sytuacja sama się rozwiązała kiedy okazało się ,że szkolenie jest pod Warszawą i z miasta nie ma tam nawet jak dojechać.&lt;br /&gt;Tak więc w niedzielę wieczorem odstawiliśmy dzieciaki do dziadków i w poniedziałek po szóstej wyruszyliśmy w drogę.&lt;br /&gt;Drogę, która normalnie zajmuje poniżej trzech godzin. Ponieważ wzięliśmy poprawkę na pogodę tym razem mieliśmy ponad godzinę zapasu.&lt;br /&gt;Zużyliśmy go jednak na przejechanie pierwszych dwudziestu kilometrów. Miasto było koszmarnie zakorkowane, ulice zawalone śniegiem, który spadł w nocy a lokalni drogowcy wspominali o „sytuacji zbliżonej do klęski żywiołowej”.&lt;br /&gt;Dojazd do krajowej „siódemki zajął nam zamiast dwudziestu kilku minut ponad półtorej godziny.&lt;br /&gt;A potem?&lt;br /&gt;Było coraz gorzej.&lt;br /&gt;Następne sto kilometrów przejechaliśmy w potężnym konwoju na czele którego jechały dwa pługi śnieżne. Jakiekolwiek wyprzedzanie mijało się z celem.&lt;br /&gt;Zresztą przez większość drogi jechaliśmy w zamieci śnieżnej, w której widoczność spadała momentami do zera.&lt;br /&gt;Co gorsza śnieg, który topniał na przedniej szybie zamarzał z powrotem na wycieraczkach tworząc na nich wielkie lodowe buły. W związku z czym ich efektywność malała do zera.&lt;br /&gt;Sytuacji nie poprawiało to,że gwałtowny atak zimy zastał mnie z pojemnikiem pełnym letniego płynu do spryskiwaczy. Teraz kompletnie zamarzniętego.&lt;br /&gt;Po godzinie opanowałem technikę, która zapewniała mi minimum widoczności.&lt;br /&gt;Najpierw należało wyłączyć wycieraczki aby spłynęła na nie ściekająca po szybie woda a potem włączyć je na kilka sekund z maksymalna prędkością. Wtedy trochę lodu odpadało i wycieraczki zbierały z szyby trochę śniegu.&lt;br /&gt;Który oczywiście po chwili na nich zamarzał... i tak dalej, i tak dalej.&lt;br /&gt;Jednym słowem miałem czym się zająć podczas gdy krajobraz za oknem przesuwał się z oszałamiająca prędkością osiągającą momentami 20 kilometrów na godzinę.&lt;br /&gt;Sytuacja zmieniła się gwałtownie kiedy minęliśmy rondo w Glinojecku. Zatankowaliśmy błyskawicznie niczym w pitstopie F1 i nie tracąc czasu na sikanie ruszyliśmy w dalszą drogę.&lt;br /&gt;Chociaż pęcherz bolał.&lt;br /&gt;Szkolenie jednak już dawno się zaczęło a nam pozostało do przejechania około stu kilometrów.&lt;br /&gt;Ponieważ stan drogi znacznie się poprawił  a temperatura zrobiła się dodatnia mogliśmy przyspieszyć do szalonej „sześćdziesiątki”.&lt;br /&gt;W czasie naszego tankowania konwój, w którym dotychczas jechaliśmy gdzieś się rozproszył i zaraz po wjeździe na dwupasmówkę wyprzedziłem oba pługi śnieżne.&lt;br /&gt;Temperatura szła w górę a my jechaliśmy coraz szybciej. Czas jednak mijał nieubłaganie.&lt;br /&gt;Dobrze,że chociaż płyn w spryskiwaczu się odmroził z czego radośnie korzystałem starając się zużyć go jak najwięcej,żeby potem dolać zimowego, który miałem w bagażniku.&lt;br /&gt;Wsłuchując się w odgłos jaki wydawały kawałki lodu odpadające od karoserii mruknąłem refleksyjnie:&lt;br /&gt;-Jak to jest,że ostatnio praktycznie każdy wyjazd do stolicy to prawdziwa przygoda. Każdy zamienia się happening psiakrew!&lt;br /&gt;Koleżanka małżonka pokiwała głowa,ale nic nie powiedziała ponieważ właśnie próbowała dodzwonić się do szefa żeby wytłumaczyć mu dlaczego po prawie dwóch latach nieobecności spóźni się na owo arcyważne szkolenie.&lt;br /&gt;Trudno się dziwić,że była zdenerwowana.&lt;br /&gt;A jak ona jest zdenerwowana to ja też.&lt;br /&gt;A co!&lt;br /&gt;Dlaczego mam być gorszy.&lt;br /&gt;W końcu po siedmiu godzinach jazdy zajechaliśmy na parking hotelu, który był celem naszej podróży.&lt;br /&gt;To znaczy celem koleżanki małżonki.&lt;br /&gt;Ja znajdowałem się dopiero na półmetku.&lt;br /&gt;Była godzina czternasta. Dzień wcześniej zakładałem,że o tej porze będę właśnie odbierał córki od dziadków.&lt;br /&gt;Nie zwlekając zawróciłem i ruszyłem w drogę powrotną.&lt;br /&gt;Pokłóciłem się trochę z nawigacją satelitarną, która jakoś nie mogła przyjąć mojego argumentu, że lepiej nadłożyć trochę drogi,ale ominąć korki.&lt;br /&gt;Na szczęście wygrałem tę sprzeczkę i pogodziliśmy się w okolicach Nowego Dworu Mazowieckiego.&lt;br /&gt;Mniej więcej w tym samym momencie termometr poinformował mnie,że temperatura spadła do zera stopni.&lt;br /&gt;„O jasna cholera, jak teraz to wszystko co się roztopiło w ciągu dnia zacznie marznąć to będzie koszmar”-pomyślałem i docisnąłem pedał gazu.&lt;br /&gt;Zamierzałem pokonać jak najdłuższy dystans zanim sytuacja się pogorszy.&lt;br /&gt;Temperatura ciągle spadała,ale droga w dalszym ciągu była czarna i mokra.&lt;br /&gt;Nie były to jednak warunki do jakiś drogowych szaleństw.&lt;br /&gt;Dałem nawet znać rodzicom ,że powinienem dojechać do nich za godzinę.&lt;br /&gt;Kwadrans później zwróciłem uwagę na to,że asfalt zaczyna podejrzanie błyszczeć. Spróbowałem delikatnie zahamować.&lt;br /&gt;Odpowiedzią było terkotanie ABS'u, który rozpaczliwie próbował zatrzymać samochód.&lt;br /&gt;Rozpaczliwie i kompletnie nieskutecznie.&lt;br /&gt;Jadący z przodu dostawczak  lekko zarzuciło a gość za mną najwyraźniej też właśnie zorientował się w sytuacji bo gwałtownie odstęp między nami się zwiększył.&lt;br /&gt;Jechaliśmy tak przez chwilę.&lt;br /&gt;A potem zobaczyłem światła awaryjne zatrzymujących się samochodów.&lt;br /&gt;Długi sznur świateł.&lt;br /&gt;I jadący z naprzeciwka ambulans z dużym napisem „krew”&lt;br /&gt;Ręce mi opadły.&lt;br /&gt;Sięgnąłem po telefon i zadzwoniłem do swojej firmy z pytaniem czy nie wiedzą co się dzieje.&lt;br /&gt;Wiedzieli-ruch wahadłowy, kolizja TIR'a z dwoma samochodami osobowymi, dwie osoby w drodze do szpitala, nikt nie zginął....&lt;br /&gt;Więcej niż chciałbym wiedzieć.&lt;br /&gt;Naprawdę.&lt;br /&gt;Już wiedziałem,że za godzinę na pewno nie dotrę na miejsce.&lt;br /&gt;Ostatecznie po dwunastu godzinach za kółkiem, bez odpoczynku, ledwo zdążyłem pomóc rodzicom w kąpieli dzieciaków i położeniu ich do łóżek.&lt;br /&gt;A potem sam zwaliłem się na kanapę w gościnnym pokoju.&lt;br /&gt;Szczęśliwy bo rodzice zaoferowali się ,że to oni w nocy będą wstawać do dziewczynek. Oponowałem,ale chyba niezbyt mocno. Ot tak w ramach przyzwoitości. Akurat tyle,żeby nie odczuwać wyrzutów sumienia.&lt;br /&gt;Około południa  niespiesznie zaczęliśmy się zbierać  i do domu wróciliśmy około czternastej.&lt;br /&gt;Godzinę później wróciła moja ślubna, której droga zajęła zaledwie trzy godziny.&lt;br /&gt;Los nie jest sprawiedliwy.&lt;br /&gt;Pobawiliśmy się z dzieciakami, coś zjedliśmy i nadszedł czas dzielenia się refleksjami i przeżyciami.&lt;br /&gt;Najpierw relacjonowałem ja,ale tę opowieść już znacie.&lt;br /&gt;A potem swoją opowieść podjęła koleżanka małżonka.&lt;br /&gt;Szef nie czepiał się trzygodzinnego spóźnienia bo sam widział co dzieje się na drogach, szkolenie takie jak zwykle, ludzie tacy jak zwykle, alkohol taki jak zwykle. A jednak coś się zmieniło:&lt;br /&gt;-I wtedy podchodzi do mnie koleżanka z regionu-opowiada najlepsza z żon- i mówi „hej widziałam twojego męża w telewizji”. No to mówię jej, że pomagamy przy akcji „Tata, najpiękniejsze słowo dla mężczyzny”, że pomagamy  w tłumaczeniu ludziom co to właściwie jest in vitro i tak dalej. A ona kiwa głową ze zrozumieniem i mówi „No, no- trzeba ludzi uświadamiać, bo nic nie wiedzą a się mądrzą. Bo wy tylko dwa plemniczki mieliście prawda?”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-6794782028729876238?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/6794782028729876238/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/12/w-siedem-godzin-do-warszawy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/6794782028729876238'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/6794782028729876238'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/12/w-siedem-godzin-do-warszawy.html' title='W siedem godzin do Warszawy...'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-6267063895736551784</id><published>2011-01-20T14:57:00.000+01:00</published><updated>2011-01-20T13:49:31.223+01:00</updated><title type='text'>... i po pierwszych urodzinach.</title><content type='html'>No dobra to w ramach "łatania dziury"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Urodziny księżniczek ze szkiełka były miłe i momentami wzruszające.&lt;br /&gt;Sama impreza obyła się bez większych wydarzeń,ale ten niecodzienny moment w życiu naszej czwórki był dosyć intymny.&lt;br /&gt;Podczas przygotowań prawie codziennie patrząc na córki przypominaliśmy sobie jak ten sam dzień wyglądał rok temu. Co robiliśmy, co czuliśmy, jaka była pogoda.&lt;br /&gt;Trudno pisywać emocje, które czułem, bez popadania w banał.&lt;br /&gt;Kilka dni po imprezie, kiedy próbowałem coś napisać, zerkałem ponad ekranem na nasze twory doktora Frankensteina bawiące się wspólnie grającą książeczką o „pingwinie, który chciał latać”. Siedziały na tle okna ,za którym na trzech kawałkach słoniny wisiały sikorki a ośnieżony świat rozświetlała różowawa poświata poranka.&lt;br /&gt;Spróbowałem wtedy nieporadnie oddać swoje uczucia. Nie byłem z tego zadowolony.&lt;br /&gt;Stąd ten cudzysłów. Zawsze to jednak jakieś świadectwo chwili:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jest zimno. Za oknem. &lt;br /&gt;Bo na sercu robi się ciepło.&lt;br /&gt;Zwłaszcza kiedy patrzę na zesztywniałe od mrozu tybetańskie chorągiewki modlitewne lekko kiwające się za oknem.&lt;br /&gt;To prezent od przyjaciół. Tych samych, którzy w prezencie na urodziny przysłali dziewczynkom breloczki uplecione ze sznureczków pobłogosławionych przez Dalajlamę.&lt;br /&gt;Podobno pełne pozytywnej energii.&lt;br /&gt;Takie coś rusza nawet zatwardziałego, ponurego racjonalistę jakim się stałem pode wpływem kampanii kościelnego betonu.&lt;br /&gt;I przypomina,że są różne drogi duchowego rozwoju.&lt;br /&gt;Ta ma zdecydowanie bardziej ludzką twarz.&lt;br /&gt;I nie chodzi tylko o Tybet i walkę o wolność. Urodziny dziewczynek przypadają dzień po rocznicy wprowadzenia Stanu Wojennego. Wtedy kościół katolicki miał zupełnie inną twarz. Chronił, pomagał... w kościołach wyświetlano filmy.&lt;br /&gt;O wizytach uzdrowicieli w typie Harrisa nie wspomnę :-)&lt;br /&gt;Jak różna jest symbolika nitki pobłogosławionej przez  Dalajlamę, którą zawiązałem na nadgarstku koleżanki małżonki, od  symboliki krzyża przed pałacem prezydenckim.&lt;br /&gt;Z drugiej strony, teraz w atmosferze przygotowań świątecznych jakoś zapominam o złości i rozgoryczeniu, których efektem jest ten blog.&lt;br /&gt;Ostatnio zdaliśmy sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie to jeden z najfajniejszych okresów w naszym życiu.&lt;br /&gt;Siedzimy całą czwórką w domu, mamy dla siebie czas...&lt;br /&gt;Chociaż w tym sielankowym obrazie pojawiają się rysy i pęknięcia.&lt;br /&gt;W styczniu oboje wracamy do pracy a do tej pory nie udało nam się znaleźć opiekunki ani wywalczyć miejsca w żłobku. Nasze córki ciągle są na którymś tam miejscu listy rezerwowej.&lt;br /&gt;Zresztą sama myśl o oddaniu ich w obce ręce psuje humor.&lt;br /&gt;Koleżance małżonce skończył się już urlop macierzyński i wykorzystuje aktualnie zaległy wypoczynkowy.&lt;br /&gt;W tym tygodniu firma poprosiła ją o jego przerwanie i udział w szkoleniu.&lt;br /&gt;Chyba nietrudno wyobrazić sobie jej szaleńczy entuzjazm?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak to jakoś nieco chaotycznie wtedy wyszło.&lt;br /&gt;A teraz?&lt;br /&gt;Chyba jednak lepiej nie potrafię.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-6267063895736551784?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/6267063895736551784/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/12/i-po-pierwszych-urodzinach.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/6267063895736551784'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/6267063895736551784'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/12/i-po-pierwszych-urodzinach.html' title='... i po pierwszych urodzinach.'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-2190532658650837788</id><published>2011-01-20T13:42:00.000+01:00</published><updated>2011-01-20T13:44:11.672+01:00</updated><title type='text'>Utracona wiara</title><content type='html'>Dzisiaj utraciłem wiarę.&lt;br /&gt;Bezpowrotnie i ostatecznie.&lt;br /&gt;W swój zegar wewnętrzny. A własciwie w kalendarz.&lt;br /&gt;„Niepostrzeżenie zrobiła się połowa stycznia” jak celnie zauważyła koleżanka czytelniczka.&lt;br /&gt;Czy mam coś na swoją obronę?&lt;br /&gt;No... niby mam.&lt;br /&gt;Czy „nieobecność zostanie usprawiedliwiona”?&lt;br /&gt;No... to już pozostawiam decyzji „grona czytelniczego”.&lt;br /&gt;Prawda jest taka ,że sporo czasu zajęła mi aklimatyzacja w nowej sytuacji tacierzyńskiej.&lt;br /&gt;Od dwóch tygodni jestem gospodynią … a raczej „gospodarzem domowym”.&lt;br /&gt;To efekt powrotu koleżanki małżonki na tor wyścigowy.&lt;br /&gt;No wiecie, taki ,na którym konkurują różne hmm... gryzonie-by nie nazywać rzeczy zbytnio po imieniu ;-)&lt;br /&gt;Podczas gdy mama Dzieci Frankensteina realizuje się zawodowo ja przewijam, gotuję zupki, chodzę na spacery, bawię się, czasem wkurzam, tyję, potem próbuję zrzucić, znowu się wkurzam, potem rozbraja mnie uśmiech którejś z córek.&lt;br /&gt;No i hoduję monstrualnych rozmiarów wyrzuty sumienia związane z zaniedbywaniem blogu.&lt;br /&gt;Jednak nowa sytuacja tak mnie pochłonęła,że do tej pory nie wrzuciłem gotowych tekstów napisanych jeszcze w grudniu.&lt;br /&gt;Teraz ich publikowanie trochę traci sens. Pomyślę o tym. &lt;br /&gt;Do tych domowych zajęć doszedł jeszcze nerwowy casting na nianię dla naszych dzieci i kolejna tura rehabilitacji.&lt;br /&gt;Wczoraj jednak rehabilitację zakończyłem i wygląda na to,że teraz wreszcie wezmę się w garść.&lt;br /&gt;A do zrelacjonowania trochę jest.&lt;br /&gt;Między innymi jedna z najcięższych bitew z „małoludźmi”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-2190532658650837788?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/2190532658650837788/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/01/utracona-wiara.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2190532658650837788'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2190532658650837788'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2011/01/utracona-wiara.html' title='Utracona wiara'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-2370265141127758472</id><published>2010-12-30T08:38:00.001+01:00</published><updated>2010-12-30T08:41:30.397+01:00</updated><title type='text'>Przed urodzinkami nr 1...</title><content type='html'>Niepostrzeżenie zrobiła się połowa grudnia i nadeszły pierwsze urodziny księżniczek ze szkiełka.&lt;br /&gt;Kilka dni wcześniej solidnie sypnęło śniegiem.&lt;br /&gt;Na tyle solidnie, że zacząłem martwić się czy zaproszeni goście będą w stanie do nas bezpiecznie dojechać.&lt;br /&gt;A potem zdałem sobie sprawę z tego,że nawet jak dojadą to nie będą mieli gdzie zaparkować.&lt;br /&gt;Spędziłem więc kilka godzin szuflując śnieg z podjazdu i podwórka.&lt;br /&gt;Kiedy skończyłem zaczęło znowu sypać.&lt;br /&gt;Przepełniony goryczą patrzyłem przez okno jak moją pracę szlag trafia.&lt;br /&gt;Po dwóch dniach walki ze śniegiem kręgosłup, któremu dostało się już podczas walki z piecem dał mi wyraźnie do zrozumienia,że określenie „być w sile wieku” może być cokolwiek mylące.&lt;br /&gt;Skończyło się na stękaniu, masowaniu i nacieraniu.&lt;br /&gt;Jednym słowem żałośnie.&lt;br /&gt;I frustrująco.&lt;br /&gt;Tym bardziej,że jeszcze przed imprezą musiałem skończyć tą cholerną balustradę na schodach.&lt;br /&gt;Tak tak, tą ,którą miałem skończyć w czerwcu przed „różową imprezą”.&lt;br /&gt;Nie pytajcie dlaczego wtedy się nie udało.&lt;br /&gt;Ani czemu nie udało się w lipcu.&lt;br /&gt;Ani sierpniu.&lt;br /&gt;We wrześniu.&lt;br /&gt;Oraz październiku.&lt;br /&gt;I listopadzie.&lt;br /&gt;Nie mówmy o tym co było złe. Mówmy o tym co zrobić by było lepiej.&lt;br /&gt;Czemu jakoś moja małżonka nie może zrozumieć tej, jakże pozytywnej, filozofii?&lt;br /&gt;W każdym razie rano przed imprezą montowałem ostatnie elementy.&lt;br /&gt;Wreszcie była gotowa.&lt;br /&gt;No prawie.&lt;br /&gt;Na poprawki przyjdzie jeszcze czas.&lt;br /&gt;Wiem.&lt;br /&gt;To żałosne, ale i tak byłem z siebie dumny.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-2370265141127758472?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/2370265141127758472/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/12/przed-urodzinkami-nr-1.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2370265141127758472'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2370265141127758472'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/12/przed-urodzinkami-nr-1.html' title='Przed urodzinkami nr 1...'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-7225510473092856344</id><published>2010-12-29T10:37:00.000+01:00</published><updated>2010-12-29T10:38:37.204+01:00</updated><title type='text'>"Smoke on the... father"</title><content type='html'>Koleżanka małżonka przeczytała to co wczoraj napisałem i mruknęła, że zapomniałem o najważniejszym:&lt;br /&gt;-O kominku zapomniałeś napisać. A to przecież był wielki finał.&lt;br /&gt;Faktycznie. &lt;br /&gt;Jeszcze przed kolacją,ale już po prysznicu, postanowiłem rozpalić w kominku. Podczas gdy ja gmerałem w wygaszonym piecu w domu temperatura odczuwalnie spadła i chcieliśmy posiedzieć w miłym cieple.&lt;br /&gt;Szybko wrzuciłem jakieś papiery, trochę drobnego drewna i kilka solidnych szczap. Podpaliłem wszystko zapalniczką i zostawiłem lekko uchylone drzwiczki żeby był lepszy „cug”.&lt;br /&gt;-To ja jeszcze szybko, przed jedzeniem zajrzę do tego cholernego pieca żeby sprawdzić czy wszystko w porządku bo ponownego rozpalania to już mogę dzisiaj nie przeżyć.&lt;br /&gt;-No to leć.&lt;br /&gt;No to poleciałem. Z piecem było wszystko w najlepszym porządku. Wracałem więc w dobrym humorze a w brzuchu burczało mi z głodu.&lt;br /&gt;Czy próbowaliście kiedyś krzyczeć szeptem?&lt;br /&gt;Wbrew pozorom jest to możliwe chociaż naprawdę niełatwe.&lt;br /&gt;Aby szept mógł uchodzić za krzyk potrzebne jest prawdziwe nagromadzenie gwałtownych emocji.&lt;br /&gt;Takie emocje usłyszałem w głosie koleżanki małżonki kiedy wszedłem do przedpokoju.&lt;br /&gt;-Wołam cię i wołam !-darła się na mnie szeptem, wspominając wielokrotnie o „urrrrrwanych kubkach”.&lt;br /&gt;Zrozumiałem,że coś się stało, ale nie miałem pojęcia czemu stan naszych naczyń wywołał u niej tak gwałtowną reakcję.&lt;br /&gt;Jednak jej warczący „szeptokrzyk” zapowiadał kłopoty.&lt;br /&gt;Pomyslałem,że gdyby nie bała się, że obudzi dzieciaki to rano musiałbym wstawiać nowe szyby w oknach. A w szafkach zamiast pourywanych kubków znalazłbym tylko ceramiczną miazgę.&lt;br /&gt;Naburmuszony coś tam cicho odwarknąłem, ale ochota na dyskusję przeszła mi kiedy wszedłem do pokoju.&lt;br /&gt;Pokoju pełnego czarnego dymu szarpanego przez podmuchy lodowatego wiatru wpadającego przez drzwi balkonowe i wypadającego przez kuchenne okno.&lt;br /&gt;Tym razem ja wspomniałem coś o uszkodzonych fajansach i pomogłem żonie machać kocem żeby jak najszybciej usunąć dym z pomieszczenia.&lt;br /&gt;Potem pobiegłem otworzyć drzwi do przedpokoju, żeby smog uciekał również tamtędy.&lt;br /&gt;I dalej wachlowałem.&lt;br /&gt;I wachlowałem.&lt;br /&gt;Szeptem odkrzykując koleżance małżonce „że czego się czepia, jak wychodziłem wszystko było w porządku a ja przecież tylko chciałem żeby w tym cholernym domu wreszcie było ciepło.”&lt;br /&gt;We łbie kręciło mi się jak na karuzeli. Kolejna sesja śmierdzących inhalacji to nie było to o czym marzyłem.&lt;br /&gt;To nie był udany wieczór. &lt;br /&gt;To nie był udany dzień.&lt;br /&gt;Po kilkunastu minutach powietrze się oczyściło.&lt;br /&gt;Atmosfera w sensie przenośnym też.&lt;br /&gt;-Jak tylko wyszedłeś dym buchnął do środka i zrobiło się czarno. Przestraszyłam się o dzieciaki i pognałam zamknąć drzwi do sypialni.&lt;br /&gt;-No tak teraz rozumiem.  Ja pierniczę co za dzień. Dobrze, że się wreszcie kończy.&lt;br /&gt;-Noooo...&lt;br /&gt;A potem poszedłem jeszcze raz pod prysznic żeby zmyć z siebie swąd dymu.&lt;br /&gt;Kiedy wróciłem ogień w kominku palił się czystym i jasnym płomieniem a po pomieszczeniu rozchodziło się miłe ciepło.&lt;br /&gt;Na stole czekała kolacja.&lt;br /&gt;I te pierdzielone świeczki.&lt;br /&gt;Resztę już znacie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-7225510473092856344?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/7225510473092856344/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/12/smoke-on-father.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7225510473092856344'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7225510473092856344'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/12/smoke-on-father.html' title='&quot;Smoke on the... father&quot;'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-7532024405451966434</id><published>2010-12-28T14:53:00.002+01:00</published><updated>2010-12-28T16:27:06.434+01:00</updated><title type='text'>Pod kopułą dymu.</title><content type='html'>Zaczęło się, jakże inaczej, w poniedziałek. Dwa tygodnie przed świętami.&lt;br /&gt;Po przebudzeniu poczułem,że w domu jest podejrzanie chłodno. Kaloryfery lodowate. Najwyraźniej piec wygasł.&lt;br /&gt;Zdziwiło mnie to ponieważ dzień wcześniej zapakowałem pełen podajnik węgla.&lt;br /&gt;Zresztą przez weekend też jakieś czary się porobiły bo w trzy dni poszła taka ilość opału, która normalnie starcza na tydzień.&lt;br /&gt;Kiedy koleżanka małżonka wstała i zluzowała mnie przy dzieciach poczłapałem do piwnicy.&lt;br /&gt;Bez entuzjazmu.&lt;br /&gt;Poprawiłem ustawienia pieca na zdecydowanie bardziej ekonomiczne a potem poszukałem przyczyny awarii.&lt;br /&gt;Wierny malarskiej zasadzie „od ogółu do szczegółu” ( której filozofia zaskakująco przypomina metody diagnostyczne dr Housa oraz znajomego ateisty cholesterolowego) postanowiłem zacząć od przyczyn najprostszych.&lt;br /&gt;Szło mi jednak opornie.&lt;br /&gt;Aż w końcu poirytowany kopnąłem dwa razy w pojemnik podajnika.&lt;br /&gt;W odpowiedzi usłyszałem gruchot sypiącego się ekogroszku.&lt;br /&gt;No i wszystko jasne, węgiel zablokował się w podajniku. Teraz jednak wyglądało na to,że wszystko wróciło do normy.&lt;br /&gt;Opróżniłem pojemnik na popiół- czego serdecznie nienawidzę bo drobniutki pył wdziera się do wszystkich otworów ciała.&lt;br /&gt;No prawie wszystkich. Ponieważ niektóre z  tej złości są mocno ściśnięte.&lt;br /&gt;A potem zająłem się rozpalaniem pieca- kolejną z „ulubionych” czynności. Konstrukcja naszego nowego pieca powoduje,że przy otwartych drzwiczkach cały dym wali do piwnicy. &lt;br /&gt;Instalator wytłumaczył mi ,że tak ma być bo to „zamknięta komora spalania”.&lt;br /&gt;Wierzę mu co nie zmienia faktu,że rozpalanie pieca jest upierdliwe ponieważ oznacza spędzenie pół godziny w kłębach dymu.&lt;br /&gt;Można to zrobić szybciej,ale przekonałem się, że lepiej się nie spieszyć.&lt;br /&gt;Bo może się okazać,że po dwóch godzinach czynność trzeba będzie powtarzać.&lt;br /&gt;W końcu zapylony i podtruty dymem wróciłem na górę.&lt;br /&gt;-Węgiel w podajniku się zawiesił, ale już go zresetowałem i jest w porządku. To był twardy reset-poinformowałem koleżankę małżonkę i w poczuciu dobrze spełnionego męskiego obowiązku udałem się pod prysznic.&lt;br /&gt;Dwie godziny później żona zagadnęła:&lt;br /&gt;-Jakoś dalej chłodno w domu.&lt;br /&gt;-Pewnie dlatego,że piec w pierwszej kolejności nagrzewa wodę do mycia a dopiero potem ciepło idzie na kaloryfery- odpowiedziałem  spokojnie.&lt;br /&gt;To była prawda. Zazwyczaj.&lt;br /&gt;Jednak nie tym razem.&lt;br /&gt;Zszedłem do piwnicy i zacząłem kląć z goryczą.&lt;br /&gt;A potem zabrałem się za ponowne rozpalanie.&lt;br /&gt;Poszło mi sprawnie,ale zajęło sporo czasu bo chciałem mieć pewność,że tym razem ogień nie wygaśnie.&lt;br /&gt;Posprawdzałem wszystkie ustawienia sterownika- te wszystkie „histerezy”, „przerwy w pracy”, „czasy pracy”, „siły nadmuchu” i pewny ,że teraz to już na pewno będzie dobrze zabrałem się z inne domowe prace.&lt;br /&gt;Głównie te, których nie zdążyłem wykonać przed  narodzinami dzieci oraz „różową imprezą”. &lt;br /&gt;Tym razem chciałem zdążyć przed zbliżającymi się urodzinami „księżniczek ze szkiełka”.&lt;br /&gt;Szło mi opornie ponieważ okazało się,że po operacji czynności, które kiedyś wykonywałem bez zastanowienia teraz wymagają niezłej ekwilibrystyki i okupione są spora dawka bólu.&lt;br /&gt;No ,ale lekarz kazał ćwiczyć więc potraktowałem to jako rehabilitację.&lt;br /&gt;Dosyć swoistą, ale za to produktywną.&lt;br /&gt;Wieczorem znowu padłem do łóżka jak kłoda.&lt;br /&gt;Spało mi się za to cudownie. Powietrze było takie  cudownie chłodne. Mimo,że śluzówkę nosa miałem podrażnioną popiołem i dymem wreszcie swobodnie oddychałem i nie chrapałem.&lt;br /&gt;O piątej nad ranem zdałem sobie jednak sprawę z tego,że coś tu za pięknie z tym chłodem.&lt;br /&gt;Wygrzebałem się z łóżka i zszedłem do piwnicy.&lt;br /&gt;Cichej i chłodnej.&lt;br /&gt;Ja jednak wróciłem z niej zagotowany. Perspektywa ponownego rozpalania pieca ze zrozumiałych względów nie wzbudziła we mnie entuzjazmu.&lt;br /&gt;Przed południem naprawiłem podajnik kilkoma kopniakami, sprawdziłem mechanizm podajnika i ponownie rozpaliłem piec.&lt;br /&gt;Tym razem już nad wyraz pieczołowicie.&lt;br /&gt;A potem co godzinę sprawdzałem czy wszystko w porządku.&lt;br /&gt;Wyglądało na to,że teraz już tak.&lt;br /&gt;W trochę lepszym humorze wróciłem do innych zajęć.&lt;br /&gt;Poprawa humoru była jednak krótkotrwała.&lt;br /&gt;Po raz kolejny zaglądając w zimna czeluść pieca uznałem,że nadeszła pora na opróżnienie podajnika.&lt;br /&gt;Powinienem był to zrobić od razu, ale ponieważ był  pełen nie uśmiechało mi się wygrzebywanie stu pięćdziesięciu kilogramów węgla małą szufelką w cholernie niewygodnej pozycji.&lt;br /&gt;Teraz jednak nie miałem wyjścia.&lt;br /&gt;Z łbem w podajniku, latarką w jednej a szufelką w drugiej ręce spędziłem spędziłem kilkadziesiąt minut. Klnąc i wdychając pył węglowy.&lt;br /&gt;A potem kolejne w kłębach dymu podczas rozpalania.&lt;br /&gt;Jakaż była moja radość gdy godzinę później okazało się,że piec wygasł ponieważ z tego wszystkiego zapomniałem włączyć podajnik.&lt;br /&gt;Zrezygnowany i zobojętniały ponownie rozpaliłem to cholerstwo i poszedłem na dwór pozbyć się z płuc tego pieprzonego dymu. Było już ciemno. Niebo pokrywały geste chmury.&lt;br /&gt;Po kilku godzinach w pyle, kurzu i dymie z rozkoszą smakowałem chłodne, czyste powietrze. &lt;br /&gt;Poczułem się jak jeden z bohaterów „Pod kopułą” Stephena Kinga i zachichotałem.&lt;br /&gt;Do końca książki zostało mi zaledwie kilka stron. Garstka ocalałych bohaterów książki właśnie walczyła o każdy haust czystego powietrza w rozpaczliwej walce o życie.&lt;br /&gt;Dotleniłem się i walcząc z zawrotami głowy powlokłem swój podtruty organizm pod prysznic.&lt;br /&gt;Obmyłem się i opłukałem gardło starając się nie patrzeć jaki kolor ma wypluwana woda.&lt;br /&gt;Potem wykąpaliśmy dzieciaki a kiedy nakarmione poszły spać wreszcie mogłem odetchnąć.&lt;br /&gt;-Kiepsko się czuję. Łeb mam jak balon. Pełen miału węglowego.&lt;br /&gt;-Może mleka się napijesz? Chociaż to chyba na inne zatrucia pomaga...-zastanowiła się żona.&lt;br /&gt;-Nie pomoże ,ale i nie zaszkodzi- mruknąłem kierując się w stronę lodówki.&lt;br /&gt;Mleko nie było pierwszej świeżości, ale zimny płyn mile schodził podrażnione gardło.&lt;br /&gt;-Wiesz co? Zejdę jeszcze sprawdzić piec.&lt;br /&gt;-A w ogóle znalazłeś przyczynę?&lt;br /&gt;-Tak , jakieś śmieci dostały się z węglem do podajnika i opadły na dno blokując wylot. Kawałek drewna, jakiś patyk , trochę drutu. Wyjąłem je i wsypałem węgiel z powrotem. Powinno być dobrze.&lt;br /&gt;-Oby.&lt;br /&gt;-No to idę.&lt;br /&gt;I poszedłem. Na całe szczęście.&lt;br /&gt;Zajrzałem do pieca iw twarz buchnął mi czarny dym. Żaru nie widziałem. Zakląłem bardzo brzydko i niekulturalnie, ale od razu zorientowałem się ,że tym razem zapomniałem włączyć nadmuch.&lt;br /&gt;Na szczęście nie było za późno i po uruchomieniu dmuchawy ogień szybko się pojawił.&lt;br /&gt;W głowie znowu kręciło mi się od dymu.&lt;br /&gt;Wyszedłem przed dom i patrząc na pierwsze płatki padającego śniegu westchnąłem z goryczą.&lt;br /&gt;-Cóż za uroczy dzionek.&lt;br /&gt;Potem wziąłem szybki prysznic żeby spłukać z siebie zapach dymu i zajrzałem do córek.&lt;br /&gt;Niby człowiek siedzi w domu a własnych dzieci nie widzi. Normalnie się stęskniłem.&lt;br /&gt;Patrzyłem na ich małe ciałka skulone pod kołderkami i poczułem wzruszenie. Ostatnio coraz częściej mi się to zdarza.&lt;br /&gt;To chyba zbliżające się pierwsze urodziny powodują,że tak się rozklejam.&lt;br /&gt;W zdecydowanie „niemęskim” nastroju wróciłem do koleżanki małżonki.&lt;br /&gt;Na stole stała kolacja i zapalone świeczki.&lt;br /&gt;Usiedliśmy i gawędząc zabraliśmy się do jedzenia.&lt;br /&gt;W pewnym momencie poczułem delikatny zapach dymu z palących się świeczek.&lt;br /&gt;Nie był nieprzyjemny.&lt;br /&gt;A jednak zrobiło mi się słabo.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-7532024405451966434?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/7532024405451966434/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/12/pod-kopua-dymu.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7532024405451966434'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7532024405451966434'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/12/pod-kopua-dymu.html' title='Pod kopułą dymu.'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-8704257149070266181</id><published>2010-12-28T14:52:00.000+01:00</published><updated>2010-12-28T14:53:39.815+01:00</updated><title type='text'>Biorę się do roboty.</title><content type='html'>Strasznie ciężko ostatnio jest mi coś napisać. Rozwój córek wszedł w tak gwałtowną fazę, że czasem żal od nich odwrócić wzrok bo człowiek może coś przegapić.&lt;br /&gt;Dwa dni temu jedna z nich nauczyła się wchodzić na kanapę a dzień później znalazłem ją siedzącą na całkiem wysokim wiklinowym koszu na zabawki.&lt;br /&gt;Codziennie ich słownik wzbogaca się o nowe słowa a asortyment min o kolejne grymasy.&lt;br /&gt;Człowiek może patrzeć na nie godzinami. A czasem nawet podyskutować.&lt;br /&gt;Co nie znaczy, że opieka nie daje w kość.&lt;br /&gt;Bo daje.&lt;br /&gt;Mimo,że ostatnio nocki robią się coraz lepsze. Tyle,że to od początku była sinusoida.&lt;br /&gt;Doszło do tego,że już boje sie pisać na blogu,że „jutro napiszę o...” mimo,że post jest juz prawie gotowy. &lt;br /&gt;Bo często zaabsorbowany rodzinnym życiem orientuje sie,że już minął tydzień a ja nawet nie spróbowałem czegoś napisać.&lt;br /&gt;A kiedy próbuje to... szkoda gadać.&lt;br /&gt;Krasnoludzkie plemię nie toleruje technik bardziej zaawansowanych niż grzechotka.&lt;br /&gt;Kiedy tylko zorientują się ,że tata siedzi przy kompie przypuszczają gwałtowny i brutalny atak.&lt;br /&gt;Wieszają się u moich kolan i żądają do nich natychmiastowego dostępu.&lt;br /&gt;Udręczony i sterroryzowany tatulo bierze więc tę najbardziej agresywną i jeszcze przez chwilę próbuje w dalszym ciągu pisać coś jedna ręką.&lt;br /&gt;Niestety.&lt;br /&gt;Porzucona na podłodze córka podnosi poziom emitowanych decybeli do takiego, który nie tylko sikorkę ,ale i Boeninga 737 może strącić w locie.&lt;br /&gt;A, że nad naszym domem przebiega korytarz powietrzny, to w obawie o życie niewinnych ludzi, odkładam jedną córkę i biorę na kolana tę drugą.&lt;br /&gt;Udowadniając tym samym własną naiwność i łamiąc podręcznikową zasadę mówiącą ,że z terrorystami nie należy negocjować.&lt;br /&gt;Odłożona córka zezłości wygina całe ciało, traci równowagę i wali główką o podłogę.&lt;br /&gt;A potem mówi co o tym myśli.&lt;br /&gt;Niezbyt wyraźnie.&lt;br /&gt;Za to cholernie głośno.&lt;br /&gt;Przy karmniku za oknem robi się pusto.&lt;br /&gt;A ja odkładam obie terrorystki na podłogę i biegnę zerknąć czy na niebie nie widać smug kondensacyjnych jakiegoś odrzutowca.&lt;br /&gt;Uspokojony wracam do córek, które wcale na uspokojone nie wyglądają.&lt;br /&gt;Zdesperowany zaczynam śpiewać.&lt;br /&gt;Chociaż wcale nie umiem.&lt;br /&gt;I tańczyć.&lt;br /&gt;Chociaż umiem średnio.&lt;br /&gt;A potem robić idiotyczne miny.&lt;br /&gt;O, w tym jestem niezły.&lt;br /&gt;Zawsze byłem całkiem dobry w robieniu z siebie idioty.&lt;br /&gt;I kiedy w końcu koleżanka małżonka wstaje i pyta czemu jej wcześniej nie obudziłem i nie poszedłem pisać to trudno jest mi odpowiedzieć cenzuralnie.&lt;br /&gt;Wygłaszam wtedy gorzki płaczliwo-warkliwy monolog.&lt;br /&gt;Coś o kłodach rzucanych pod nogi, braku wsparcia i tak dalej.&lt;br /&gt;I o tym,że teraz to już nawet nie mam siły myśli zebrać a co dopiero czegoś napisać. &lt;br /&gt;Jednym słowem nieco żałosne biadolenie i samousprawiedliwianie się.&lt;br /&gt;Do tego doszły jeszcze przygotowania świąteczne, problemy z piecem CO, pierwsze urodziny córek i masa różnych spraw, które odciągały mnie od pisania.&lt;br /&gt;Prawdę mówiąc pragnąłem wreszcie odrobiny świętego spokoju.&lt;br /&gt;Kilka razy nawet coś tam naskrobałem. Nawet całkiem sporo. Ale było to tak słabe,że nawet nie miałem ochoty czytać tego jeszcze raz ,żeby coś poprawić.&lt;br /&gt;A jednak pewno drobne zdarzenie spowodowało,że poczułem,że nie mogę odpuścić pisania blogu.&lt;br /&gt;Pozwólcie,że owo zdarzenie przez chwile będzie tajemnicą.&lt;br /&gt;W każdym razie dzisiaj rano przed jedenastą zostawiłem koleżankę małżonkę z dzieciakami i ubrany w narciarskie ocieplane spodnie i dwa swetry zasiadłem przy komputerze.&lt;br /&gt;Mój spokojny kąt do pisania znajduje się w części domu, która z oszczędności jest słabo ogrzewana.&lt;br /&gt;Ale to nawet lepiej. Orzeźwiający chłód pozwala oczyścić myśli.&lt;br /&gt;Tak więc siadłem, pociągnąłem duży łyk mocnej kawy i zacząłem nadrabiać zaległości...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-8704257149070266181?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/8704257149070266181/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/12/biore-sie-do-roboty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/8704257149070266181'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/8704257149070266181'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/12/biore-sie-do-roboty.html' title='Biorę się do roboty.'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-110811613848674703</id><published>2010-12-11T08:20:00.004+01:00</published><updated>2010-12-11T08:25:30.326+01:00</updated><title type='text'>No i znowu dykteryjka</title><content type='html'>Wczoraj padłem na twarz ( to przez to odśnieżanie) zanim zdążyłem wrzucić post więc niniejszym czynię to teraz :-))).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ lekarz powiedział,że rehabilitację mogę zacząć praktycznie od razu w drodze do domu postanowiłem sprawdzić jak wygląda sprawa terminów.&lt;br /&gt;Oczywiście okazało się ,że katastrofalnie. Bardzo zależało mi na tym żeby na zabiegi pochodzić póki jestem na zwolnieniu. Z doświadczenia wiedziałem, że jak wrócę do pracy to praktycznie nie będzie na to szans.&lt;br /&gt;I kiedy już całkiem straciłem nadzieję ktoś podpowiedział mi ,że małym wiejskim ośrodku zdrowia niedaleko naszej miejscowości  od niedawna jest rehabilitacja i czas oczekiwania na nią jest stosunkowo krótki.&lt;br /&gt;Pełen nadziei zapukałem do drzwi gabinetu.&lt;br /&gt;-O co chodzi?-zapytał młody rehabilitant.&lt;br /&gt;-Chciałem się dowiedzieć o możliwości rehabilitacji i terminy...&lt;br /&gt;-A co pan ma zlecone?&lt;br /&gt;-Eeee... no skierowanie mam i ....&lt;br /&gt;-Niech pan pokaże. No jasne, nic nie wypisali. Niech pan idzie do lekarza rodzinnego i poprosi żeby panu wypisał... o takie zabiegi-wręczył mi małą karteczkę.&lt;br /&gt;-Dobrze a jak z terminami?&lt;br /&gt;-Normalnie powinienem pana zapisać na koniec stycznia,ale po operacji to dobrze by było jak najszybciej zrobić krioterapię i powalczyć z tą opuchlizną...&lt;br /&gt;-No jasne-zgodziłem się skwapliwie.&lt;br /&gt;-...ale krioterapia to akurat u nas jest odpłatna. Reszta jest na enefzet.&lt;br /&gt;-Aha?-nie do końca rozumiałem co próbuje mi powiedzieć.&lt;br /&gt;-No to jakby pan wykupił krioterapię to możemy zacząć od jutra.&lt;br /&gt;-A reszta?&lt;br /&gt;-Tak samo.&lt;br /&gt;Zrozumiałem.&lt;br /&gt;-I jak pan się ustosunkuje do takiej propozycji?&lt;br /&gt;-Noooo.... pozytywnie.&lt;br /&gt;-I bardzo dobrze. To co będzie pan miał to skierowanie na jutro?&lt;br /&gt;Miałem.&lt;br /&gt;Zameldowałem się z nim koło południa, zapłaciłem i po chwili poczułem na kciuku powiew helu o temperaturze minus 150 stopni.&lt;br /&gt;-A kiedy te pozostałe zabiegi?&lt;br /&gt;-Zobaczymy. Musimy policzyć czy nie wyczerpaliśmy limitu na ten rok.&lt;br /&gt;Trochę rozczarowany mruknąłem,że umowa była inna, ale uzyskałem zapewnienie,że „co prawda wpisują mnie na styczeń, ale jak podliczą punkty to pewnie i tak zrobimy to w grudniu”.&lt;br /&gt;Czułem się lekuchno wydymany,ale odpuściłem bo pan był bardzo miły i wyraźnie zakłopotany sytuacją.&lt;br /&gt;Po chwili do gabinetu zajrzała szczupła rehabilitantka.&lt;br /&gt;Patrząc jak jej kolega manipuluje moim kciukiem zapytała:&lt;br /&gt;-A panu co się właściwie stało?&lt;br /&gt;Wyjaśniłem.&lt;br /&gt;-Aha... a jak właściwie do tego doszło.&lt;br /&gt;Opowiedziałem.&lt;br /&gt;-Nooo, to chyba ma pan świadomość,że nie jest pan zbyt częstym przypadkiem.&lt;br /&gt;Odpowiedziałem,że mam.&lt;br /&gt;-Chyba opiszemy pana historię na naszym specjalistycznym portalu.&lt;br /&gt;Wyraziłem stosowny entuzjazm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps.&lt;br /&gt;A teraz o ile błękitnokrwiste bambaryłki pozwolą spróbuję coś skrobnąć :-))&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-110811613848674703?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/110811613848674703/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/12/no-i-znowu-dykteryjka.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/110811613848674703'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/110811613848674703'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/12/no-i-znowu-dykteryjka.html' title='No i znowu dykteryjka'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-5901566024390784036</id><published>2010-12-09T20:40:00.000+01:00</published><updated>2010-12-09T20:42:28.466+01:00</updated><title type='text'>No pain, no game.</title><content type='html'>Trzy dni później poszedłem na kontrolę do ortopedy.&lt;br /&gt;Pod koniec wizyty zagadnąłem.&lt;br /&gt;-Panie doktorze czy to możliwe żebym się uodpornił na lidokainę?&lt;br /&gt;Zaprzeczył i zaczął mi wyjaśniać sposób działania leku na organizm.&lt;br /&gt;-No to jak to możliwe,że mi te druty wyciągali praktycznie „na żywca”?&lt;br /&gt;-Niech pan pokaże gdzie panu zastrzyki zrobili.&lt;br /&gt;Pokazałem i wtedy na jego twarzy pojawił się wyraz zakłopotania.&lt;br /&gt;-Bo widzi pan kolega zapomniał chyba,że blizna pooperacyjna przewodzi impulsy nerwowe.&lt;br /&gt;Było mu najwyraźniej głupio, że jego kolega walnął babola.&lt;br /&gt;-Wie pan tak to jest, dużo pacjentów, pośpiech, rutyna...&lt;br /&gt;-No to jak to można znieczulić?&lt;br /&gt;-Tak samo tylko zastrzyk trzeba było zrobić kilka centymetrów wyżej. O  tutaj!-wskazał nadgarstek.&lt;br /&gt;-Wtedy wystarczyłby jeden i nic by pan nie poczuł.No dobra niech pan da dane do zwolnienia i poczeka na korytarzu.&lt;br /&gt;Wyszedłem z gabinetu i siedząc w poczekalni trawiłem te nową zaskakująca wiedzę.&lt;br /&gt;W pewnym momencie otworzyły się jakieś drzwi i wyszedł z nich mój drutowy oprawca.&lt;br /&gt;Spiąłem się cały i pomyślałem,że jeżeli tylko na mnie spojrzy to na pewno podzielę się z nim kilkoma refleksjami na temat tego co mnie spotkało.&lt;br /&gt;Jego spojrzenie prześlizgnęło się po mojej twarzy i właśnie zbierałem się do tygrysiego skoku gdy drzwi gabinetu się uchyliły i usłyszałem pytanie:&lt;br /&gt;-A ile tego zwolnienia pan chce?&lt;br /&gt;Miał facet wyczucie. A maestro skalpela oddalał się powoli nieświadomy tego, że gdyby złe myśli mogły ranić to tarzałby sie teraz na podłodze w szybko rosnącej kałuży krwi.&lt;br /&gt;Odwróciłem od niego wzrok i mruknąłem:&lt;br /&gt;-A ile tam pan da. Chętnie posiedzę w domu z córkami.&lt;br /&gt;Pokiwał głową i wypisał druczek. Po chwili oddał mi go pytając:&lt;br /&gt;-Tak może być?&lt;br /&gt;Zerknąłem się spodziewając się dodatkowego tygodnia w domu.&lt;br /&gt;Patrzyłem na cyfry nie wierząc własnym oczom.&lt;br /&gt;Przeszła mi nawet złość na mojego oprawcę.&lt;br /&gt;A po chwili zacząłem się martwić o to co powiedzą w pracy kiedy dowiedzą się, że do pracy wrócę po nowym roku.&lt;br /&gt;Długo po nowym roku.&lt;br /&gt;Po wyjściu zadzwoniłem do żony.&lt;br /&gt;-Wiesz co? Chyba będę miał sporo czasu na prace nad książką.&lt;br /&gt;I znowu się pomyliłem&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-5901566024390784036?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/5901566024390784036/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/12/no-pain-no-game.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/5901566024390784036'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/5901566024390784036'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/12/no-pain-no-game.html' title='No pain, no game.'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-8831756866722293175</id><published>2010-12-08T20:47:00.001+01:00</published><updated>2010-12-08T20:49:55.421+01:00</updated><title type='text'>Pożegnanie z drutem</title><content type='html'>Wspomniałem wczoraj,że każdy kontakt z personelem medycznym kończy się anegdotką.&lt;br /&gt;No właśnie.&lt;br /&gt;Winien chyba jestem kilka słów na tema stanu kciuka.&lt;br /&gt;Stan jest generalnie do dupy, ale pracuję nad nim.&lt;br /&gt;Osoby znające temat pewnie są zaskoczone, że już chodzę na rehabilitację. Ja też jestem zdziwiony,że znalazł się termin,ale o tym innym razem.&lt;br /&gt;Kciukowa epopeja została przerwana w momencie gdy czekałem na wyjęcie drutów.&lt;br /&gt;Lubię wiedzieć co mnie czeka więc poszperałem w internecie i dowiedziałem się,że jest to praktycznie bezbolesny zabieg, przeprowadzany pod miejscowym znieczuleniem i jedynym trochę nieprzyjemnym uczuciem jest takie „ciągnięcie w kości kiedy wychodzą z niej druty”.&lt;br /&gt;Czy li normalnie pan pikuś dla gościa, który z uśmiechem patrzył jak chirurg wierci mu wiertarką w kości dziury.&lt;br /&gt;Na zabieg udałem się więc rozluźniony i uśmiechnięty.&lt;br /&gt;I szczęśliwy, że ciała obce znikną z mojego organizmu.&lt;br /&gt;Obiecywałem historię pełną krwi i przemocy? Oto ona.&lt;br /&gt;Po zabiegu nie byłem ani rozluźniony ani uśmiechnięty. Pozostało tylko uczucie ulgi, że mam to za sobą.&lt;br /&gt;Kiedy wyszedłem z gabinetu koleżanka małżonka spojrzała na mnie i jej oczy zrobiły się wielkie jak spodki.&lt;br /&gt;-Co się stało!!!&lt;br /&gt;-Nie chcesz wiedzieć.&lt;br /&gt;A jednak chciała.&lt;br /&gt;No to opowiedziałem.&lt;br /&gt;Kiedy wszedłem do gabinetu położyli mnie na leżance i zrobili dwa zastrzyki przeciwbólowe.&lt;br /&gt;Odczekaliśmy chwilę i chirurg wziął w rękę skalpel.&lt;br /&gt;Poczułem jak ostrze przecina moją skórę.&lt;br /&gt;-Ehem...,ale ja to czuję.&lt;br /&gt;-Ooo-był najwyraźniej zdziwiony-No to chwilkę poczekamy.&lt;br /&gt;Po „chwilce” sytuacja sie powtórzyła.&lt;br /&gt;Lekko zirytowany lekarz, któremu najwyraźniej się spieszyło mruknął:&lt;br /&gt;-No to jeszcze dwa zastrzyki.&lt;br /&gt;Jedna z pielęgniarek westchnęła żartobliwie coś o pacjencie wpędzającym placówkę w koszta.&lt;br /&gt;Pożartowaliśmy kilka minut i lekarz zrobił kolejne podejście.&lt;br /&gt;-Przepraszam bardzo,ale nie czuję żadnej różnicy!-zaczynałem się niepokoić&lt;br /&gt;-A pan co na lidokainę uodporniony!?&lt;br /&gt;Odparłem,że nie sądzę bo u stomatologa znieczulenie zawsze działało.&lt;br /&gt;-No to poczekamy-westchnął zrezygnowany.&lt;br /&gt;Przepraszam za wyrażenie,ale czekanie gówno dało i znowu musiałem grzecznie poprosić Paganiniego skalpela by raczył wyjąć ostrze z mojego ciała ponieważ znieczulenie nie działa.&lt;br /&gt;Cały personel był najwyraźniej zniecierpliwiony i zdegustowany. Ktoś chyba mruknął,że zaraz gdzieś się spóźni.&lt;br /&gt;Nie jestem pewny  bo próbowałem się doliczyć, który to juz raz wstrzykują mi środek przeciwbólowy.&lt;br /&gt;Potem doliczyłem się sześciu śladów ukłuć.&lt;br /&gt;Ukłuć bezsensownych i niepotrzebnych ponieważ nie dały żadnego efektu.&lt;br /&gt;-To czemu pan nie mówił,że lidokaina na pana nie działa!-usłyszałem wyrzuty.&lt;br /&gt;-Kiedy działaaaaAAAAAAAAAA!-ryknąłem ponieważ moją rękę przeszył rwący ból.&lt;br /&gt;Usłyszałem przekleńtswa i ktoś z boku doradził:&lt;br /&gt;-Co wyśliznął ci się? Weź to większe imadełko i najpierw go trochę rozruszaj i dopiero wyciągnij.&lt;br /&gt;Postanowiłem być dzielny i zagryzłem zęby.&lt;br /&gt;A jednak czułem ,że coś ewidentnie jest nie tak.&lt;br /&gt;-słuchajcie, ja naprawdę nie jestem histerykiem i mam normalny próg bólowy, ale to cholernie boli a w internecie pisali....-w tym momencie pociemniało mi w oczach.&lt;br /&gt;I nic dziwnego bo zacisnąłem powieki.&lt;br /&gt;-Trudno- usłyszałem jak przez mgłę. Wyciągamy tak jak jest.&lt;br /&gt;Poczułem kilka par rąk przytrzymujących mnie na leżance i usłyszałem  szczęk metalu o metal a potem brutalne szarpnięcia.&lt;br /&gt;I kiedy w końcu usłyszałem „no jeden już mamy” o mało nie popłakałem się z bólu. Zamiast tego wtuliłem sie w biust pielęgniarki, która całym ciałem unieruchamiała moja pierś.&lt;br /&gt;Niepotrzebnie bo wcale się nie wyrywałem.&lt;br /&gt;Nawet nie kląłem.&lt;br /&gt;I tylko raz zawyłem.&lt;br /&gt;Drugi drut na szczęście wyszedł łatwiej. Chociaż również w eksplozji bólu. Na tyle jednak słabszej ,że teraz poczułem również owo „troszkę nieprzyjemne uczucie ciągnięcia”.&lt;br /&gt;Kiedy z założonym opatrunkiem zlazłem z leżanki cały świat wirował.&lt;br /&gt;A jednak zgrywając twardziela uśmiechnąłem się, podziękowałem za ciekawie spędzony czas i wyszedłem.&lt;br /&gt;-Ja to bym w życiu nie pozwoliła sobie czegoś takiego zrobić!-jęknęła koleżanka małżonka słysząc moją opowieść.&lt;br /&gt;-Ale twardy jestem co?!-wypiął dumni wątłą pierś kieszonkowy, garbaty macho.&lt;br /&gt;-Chyba głupi! Nie mogłeś powiedzieć,że cię boli!?&lt;br /&gt;-Oj mówiłem, mówiłem. No robili co mogli, ale nie dało się znieczulić.&lt;br /&gt;Jakże się wtedy myliłem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-8831756866722293175?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/8831756866722293175/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/12/pozegnanie-z-drutem.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/8831756866722293175'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/8831756866722293175'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/12/pozegnanie-z-drutem.html' title='Pożegnanie z drutem'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-8842794163916111707</id><published>2010-12-07T17:27:00.002+01:00</published><updated>2010-12-07T17:33:49.811+01:00</updated><title type='text'>Mowa ciała i garść usprawiedliwień</title><content type='html'>Dwa tygodnie. &lt;br /&gt;Dwa tygodnie bez posta. Nawet nie wiem kiedy ten czas zleciał. I nawet  trudno mi znaleźć przyczynę takiego stanu rzeczy.&lt;br /&gt; Kiedy w niedzielne popołudnie brnęliśmy zaśnieżoną drogą spełnić swój obywatelski obowiązek pomyślałem, że chyba trochę dopada mnie trema. Coraz trudniej wymyślić coś co zaskoczy czytelników. A ja  bardzo nie lubię się powtarzać.&lt;br /&gt;Z drugiej strony cały czas czułem presję.&lt;br /&gt;Ciągnąc córkę na sankach rozmyślałem o tym jak mało mam ostatnio bodźców inspirujących do pisania.&lt;br /&gt;To już dwa  miesiące  odkąd jestem na  zwolnieniu lekarskim. Prawie nie oglądam wiadomości, nie czytam gazet, nie słucham radia.&lt;br /&gt;Codzienna jazda do gminnej metropolii na rehabilitację urasta do rangi wyprawy pełnej emocji i przygód.&lt;br /&gt;Bo to czasem wiewiórka przez drogę przebiegnie, płatek śniegu spadnie na czoło, zakołyszą się suche badyle tarmoszone porywem wiatru...&lt;br /&gt;No orgia przygód po prostu.&lt;br /&gt;I tylko służba zdrowia jest niezawodna.&lt;br /&gt;Po ostatniej wizycie u ortopedy mruknąłem do koleżanki małżonki.&lt;br /&gt;-Wiesz co? Zadziwia mnie to,że każdy kontakt ze służbą zdrowia owocuje dykteryjką. Choćbym nawet nie chciał.&lt;br /&gt;A najnowsza opowieść z tego gatunku będzie pełna krwi, przemocy i seksu.&lt;br /&gt;Eee... pozostańmy może przy krwi i przemocy.&lt;br /&gt;Najpierw jednak chciałbym zwalić winę a moje lenistwo na pewnego jegomościa.&lt;br /&gt;Od jakiegoś czasu ciesze się odzyskana możliwością lektury książek. Z gorliwością neofity połykam setki stron.&lt;br /&gt;I dobrze mi z tym.&lt;br /&gt;Tyle,że odbywa się to w czasie, który do tej pory był przeznaczony na łatanie blogowych dziur.&lt;br /&gt;Rozpaczliwe były to próby ponieważ odbywały się wcześnie rano zaraz po przebudzeniu księżniczek.&lt;br /&gt;Najczęściej wyglądało to w ten sposób, że po porannej butli mleka (dla nich) i z kubkiem parującej kawy ( dla mnie) odpalałem kompa i próbowałem coś wystukać.&lt;br /&gt;Po kilku minutach dwa małe wyjce wisiały mi na nogawkach domagając się pełnej uwagi.&lt;br /&gt;Czasem pomagało wzięcie jednaj z nich na kolana i wtedy mogłem powoli pisać jedną ręką.&lt;br /&gt;Jednak kłopoty z wpisywaniem polskich znaków i dużych liter powodowały rosnącą irytację i zniechęcenie.&lt;br /&gt;Pogłębiały je gwałtowne protesty drugiej latorośli, która widząc siostrę na tatulowych kolanach rozpoczynała gwałtowną kampanię w obronie swoich praw.&lt;br /&gt;Zamiana rezydentki pomagała tylko na chwilę ponieważ ta wyeksmitowana na podłogę podnosiła gwałtowny raban i szarpiąc moja nogawkę szantażowała mnie bezczelnie.&lt;br /&gt;Z wiadomych wzgledów werbalizacja owych groźba ograniczała sie do „tededededede, tede ,tede, AAAAAaaaaaaaaaaaaaaaaaauuuuuuuuaaaaaaaaa!!!”.&lt;br /&gt;Bardziej wymowny był za to język ciała.&lt;br /&gt;Księżniczkowe ultimatum brzmi zazwyczaj tak:&lt;br /&gt;„Weź mnie ojciec natychmiast na kolana bo w przeciwnym wypadku puszcze nogawkę, wygnę się do tyłu i walne potylicą o podłogę a potem wiesz co będzie. Najpierw zacznę wyć a potem skowyczeć i łkać. Wtedy obudzi się matka i  rzuci się mnie ratować i pocieszać. Ty wtedy będziesz, bezskutecznie, próbował stać się malutki i niewidzialny. Jednak zanim skurczysz się na tyle, że uda ci się schować pod lodówkę ja przestanę płakać i pozwolę mamie rozliczyć sie z tobą.&lt;br /&gt;Za niedopilnowanie dziecka, brak odpowiedzialności, lenistwo, głupotę i kilkanaście innych rzeczy, których nazw jeszcze nie znam i nawet nie próbuję wyrazić w sposób w jaki aktualnie się porozumiewamy”.&lt;br /&gt;No jakoś tak to mniej więcej brzmi. A raczej wygląda.&lt;br /&gt;Chyba dosyć jasno określiłem jakim stresem były te poranne próby aktywności blogerskiej?&lt;br /&gt;Kiedy więc zorientowałem się,że wystarczy rano usiąść z książką razem z dzieciakami na ich macie edukacyjnej żeby mieć święty spokój to... nie mogłem przestać po prostu.&lt;br /&gt;Okazało się,że taka sytuacja wywołuje ich zachwyt. Tata jest blisko. W każdej chwili można z całej siły grzmotnąć go piąstkami w splot słoneczny, głową w łuk brwiowy, pociągnąć za włosy albo nos.&lt;br /&gt;A jak coś jest tak łatwe do zrealizowani to przestaje kusić.&lt;br /&gt;I nagle zapanowała cisza i harmonia. W pokoju rozbrzmiewało tylko ciche gaworzenie i szelest przewracanych kartek.&lt;br /&gt;I tak przez dwie godziny.&lt;br /&gt;A że najnowsza książka Stephena Kinga wciągnęła mnie po uszy to...&lt;br /&gt;Sam jestem tym zaskoczony bo nie jestem wielkim miłośnikiem jego twórczości. Książka nie jest wybitna i podczas lektury mam pełną świadomość,że autor podtrzymuje napięcie wręcz automatycznie za pomocą tych samych zabiegów ,którymi posługują się scenarzyści telenowel.&lt;br /&gt;Za każdym razem kiedy jakiś watek zbliża się do jakiegoś ważnego momentu przeskakujemy do innego.&lt;br /&gt;Na początku myślałem sobie,że potraktuje to instruktażowo. Może przy lekturze nauczę się czegoś co sprawi, że moja powstająca w bólach książka stanie sie przebojem.&lt;br /&gt;Takie tam bajdurzenie.&lt;br /&gt;Prawda jest taka,że codziennie kładąc się do łóżka ciesze się ,że rano znowu będę mógł sobie poczytać. &lt;br /&gt;A potem wstanie koleżanka małżonka, potem pojadę na rehabilitację , potem spacer z dziewczynkami, potem karmienie, potem porobię, jedną ręką coś przy domu, potem kąpiel dziewczynek, karmienie, usypianie i uffff....&lt;br /&gt;Wtedy jakoś siły do pisania nie mam.&lt;br /&gt;Więc moi drodzy bez krytykanctwa proszę,że się obijam. Bardzo proszę o docenienie moich heroicznych prób.&lt;br /&gt;Takiej jak ta.&lt;br /&gt;Howgh.&lt;br /&gt;No właśnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-8842794163916111707?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/8842794163916111707/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/12/mowa-ciaa-i-garsc-usprawiedliwien.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/8842794163916111707'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/8842794163916111707'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/12/mowa-ciaa-i-garsc-usprawiedliwien.html' title='Mowa ciała i garść usprawiedliwień'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-8431353382520190268</id><published>2010-11-22T23:02:00.003+01:00</published><updated>2010-11-22T23:10:11.923+01:00</updated><title type='text'>Ostatnie chwile z gipsem</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TOrqAeFdISI/AAAAAAAAANU/3YwrwXCvWEI/s1600/kciuk-net-2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 232px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TOrqAeFdISI/AAAAAAAAANU/3YwrwXCvWEI/s320/kciuk-net-2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5542499585229660450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W piątek mieli mi zdjąć gips i wyciągnąć druty z kciuka. Cieszyłem się jak głupi na to odzyskanie kontroli nad fragmentem własnego ciała.&lt;br /&gt;Przed zabiegiem lekarz zaordynował kolejne prześwietlenie.&lt;br /&gt;-Nie ma co robić na ślepo. Jak się da to wyciągniemy na miejscu a jak będzie trzeba to skieruję pana do ambulatorium.&lt;br /&gt;Nie było co dyskutować więc poczłapałem do szpitalnej pracowni RTG.&lt;br /&gt;-Skierowali mnie na prześwietlenie kciuka- poinformowałem panią za kontuarem.&lt;br /&gt;Po0kiwała głowa i zaczęła coś klepać na klawiaturze komputera.&lt;br /&gt;-Ten kciuk to na ręce?-zapytała z poważną miną.&lt;br /&gt;Pokiwałem tylko potakująco głową.&lt;br /&gt;Bo gdybym się odezwał to niewątpliwie poinformowałbym panią,że chodzi „o ten drugi kciuk- na dupie”.&lt;br /&gt;Na szczęście zagryzłem wargi.&lt;br /&gt;Za to druga pielęgniarka nachyliła się nad monitorem i wskazała coś mojej rozmówczyni mówiąc:&lt;br /&gt;-Przez „u” otwarte.&lt;br /&gt;No niech zgadnę o jaki wyraz chodzi. Raczej nie o „dupę”.&lt;br /&gt;Uśmiechnięty (przez „u” otwarte oczywiście) wszedłem do pomieszczenia, w którym miła pani zrobiła mi kolejne fotki do „kciukowego albumu”.&lt;br /&gt;A potem usłyszałem:&lt;br /&gt;-Niech pan poczeka na korytarzu za płytą.&lt;br /&gt;Na szczęście byłem na tyle otrzaskany z tematem,że nie próbowałem ukryć się za jakimś przepierzeniem tylko cierpliwie poczekałem, aż dostanę płytę cd z cyfrowy zapisem prześwietlenia moich sfatygowanych gnatów.&lt;br /&gt;Lekarz obejrzał fotkę a następnie „obmacał” mój  zdrutowany palec.&lt;br /&gt;„Obmacał” to bardzo eufemistyczne określenie dosyć brutalnych czynności. &lt;br /&gt;W oczach najpierw mi pociemniało a potem w tej ciemności rozbłysły dwie supernowe. W uszach zaszumiało.&lt;br /&gt;Zacisnąłem zęby, żeby nic nie powiedzieć oraz pięści żeby nikomu nie wybić zębów.&lt;br /&gt;Wzrok i słuch odzyskałem w samą porę by usłyszeć.&lt;br /&gt;-Niestety, druty siedzą za głęboko. Tutaj nie damy rady. Wypiszę panu skierowanie. &lt;br /&gt;No trudno.&lt;br /&gt;-Zaraz znajdziemy termin. Proponowałbym trzeciego grudnia.&lt;br /&gt;Początkowo do mnie nie dotarło, ale wtedy moje spojrzenie padło na wiszący na ścianie kalendarz.&lt;br /&gt;Bez jaj. Za dwa tygodnie?&lt;br /&gt;A przecież mieli mi je wyciągnąć już tydzień temu tylko,że akurat wypadł długi, listopadowy weekend...&lt;br /&gt;-W  szpitalu już takich rzeczy nie robimy, więc skieruje pana do prywatnego oddziału. Spokojnie to na NFZ- dodał widząc moje spojrzenie.&lt;br /&gt;Mimo kilku prób nie udało mu się skontaktować z ową chirurgiczno- ortopedyczną prywatą.&lt;br /&gt;-No tak, zajęci. No i jeszcze pan doktor startuje na radnego. Ten to nigdy nie ma czasu. No trudno.&lt;br /&gt;Jak się dodzwonię i ustalę termin to do pana zadzwonię.&lt;br /&gt;Kiwnąłem głową i zgarnąłem z biurka swoje zdjęcia i inne papiery.&lt;br /&gt;Jakoś nie mogłem pozbyć się wrażenia, że znowu szpital łatwo nabił sobie kilka punktów do NFZ a zarobi prywaciarz.&lt;br /&gt;Zresztą nie moja sprawa. Ważne żeby mi te cholerne druty wreszcie wyjęli.&lt;br /&gt;Bo ostatnio moje córki mają nowe hobby. Polega ono na współzawodnictwie w konkurencji „kto pociągnie tatula tak mocno za palec, że zesra się z bólu”.&lt;br /&gt;A jak się przy tym cholery słodko uśmiechają!&lt;br /&gt;Dzisiaj,po kilku próbach,dodzwoniłem się do przychodni i okazało się,że akcja „ciągnięcie druta” jest, o dziwo, przewidziana na jutro.&lt;br /&gt;Nie mogę się doczekać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-8431353382520190268?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/8431353382520190268/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/11/ostatnie-chwile-z-gipsem.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/8431353382520190268'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/8431353382520190268'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/11/ostatnie-chwile-z-gipsem.html' title='Ostatnie chwile z gipsem'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TOrqAeFdISI/AAAAAAAAANU/3YwrwXCvWEI/s72-c/kciuk-net-2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-7687947603292522701</id><published>2010-11-22T23:00:00.000+01:00</published><updated>2010-11-22T23:01:47.151+01:00</updated><title type='text'>W ponurych szponach jesieni</title><content type='html'>Jeżeli rzeczywiście jesienna depresja nie jest mitem to niewątpliwe dorwała mnie w swoje szpony.&lt;br /&gt;Bo jak inaczej nazwać ten stan odmóżdżenia i totalnego braku energii?&lt;br /&gt;Codziennie wieczorem myślę sobie „Jak położymy dzieciaki spać to coś skrobnę”. Tyle,że kiedy te dwa małe tornada przestaną wreszcie wyć i „mielić” pościel w swoich łóżeczkach to już nie mam siły.&lt;br /&gt;-Rano coś skrobnę- mruczę a potem pytam koleżankę małżonkę- Co tam u ciebie słychać?&lt;br /&gt;To taki niby żart.&lt;br /&gt;Niby.&lt;br /&gt;Bo rzeczywiście jakoś tak równolegle toczy się to nasze życie. Albo, któreś z nas odsypia, albo zabawia dzieciaki podczas gdy to drugie próbuje ogarnąć chałupę... konfiguracji jest sporo,ale wszystkie sprowadzają się do ustawienia 1-2. &lt;br /&gt;Czyli, któreś z rodziców na linii obrony a raczkujący duet w ataku.&lt;br /&gt;No, nie do końca mi to futbolowe porównanie wyszło. Bo to tak jakby członkowie jednej drużyny grali przeciwko sobie.&lt;br /&gt;Chociaż i tak się może zdarzyć- o czym doskonale wiedzą wierni kibice naszej kopanej reprezentacji.&lt;br /&gt;Nabijałem się z niej bezlitośnie wiele razy, ale ostatnio to jedenastka Smudy prezentuje lepszą formę od mojej.&lt;br /&gt;Taki jest sport. Takie życie, że pozwolę sobie oddać się filozoficznej refleksji.&lt;br /&gt;Chciałbym móc usprawiedliwić się ,że cisza na blogu wynika z intensywnej pracy nad książką.&lt;br /&gt;Ech... to tez przysiadło.&lt;br /&gt;Chociaż pewna iskierka nadziei jest.&lt;br /&gt;Kilka tygodni temu wydrukowałem wersję beta mojego potencjalnego bestseleru i dałem koleżance małżonce do zrecenzowania.&lt;br /&gt;-Tylko wiesz, bez ściemy i taryfy ulgowej. Masz być bezlitosna- poprosiłem szczerze.&lt;br /&gt;Z pełnym przeświadczeniem,że poza drobiazgami, lektura powali ja na kolana.&lt;br /&gt;Dwa dni później usłyszałem:&lt;br /&gt;-Przeczytałam pierwsze sześćdziesiąt stron...&lt;br /&gt;-I co? I co?-uśmiechnąłem się zachęcająco.&lt;br /&gt;-Chmmm... tak szczerze to nuda. Nie chce mi się dalej brnąć. brakuje solidnego umiejscowienia w czasie i przestrzeni. Chaotyczne...&lt;br /&gt;Uśmiech zniknął z mojej twarzy.&lt;br /&gt;Wiedziałem,że ma rację. Sam miałem podobne odczucia, ale łudziłem się,że to dlatego,iż jestem zmęczony tekstem.&lt;br /&gt;-Kurczę a to jest część, w która włożyłem najwięcej pracy. To nie jest łatwa sprawa.&lt;br /&gt;-Teraz to widzę. I rozumiem na czym polega różnica między blogerem a prawdziwym pisarzem.&lt;br /&gt;Znowu miała rację.&lt;br /&gt;Dlaczego one zawsze maja rację.&lt;br /&gt;Zaczynałem mieć dosyć tej szczerości.&lt;br /&gt;-I wiesz co mi się jeszcze nie podoba...&lt;br /&gt;-Wiem!-przerwałem jej trochę niegrzecznie.-Tego się obawiałem. Mamy identyczne odczucia.&lt;br /&gt;Jaki byłem naiwny ,że wystarczy za pomocą „ctrl+C” i „ctrl+V” przerobić blog na książkę.&lt;br /&gt;Teraz zdałem sobie sprawę,że to  z czym się mierzę przypomina raczej adaptację.&lt;br /&gt;O dziwo ze słowa pisanego na słowo pisane, ale jednak.&lt;br /&gt;-Słuchaj, zaznaczyłam ci co mi się podoba a co nie. Tam gdzie nic nie napisałam jest po prostu średnio.&lt;br /&gt;Przejrzałem wydruk i z pewna ulgą zauważyłem,że tych lepszych fragmentów jest całkiem sporo.&lt;br /&gt;Następne kilka wieczorów spędziłem na bezceremonialnych przeróbkach tekstu. Słabsze fragmenty bezlitośnie „zdeletowałem” a nowe rozdziały próbowałem budować na fragmentach określonych przez recenzentkę jako „świetne”lub „zajebiste”.&lt;br /&gt;Wywaliłem cały wstęp i kilkanaście pierwszych stron.&lt;br /&gt;W końcu miałem gotowy nowy wstęp i pierwsze dwa rozdziały.&lt;br /&gt;Tym razem bardzo nieśmiało podsunąłem żonie plik kartek.&lt;br /&gt;-Mam wrażenie,że wreszcie wychodzi tak jak chciałem,ale przeczytaj.&lt;br /&gt;Godzinę później usłyszałem.&lt;br /&gt;-Przeczytałam.&lt;br /&gt;-I?&lt;br /&gt;-Iiii...- zrobiła zatroskaną minę a moje serce zadrżało- Taką książkę chcę przeczytać!-wyszczerzyła się przekornie.&lt;br /&gt;Najpierw się ucieszyłem a potem zdałem sobie sprawę ile jeszcze czeka mnie pracy nad tekstem, który tak niedawno naiwnie uważałem za skończony.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-7687947603292522701?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/7687947603292522701/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/11/w-ponurych-szponach-jesieni.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7687947603292522701'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7687947603292522701'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/11/w-ponurych-szponach-jesieni.html' title='W ponurych szponach jesieni'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-2537912591096877546</id><published>2010-11-11T09:20:00.006+01:00</published><updated>2010-11-11T10:20:29.262+01:00</updated><title type='text'>Podpiszcie petycję</title><content type='html'>Wczoraj podpisałem petycję (link jest na pasku bocznym i na Facebooku) napisaną w obronie praw  obywateli RP -tych urodzonych dzięki in vitro jak i zwolenników tej metody leczenia bezpłodności. Zdaniem autorów owe prawa są łamane przez coraz bardziej agresywne ataki hierarchów kościelnych.&lt;br /&gt;Oto jej fragment:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie jest to petycja wspierająca metodę in vitro, to jedynie apel o nie upadlanie osób borykających się z problemem niepłodności oraz dzieci poczętych metodą in vitro. To prośba do Rzeczników Praw Obywatelskich i Praw Dziecka o reakcję na język używany przez osoby publiczne: "dzieci z probówki", "mordercy", "metody weterynaryjne", "forma aborcji" oraz wiele innych, które są niczym innym jak psychicznym upadlaniem wielu obywateli tego kraju”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okazuje się jednak ,że nie tylko hierarchowie momentami jadą po bandzie. Kilka dni temu w Bydgoszczy odbyła się konferencja "In vitro - szansa czy zagrożenie?". Zorganizowana przez  izbę lekarską. Szef izby teraz tłumaczy się ,że nie wiedział o jej jednostronnym charakterze. Otóż w Bydgoszczy pojawili się wyłącznie przeciwnicy zapłodnienia pozaustrojowego. To ich prawo,ale już komentarz jej głównego organizatora- profesora Władysława Sinkiewicza, szefa komisji bioetycznej w Bydgoskiej Izbie Lekarskiej- już chyba naruszają dobre imię całkiem sporej liczby osób. Porównał on medycynę do weterynarii. Jego zdaniem w klinikach  hoduje się ludzi tak jak zwierzęta. Mówił też, że ” Lekarz powinien być obrońcą słabszych, a ginekolog wykonujący in vitro jest twórcą, selekcjonerem i producentem”.&lt;br /&gt;No pięknie. Może panu profesorowi  umknęło,że człowiek jako ssak właśnie do zwierząt się zalicza. Tego jak pogardliwie w tym kontekście brzmi określenie „lekarz weterynarii” nawet nie skomentuję. Kolejny nadczłowiek w białym kitlu przekonany o „najmojszości” własnych racji.&lt;br /&gt;Tym bardziej ucieszyła mnie owa petycja, która nie jest „za in vitro” tylko przeciw „złu w imię dobra”. Przeciw arogancji, ignorancji, zapiekłości, złej woli, umysłowemu lenistwu... długo można by wymieniać. A kolejny jaskrawy przykład to ilość podpisów „przeciw” tej petycji i treść komentarzy napisanych przez jej przeciwników. Autorów petycji zastanowiło to jak wielu ma ona przeciwników. Zadali sobie trud przyjrzenia się niektórym wpisom i okazało się,że większość jest ze Szczecina.&lt;br /&gt;Okazało się, że pewien ksiądz rozsyła do wiernych tysiące listów namawiając ich do głosowania przeciw następującymi słowami:&lt;br /&gt;„Wysłałem z tysiąc e-maili, a ruchu w petycji prawie żadnego. No chyba że nie otwieramy poczty. Czy Szczecin w którym jest największy Marsz dla Życia w Polsce nie potrafi zebrać kilku tysięcy głosów odrzucających petycję środowisk aborcyjnych. Nie dam wam spokoju - albo jesteśmy za życiem albo przeciw. Zagłosuj Nie NIE POPIERAM PETYCJI i koniecznie poniższą wiadomość roześlij po swoich znajomych nieaborcyjnych. Jeżeli jesteś innej orientacji e-mailem daj mi znać to zrobię Delete abym miał więcej miejsca na poczcie, a ty spokój ( nie święty )”.&lt;br /&gt;A oto kolejny, dający do myślenia komunikat  ks. Tomasza Kancelarczyka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Pilna sprawa.&lt;br /&gt;Środowisko aborcyjne konstruuje petycję do Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie in vitro. Koniecznie trzeba temu przeciwdziałać. Dlatego proszę Ciebie o głos PRZECIW. Koniecznie z potwierdzeniem głosu na swojej poczcie”.&lt;br /&gt;To,że ksiądz nie zrozumiał idei petycji niespecjalnie mnie dziwi i niespecjalnie mnie rusza. Natomiast określenie „środowiska aborcyjne” traktuję jako obraźliwe i kłamliwe. Znowu „zło w imię dobra”? Komuniści chcieli „walczyć o pokój”-to też brzmiało absurdalnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto adres do petycji:&lt;br /&gt;http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=5891&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-2537912591096877546?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=5891' title='Podpiszcie petycję'/><link rel='enclosure' type='' href='http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=5891' length='0'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/2537912591096877546/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/11/podpiszcie-petycje.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2537912591096877546'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2537912591096877546'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/11/podpiszcie-petycje.html' title='Podpiszcie petycję'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-4618369062255696508</id><published>2010-11-10T09:25:00.002+01:00</published><updated>2010-11-10T09:29:57.628+01:00</updated><title type='text'>Zagubieni w czasie</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TNpX3UKlAyI/AAAAAAAAANM/YEqW0Agd4-g/s1600/z-butlami-net.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 283px;" src="http://3.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TNpX3UKlAyI/AAAAAAAAANM/YEqW0Agd4-g/s320/z-butlami-net.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5537835299622945570" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Przepełnia mnie nienawiść. &lt;br /&gt;Jak ja cholernie nienawidzę!&lt;br /&gt;Mimo,że na ogół nienawidzę nienawidzić.&lt;br /&gt;A jednak Benjamin Franklin podpadł mi tak okrutnie, że ma facet prawdziwe szczęście, że nie ma go już na tym padole łez i rozpaczy.&lt;br /&gt;Bo za krzywdę, którą mi wyrządził zemścił bym się srodze.&lt;br /&gt;Za zniweczenie wysiłków, zrujnowanie marzeń.&lt;br /&gt;Marzeń o słodkim, długim śnie.&lt;br /&gt;Otóż kiedy ów, tak szanowany, mąż stanu był ambasadorem we Francji wyliczył koszty używania świec i namawiał Francuzów do zmiany rytmu dnia. &lt;br /&gt;Francuzi do jego rewelacji podeszli bez entuzjazmu za to Niemcy w 1916 r. skorzystali z jego rad.&lt;br /&gt;Tyle,że i szło już nie o świece a o oszczędność prądu. A potem już poszło- Anglicy i Amerykanie. &lt;br /&gt;A w latach 1946-49 Polacy.&lt;br /&gt;I okazuje się,że było coś dobrego w mrocznych latach systemu słusznie minionego bo między 1965 a 1976 naród żył bez przestawiania zegarków.&lt;br /&gt;A potem znowu zgłupiał.&lt;br /&gt;I na nic eksperymenty wykazujące,że zmiana czasu nie daje żadnych oszczędności. Za to skutecznie rozregulowuje zegary biologiczne co może mieć poważne następstwa zdrowotne.&lt;br /&gt;Ale do rzeczy.&lt;br /&gt;Zmianę czasu, która sprawia,że możemy pospać dłużej na ogół przyjmujemy bez większego kwękania. Bo w końcu jest to jakaś wymierna korzyść.&lt;br /&gt;Podobnie było i tym razem. Jakoś w ogóle nie przyszło nam do głowy, że tym razem ów pozorny zysk będzie ciosem nożem w plecy.&lt;br /&gt;Od jedenastu miesięcy walczymy o każdy kwadrans spokojnego snu.&lt;br /&gt;Bo księżniczki ze szkiełka kimają dokładnie na zakładkę.&lt;br /&gt;Kiedy jedna otwiera wyspane oczęta to druga właśnie trze ślepia i zaczyna jej opadać głowa.&lt;br /&gt;W nocy jest trochę lepiej,ale jak nie ząbkowanie to katar sprawiają, że mimo iż obie córy pokazały,że mogą smacznie przespać całą noc to nigdy nie jest to ta sama noc dla obu.&lt;br /&gt;Tak jakby psiakrew rozpisały sobie precyzyjny grafik i bardzo skrupulatnie się go trzymały.&lt;br /&gt;A jednak powoli sytuacja się poprawiała. Kosztem kilkunastu nieprzespanych nocy odzwyczailiśmy pociechy od nocnego karmienia a potem mozolnie pracowaliśmy na tym aby wstawały coraz później.&lt;br /&gt;I powoli, krok za krokiem zamiast o 5.00 zacząłem wstawać o 5.10, 5.15, 5.20.... a potem osiągnęliśmy szóstą by po kolejnych tygodniach „złamać' barierę godziny siódmej.&lt;br /&gt;I kiedy przez kilka dni zaczęliśmy znowu czuć się jak ludzie wtrącił się ten pieprzony Franklin.&lt;br /&gt;Cholerny racjonalizator, który sprawił, że w ciągu jednej nocy cofnęliśmy się w czasie o kilka tygodni.&lt;br /&gt;To znaczy my- rodzice. &lt;br /&gt;Bo dzieci odmówiły zmiany strefy czasowej.&lt;br /&gt;I gdybyż to oznaczało życie w światach równoległych!&lt;br /&gt;Wtedy każdy spałby spokojnie w swoim uniwersum.&lt;br /&gt;Niestety teraz codziennie, jeszcze przed szóstą dochodzi do kosmicznej katastrofy i ze zgrzytem i łoskotem zderzają się ze sobą dwie potężne fale czasu.&lt;br /&gt;I jakimś cholernym zrządzeniem losu kulminacja tego kosmicznego  tsunami następuje w naszej sypialni.&lt;br /&gt;Co rano  o 5.40 gdy świat, otulony szarością jesiennym mgieł właśnie przewraca się pod ciepłą kołdrą na drugi bok, budzą mnie dwie syreny.&lt;br /&gt;I nie mam tu na myśli pieszczot w wykonaniu zalatujących zapachem wodorostów cycatych lasek z rybimi ogonami.&lt;br /&gt;Nie, myślę o takich niewielkich urządzeniach z małą korbką,które służą do robienia piekielnego hałasu.&lt;br /&gt;Wycia, które kojarzy z się z szalejącymi płomieniami, eksplozjami,wyciem nurkujących bombowców i rykiem silników czołgów miażdżących gąsienicami wszystko na swojej drodze.&lt;br /&gt;W takim klimacie oldskulowego pola walki nie jest łatwo wstać w dobrym nastroju.&lt;br /&gt;Zastanawiam się nawet czy nie wytłumaczyć naszym aniołkom zagłady, że świat poszedł już dalej.&lt;br /&gt;Działania zbrojne wyglądają już inaczej, że samoloty bezzałogowe,że komputery, że precyzyjne , sterowane pociski,że siły specjalne, że minimalizacja strat wśród ludności cywilnej...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-4618369062255696508?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/4618369062255696508/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/11/zagubieni-w-czasie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/4618369062255696508'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/4618369062255696508'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/11/zagubieni-w-czasie.html' title='Zagubieni w czasie'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TNpX3UKlAyI/AAAAAAAAANM/YEqW0Agd4-g/s72-c/z-butlami-net.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-2109045725698276696</id><published>2010-11-05T14:19:00.000+01:00</published><updated>2010-11-05T14:24:10.483+01:00</updated><title type='text'>Czerwone marzenie</title><content type='html'>W sobotę, po przebudzeniu bałem się otworzyć oczy. &lt;br /&gt;Leżałem przez chwilę kontemplując panująca w domu ciszę.&lt;br /&gt;W końcu jednak ostrożnie zamrugałem.&lt;br /&gt;I... nic. Jakimś cudem głowa mi nie popękała i nie rozsypała się na tysiące kawałków.&lt;br /&gt;Całe szczęście- pomyślałem- koleżanka małżonka nie byłaby zadowolona gdyby musiała sprzątać ten bałagan.&lt;br /&gt;W sumie, po stracie głowy, byłoby mi raczej wszystko jedno,ale gniew małżonki to i tak rzecz straszna.&lt;br /&gt;Zwłaszcza dla kogoś z mocno wyeksploatowaną głową.&lt;br /&gt;Tydzień wcześniej zadzwonił mój ulubiony „cholesterolowy ateista” z zaproszeniem na swoje urodziny.&lt;br /&gt;Na szczęście, dla mojej głowy, nie jakieś superokrągłe, ale i tak słuszne.&lt;br /&gt;Bardzo się ucieszyłem bo dawno się nie widzieliśmy a od wspólnej konsumpcji napojów dozwolonych od lat osiemnastu minęło sporo czasu.&lt;br /&gt;-Zapraszam was do „Winomanii”- ta informacja jeszcze bardziej mnie ucieszyła.&lt;br /&gt;Bo ja bardzo lubię wino. Zwłaszcza czerwone.&lt;br /&gt;A ostatnio jakby los zawziął się by przetestować  moją wytrzymałość.&lt;br /&gt;Bo albo zamiast trunku trzeba kupić pieluchy, kremiki, i inne bambaryłkowe gadżety albo do obiadu akurat pasuje wino białe, albo jest akurat moja kolej na pełnienie kierowniczej roli.&lt;br /&gt;To znaczy kierowanie samochodem pełnym opitych winem, oczywiście czerwonym, przyjaciół.&lt;br /&gt;A kiedy wreszcie z butlą ulubionego trunku i z deklaracją małżonki „dzisiaj ja prowadzę” udajemy się do przyjaciół to okazuje się, że „specjalnie dla naszego Garbuska kupiliśmy takie pyszne lokalne piwko”.&lt;br /&gt;Żebyśmy się dobrze zrozumieli- ja nie narzekam, tylko naświetlam sytuację. &lt;br /&gt;Bo piwko było przednie.&lt;br /&gt;Nie chciałbym też żebyście pomyśleli,że ostatnio nie robimy nic innego tylko imprezujemy.&lt;br /&gt;Wręcz przeciwnie. &lt;br /&gt;Po prostu zagęszczam trochę chronologię wydarzeń. Rozciągniętych w czasie niczym amatorski peleton na górskim etapie wyścigu.&lt;br /&gt;Albo grupa studentów trzeciego roku podczas testu Coopera.&lt;br /&gt;Jednym słowem od miesięcy nie mogłem się doczekać kiedy tianiny i garbniki zatańczą walca z moimi kubkami smakowymi.&lt;br /&gt;No i zatańczyły. &lt;br /&gt;Tyle,że flamenco.&lt;br /&gt;I to jakie.&lt;br /&gt;Co kilka minut na stół wjeżdżała kolejna karafka z trunkiem a właściciel lokalu raczył nas barwną opowieścią na temat jego walorów, historii, specyfiki, winnicy, regionu winiarskiego.&lt;br /&gt;Jak już kiedyś pisałem trzeba uważać z marzeniami ponieważ mogą się spełnić.&lt;br /&gt;Ja poczułem się usatysfakcjonowany już przy trzeciej karafce wybornego, i zapewne cholernie drogiego, hiszpańskiego wina z lekkim posmakiem czekolady.&lt;br /&gt;Degustacja jednak dopiero się rozkręcała.&lt;br /&gt;Przy każdym kolejnym kieliszku patrzyłem z wyrzutami sumienia na skazaną na abstynencję kierowniczkę małżonkę. Ona jednak kiwała ze zrozumieniem głową i mruczała wyrozumiale:&lt;br /&gt;-Należy ci się. &lt;br /&gt;W końcu jednak uznałem, że nawet moja atencja dla tych wytrawnych pyszności powinna ustąpić miejsca resztkom zdrowego rozsądku.&lt;br /&gt;I kiedy już postanowiłem, że „teraz to już naprawdę ani kropli” usłyszałem:&lt;br /&gt;-A na zakończenie mam dla państwa coś specjalnego. Wino, które udaje się zrobić tylko raz na kilka lat przy bardzo specyficznych warunkach. Wino białe mimo, mimo że zrobione ze szczepu merlot.&lt;br /&gt;Niezwykłe niemieckie „eiswein” !&lt;br /&gt;No i moje kubki smakowe usłyszały:&lt;br /&gt;-A teraz panie proszą panów! Czy zechcą panowie zatańczyć polkę?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-2109045725698276696?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/2109045725698276696/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/11/czerwone-marzenie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2109045725698276696'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2109045725698276696'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/11/czerwone-marzenie.html' title='Czerwone marzenie'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-1544603050127180364</id><published>2010-11-04T14:17:00.000+01:00</published><updated>2010-11-04T09:54:11.391+01:00</updated><title type='text'>Głupia sprawa</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TMq8_5rY27I/AAAAAAAAANE/VRig6Fd9DHI/s1600/TAM+GDZIE+ZOMO.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TMq8_5rY27I/AAAAAAAAANE/VRig6Fd9DHI/s320/TAM+GDZIE+ZOMO.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5533442898178661298" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dostałem ostatnio link do artykułu w tabloidzie, w którym wypowiada się matka bliźniaków z in vitro.&lt;br /&gt;Była opisana jako matka „dwojga bliźniaków”. Nigdy nie słyszałem o „trojgu” bliźniakach, ale może się nie znam.&lt;br /&gt;Nie to jednak wywołało moją konsternację.&lt;br /&gt;Otóż kobieta owa nie może sobie wybaczyć tego, że zdecydowała się na in vitro.&lt;br /&gt;Twierdzi,że wtedy nie wiedziała,że zapłodnienie pozaustrojowe to „samo zło” a teraz jej dzieci urodzone dzięki tej metodzie są dla niej chodzącymi wyrzutami sumienia.&lt;br /&gt;Tym razem jakoś trudno mi się zdobyć na wyrozumiałość.&lt;br /&gt;Jak można poddać się tak długotrwałej i skomplikowanej terapii nic o niej nie wiedząc?&lt;br /&gt;Jakim trzeba być człowiekiem by mówić o tym, że żałuje się narodzin dzieci?&lt;br /&gt;Bohaterka owego artykułu jest wdową po pośle z ugrupowania uważającego, że ma monopol na prawdę i sprawiedliwość.&lt;br /&gt;I do tego nawiązała większość internautów komentujących moralne rozterki pani, która uznała za stosowne podzielić się nimi z czytelnikami arcyopiniotwórczej gazety.&lt;br /&gt;Komentarze krytyczne są swoją drogą są utrzymane w zaskakująco rozsądnym tonie. Uszczypliwe lecz kulturalne i bez jadu.&lt;br /&gt;Co też o czymś świadczy ponieważ przeciwnicy in vitro posługują się najczęściej innym językiem.&lt;br /&gt;Kilka osób wspomniało o tym,że współczuje dzieciom takiej matki.&lt;br /&gt;A ktoś wrzucił link do blogu prowadzonego przez ową „udręczoną wyrzutami sumienia” osobę.&lt;br /&gt;Po kilku linijkach straciłem ochotę na dalszą lekturę. Plucie jadem i wycieczki osobiste do członków rodziny. Jednym słowem coś naprawdę smutnego i żenującego.&lt;br /&gt;Wróciłem więc do lektury komentarzy bo to było znacznie bardziej interesujące zajęcie.&lt;br /&gt;Internauci powątpiewali czy nasza antybohaterka ma świadomość tego ,że podczas naturalnej prokreacji również giną zarodki. &lt;br /&gt;Szczerze wątpię bo jej wywody porażały brakiem wiedzy i … brakiem … kurcze no brakiem wszystkiego po prostu. A głównie dobrego smaku i rozsądku.&lt;br /&gt;Owo zagadnienie „śmiertelności zarodków” zainspirowało wiele komentarzy.&lt;br /&gt;Ale szczególnie jeden powalił mnie na garbate kolańska.&lt;br /&gt;W moim prywatnym rankingu mistrzów czarnego humoru na pierwsze miejsce wskoczyła osoba, która koniecznie chciała wiedzieć dlaczego osoby walczące o prawa zarodków nie postulują również wypłacania zasiłków pogrzebowych w przypadku ich śmierci.&lt;br /&gt;To pozornie obrazoburcze i prowokacyjne pytanie dotyka tak wielu zagadnień i problemów, na tak wielu poziomach, że po prostu chylę czoła.&lt;br /&gt;Za odwagę i bezkompromisowość w wyrażaniu własnych myśli.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-1544603050127180364?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/1544603050127180364/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/04/gupia-sprawa.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/1544603050127180364'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/1544603050127180364'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/04/gupia-sprawa.html' title='Głupia sprawa'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TMq8_5rY27I/AAAAAAAAANE/VRig6Fd9DHI/s72-c/TAM+GDZIE+ZOMO.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-2602147514122475608</id><published>2010-10-29T14:11:00.002+02:00</published><updated>2010-10-30T09:40:31.463+02:00</updated><title type='text'>Niby z nurtem a pod prąd</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TMq7KoNsMjI/AAAAAAAAAM8/5tKsRxhttQQ/s1600/przeklete-NET.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 274px;" src="http://3.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TMq7KoNsMjI/AAAAAAAAAM8/5tKsRxhttQQ/s320/przeklete-NET.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5533440883446002226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i parlament wreszcie się ruszył. Trzy projekty ustaw dotyczących in vitro trafią do komisji.&lt;br /&gt;Tylko trzy. Co mnie osobiście cieszy ponieważ najbardziej restrykcyjny trafił do kosza już po pierwszym czytaniu.&lt;br /&gt;A więc nie pójdziemy do więzienia w imię czyichś „najichszych racji”.&lt;br /&gt;Ale piłka ciągle w grze- od liberalnego projektu zapewniającego refundację do zakazującego zapłodnienia pozaustrojowego.&lt;br /&gt;Nie chce mi się nawet pisać na temat projektu Piechy bo człowiek ten w moich oczach wyrasta na jedną z najbardziej demagogicznych i ponurych w naszej polityce.&lt;br /&gt;Piszę „naszej” chociaż wolałbym nic z nią wspólnego nie mieć.&lt;br /&gt;Ech! Gdyby półtora roku temu ktoś mi powiedział,że projekt Gowina będzie tym kompromisowym to chyba bym nie uwierzył.&lt;br /&gt;Takich zaskoczeń w moim życiu jest ostatnio więcej.&lt;br /&gt;Gdyby dwa lata temu, gdy osiągaliśmy apogeum frustracji w naszych staraniach o dzieci, ktoś by mi powiedział, że będę prowadził blog i udzielał się publicznie i to razem z córkami to...&lt;br /&gt;Cholera! Ja wtedy nawet nie wiedziałem co to jest blog :-)))&lt;br /&gt;Zresztą ostatnio sporo zastanawiam się nad sobą.&lt;br /&gt;Jak to możliwe, że człowiek, którego jedynym pragnieniem było to by cały świat dał mu święty(za przeproszeniem) spokój, staje przed kamerami i opowiada o swoich intymnych sprawach?&lt;br /&gt;Właściwie przez większość swojego życia byłem autsajderem. Takim, który ciągle z boku, trochę nawiedzony, antykomercyjny, antypolityczny, anty,anty,anty...&lt;br /&gt;Słucha muzy od której większość ludzi bolą zęby i uwielbia taką sztukę, której większość odbiorców albo nie rozumie,albo nie toleruje.&lt;br /&gt;I teraz kiedy jestem ojcem poczułem, że trafiłem do „głównonurtowej części społeczeństwa”.&lt;br /&gt;Ale jednak po swojemu. Ze wszystkimi tego konsekwencjami. Nie tylko dla mnie, ale i dla niego.&lt;br /&gt;Już nie wystarcza mi kontestacja i stanie z boku.&lt;br /&gt;Skończyło się milczenie w imię tego,”żeby kogoś nie urazić” żeby „nie być zbyt ostentacyjnym”.&lt;br /&gt;W dupie!&lt;br /&gt;Ile można robić za bęben, w który bezkarnie walą różne oszołomy.&lt;br /&gt;Myślę, że gdyby teraz ktoś w debacie publicznej użył równie barwnego określenia jak „Dzieci Frankensteina” to od razu zacząłbym szukać prawnika, który takiemu indywiduum przypomniałby w sądzie co to jest odpowiedzialność za własne słowa.&lt;br /&gt;Z kolei poseł Palikot, który często mówi to co i ja myślę, zaczyna rozdrabniać się w  tradycyjnie kontrowersyjnych happeningach.&lt;br /&gt;I tym razem nie jest to „kontrowersyjność konstruktywna”. Mam wrażenie, że poseł z duszą showmana skazuje się na polityczną ultraniszowość.&lt;br /&gt;Zaczyna  mi w tym przypominać Korwina Mikke.&lt;br /&gt;Z tym ostatnim miałem kiedyś okazję rozmawiać.&lt;br /&gt;Na pożegnanie usłyszałem:&lt;br /&gt;-Gdyby potrzebował pan jakiejś kontrowersyjnej wypowiedzi to proszę śmiało do mnie dzwonić.&lt;br /&gt;Jest jakaś analogia prawda?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-2602147514122475608?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/2602147514122475608/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/niby-z-nurtem-pod-prad.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2602147514122475608'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2602147514122475608'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/niby-z-nurtem-pod-prad.html' title='Niby z nurtem a pod prąd'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TMq7KoNsMjI/AAAAAAAAAM8/5tKsRxhttQQ/s72-c/przeklete-NET.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-4844624721956256246</id><published>2010-10-25T20:34:00.007+02:00</published><updated>2010-10-26T16:11:36.032+02:00</updated><title type='text'>Księżniczki i parcie na szkiełko</title><content type='html'>Jasny gwint, co za dzień.Właśnie zakończyłem kilkugodzinną walkę o odzyskanie pliku z poprawionym tekstem do książki. Właśnie kończyłem dzisiejsza porcje pisaniny i miałem zrobić backup gdy coś pstryknęło w kompie i zobaczyłem niebieski ekran.&lt;br /&gt;Spociłem się jak mysz bo przepadł miesiąc pracy.&lt;br /&gt;Za cholerę nie mogłem ponownie otworzyć pliku-ciągle pojawiał się komunikat o jakimś błędzie "wejścia/wyjścia"-cokolwiek to znaczy.&lt;br /&gt;Byłem naprawdę podłamany.&lt;br /&gt;Na szczęście jakoś wybrnąłem z tej opresji i uczciliśmy to kieliszeczkiem nalewki z jeżyn :-)&lt;br /&gt;I wreszcie mogę zabrać się za blog&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj padłem jak nieżywy przed telewizorem i przebudziłem się po północy. Oczywiście skołowany i połamany.&lt;br /&gt;Na szczęście nocka w wykonaniu księżniczek ze szkiełka była całkiem przyzwoita i mogłem wstać po siódmej.&lt;br /&gt;Nakarmiłem dzieciaki i zabawiając je zerkałem na kanał informacyjny, w którym było sporo gości wypowiadających się na temat in vitro.&lt;br /&gt;I po raz kolejny gul zaczął mi skakać.&lt;br /&gt;Żeby było śmieszniej wczoraj wieczorem dostałem zaproszenie do tego programu,ale odmówiłem.&lt;br /&gt;No nie dajmy się zwariować. Nie tylko Garbaty może bronić naszego dobrego imienia i naszych praw. Ledwo wypakowałem graty z samochodu a tu znowu jechać? Sam prowadzić na razie nie mogę (gips) a koleżanka małżonka w roli kierowcy tym razem odpada bo i nie chcemy nadużywać dobrej woli dziadków  podrzucając im dzieciaki.&lt;br /&gt;A ciągnąć ich ponownie nie chcę.&lt;br /&gt;Zresztą babcia DF już przy poprzedniej wyprawie burczała coś o nieodpowiedzialnych rodzicach, którzy „w taką pogodę” i „takie maleństwa” i w ogóle.&lt;br /&gt;A jednak teraz kiedy słyszę wypowiedzi przeciwników in vitro to trochę żałuję.&lt;br /&gt;Całkiem sensownie wypunktował ich poseł Palikot mówiąc o dryfowaniu w stronę państwa wyznaniowego i o „islamizacji” działań kościoła, który w niedopuszczalnym stopniu chce mieć wpływ na nasze życie.&lt;br /&gt;Trudno sie z nim nie zgodzić. Zresztą mam wrażenie, że mimo iż poseł ów zaistniał dzięki kontrowersyjnym happeningom to na dłuższa metę ta ”tabloidyzacja” polityki szkodzi mu wizerunkowo.&lt;br /&gt;Bo teraz kiedy facet mówi sensownie, na temat i naprawdę niegłupio to ludzie zamiast słuchać tego co ma do powiedzenia czekają tylko z czym tym razem wypali.&lt;br /&gt;A skoro o mediach mowa.&lt;br /&gt;Ubiegłotygodniowe zaproszenie do DD TVN jak zwykle mile podłechtało moja próżność. A jednak najzwyczajniej po ludzku nie chciało mi się jechać. Zresztą z łapą w gipsie nie powinienem siadać za kółkiem a połączenie kolejowe Polski B ze stolicą to jakaś wieloprzesiadkowa masakra.&lt;br /&gt;No i do tego jedna z córek z katarem.&lt;br /&gt;Jednym słowem postanowiłem się, tym razem, wymigać.&lt;br /&gt;-Ojej- usłyszałem w słuchawce- Ale to nam cały temat rozłoży, bo już jeden rozmówca nam odmówił.&lt;br /&gt;Westchnąłem, że bardzo mi przykro, ale...&lt;br /&gt;-A wie pan ja wyczytałam na blogu,że powstaje książka! I bardzo to mnie zainteresowało. Myślę,że prowadzących program również i o tym byśmy chcieli porozmawiać.&lt;br /&gt;Jednym słowem trafiłem na godnego przeciwnika w negocjacjach.&lt;br /&gt;A jak wyszło pewnie sami widzieliście.&lt;br /&gt;Oj nagadałem się jak głupi o blogu i książce ;-))))&lt;br /&gt;Ale wyjazd był w sumie ciekawym doświadczeniem.&lt;br /&gt;Dopiero drugi raz jechaliśmy tak długo z dzieciakami.&lt;br /&gt;W hotelu dziewczyny oszalały ze szczęścia i do 22.00 nie mogliśmy ich opanować. A o usypianiu w ogóle mowy nie było.&lt;br /&gt;W końcu jednak wszyscy spokojnie zasnęliśmy.&lt;br /&gt;Rano wstaliśmy bardzo wcześnie żeby spokojnie się pozbierać.&lt;br /&gt;Kiedy ludzie z TVN dowiedzieli się,że przyjedziemy całą czwórką zapytali czy dziewczynki nie mogłyby wystąpić na wizji. Teraz więc trzeba było przygotować im kreacje i tak dalej.&lt;br /&gt;Zjechałem więc windą do samochodu po kilka drobiazgów.&lt;br /&gt;Otworzyłem pilotem samochód.&lt;br /&gt;I wtedy zaczęły się kłopoty.&lt;br /&gt;Centralny zamek zadziałał, ale jakoś niemrawo. &lt;br /&gt;Spróbowałem ponownie zamknąć samochód, ale teraz mechanizm był całkiem martwy.&lt;br /&gt;Już po chwili wiedziałem co się stało i kląłem jak szewc.&lt;br /&gt;Kiedy wieczorem kursowałem z tobołami, do pokoju i z powrotem, po prostu nie wyłączyłem oświetlenia kabiny. &lt;br /&gt;Akumulator  rozładował się kompletnie.&lt;br /&gt;Co gorsza samochodu nie dało się zamknąć.&lt;br /&gt;Nawet kluczykiem.&lt;br /&gt;Masakra!&lt;br /&gt;W tym momencie zadzwoniła pani z pytaniem kiedy dotrzemy do studia bo już na nas czekają.&lt;br /&gt;Musiałem więc w centrum stolicy zostawić otwarty samochód i pognałem po dziewczyny.&lt;br /&gt;Na szczęście to tylko kilka kroków.&lt;br /&gt;Kiedy wjechaliśmy do poczekalni od razu okazało się kto tu jest gwiazdą. Dzieci frankensteina ze spokojem przyjęły zachwyty i hołdy.&lt;br /&gt;Tak jakby robiły to każdego ranka.&lt;br /&gt;A jednak to garbatego tatula zaciągnęli na fotel w celu upudrowania. &lt;br /&gt;No tak, ładni nie muszą się tak starać.&lt;br /&gt;Makijaż robił mi facet co jeszcze bardziej pogłębiło dyskomfort jaki zazwyczaj odczuwam podczas tej niemęskiej czynności.&lt;br /&gt;-Do wejścia dwanaście minut rozległ się donośny, męski głos.&lt;br /&gt;A chwile później siedząc przed lustrem zauważyłem , że za moimi plecami przedefilowała Kinga Rusin... w wałkach na głowie.&lt;br /&gt;A więc znani i lubiani też są zwykłymi ludźmi- pomyślałem.&lt;br /&gt;Mógłbym nawet zaryzykować hipotezę,że podobnie jak zwykli śmiertelnicy również chodzą do toalety.&lt;br /&gt;Brawurowa teza,ale myślę,że do udowodnienia.&lt;br /&gt;Siorbnąłem herbaty,zamieniłem kilka słów z Darkiem, który razem ze mną miał się produkować i już po chwili ciągnęli nas na kanapę w studiu.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TMXRZ3NH0PI/AAAAAAAAAM0/bKEzSU4ZcTo/s1600/studio-net.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://2.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TMXRZ3NH0PI/AAAAAAAAAM0/bKEzSU4ZcTo/s320/studio-net.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5532057959540445426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Za plecami „gwiazdy piosenki”, która produkowała się na wizji.&lt;br /&gt;-No dobra to pan usiądzie tutaj- zarządził sympatyczny chłopak w słuchawkach z mikrofonem na głowie- A dzieci tu na dywanie. Chyba nie uciekną?&lt;br /&gt;O mało nie parsknąłem śmiechem. Gotów byłem założyć się o każdą sumę ,że w ułamku sekundy „rozraczkują” się po całym pomieszczeniu.&lt;br /&gt;-To jak będzie?&lt;br /&gt;-Niech pan to z nimi ustala. Ze mną to może pan sobie tylko pogadać- mruknąłem.&lt;br /&gt;-Uwaga! Piętnaście sekund do wejścia!-usłyszeliśmy.&lt;br /&gt;W momencie, w którym na skierowanej nas kamerze rozbłysło czerwone światełko połowa moich córek ruszyła na zwiedzanie studia. Oczywiście wychodząc z kadru.&lt;br /&gt;Jej wybór.&lt;br /&gt;Drugą posadziłem sobie na kolanie i się zaczęło.&lt;br /&gt;Właśnie starałem się możliwie składnie odpowiedzieć na jakieś pytanie kiedy poczułem znajome bulgotanie w pieluszce dziecka.&lt;br /&gt;„No córa przechodzisz do historii telewizji,jako pierwsza osoba, która zrobiła kupę na wizji”-pomyślałem.&lt;br /&gt;Jednocześnie bardzo starałem się zachować powagę.&lt;br /&gt;I kiedy zacząłem  zastanawiać się kiedy wreszcie będę mógł wspomnieć o kilku ważnych sprawach....&lt;br /&gt;-Dziękujemy bardzo naszym gościom. A po reklamach...&lt;br /&gt;Chwilę później usłyszałem:&lt;br /&gt;-No panowie, jak na standardy telewizyjne to było wyjątkowo długie wejście.&lt;br /&gt;Jako dziennikarz miałem tego pełną świadomość, ale byłem trochę rozczarowany tym,że właściwie musieliśmy odpowiadać na te same pytania co zawsze.&lt;br /&gt;Za to humor poprawił mi się kiedy w poczekalni ucięliśmy sobie miłą pogawędkę z pewną znaną dziennikarką i jednocześnie krytykiem literackim.&lt;br /&gt;Zawsze ją ceniłem,ale nie sądziłem,że „na żywo” jest tak sympatyczną osobą.&lt;br /&gt;Moja sympatia osiągnęła apogeum kiedy usłyszałem,że postara się pomóc znaleźć wydawcę dla papierowych Dzieci Frankensteina.&lt;br /&gt;Kilka minut później zjechaliśmy na parter prosto w ramiona prozy życia.&lt;br /&gt;Wymontowałem z samochodu akumulator i wyciągnąłem z bagażnika prostownik, którego jakimś cudem ostatnio nie wypakowałem.&lt;br /&gt;A potem targając akumulator wkroczyłem do hotelowego holu.&lt;br /&gt;Mijając wygajerowanych Azjatów, nadętych Francuzów i ciągnących walizki ma kółkach dwóch kolesi w turbanach.&lt;br /&gt;Noooo Garbaty to się potrafi wtopić w tłum :-)&lt;br /&gt;W pokoju podłączyłem akumulator do ładowania i poszliśmy zjeść późne śniadanie.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TMXQNxa5c2I/AAAAAAAAAMs/7ePD4E5I0xw/s1600/akumulator-net.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://4.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TMXQNxa5c2I/AAAAAAAAAMs/7ePD4E5I0xw/s320/akumulator-net.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5532056652317553506" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Najedzeni i w dobrych humorach ruszyliśmy w drogę powrotną.&lt;br /&gt;Ponieważ nie musiałem koncentrować się najeździe mogłem oddać się refleksji.&lt;br /&gt;-Wiesz- zagadnąłem żonę- zaczynam dochodzić do wniosku,że robie się znany. Facet znany „z tego, że ma dzieci”! Jedyny w swoim rodzaju. No doprawdy wiekopomne osiągnięcie. No kto mi dorówna...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-4844624721956256246?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/4844624721956256246/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/ksiezniczki-i-parcie-na-szkieko.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/4844624721956256246'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/4844624721956256246'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/ksiezniczki-i-parcie-na-szkieko.html' title='Księżniczki i parcie na szkiełko'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TMXRZ3NH0PI/AAAAAAAAAM0/bKEzSU4ZcTo/s72-c/studio-net.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-3041266879486948227</id><published>2010-10-25T09:34:00.003+02:00</published><updated>2010-10-25T09:49:27.408+02:00</updated><title type='text'>Linkownia</title><content type='html'>Najwyraźniej opcja dodawania linków znowu nie działa więc wrzucam tekstowo:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;http://dziendobrytvn.plejada.pl/29,39152,news,,1,,mezczyzni_o_in_vitro,aktualnosci_detal.html&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cholera miałem wczoraj coś skrobnąć, ale .... zasnąłem przed telewizorem :-)&lt;br /&gt;Koleżanka małżonka kiepsko się czuła więc zająłem się dziećmi całodobowo.&lt;br /&gt;Włącznie z 10 km spacerem.&lt;br /&gt;No i energia mi się wyczerpała.&lt;br /&gt;A teraz siedzę i oglądam tvn24-znowu o in vitro.&lt;br /&gt;I znowu słyszę,że zamiast egoistycznie produkować poczęte pozaustrojowo potomstwo trzeba było adoptować dziecko.&lt;br /&gt;Jak łatwo takie słowa przychodzą żyjącym w celibacie mądralom i zdewociałym posłankom.&lt;br /&gt;Ciekawe czy oni w ogóle wiedzą jak wygląda proces adopcyjny?&lt;br /&gt;I jak długo trwa?&lt;br /&gt;Niedługo zmieni mnie przy dzieciakach żona więc bardziej się rozpiszę.&lt;br /&gt;A przy okazji zachęcam do odwiedzania Dzieci Frankensteina na Facebooku-tam jakoś linki bez problemu się "wklejają".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-3041266879486948227?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/3041266879486948227/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/najwyrazniej-opcja-dodawania-linkow.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/3041266879486948227'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/3041266879486948227'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/najwyrazniej-opcja-dodawania-linkow.html' title='Linkownia'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-968750455299414356</id><published>2010-10-24T10:42:00.001+02:00</published><updated>2010-10-25T09:33:28.987+02:00</updated><title type='text'>Link do DD TVN</title><content type='html'>Później skrobnę coś więcej, ale na razie dzieciaki nie dają.&lt;br /&gt;Więc póki co link do wczorajszego Dzień Dobry TVN z Dziećmi Frankensteina na gościnnych występach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://dziendobrytvn.plejada.pl/29,39152,news,,1,,mezczyzni_o_in_vitro,aktualnosci_detal.html"&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-968750455299414356?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/968750455299414356/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/link-do-dd-tvn.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/968750455299414356'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/968750455299414356'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/link-do-dd-tvn.html' title='Link do DD TVN'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-9200367783839955605</id><published>2010-10-21T20:23:00.001+02:00</published><updated>2010-10-21T20:29:50.514+02:00</updated><title type='text'>Młodobabskie sprawy</title><content type='html'>Co za noc! Jedna księżniczka ze szkiełka znowu zakatarzona a drugą właśnie próbujemy odzwyczaić od nocnego jedzenia. A dokładniej od udawania jedzenia. &lt;br /&gt;Za to budzenie rodziców jest jak najbardziej rzeczywiste i realne.&lt;br /&gt;Jakby tego było mało- jeszcze niepełnosprawny tatulo. &lt;br /&gt;Próba utulenia, po ciemku, zagipsowaną łapą zasmarkanego dzieciaka to prawdziwa trauma.&lt;br /&gt;Dla wszystkich uczestników tego tyleż ambitnego co karkołomnego przedsięwzięcia.&lt;br /&gt;Teraz koleżanka małżonka próbuje odespać trudy nocy a ja korzystając z  tego,że Dzieci Frankensteina zagapiły się w okno, spróbuję coś napisać.&lt;br /&gt;Jedną ręką.&lt;br /&gt;Co jest cholernie upierdliwe i frustrujące.&lt;br /&gt;Wracając do kwestii „jednoręcznej” obsługi naszych bambaryłek to okazuje się, że dobra wola i niezły refleks garbatego ojca może być czasem zagrożeniem.&lt;br /&gt;Zdarza mi się,że odruchowo próbuję złapać upadającą córkę i kończy się to tym, że biedna obrywa po plecach gipsem.&lt;br /&gt;A próba zapięcia śliniaka to... ech szkoda gadać.&lt;br /&gt;Nie narzekam bo sam chciałem. Za to córkom niezbyt podoba sie gdy tata niezdarnie stuka je zagipsowanym kciukiem w potylice.&lt;br /&gt;Ale się staram.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za to dzisiaj rano ręce mi opadły i sam już nie wiedziałem -śmiać się czy płakać?&lt;br /&gt;Dzieciaki zajęły się swoimi „młodobabskimi” sprawami a ja względnie spokojnie mogłem pooglądać program na Discovery.&lt;br /&gt;Siedząc na podłodze sączyłem kawę i obserwowałem perypetie rybaków uprawiających „Najniebezpieczniejszy zawód świata”.&lt;br /&gt;Przy moim kolanie pełzała córka bawiąca się samochodzikiem- telefonem.&lt;br /&gt;Nie wiem jaki geniusz wpadł na tak groteskowa krzyżówkę, ale to działa.&lt;br /&gt;Dzieciaki są zafascynowane tym migającym kogutami pojazdem,wyposażonym w klawiaturę i wydającym przy każdym jej naciśnięciu najróżniejsze dźwięki.&lt;br /&gt;Dlatego jest to u nas zabawka „do zadań specjalnych”-kiedy trzeba załagodzić jakiś dziecięcy konflikt, uciszyć histeryczne rozpaczanie, albo odwrócić uwagę na kilka sekund by tatulo mogli niepostrzeżenie wymknąć się do toalety.&lt;br /&gt;Bo to ostatnio naprawdę jest problem.&lt;br /&gt;Kiedy rano koleżanka małżonka odsypia swoja zmianę ja jestem oddany pod rządy krasnoludzkiej dyktatury.&lt;br /&gt;A ta- jak każda- nie uznaje samowoli, nieposłuszeństwa ani ... znikania za drzwiami.&lt;br /&gt;Kiedy tylko dotknę klamki uruchamia się syrena.&lt;br /&gt;I nie ma zmiłuj!&lt;br /&gt;Choćby nie wiem jak się chciało.&lt;br /&gt;Choćby sytuacja była nie wiedzieć jak nagląca.&lt;br /&gt;Trzeba się temu reżimowi podporządkować i odpuścić.&lt;br /&gt;Czasem oczywiście udaje się przechytrzyć bezwzględny system.&lt;br /&gt;Wymaga to jednak skomplikowanych działań. I czasu.&lt;br /&gt;Niestety. &lt;br /&gt;Chyba domyślacie się co mam na myśli?&lt;br /&gt;Pewnie jeszcze do tego wrócę w przyszłości, ale wróćmy do tematu.&lt;br /&gt;Jak mówiłem relaksowałem się przed telewizorem a nasza starsza córka odkrywała uroki zdalnego sterowania pojazdem za pomocą przyczepionego do niego sznurka.&lt;br /&gt;Rybacy na ekranie walczyli ze strasznym sztormem a „autotelefon” kursował;&lt;br /&gt;-do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nagle!Właśnie wtedy gdy dzielny szyper stanął przed  koniecznością podjęcia dramatycznej decyzji przy moim kolanie rozległ się dramatyczny skowyt.&lt;br /&gt;-Spokojnie córeczko, na pewno dadzą sobie radę! Zobacz, panowie rybacy już biorą się za...&lt;br /&gt;Najwyraźniej nie przekonałem dziecka ponieważ darło się jeszcze głośniej.&lt;br /&gt;Spojrzałem na nią.&lt;br /&gt;Co się mogło stać? Nie przewróciła się, nawet nie ma w pobliżu niczego o co mogłaby się uderzyć...&lt;br /&gt;Co więc jest powodem takiej rozpaczy?!&lt;br /&gt;W tym momencie moja latorośl obróciła w moją stronę zalaną łzami twarz ... i zobaczyłem.&lt;br /&gt;Sznurek.&lt;br /&gt;Ten od samochodziku.&lt;br /&gt;To znaczy jeden jego koniec był w dalszym ciągu przymocowany do zabawki.&lt;br /&gt;A drugi tkwił między wykrzywionymi w grymasie wargami.&lt;br /&gt;Rzuciłem się na pomoc i wtedy wargi się rozchyliły.&lt;br /&gt;Ukazując sznurek zaklinowany miedzy dwiema dolnymi jedynkami.&lt;br /&gt;Wyglądało to tak komicznie ,że zacząłem dławić się ze śmiechu.&lt;br /&gt;Jednocześnie manewrowałem ostrożnie cała trójką- to znaczy sznurkiem, samochodzikiem i córką -Starając się uwolnić tą ostatnią z opresji.&lt;br /&gt;I jednocześnie nie spowodować tego,że przez najbliższe kilka lat będzie paradowała z groteskowa dziurą w uzębieniu.&lt;br /&gt;W końcu zgrzani i  spłakani ( z tym,że ja ze śmiechu) usiedliśmy na podłodze i niechętnymi spojrzeniami zmierzyliśmy zabawkę.&lt;br /&gt;Córka zagulgotała coś najprawdopodobniej obraźliwego.&lt;br /&gt;-Tak masz rację. GŁUPI SAMOCHODZIK!-zgodziłem się z nią.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-9200367783839955605?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/9200367783839955605/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/modobabskie-sprawy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/9200367783839955605'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/9200367783839955605'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/modobabskie-sprawy.html' title='Młodobabskie sprawy'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-4195044942000965563</id><published>2010-10-21T10:48:00.002+02:00</published><updated>2010-10-21T11:10:37.707+02:00</updated><title type='text'>Znowu się zaczyna</title><content type='html'>Poprzedni post piałem w błogiej nieświadomości w zaciszu naszego gościnnego pokoju.&lt;br /&gt;Ustaliliśmy z koleżanka małżonką, że teraz kiedy jestem na zwolnieniu powinienem codziennie poświęcać dwie-trzy godziny na blogowanie i redagowanie papierowej wersji Dzieci Frankensteina.&lt;br /&gt;I właśnie w poniedziałek zaczęliśmy testowanie tego systemu.&lt;br /&gt;Rano nakarmiłem dzieciaki i je pozabawiałem a po dziesiątej udałem się „do pracy”.&lt;br /&gt;Coś tam wystukałem i naskrobałem rysunek. A potem usiadłem nad próbnym, wydrukiem książki.&lt;br /&gt;Pracowałem przy wiekowym komputerze stacjonarnym, w którym nawet zegar nie był porządnie nastawiony.&lt;br /&gt;W pewnym momencie postanowiłem zrobić sobie przerwę. Zszedłem na dół i zastałem żonę przed telewizorem.&lt;br /&gt;Właśnie nadawali relację na żywo z Łodzi gdzie jakiś szaleniec zamordował dwie osoby w biurze poselskim.&lt;br /&gt;Poruszony odłączyłem od ładowarki swój telefon i poszedłem z nim z powrotem popisać. Po drodze wklepałem pin. Kiedy tylko telefon się włączył zobaczyłem na ekranie informację o kilkunastu połączeniach.&lt;br /&gt;Nie znałem żadnego z numerów i właśnie zastanawiałem się czy oddzwaniać gdy telefon zawibrował.&lt;br /&gt;Kolejny numer, którego nie znałem.&lt;br /&gt;Pomyślałem, że to może być dziennikarka z TVP bo ludzie z „boćka” ostrzegli mnie ,że dali jej mój numer ponieważ telewizja szuka kogoś do programu o naprotechnologii.&lt;br /&gt;-Dzień dobry dzwonię z telewizji TVN-usłyszałem w słuchawce.&lt;br /&gt;Asystent „gwiazdy dziennikarstwa” pytał czy może do nas podesłać reportera z prośbą o skomentowanie tego co w związku z in vitro dzieje się w sejmie.&lt;br /&gt;„Oho, znowu się zaczyna”-pomyślałem bez nadmiernego entuzjazmu.&lt;br /&gt;Po szybkiej konsultacji z koleżanką małżonką zgodziliśmy się i wtedy okazało się,że reporter będzie za kilkanaście minut.&lt;br /&gt;Co wprawiło nas w lekki popłoch bo dziewczynki właśnie konsumowały bułeczki maślane i cały  pokój pokryty był  dosyć dokładnie okruszkami zmieszanymi z zabawkami, ubrankami i dziećmi.&lt;br /&gt;Mniej więcej w takiej kolejności.&lt;br /&gt;Żona mruknęła ,że idzie „założyć twarz” i pobiegła zrobić sobie makijaż a ja zacząłem ubierać Dzieci Frankensteina bo wymyśliłem,że wywiadu udzielimy w plenerze.&lt;br /&gt;Reporterowi pomysł się spodobał i poprodukowaliśmy się trochę przed kamerą na tle liści osypujących się z jabłonek.&lt;br /&gt;Zdawałem sobie,że nasz występ w faktach będzie króciutenki, ale jego długość i tak nas zaskoczyła. Mignęliśmy na ekranie, z krótkim komentarzem „ a  to kolejne bliźniaki urodzone dzięki in vitro”.&lt;br /&gt;Czyli jakieś dwie sekundy :-)&lt;br /&gt;Parsknąłem  śmiechem.&lt;br /&gt;-Pewnie głupoty gadaliśmy-zatroskała się żona-A ja do wszystkich wysłałam sms'y żeby nas oglądali.&lt;br /&gt;Teraz już naprawdę dławiłem się ze śmiechu.&lt;br /&gt;-Mówiłem żebyś tego nie robiła.&lt;br /&gt;-Ale potem wszyscy mają pretensje,że nie uprzedziliśmy.&lt;br /&gt;Chwilę później nadszedł sms od rodzinki:&lt;br /&gt;„Chamstwo, takie gwiazdeczki tak migawkowo! Gdyby pokazali jak należy nie miałby sensu cały ten dyskurs”.&lt;br /&gt;No właśnie.&lt;br /&gt;Trochę byłem tylko zły,że na takie zawracanie głowy straciłem czas, który był przeznaczony na pracę nad książką. Trudno.&lt;br /&gt;Wczoraj rano znowu przed jedenastą udałem się do mojej tymczasowej „pracowni”.&lt;br /&gt;Kiedy wchodziłem po schodach zadzwonił telefon.&lt;br /&gt;Spojrzałem na wyświetlacz -znowu numer którego nie znam.&lt;br /&gt;-Halo?-mruknąłem do słuchawki.&lt;br /&gt;-Dzień dobry dzwonię z „Dzień Dobry TVN” czy ma pan jakieś plany na weekend? &lt;br /&gt;Rozmowa była bardzo miła, ale rozłączyłem się z mieszanymi uczuciami.&lt;br /&gt;Już i tak mam wyrzuty sumienia,że z ręką w gipsie nie mogę zbyt wiele pomóc przy dzieciach.&lt;br /&gt;Staram się jak mogę,ale o przewijaniu nie ma mowy. Przy kąpaniu też jestem tylko statystą.&lt;br /&gt;A teraz znowu mam „gwiazdorzyć”?&lt;br /&gt;Z jednej strony blogowi przydałoby się trochę darmowej reklamy, ale równie mocno potrzebuję on nowych, porządnych tekstów. I na tym miałem się skoncentrować.&lt;br /&gt;No nic. Jeszcze zobaczymy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-4195044942000965563?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/4195044942000965563/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/znowu-sie-zaczyna.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/4195044942000965563'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/4195044942000965563'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/znowu-sie-zaczyna.html' title='Znowu się zaczyna'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-2693514990173034547</id><published>2010-10-19T14:53:00.002+02:00</published><updated>2010-10-19T15:02:02.001+02:00</updated><title type='text'>Na spalonym</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TL2Wk3oYtkI/AAAAAAAAAMY/ovA_elMKIfU/s1600/ksi%C4%85dz-NET.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 182px;" src="http://3.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TL2Wk3oYtkI/AAAAAAAAAMY/ovA_elMKIfU/s320/ksi%C4%85dz-NET.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5529741477633635906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To była kolejna niełatwa noc, ale jakoś udało się dotrwać do świtu.&lt;br /&gt;Na chwilkę przerwę relacjonowanie „kciukowej epopei” ponieważ dziej się zbyt wiele aktualnych i ważnych rzeczy bym mógł je ignorować.&lt;br /&gt;Piłka in vitro znowu trafiła na sejmowe boisko.&lt;br /&gt;Ściślej mówiąc piłek na sejmowa murawę wrzucono aż sześć więc juz teraz widać,że nie będzie to zwykły mecz rozgrywany według zwykłych reguł.&lt;br /&gt;Tym bardziej, że ubrany na czarno pan stojący przy linii bocznej nie wygląda na sędziego. To co trzyma w ręce nie przypomina chorągiewki. No i  jeszcze ta nietypowa czapka.&lt;br /&gt;Taka bardzo wysoka.&lt;br /&gt;Sprawia wrażenie jakby próbował nią przykryć zawodników jednej z drużyn.&lt;br /&gt;Dworuję sobie,ale kiedy usłyszałem wypowiedź abp Hosera o wykluczeniu z kościoła parlamentarzystów popierających in vitro, nie było mi do śmiechu.&lt;br /&gt;Lewica podniosła straszny krzyk. Jedni wspominają o niedozwolonym lobbingu a inni wręcz o szantażu.&lt;br /&gt;A ja w sumie się cieszę bo moim zdaniem taka wypowiedź to strzał w kolano.&lt;br /&gt;Po raz kolejny wychodzi to jak mało hierarchowie przejmują się zapisami konkordatu.&lt;br /&gt;I jaki nacisk wywierają na instytucje świeckie.&lt;br /&gt;I jak bardzo potrzebne im jest szkolenie z dyplomacji, taktu, humanizmu i empatii.&lt;br /&gt;Za to nie potrzebują szkolenia z manipulowania i naginania faktów.&lt;br /&gt;Bo jak inaczej nazwać, tak jednostronne, wystąpienie arcybiskupa, który sam też jest lekarzem?&lt;br /&gt;Rozumiem racje jakie nim kierują i je szanuję.&lt;br /&gt;I po raz kolejny napiszę,że mam podobne wątpliwości dotyczące etyki i niektórych aspektów tej metody.&lt;br /&gt;A jednak w sprawie in vitro nic nie jest czarne i białe.&lt;br /&gt;Rozumieją to nawet niektórzy politycy więc to chyba nie jest takie trudne do pojęcia?&lt;br /&gt;Po kotłowaninie wokół krzyża i asekuracyjnej postawie kościoła, poparcie dla niego w sondażach spadło o dziesięć punktów procentowych.&lt;br /&gt;Mam wrażenie, że teraz będzie jeszcze gorzej.&lt;br /&gt;Zgadzam sie z premierem,że bez sensu jest popadanie w tandetny antyklerykalizm.&lt;br /&gt;Bo kościół to instytucja złożona. Podobnie jak jego działalność.&lt;br /&gt;A jednak niektóre „akcje” usprawiedliwiane walką w obronie wartości moralnych i humanizmu są, delikatnie mówiąc, dyskusyjne.&lt;br /&gt;Cieszę się ,że znowu jest o czym podyskutować i,że blog znowu przestanie być tylko obyczajowo-wspomnieniową pisaniną, ale jednak ta atmosfera zaczyna mnie niepokoić.&lt;br /&gt;Bo jak teraz zachowają się szantażowani i wierzący parlamentarzyści?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-2693514990173034547?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/2693514990173034547/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/na-spalonym.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2693514990173034547'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2693514990173034547'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/na-spalonym.html' title='Na spalonym'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TL2Wk3oYtkI/AAAAAAAAAMY/ovA_elMKIfU/s72-c/ksi%C4%85dz-NET.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-5899653275353421668</id><published>2010-10-17T09:46:00.000+02:00</published><updated>2010-10-17T09:49:34.867+02:00</updated><title type='text'>Maruda na przepustce</title><content type='html'>Oczywiście najpierw pojechaliśmy  do dzieciaków. Oj stęsknili się garbaty tatulo!&lt;br /&gt;Naściskaliśmy się, „ponaprzytulaliśmy”, naśmiali i dopiero późnym popołudniem dotarliśmy do domu.&lt;br /&gt;Przewróciłem całą chałupę w poszukiwaniu instrukcji do sterownika pieca. Kiedy ją wreszcie znalazłem przyczyna problemów z ogrzewaniem okazała się banalna i po kilku minutach problem został rozwiązany.&lt;br /&gt;Na fali tego sukcesu dokonałem jeszcze kilku szybkich napraw w domu a potem z piwkiem zasiedliśmy do kolacji.&lt;br /&gt;Wczesnej, ponieważ takie były zalecenia lekarza.&lt;br /&gt;-Wreszcie normalne jedzenie! Westchnąłem nad talerzem.&lt;br /&gt;Koleżanka małżonka pokiwała ze zrozumieniem głową.&lt;br /&gt;Wreszcie mogliśmy spokojnie porozmawiać.&lt;br /&gt;Zrelacjonowałem więc swoje szpitalne doświadczenia kończąc:&lt;br /&gt;-No i tyle, jutro jestem zapisany na operację, ale coś czuję, że nic z tego nie będzie.&lt;br /&gt;-Może to i lepiej skoro lekarze mają wątpliwości.&lt;br /&gt;-Tyle,że każdy mówi co innego. No i już się nastawiłem,że posiedzę w domu na zwolnieniu. Pochodzę z „księżniczkami” na spacery, wyśpię się w szpitalu...&lt;br /&gt;Parsknęła śmiechem.&lt;br /&gt;-Wiesz co, chyba są  na to prostsze sposoby niż poddawanie się operacji i łamanie palców.&lt;br /&gt;Trudno jej było odmówić racji.&lt;br /&gt; W tym momencie dotarło do mnie,że w ogóle nie przejmuję się tym,że czeka mnie „przecięcie ścięgien i kości a potem wycięcie z niej takiego klinika...”.&lt;br /&gt;Moim największym zmartwieniem było to,że zostawiłem dziewczyny w domu ze szwankującym ogrzewaniem.&lt;br /&gt;-Oj daj spokój- stwierdziła żona- po pierwsze wcale nie było tak zimno, po drugie dogadałam się z twoimi rodzicami,że dzieciaki biorą na noc a po trzecie zawsze mogę rozpalić w kominku.&lt;br /&gt;A poza tym z piecem już wszystko jest w porządku.&lt;br /&gt;-No tak, ale ja liczyłem ,że pójdę do szpitala tylko na dwa dni.  A tu mija druga doba i nawet nie wiadomo czy będzie ta pieprzona operacja czy nie.&lt;br /&gt;-Damy radę.&lt;br /&gt;-Oby mi tylko po tym gipsu nie założyli bo nawet nie będę mógł dzieciaków przewinąć- martwiłem się dalej- Wiesz, lekarz mówił,że jak będzie się dało założyć taką płytkę to obejdzie się bez gipsu.&lt;br /&gt;-Byłoby fajnie.&lt;br /&gt;-No,ale jak będzie gips...&lt;br /&gt;-Damy radę.&lt;br /&gt;-Ale mam wyrzuty sumienia, nie chce Cie tak zostawiać...&lt;br /&gt;-Damy radę!&lt;br /&gt;-Bo wiesz jeszcze się mogę wycofać.&lt;br /&gt;-DAMY RADĘ!!!&lt;br /&gt;-No tak, zresztą może i tak się okazać,że nie będzie tej operacji.&lt;br /&gt;-No to trudno.&lt;br /&gt;-Ale ja się już tak nastawiłem na to zwolnienieeeeee!&lt;br /&gt; Czyżbym był upierdliwy?&lt;br /&gt;„Nie może to być!”&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-5899653275353421668?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/5899653275353421668/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/maruda-na-przepustce.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/5899653275353421668'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/5899653275353421668'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/maruda-na-przepustce.html' title='Maruda na przepustce'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-3322414743899784969</id><published>2010-10-16T12:14:00.003+02:00</published><updated>2010-10-16T20:22:06.470+02:00</updated><title type='text'>Tryby systemu mielą powoli</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TLnr7xIUrXI/AAAAAAAAALw/1qssUbRICj4/s1600/znowu-w-komplecie-net.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 270px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TLnr7xIUrXI/AAAAAAAAALw/1qssUbRICj4/s320/znowu-w-komplecie-net.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5528709429607050610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Uff... jak dobrze znowu być w komplecie. Przez całe popołudnie nie mogłem oderwać się od dzieciaków.&lt;br /&gt;Przed chwilą położyliśmy je do łóżek i mogę znowu zabrać się do pracy.&lt;br /&gt;Nie mam za dużo czasu bo penie zaraz żona odgoni mnie od kompa bo będzie chciała "poboćkować".&lt;br /&gt;No to do rzeczy:&lt;br /&gt;Właśnie relacjonowałem przez telefon koleżance małżonce sytuację kiedy do szpitalnej salki wszedł jakiś brodaty facet w dżinsach i swetrze.&lt;br /&gt;Ponieważ przyjrzał się mojej karcie domyśliłem się,że to zakamuflowany nadczłowiek stworzony do wyższych celów niż mówienie „dzień dobry”.&lt;br /&gt;-Jakąś historię choroby pan ma?&lt;br /&gt;-No nie do końca, bo jeden lekarz nie rozpoznał złamania i dopiero jak kolega zrobił mi zdjęcie kciuka rentgenem stomatologicznym...&lt;br /&gt;Gość wytrzeszczył oczy, co przyjąłem z niejaka satysfakcją, ale zaraz potem warknął:&lt;br /&gt;-Ma pan jakieś zdjęcia TUTAJ?&lt;br /&gt;Próbowałem mu wytłumaczyć,że są już stare i że mój lekarz kilkakrotnie mnie oglądał, ale zostałem zrugany i musiałem wysłuchać tyrady na temat tego,że „to jak on ma teraz zaplanować zabieg”.&lt;br /&gt;Na końcu języka miałem odpowiedź,że jak nie pytam laików jak wykonywać swój zawód.&lt;br /&gt;Wolałem jednak nie przeginać i poradziłem mu tylko, żeby pogadał z „moim” chirurgiem.&lt;br /&gt;Chirurg ów to naprawdę rozsądny i jeszcze niezmanierowany „kolega kolegi” (tego od nieistniejącego cholesterolu).&lt;br /&gt;Kiedy zrelacjonowałem mu tamtą rozmowę tylko wzruszył ramionami.&lt;br /&gt;-Miał pan rację. Spokojnie zaraz zrobimy nowe zdjęcie.&lt;br /&gt;Położyłem się więc w łóżku i przysnąłem. Potem obiad, telefoniczna rozmowa z żoną i córkami („tśata” , „dadek” , „EeeeeEeeeeEeee...”), znowu drzemka, kolacja....i wieczorny obchód.&lt;br /&gt;-Był pan na zdjęciu?-zapytał kolejny lekarz&lt;br /&gt;-Nie, ciągle czekam.&lt;br /&gt;Ręce mu opadły, ale starał się dzielnie nic po sobie nie pokazać.&lt;br /&gt;-No dobra zaraz ktoś po pana przyjdzie. Acha i dzisiaj już niech pan nic nie je i nie pije i jutro przed operacją tak samo.&lt;br /&gt;Kilka minut później usłyszałem od pielęgniarki,że mam zejść kilka pięter niżej i że tam już czekają.&lt;br /&gt;I rzeczywiście czekała tam piekląca się kobieta, która nie mogła zrozumieć dlaczego przychodzę tak późno i zawracam jej głowę.&lt;br /&gt;-Wie pani co? Ja też tego nie rozumiem bo czekałem od południa i już nawet nie chce mi się tego komentować.&lt;br /&gt;Od razu zrobiła się milsza.&lt;br /&gt;Potem wróciłem na oddział trochę popisałem, porysowałem i poszedłem spać.&lt;br /&gt;Spałem naprawdę dobrze i tylko kilka razy obudziłem się na karmienie córek :-)&lt;br /&gt;Do mojego wytresowanego organizmu najwyraźniej jeszcze nie dotarło,że ma okazję się trochę zregenerować.&lt;br /&gt;Śniadanie oczywiście odpuściłem.&lt;br /&gt;Bez żalu.&lt;br /&gt;A potem na obchodzie usłyszałem:&lt;br /&gt;-No oglądaliśmy to pana zdjęcie.&lt;br /&gt;-I co bez entuzjazmu?-już wiedziałem co chce powiedzieć.&lt;br /&gt;-No bez.&lt;br /&gt;-I co?&lt;br /&gt;-Szczerze mówiąc nikt się, dzisiaj, nie chce podjąć tej roboty bo nie widzi większego sensu.&lt;br /&gt;-No ale, byłem na konsultacjach i profesor mówił,że jest sens...&lt;br /&gt;-No to niech pan pogada z tym chirurgiem, z którym się pan umawiał, ale dzisiaj go nie ma. Będzie jutro.&lt;br /&gt;To nie mogli mi do „urrrrrrwanego kubka” od razu powiedzieć, żebym sobie odpuścił? Teraz robią ze mnie takiego „co to się uparł”.&lt;br /&gt;Mój sąsiad z sali pokiwał tylko głową, ponarzekał na swoje kolano i wrócił do oglądania telezakupów Mango.&lt;br /&gt;„Noooooo nieeee, ja tu zwariuję”-pomyślałem.&lt;br /&gt;W tym momencie przyszedł sms od koleżanki małżonki, która informowała mnie,że bardzo mnie kocha,i że piec nie grzeje i w domu jest zimno jak w psiarni.&lt;br /&gt;Zerwałem się z łóżka i poszedłem negocjować przepustkę.&lt;br /&gt;Najpierw była sekretarka oddziału:&lt;br /&gt;-Proszę pani dzisiaj odwołano moja operację i może się okazać, że jutro tez jej nie będzie. Jest jakaś szansa,żebym mógł dzisiaj zwiać do domu?&lt;br /&gt;-Widzę,że wie pan więcej ode mnie- westchnęła i kazała mi porozmawiać z lekarzami.&lt;br /&gt;Akurat siedziało kilku młodziaków, którzy przyznali mi rację ,ale stwierdzili,że decyzje to może podjąć tylko zastępca ordynatora.&lt;br /&gt;Odczekałem więc godzinę i wróciłem zawracać głowę „kierownikowi planety”.&lt;br /&gt;-Czy jest już decyzja w mojej sprawie?&lt;br /&gt;Odpowiedziały mi miny mówiące wyraźnie, że nikt już nawet nie pamięta o co chodziło.&lt;br /&gt;Musiałem więc ponownie tłumaczyć o co chodzi i czego chcę.&lt;br /&gt;Jakaś kobieta od razu zaczęła na mnie burczeć,że jutro mam mieć operację i że w ogóle nie ma czegoś takiego jak przepustka.&lt;br /&gt;Odpowiedziałem jej, że dobrze wiem iż istnieje możliwość skorzystania z „nieistniejącej przepustki” i zrobiłem minę świadcząca o tym,z jestem przygotowany na długie i upierdliwe negocjacje.&lt;br /&gt;W pewnym momencie w drzwiach gabinetu lekarzy pojawiła się głowa „kierownika planety”, który stwierdził,że pani ma generalnie rację, ale „w wyjątkowym przypadku”, na mocy „dżentelmeńskiej umowy”...&lt;br /&gt;Musiałem obiecać,że będę o siebie dbał i po raz setny zapewnić,że wiem iż mam być na czczo.&lt;br /&gt;Potem zadzwoniłem do żony. Ubrałem się i zszedłem na parking.&lt;br /&gt;Po kilkunastu minutach nadciągnęła kawaleria.&lt;br /&gt;-Dziadkowie wzięli dzieciaki na cały dzień. I na noc!-tu uśmiechnęła się znacząco.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-3322414743899784969?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/3322414743899784969/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/tryby-systemu-miela-powoli.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/3322414743899784969'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/3322414743899784969'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/tryby-systemu-miela-powoli.html' title='Tryby systemu mielą powoli'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TLnr7xIUrXI/AAAAAAAAALw/1qssUbRICj4/s72-c/znowu-w-komplecie-net.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-9219099716316982106</id><published>2010-10-16T12:10:00.000+02:00</published><updated>2010-10-16T12:13:23.997+02:00</updated><title type='text'>Kciukgate 2-Powrót</title><content type='html'>Zgodnie z wczorajszą zapowiedzią właśnie nastawiłem wodę na kawę i siadam do klawiatury.&lt;br /&gt;Trochę wolno mi to pisanie idzie, ale mam nadzieje,że wkrótce nabiorę wprawy.&lt;br /&gt;Żeby nie wprowadzać histerycznej atmosfery uspokajam ,ze mój pobyt w szpitalu był od dawna zaplanowany i generalnie nic takiego się nie stało.&lt;br /&gt;To po prostu bezpośrednia kontynuacja wydarzeń, o których wspominałem kiedyś w poście pt. „Kciukgate”.&lt;br /&gt;Na operację miałem już pójść kilka miesięcy temu,ale przełożyłem ją żeby nie zostawiać mojego babińca.&lt;br /&gt;W końcu jednak nadszedł moment z gatunku „teraz albo nigdy”. Ponieważ wiedziałem, że przez jakiś czas będę „niezdatny” do cięższych albo bardziej precyzyjnych prac, rzuciłem się do roboty.&lt;br /&gt;Przygotowanie ogrodu do zimy, porządki w piwnicy, zamówienie węgla i tysiąc pięćset czterdzieści trzy inne sprawy, które do tej pory odwlekałem, teraz pochłonęły mnie całkowicie.&lt;br /&gt;Noc przed pójściem do szpitala spędziłem na wstawaniu do dziewczynek i walce z instalacją CO. Najpierw nie mogłem rozpalić w piecu, potem okazało się,że instalacja jest zapowietrzona a kiedy zacząłem dopuszczać wodę to zaczęło zalewać kotłownię... i tak dalej i tak dalej.&lt;br /&gt;A,że do tego zbiegło się to w czasie z bardzo trudnym okresem w pracy to naprawdę nawet nie miałem siły Was uprzedzić,że na chwilę zamilknę.&lt;br /&gt;Inna sprawa,że plan miałem wprost przeciwny.&lt;br /&gt;Niedawno dostałem służbowego netbooka z bezprzewodowym dostępem do internetu i nastawiałem się na ostre blogowanie w szpitalu.&lt;br /&gt;No, ale Garbaty to przecież człowiek, którego szczęście uważa ,że wystarczająco napracowało się przy in vitro. I od tego czasu jest na urlopie.&lt;br /&gt;I sprzęt, po zaledwie trzykrotnym odpaleniu wylądował w serwisie gdzieś po Budapesztem.&lt;br /&gt;Cóż było robić.&lt;br /&gt;Cofnąłem się do czasów średniowiecza i zapakowałem do torby zeszyt i ołówek.&lt;br /&gt;A potem koleżanka małżonka odstawiła mnie do szpitala.&lt;br /&gt;Czułem się trochę tak jakbym jechał na urlop.&lt;br /&gt;Jakoś w ogóle nie myślałem o tym, że może mnie boleć, że szpital itd.&lt;br /&gt;Myślałem o tym,że wreszcie wyrwę się z otępiającej prozy pracy i trochę powysypiam.&lt;br /&gt;No i jeszcze perspektywa odzyskania sprawności kciuka!&lt;br /&gt;Chociaż jak pomyślałem co mi będą z nim wyczyniać to robiło mi się lekko słabo.&lt;br /&gt;Humor siadł mi jednak zaraz po przyjęciu do szpitala kiedy usłyszałem od chirurga&lt;br /&gt;-To co jednak pan chce? Ja to na pana miejscu bym się zastanawiał.&lt;br /&gt;Krew mnie zalała, bo rzeczywiście decyzja, z wielu względów, nie była łatwa. Byłem po konsultacjach z kilkoma specjalistami i w końcu ten sam lekarz uznał,że warto spróbować.&lt;br /&gt;No a teraz wydziwia.&lt;br /&gt;-Panie doktorze, ja też się waham. Ale ku czemu pan się skłania?&lt;br /&gt;-A pan?&lt;br /&gt;No masz babo placek.&lt;br /&gt;-No, ja jestem minimalnie za.&lt;br /&gt;-No, dobra, to robimy.&lt;br /&gt;-Świetnie. To co, tak jak pan mówił, dzisiaj?&lt;br /&gt;-Zobaczymy. Niech pan idzie na salę i poczeka.&lt;br /&gt;Nie wiedziałem wtedy jeszcze jak długo przyjdzie mi poczekać.&lt;br /&gt;Za to już po kilku godzinach strasznie tęskniłem za moimi dziewczynami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cdn&lt;br /&gt;(spokojnie, już piszę :-)-jeszcze dzisiaj kolejny „premierowy odcinek”&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-9219099716316982106?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/9219099716316982106/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/kciukgate-2-powrot.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/9219099716316982106'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/9219099716316982106'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/kciukgate-2-powrot.html' title='Kciukgate 2-Powrót'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-7646110783767446020</id><published>2010-10-15T23:36:00.001+02:00</published><updated>2010-10-15T23:41:30.753+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>No dobra, zanim pójdę spać wrzucę jeszcze drobiazg, który ostatnio zmajstrowałem i który właśnie został zdjęciem profilowym Dzieci Frankensteina na Facebooku.&lt;br /&gt;Ciekaw jestem jak wam się spodoba?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TLjKNwJcf8I/AAAAAAAAALo/kgL63NGGRDE/s1600/dzieci-franka-net.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TLjKNwJcf8I/AAAAAAAAALo/kgL63NGGRDE/s320/dzieci-franka-net.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5528390880208912322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie to chyba niezły motyw na "służbową koszulkę" :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-7646110783767446020?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/7646110783767446020/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/no-dobra-zanim-pojde-spac-wrzuce.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7646110783767446020'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7646110783767446020'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/no-dobra-zanim-pojde-spac-wrzuce.html' title=''/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TLjKNwJcf8I/AAAAAAAAALo/kgL63NGGRDE/s72-c/dzieci-franka-net.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-4898664240108675021</id><published>2010-10-15T19:58:00.004+02:00</published><updated>2010-10-15T20:15:01.232+02:00</updated><title type='text'>Durne stare kocisko</title><content type='html'>Czy może być jakieś sensowne wytłumaczenie tego,ze do tej pory nawet nie skomentowałem nagrody nobla dla prekursora in vitro? I tego,że w tym miesiącu na blogu posucha?&lt;br /&gt;Może.&lt;br /&gt;Kochani, właśnie mnie wypisali ze szpitala i 5 minut temu wszedłem do domu.Nie mam siły teraz szerzej się rozpisywać,ale mam ponad miesiąc zwolnienia więc od jutra zaczynam ostre nadrabianie zaległości.&lt;br /&gt;A nazbierało się tematów, fotek i rysunków.&lt;br /&gt;Przyznam się szczerze,że strasznie mi brakowało bloga przez ostatnie dni. Niestety siedziałem odcięty od netu w małej salce z kolesiem,który uwielbiał oglądać w TV telezakupy i pseudopublicystyczne programy o nastolatkach, które pijane w sztok rzygają w samochodach.&lt;br /&gt;Jednym słowem impreza na całego.&lt;br /&gt;A jej finał, w którym chirurg spytał mnie czy mam ochotę popatrzeć na to co też on wyczynia z moim ciałem to już prawdziwa krwawa ballada :-)&lt;br /&gt;No to do jutra.&lt;br /&gt;ps.&lt;br /&gt;A co odpowiedział Garbaty łapiduchowi?&lt;br /&gt;"Aaaa,  dobra! Pokazuj pan!"&lt;br /&gt;... i teraz naparwdę tego żałuje.&lt;br /&gt;Jak to mówią "ciekawość zabiła kota"&lt;br /&gt;Miau.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-4898664240108675021?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/4898664240108675021/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/czy-moze-byc-jakies-sensowne.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/4898664240108675021'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/4898664240108675021'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/czy-moze-byc-jakies-sensowne.html' title='Durne stare kocisko'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-2499344629296470320</id><published>2010-10-01T08:16:00.000+02:00</published><updated>2010-10-01T08:18:52.850+02:00</updated><title type='text'>Zasłyszane</title><content type='html'>"-Tato, tato a co przynoszą bociany?&lt;br /&gt; -Chaos i zniszczenie synu."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;:-)))))))))))))))))))&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-2499344629296470320?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/2499344629296470320/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/zasyszane.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2499344629296470320'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2499344629296470320'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/10/zasyszane.html' title='Zasłyszane'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-7096217020316464616</id><published>2010-09-30T10:30:00.001+02:00</published><updated>2010-09-30T10:31:37.058+02:00</updated><title type='text'>Zmywarkowa łamigłówka</title><content type='html'>Nie  wiem co tak bardzo fascynuje dzieci w zwyczajnej zmywarce do naczyń?&lt;br /&gt;Wiem jedno. Wystarczy,że tylko ją otworzę a  w moją stronę pędzą dwa małe pohukujące i raczkujące pociski.&lt;br /&gt;Chwilę później małe dłonie zaciskają się na tłustych talerzach i zaczyna się cyrk.&lt;br /&gt;Bo przecież najlepsza rozrywka na świecie to uwiesić się na górnym koszu, w którym są kubki, szklanki i kieliszki. A kiedy głupi tata zepsuje zabawę można jeszcze zmylić go szybkim zwodem i między jego nogami dopaść klapy, na którą ściekają resztki, kawy, herbaty,soku...&lt;br /&gt;Małe dłonie mają zastanawiającą umiejętność bardzo skutecznego rozbryzgiwania tej burej mieszaniny na wszystkie strony i pozostawiania zastanawiająco dużych plam na wszystkim dookoła.&lt;br /&gt;Efekt tego jest taki,że każda próba zapakowania brudnych naczyń do zmywarki to czynność skomplikowana logistycznie i wymagająca wymyślnej strategii, zmysłu taktycznego o raz dobrego refleksu.&lt;br /&gt;Bo o ile schowanie pojedynczego kubka czy talerza jest w miarę proste i zajmuje tylko tyle czasu ile dzieci potrzebują by przeczołgać się przez połowę pokoju to już większe pakowanie...&lt;br /&gt;A więc najpierw trzeba usiąść i poobserwować dzieci.&lt;br /&gt;Potem tak jakby nigdy nic pozbierać brudne klamoty i poustawiać na szafce w przemyślanej kolejności i konfiguracji.&lt;br /&gt;Najpierw te , które idą do dolnego zasobnika a potem te do górnego.&lt;br /&gt;Następnie mała rozgrzewka, rozruszanie nadgarstków, stawów barkowych i łokciowych.&lt;br /&gt;Kontrolne spojrzenie na dzieciaki pochłonięte zabawą, głęboki wdech i...... AKCJA!&lt;br /&gt;Nie ma sensu próbować zrobić to bezszelestnie bo i tak zawsze coś brzęknie, zazgrzyta, zadzwoni czy stuknie.&lt;br /&gt;A więc mocnym szarpnięciem otwieram klapę, druga ręką wysuwając dolny zasobnik.&lt;br /&gt;W oddali słyszę dwa radosne fuknięcia.&lt;br /&gt;Najpierw duże talerze. Ładuje oburącz bo tak szybciej. To znaczy -jedna ręka jeden talerz.&lt;br /&gt;To trochę ryzykowne bo są tłuste, ale ja przecież lubię życie na krawędzi.&lt;br /&gt;Pełne entuzjazmu fukanie jest coraz bliżej.&lt;br /&gt;Dobra! Teraz sztućce do specjalnego koszyka. Robi się nerwowo bo odgłos małych dłoni klapiących o podłogę zbliża się coraz szybciej.&lt;br /&gt;Jeszcze miseczki, spodeczki małe talerzyki.&lt;br /&gt;Dzieciaki wypadają zza szafki i nawiązują kontakt wzrokowy.&lt;br /&gt;Mam już tylko kilka sekund.&lt;br /&gt;Wrzucam jeszcze co popadnie, wsuwam dolny zasobnik i wysuwam górny.&lt;br /&gt;Jeszcze mam przewagę bo do niego jest znacznie trudniej sięgnąć.&lt;br /&gt;Stukanie małych kolanek o podłogę słyszę już za swoimi plecami.&lt;br /&gt;Ładuję kubki, szklanki, kieliszki, kufle zastanawiając się skąd ich się tyle wzięło skoro ostatnio prawie nie pijemy alkoholu.&lt;br /&gt;W tym momencie pierwsza mała łapka uderza uderza w klapę zmywarki rozbryzgując to co ścieka z naczyń.&lt;br /&gt;Przez chwilę próbuje jeszcze obrony strefa blokując dzieciom dostęp do zmywarki nogami.&lt;br /&gt;Słysze gniewne i zniecierpliwione parsknięcia.&lt;br /&gt;A jednak próba powstrzymania tych małych karaluchów przypomina walkę z wodą.&lt;br /&gt;Jakby się człowiek nie zastawiał i tak się przedrą.&lt;br /&gt;Kiedy jedna z córek staje na nogi przytrzymując się mojej nogawki wiem,że  mój czas się skończył.&lt;br /&gt;Za chwilę może uczepić się górnego kosza i będzie groźnie.&lt;br /&gt;Odsuwam więc noga jedna z pociech a wolna ręką łapię drugą i próbuję kolanem zamknąć klapę.&lt;br /&gt;To tylko pisze się tak prosto.&lt;br /&gt;Bo jeszcze trzeba uważać na małe paluszki, których właścicielki uważają,że powinny tkwić w zwężającej się szczelinie.&lt;br /&gt;Uffffff.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-7096217020316464616?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/7096217020316464616/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/09/zmywarkowa-amigowka.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7096217020316464616'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7096217020316464616'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/09/zmywarkowa-amigowka.html' title='Zmywarkowa łamigłówka'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-3104963642080212146</id><published>2010-09-28T20:58:00.000+02:00</published><updated>2010-09-28T21:02:26.102+02:00</updated><title type='text'>Magia reklamy</title><content type='html'>Wiele razy słyszałem o tym w jaki sposób reklamy telewizyjne działają na dzieci. A jednak wiedzieć a zobaczyć na własne oczy to dwie różne sprawy.&lt;br /&gt;Myślałem,że takie problemy pojawiają się kiedy dzieci są trochę starsze.&lt;br /&gt;Jednak to co teraz obserwuję  zaczyna mnie niepokoić.&lt;br /&gt;Bawię się z dzieciakami na macie zerkając na program informacyjny w telewizji.&lt;br /&gt;Dziewczynki roześmiane, rozbawione. Turlamy sobie piłeczki po całej podłodze.&lt;br /&gt;Łapią je i podrzucają, zaśmiewając się w głos.&lt;br /&gt;Którejś podwinęła się rączka  i zaryła nosem w podłogę. Dziecko łka ja pocieszam i po chwili powracamy do przerwanego meczu. &lt;br /&gt;Znowu słychać radosny szczebiot i parskanie oraz odgłosy odbijania miniaturki piłki do koszykówki.&lt;br /&gt;Nawet nie zauważyłem ,że program został przerwany przez blok reklamowy.&lt;br /&gt;A jednak zanim się zorientowałem siedziałem sam jak palant na środku podłogi.&lt;br /&gt;Słyszałem tylko oddalający się odgłos raczkujących pociech, które zmierzały w stronę telewizora.&lt;br /&gt;Po podłodze powoli toczyła się porzucona piłeczka.&lt;br /&gt;Jak pomarańczowy wyrzut sumienia.&lt;br /&gt;Niebieskawa poświata  ekranu oświetlała dwie malutkie twarzyczki nadając spojrzeniom moich córek dziwnie nieprzytomny wygląd.&lt;br /&gt;-Hej dziewczynki!-zawołałem próbując przyciągnąć ich uwagę.&lt;br /&gt;Nic.&lt;br /&gt;-Dziewczyny!!!&lt;br /&gt;Nie, przecież ważniejsza od taty jest ta pani ze źle zdubingowanej reklamy niemieckiego proszku do prania.&lt;br /&gt;-Hej! Laski!-teraz wołałem już naprawdę głośno stukając zachęcająco piłeczką o podłogę.&lt;br /&gt;Dzieci były jednak zbyt pochłonięte informacją o niesamowitej przecenie samochodu, na który ich ojca i tak nigdy nie będzie stać.&lt;br /&gt;-Widzisz to?-jęknąłem do koleżanki małżonki.&lt;br /&gt;-Niestety.&lt;br /&gt;-Jakaś mroczna siłą nam dzieci kradnie! No powiedz mi ,że w tym nie ma jakiś sygnałów podprogowych!&lt;br /&gt;-Nie przesadzaj, kolorowe obrazki z głośną muzyką...&lt;br /&gt;-Teledyski też są kolorowe psiakrew!&lt;br /&gt;Desperacko pchnąłem piłkę w stronę dzieci i gwałtownie zamachałem rekami.&lt;br /&gt;Piłka potoczyła się i uderzyła jedną z córek w nogę.&lt;br /&gt;Ta drgnęła i wreszcie spojrzała w moją stronę.&lt;br /&gt;Na ułamek sekundy.&lt;br /&gt;Chwilę później z zainteresowaniem przyswajała wiedzę o tym,że tatulo jest nieodpowiedzialnym człowiekiem ponieważ nie ma wykupionej polisy na życie.&lt;br /&gt;-No nieeee, jeżeli wasza niezależność finansowa ma być związana z nastawaniem na moje życie to koniec z tym!&lt;br /&gt;Sięgnąłem po pilota i wyłączyłem telewizor.&lt;br /&gt;Dzieci, nieco zaskoczone i chyba rozczarowane, zamrugały oczętami.&lt;br /&gt;Czar został zdjęty. Znowu stałem się widzialny i słyszalny.&lt;br /&gt;Już po chwili niezdarnie rzucona piłka odbiła się od główki siostry, potem od nogi stołowej i potoczyła do moich stóp.&lt;br /&gt;Podniosłem ją i podrzucając w dłoni zadumałem się nad tym czego byłem przed chwilą świadkiem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-3104963642080212146?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/3104963642080212146/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/09/magia-reklamy.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/3104963642080212146'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/3104963642080212146'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/09/magia-reklamy.html' title='Magia reklamy'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-6688076336840354755</id><published>2010-09-28T20:44:00.003+02:00</published><updated>2010-09-28T20:55:33.569+02:00</updated><title type='text'>Hevisaurus-łoooo matkoo!!!!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TKI5npd3hAI/AAAAAAAAALg/A409bmwwUI8/s1600/Hevisaurus_akcji_Metal_4604077.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 229px;" src="http://2.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TKI5npd3hAI/AAAAAAAAALg/A409bmwwUI8/s320/Hevisaurus_akcji_Metal_4604077.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5522039446418457602" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Miałem ci ja dzisiaj plan żeby poruszyć pewien mniej sieriozny temat,ale tym razem scenariusz napisało życie.&lt;br /&gt;I ten odcinek telenoweli , zwanej życiem, wreszcie jest śmieszny i sympatyczny.&lt;br /&gt;„Cztery dinozaury i smok czyli heavymetalowa grupa Hevisaurus bije rekordy w rodzimej Finlandii”-takiemu nagłówkowi oprzeć się nie mogłem!&lt;br /&gt;Kapela, która gra metal dla... dzieci wydała niedawno swój drugi album. Już ma status złotej płyty i jest określana mianem największej sensacji w muzyce dla dzieci.&lt;br /&gt;Mało tego -zajmuje trzecie miejsce na liście najczęściej sprzedawanych płyt w Finlandii.&lt;br /&gt;Muzycy występują przebrani i zamaskowani więc nie tylko muzyczne skojarzenia z Kiss są tu na miejscu.&lt;br /&gt;A tekstowo podobno typowo „dziecięco”. Nikt nie napisał dokładniej ,ale podejrzewam,że panowie śpiewają o zaletach mycia zebów i o tym ,że mamy trzeba słuchać.&lt;br /&gt;W każdym razie z grupa współpracują m.in. Perttu Kivilaakso z  (Apocalyptica), Janne Wirman (Children Of Bodom),, Janne "Burton" Puurtinen (H.I.M.), Elias Viljanen (Sonata Arctica) i Nino Laurenne (Thunderstone).&lt;br /&gt;A więc można.&lt;br /&gt;Nie „Fasolki”, nie „Arka Noego” ani Majka Jeżowska.&lt;br /&gt;Tylko:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://muzyka.interia.pl/metal/news/hevisaurus-metal-dla-dzieci,1536854,47"&gt;&lt;br /&gt;http://muzyka.interia.pl/metal/news/hevisaurus-metal-dla-dzieci,1536854,47&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Puściłem fragment ich występu szefowi redakcji muzycznej, który sam jest zapalonym „metalurgiem”.&lt;br /&gt;Oczy chłopina miał jak spodki a szczęka dyndała mu się w okolicach bioder&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-6688076336840354755?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/6688076336840354755/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/09/hevisaurus-oooo-matkoo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/6688076336840354755'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/6688076336840354755'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/09/hevisaurus-oooo-matkoo.html' title='Hevisaurus-łoooo matkoo!!!!'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TKI5npd3hAI/AAAAAAAAALg/A409bmwwUI8/s72-c/Hevisaurus_akcji_Metal_4604077.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-7270147710257824626</id><published>2010-09-27T20:35:00.000+02:00</published><updated>2010-09-27T20:39:45.294+02:00</updated><title type='text'>Sąd kościelny</title><content type='html'>No i stało się. Temat in vitro wraca do sejmu. Wakacje się skończyły. Skończyła się żałoba, zniknął krzyż. I ja też powoli budzę się z letargu. Wiem,że na blogu tego za bardzo nie widać,ale szykuję kilka niespodzianek dla tych najwierniejszych czytelników, którzy mimo spadku formy i ciągłości narracji ciągle tu zaglądają. Praca nad książką od kilku dni idzie pełną parą. Kurcze nie spodziewałem się ,że to będzie tak długo trwało,ale teraz się zawziąłem. Tak więc już niedługo dam wam poczytać kilka premierowych  fragmentów. Ciekaw jestem ja je ocenicie. Zacząłem też pracę nad demówką wersji audio.  No i zaczynam remanenty w różnych szkicach postów , które kiedyś tam zacząłem pisać a potem jakoś tam wszystko ugrzęzło w rozmemłanej  codzienności. Wydarzenia ostatnich tygodni i miesięcy sprawiły,że nawet nie miałem ochoty publicznie zabierać głosu. Kolejne tragedie, kolejnych, ludzi, z kolejnych miejscowości, którym dobytek całego życia zabrała woda. Do tego „krzyżgate” i te wszystkie przepychanki „postsmoleńskie”. Strach włączać telewizor. A jednak. Wszystko układa się w pewną całość. Ważną dla tematyki tego blogu. Najpierw słoik z fekaliami rozbity na tablicy upamiętniającej ofiary katastrofy a teraz jeszcze koleś z granatem ręcznym i prawdopodobna konieczność zamknięcia Krakowskiego Przedmieścia. Trąciło to wszystko  tanim, histerycznym ekstremizmem. Tylko jakoś nie było do śmiechu. Chociaż jak czytałem o tym co się działo w Lublinie to trudno nie chichotać. W trakcie kampanii przed wyborami prezydenckimi jeden z przedstawicieli „najmojszości” postawił znak równości między in vitro a aborcją i po mieście jeździł samochód z banerem zarzucającym „gajowemu” chęć mordowania dzieci. Takie działanie spotkało się z ostrą reakcją jednego z lokalnych, platformianych polityków, który autorów owego działania określił jako , za przeproszeniem , „ateistów” i „praktykujących niewierzących”. A owi chyba nie do końca rozumiejąc co im się zarzuca pozwali gościa do ... sądu kościelnego. Pozwany, chyba też religijny, oświadczył ,że przed sądem oczywiście się stawi. I znowu, podobnie jak w sprawie krzyża przed pałacem prezydenckim, kościół został wmanewrowany w małostkowa polityczną bijatykę.  Mogę sobie być krytyczny wobec instytucji ,ale doprawdy takiej sytuacji nie zazdroszczę. Z kolei różne środowiska zaczynają naciskać na spełnienie obietnic wyborczych związanych z refundacją in vitro. Tyle,że mam wrażenie,że mylą im się obietnice rządowe z prezydenckimi. Kandydat na prezydenta naobiecywał a rząd? Chociaż minister Rostkowski stwierdził niedawno, że jeżeli chodzi o stronę finansową to nie ma problemu. Pewnie zebrał za to joby bo przecież w przypadku tak trudnego „tematu” wystarczyłoby stwierdzić „ w chwili obecnej sytuacja finansowa państwa nie pozwala...” i woda zostałaby spuszczona. i nawet trudno byłoby się czepiać bo przecież „chcieli dobrze tyle,że...”. A teraz? Przypomina mi się scena z ubiegłego lata kiedy opowiedzieliśmy pewnym znajomym, że w pękatym bebzunku koleżanka małżonka nosi Dzieci Frankesteina. Wysłuchali i zamilkli. A potem kolega kiwając się nad kończącą się flaszką  „żołądkowej” mruknął: -In vitro- trudny temat. Trudny temat. No pewnie ,że trudny. To co lepiej milczeć?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-7270147710257824626?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/7270147710257824626/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/09/sad-koscielny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7270147710257824626'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7270147710257824626'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/09/sad-koscielny.html' title='Sąd kościelny'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-6480772405653573695</id><published>2010-09-27T20:08:00.006+02:00</published><updated>2010-09-27T20:35:16.699+02:00</updated><title type='text'>C.D.</title><content type='html'>Z mostu zszedłem już nieźle nawilżony. W kiosku kupiłem tabletki od bólu głowy i jakoś dowlokłem się do samochodu. Łeb mi dosłownie rozsadzało. Wsiadłem i od razu włączyłem dmuchawę, żeby szyby nie zaparowały do końca, a potem łyknąłem tabletki popijając je kawą z termosu.&lt;br /&gt;Solidna dawka kofeiny trochę mnie otrzeźwiła,ale i tak czułem się parszywie. Lało coraz mocniej. Wycieraczki skrzypiały a GPS zastanawiał się ileż to czasu zajmie mi powrót do domu.&lt;br /&gt;-I tak jak zawsze się pomylisz- warknąłem do niego prowokacyjnie,ale kompletnie mnie zignorował.&lt;br /&gt;Stanąłem na czerwonym świetle i zacząłem przeglądać etui z płytami w poszukiwaniu czegoś co mnie nieco postawi na nogi.&lt;br /&gt;„A Matter of Life and Death” Iron Maiden-  czemu nie? Już po chwili bas Steve'a Harrisa bulgotał w głośnikach splatając się z dudnieniem perkusji Nicko McBrain'a.&lt;br /&gt;Żelazna Dziewica nabierała rozpędu.&lt;br /&gt;Ja też. Aż po granicę 83 km/h.&lt;br /&gt;Deszcz padał coraz mocniej więc i tak nie dało się jechać szybciej. Wpasowałem się w kolumnę pojazdów i powoli toczyłem do domu. Jednym słowem miałem sporo czasu na rozmyślanie. Myślałem o córkach, przyszłości, blogu, pracy... oraz o tym co działo się w Warszawie.&lt;br /&gt;Czułem jakiś dyskomfort związany z tym w jakim charakterze tam wystąpiłem. A jednak nie do końca potrafiłem określić z czym był związany. Jak wspomniałem miałem na te rozmyślania sporo czasu więc w końcu myśl zaczęła się krystalizować. Przypomniałem sobie jak to prężyłem się przed mediami i opowiadałem o tym jak to „facet powinien zerwać ze stereotypami” i „przyjąć wszystko na klatę”.&lt;br /&gt;Mądrzyłem się okropecznie a jednocześnie podkreślałem,że akurat w naszym przypadku nie zdiagnozowano prawdziwej przyczyny kłopotów z dochowaniem się potomstwa. Co trochę rozczarowywało dziennikarzy, którym przedstawiono mnie jako „tego co to miał problemy”.&lt;br /&gt;No to miałem czy nie? Teraz mam problem ze sobą bo zdałem sobie sprawę,że mimo iż Garbaty pozuje na takiego wyzwolonego, luzackiego, z dystansem i tak dalej to w rzeczywistości jest takim samym zakompleksiałym samcem jak większość facetów. Pewnie,że nie robiłem dramatu z tego,że trzeba się zbadać. Trzeba to trzeba.&lt;br /&gt;Że warunki są dalekie od komfortowych i całą procedura jest krepująca? Trudno!&lt;br /&gt;A jednak czemu tak podkreślałem ten swój „brak konkretnego problemu”? Co mi zależało? Dla dobra kampanii wypadało sobie darować te wyjaśnienia. Tym bardziej,że brak diagnozy nie oznaczał przecież ,że nie było problemu. Więc może był?&lt;br /&gt;-Garbaty, ty obłudny ściemniaczu!-westchnąłem, głęboko rozczarowany własną postawa i osobą. Odbicie w lusterku wstecznym zmierzyło mnie ponurym spojrzeniem zaczerwienionych ze zmęczenia oczu.&lt;br /&gt;A łeb dalej bolał. A deszcz dalej padał. A ja dalej rozmyślałem. Miałem przecież czas.  Odmierzany przez miarowe i niespieszne skrzypienie wycieraczek. Myślałem o własnej hipokryzji i pocieszałem się,że nie była ona do końca świadoma. A jednak. Kiedy w blogu poruszałem „trudny męski temat” to zawsze musiałem go okrasić mocniejszym słowem, rzucić trochę miecha, pozgrywać „kieszonkowego macho”. Taka podświadoma kompensacja. Oddając się tej samokrytyce łyknąłem kolejne dwie tabletki przeciwbólowe i popiłem je letnia kawą z kubka.&lt;br /&gt;Był to już kolejny kubek. Mój pęcherz sygnalizował to bardzo dobitnie. Szkoda mi jednak było czasu na zatrzymywanie się na stacji benzynowej i postanowiłem,że zatrzymam się na najbliższej drodze dojazdowej.&lt;br /&gt;Tyle,że wszystkie były opanowane przez ludzi sprzedających grzyby. Kilometry mijały a ja mijałem kolejne zjazdy zastawione wiadrami, koszami, kubłami, słoikami pilnowanymi przez zakapturzone i skulone postacie.&lt;br /&gt;Powoli zapominałem o bólu głowy.&lt;br /&gt;Stłumił go ból pęcherza.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-6480772405653573695?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/6480772405653573695/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/09/cd.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/6480772405653573695'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/6480772405653573695'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/09/cd.html' title='C.D.'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-6201808782945152342</id><published>2010-09-16T06:54:00.003+02:00</published><updated>2010-09-16T07:20:57.368+02:00</updated><title type='text'>Piszmów Garbaty</title><content type='html'>Z miną luzaka i światowca ustawiłem się przed kamerą a potem starałem wypowiadać w miarę składnie i po polsku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tak mieliśmy problemy, leczyliśmy się...”&lt;br /&gt;„To powszechny problem i nie rozumiem czemu faceci wstydzą się o tym mówić...”&lt;br /&gt;„Blog zacząłem pisać ponieważ...”&lt;br /&gt;„Co bym poradził mężczyznom, w podobnej sytuacji? Hmm... „&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co ja jakiś pieprzony guru jestem?&lt;br /&gt;Pieprzyłem jakieś głodne kawałki czując się jak idiota. O tym, „że badania są krępujące ,ale przecież...”&lt;br /&gt;W końcu reporter pokiwał głową i dał sygnał,że wystarczy.&lt;br /&gt;-Dobra ograj nas jeszcze żeby było na przebitki- mruknął do operatora i po chwili z poczuciem ulgi wracałem na salę.&lt;br /&gt;Na schodach poczułem ,że ktoś klepie mnie po ramieniu.&lt;br /&gt; -Jeszcze Polsat by chciał...&lt;br /&gt;No dobra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tak trwało to kilka lat...”&lt;br /&gt;„Momentami było ciężko...”&lt;br /&gt;„Nie jest to temat do rozmów z kumplami przy piwie...”&lt;br /&gt;„Usłyszeć słowo TATA to jest...”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co ja tu mogę nowego i mądrego powiedzieć? Każdy kto usłyszał wie. A ci którzy nie mieli okazji albo wzruszą ramionami albo się zdołują.&lt;br /&gt;Chwilę później podeszła kolejna ekipa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Ten problem w równym stopniu dotyczy kobiet jak i mężczyzn...”&lt;br /&gt;„ To,że ktoś ma wielkie bicepsy nie znaczy, że nie może mieć z tym problemu...”&lt;br /&gt;„Co to znaczy ,że się wstydzą? To przecież ludzka sprawa. Choroba. Angina też jest przykra...” „ „Jak jesteś prawdziwym facetem to się zbadaj. Niezależnie od tego jak to jest krepujące weź to na klatę...”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; No i tyle.&lt;br /&gt;Kiedy wróciłem na salę mój sąsiad przy stoliku, znudzony sączył wodę ze szklanki.&lt;br /&gt;-No ten prelegent to się uparł wszystkich uśpić- mruczał zgryźliwie.&lt;br /&gt;Nie bez racji. Kolejne wystąpienia były na szczęście znacznie ciekawsze. Ubawiłem się słuchając jak „medycy publiczni” wbijają między wierszami szpile „prywaciarzom” i na odwrót.&lt;br /&gt;Najbardziej spodobała mi się wypowiedź specjalistki od psychoterapii ,która specjalizuje się w pomaganiu parom zmagającym się z niepłodnością. Słuchając o tym, że przeżywają stres podobny do tego jaki przechodzą pacjenci onkologiczni oraz o pełnej gruboskórnych żartów presji otoczenia w stylu „ jak ty nie możesz to może koledzy pomogą he,he, he” żałowałem,że podczas naszej terapii i nie trafiliśmy do takiego lekarza.&lt;br /&gt;Jedyna wizyta u psychologa jaką odbyliśmy skutecznie nas zniechęciła do kolejnych. Jakieś truizmy i pseudorelaksujące ćwiczenia...&lt;br /&gt;Byłem ciekaw kto zabierze głos jako następny. W tym momencie zorientowałem się,że gdzieś zapodziałem swój scenariusz. Zajrzałem więc przez ramię sąsiadowi, którego egzemplarz leżał na stoliku.&lt;br /&gt;„A teraz prowadzący spyta przedstawiciela pacjentów...”&lt;br /&gt;Aha. Więc teraz moja wielka chwila. Jakoś nie czułem się gotowy.&lt;br /&gt;Dostałem w łapę mikrofon i poczułem pustkę w głowie. Wydukałem więc coś na temat tego,że prelegentka praktycznie wyczerpała temat .A potem zacząłem coś tam stękać. Po tych wszystkich wywiadach cały czas miałem jednak wrażenie,że się powtarzam i wypadam nieszczególnie.&lt;br /&gt;Coś tam wspomniałem o blogu mając nadzieję,że nie wyjdę na autoreklamiarza. Na szczęście prowadzący rzucił mi kilka pytań ratunkowych i jakoś poszło. Po zakończeniu któryś z lekarzy nawet poklepał mnie po ramieniu i stwierdził,że to było dobre wystąpienie.&lt;br /&gt;Gdybym był psem to bym chyba zamerdał ogonem.&lt;br /&gt;Potem wszyscy wyszli z sali na poczęstunek i odzyskałem anonimowość. Uff.&lt;br /&gt;Przez moment czekałem czy nie podejdzie jeszcze ktoś z mediów,ale poza sympatycznym panem z radiowej „jedynki”, z którym wymieniliśmy się wizytówkami już nikt nie interesował się moją skromną osobą.&lt;br /&gt; I dobrze. Pasowało mi to. Ból głowy, który godzinę temu był tylko lekkim ćmieniem teraz już dudnił w skroniach z siłą solidnego trashmetalowego bandu.&lt;br /&gt;Ktoś tam mi uścisnął dłoń, ktoś podziękował i powoli zacząłem zbierać się do wyjścia. Nie chciałem jednak wychodzić bez pożegnania. Zamieniłem więc kilka słów z moim sąsiadem „od stolika”.&lt;br /&gt;-Psiakrew, żona już pojechała, straciłem transport do domu- narzekał  niezadowolony&lt;br /&gt;-A gdzie mieszkasz- zagadnąłem. Okazało się ,że w tej samej dzielnicy, do której się wybieram. Zaproponowałem więc podwózkę. Ucieszył się.&lt;br /&gt;Jednak mina mu zrzedła kiedy usłyszał.&lt;br /&gt;-Tylko wiesz, będziemy musieli trochę się przejść. Samochód mam po drugiej stronie Wisły.&lt;br /&gt;-Jak to po drugiej stronie?-miał taką minę jakbym oświadczył,że przyleciałem z planety K-Pax. Zrobiłem więc minę godną Kevina Spacey.&lt;br /&gt;-Bo ja naprawdę lubię spacerować.&lt;br /&gt;On chyba mniej . Po chwili przypomniał sobie,że zapomniał o jakimś spotkaniu i grzecznie podziękował za moją propozycję.&lt;br /&gt;Pożegnałem się więc i ruszyłem w drogę. Deszcz lekko siąpił.&lt;br /&gt;„To nawet dobrze, dotyk chłodnych kropel łagodzi ból głowy” pomyślałem zarzucając plecak na plecy.&lt;br /&gt;Facet w marynarce i z plecakiem zazwyczaj wygląda idiotycznie ,ale co tam. Zna mnie tu ktoś?&lt;br /&gt;Po kilku minutach okazało się,że ten ktoś na górze, który jakoś mnie nie lubi, jeszcze nie zrezygnował. Lunęło naprawdę mocno. Dokładnie kiedy byłem w połowie mostu.&lt;br /&gt;Czując jak marynarka nasiąka woda rozmyślałem o swojej doskonałej, oddychającej i kompletnie nieprzemakalnej kurtce.&lt;br /&gt;Tej, która została w bagażniku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-6201808782945152342?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/6201808782945152342/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/09/piszmow-garbaty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/6201808782945152342'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/6201808782945152342'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/09/piszmow-garbaty.html' title='Piszmów Garbaty'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-3017665576983472645</id><published>2010-09-15T20:32:00.000+02:00</published><updated>2010-09-15T20:34:18.509+02:00</updated><title type='text'>Medialny karaluch</title><content type='html'>Serce w gardle, dupa ściśnięta,ale kilometrów powoli ubywało. Wiedziałem już ,że na 10.00 na pewno nie zdążę. Na szczęście konferencja zaczynała się o 11.00. Wyglądało więc na to,że powinienem zdążyć w ostatniej chwili.&lt;br /&gt;W połowie drogi zjechałem na tankowanie. Podjechałem pod dystrybutor i zahamowałem.&lt;br /&gt;W tym momencie usłyszałem potworny chrobot metalu.&lt;br /&gt;Teraz już kląłem długo i ze sporym zaangażowaniem.&lt;br /&gt;Wysiadłem i obejrzałem dokładnie pojazd. Stał pierdzielony jakby nigdy nic. Nic nie odpadło, nic nie wisiało... No co jest do cholery.&lt;br /&gt;Zdenerwowany jak diabli zatankowałem, zapłaciłem i z duszą na ramieniu przekręciłem kluczyk w stacyjce.&lt;br /&gt;Wziąłem głęboki wdech i powoli ruszyłem spod dystrybutora. Serce mi zamarło kiedy upiorny zgrzyt się powtórzył. Jednak po kilku metrach jakby przycichł. Na próbę kilka razy zahamowałem i ruszyłem. Coś zachrobotało i... po chwili samochód jechał jakby nigdy nic.&lt;br /&gt;-Ki diabeł?!- mruknąłem pod nosem.&lt;br /&gt;To znaczy powiedziałem coś innego o podobnym znaczeniu tylko znacznie bardziej niecenzuralnego. Tyle,że po co epatować wulgaryzmami.&lt;br /&gt;Jeszcze przyjdzie na to czas.&lt;br /&gt;Ponieważ wibracje w kierownicy też były zdecydowanie słabsze ruszyłem dalej już troche uspokojony.&lt;br /&gt;Za to coraz bardziej spóźniony.&lt;br /&gt;Mknąc przez kraj z oszałamiającą prędkością 83 km/h analizowałem sytuację i przypomniałem sobie,że kiedy wjeżdżałem na stację samochód lekko zarzuciło na grubym żwirze. Jakiś drobny kamyk musiał się dostać między klocki hamulcowe  i stąd te dźwiękowe ekscesy.&lt;br /&gt;GPS był nieubłagany.&lt;br /&gt;„czas dotarcia 10.22”&lt;br /&gt;Cholera!&lt;br /&gt;Strasznie korciło mnie żeby dodać gazu.&lt;br /&gt;Niestety uaktywniła się moja bogata wyobraźnia. Przed oczami stanęła mi wizja odpadającego koła,  i koziołkującego samochodu wpadającego pod koła rozpędzonego TIR'a. A potem pomyślałem o tym jak wyglądałoby życie mojej babskiej trójcy gdyby...&lt;br /&gt;I poczułem się tak jakby ktoś położył mi na piersi jakiś ogromny ciężar.&lt;br /&gt;-Och żesz kurwaaaaa -westchnąłem czując,że oddychanie przychodzi mi z trudem.&lt;br /&gt;A więc to tak wygląda odpowiedzialność za rodzinę.&lt;br /&gt;I tak już pewnie będzie zawsze.&lt;br /&gt;Łał!&lt;br /&gt;Jednak już bardziej zwolnić nie mogłem.&lt;br /&gt;Chociaż GPS dołował mnie jak tylko umiał.&lt;br /&gt;Odbyłem więc sobie z nim długą rozmowę.&lt;br /&gt;Właściwie był to monolog.&lt;br /&gt;Tyleż niecenzuralny co bezowocny.&lt;br /&gt;Urządzenie nie odniosło się w żaden sposób do mojego potoku żalów i pretensji.&lt;br /&gt;Odpowiedź była oszczędna i bardzo lakoniczna.&lt;br /&gt;„Czas dotarcia 10.25”&lt;br /&gt;-A spierdaaaaadaaalaj!-odparłem jak zwykłe elokwentnie i błyskotliwie.&lt;br /&gt;W tym momencie zaczęła się dwupasmówka.&lt;br /&gt;Razem z nią wróciła nadzieja. Złapałem jakiegoś „zająca” i przekonałem się ,że powyżej stówy wibracje całkowicie znikają.&lt;br /&gt;-Ha! Tamtadadam, tamtadadam, tamdadadam- zanuciłem wagnerowski „Marsz Walkirii”.&lt;br /&gt;Po tym sennym snuciu się za ciężarówkami teraz poczułem, że odżywam.&lt;br /&gt;Kilometrów ubywało,ale pomyślałem ,że uspokoję się dopiero kiedy znajdę się w takiej odległości, która w razie czego będę mógł pokonać biegiem.&lt;br /&gt;GPS był w lekkim taktycznym odwrocie co zdecydowanie poprawiło mi humor.&lt;br /&gt;Trochę obawiałem się tylko czy w Warszawie nie nadzieję się na korki.&lt;br /&gt;A jednak mimo,że na wisłostradzie wyświetlił się komunikat o jakimś zatorze poszło całkiem płynnie.&lt;br /&gt;Teraz nadszedł czas na mój chytry, przynajmniej w teorii, plan. Ponieważ znajomi uprzedzili mnie,że na Foksal mogą być problemy z parkowaniem wymyśliłem sobie,że zostawię samochód na drugim brzegu Wisły.&lt;br /&gt;Tak wiem ,że dla większości ludzi brzmi to niedorzecznie,ale ja naprawdę lubię chodzić. I to szybko.&lt;br /&gt;Przemknąłem po moście i dojechałem do skrzyżowania , które upatrzyłem sobie na planie miasta.&lt;br /&gt;No i zong!&lt;br /&gt;Ulica, w którą chciałem skręcić była całkiem rozkopana i nieprzejezdna.&lt;br /&gt;Znowu zrobiło się nerwowo.&lt;br /&gt;Skręciłem w inną i zawróciłem w stronę rzeki żeby zaparkować w miejscu, które upatrzyłem sobie na zdjęciu satelitarnym.&lt;br /&gt;O naiwności prowincjusza! Nie dość ,że wszędzie zakazy to i tak zero szans na znalezienie wolnego miejsca. Najwyraźniej nie ja jeden próbowałem uniknąć parkowania w płatnej strefie.&lt;br /&gt;W końcu jednak wcisnąłem się w jakieś miejsce na chodniku. Znacznie dalej niż planowałem.&lt;br /&gt;Porwałem plecak i pognałem z powrotem przez most.&lt;br /&gt;Po drodze zadzwoniłem do żony, żeby zameldować ,że mimo „pewnych drobnych problemów” już prawie jestem na miejscu.&lt;br /&gt;-Tylko uważaj kochanie bo zapowiadają straszną ulewę- w jej głosie słychać było czułość i troskę&lt;br /&gt;-Tak wiem, mam w torbie kurtkę...-w tym momencie przypomniałem sobie,że w pośpiechu zostawiłem ją w samochodzie.&lt;br /&gt;No trudno.&lt;br /&gt;To znaczy powiedziałem coś innego, ale po co się powtarzać. Chyba wiadomo nie?&lt;br /&gt;Szybkim marszem zbliżałem się do celu zadowolony,że przynajmniej  GPS już mnie nie denerwuje.&lt;br /&gt;Na miejsce dotarłem kilkanaście minut przed rozpoczęciem konferencji. Prawie zderzając się w drzwiach ze Stefanem Friedmanem.&lt;br /&gt;Ja go poznałem. A on mnie niekoniecznie :-))&lt;br /&gt;-Basi  z „Boćka” szukam!-wydyszałem widząc pierwszą osobę ,która wyglądała na kogoś z organizatorów.&lt;br /&gt;-Ja też- usłyszałem w odpowiedzi.&lt;br /&gt;-No świetnie- kontynuowałem naszą zajmującą pogawędkę.&lt;br /&gt;-Gdzieś tu się kręci. A wie pan jak ona wygląda?&lt;br /&gt;-No w tym właśnie problem,że nie. Znamy się tylko z maila i telefonu.&lt;br /&gt;W końcu ktoś poszedł szukać Basi.&lt;br /&gt;A mój okrutny los zlitował się i postanowił na osłodę ciut polukrować ten dzień:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A pan to od tego blogu? Czytam, czytam”&lt;br /&gt;„Czy pan przypadkiem to nie ten co pisze Dzieci Frankensteina?”&lt;br /&gt;„Ha! To ja odkryłam dla Boćka ten blog! Czytamy z mężem”.&lt;br /&gt;„Kochanie to ten pan od blogu!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Normalnie się zawstydziłem. Bo ja taki trochę dziki jestem.&lt;br /&gt;W międzyczasie znalazła się Basia, która widząc co się dzieje zażartowała,że wygląda na to iż zamiast konferencji o leczeniu niepłodności zorganizowali mi spotkanie autorskie.&lt;br /&gt;Było to wszystko bardzo miłe,ale i trochę kłopotliwe bo przecież pełniłem tam tylko rolę służebną.&lt;br /&gt;Zaraz jednak oberwało mi się ,że jestem tak późno i nie znam scenariusza imprezy.&lt;br /&gt;Próbowałem się nieporadnie tłumaczyć, ale i tak miałem wyrzuty sumienia.&lt;br /&gt;-Dobra masz tu „służbową” koszulkę i scenariusz. I tak zaczniemy z lekkim poślizgiem. Tam jest Radek Brzózka, który będzie cię pytał na konferencji o twoje doświadczenia i tak dalej.&lt;br /&gt;Zajrzałem do sali, w której miał się odbyć boćkowy show i lekko się speszyłem na widok tłumu ludzi, kamer, mikrofonów, reflektorów...&lt;br /&gt;Ktoś wskazał mi miejsce przy stoliku.&lt;br /&gt;Na szczęście tym położonym najbardziej z boku.&lt;br /&gt;Sięgnąłem po szklankę z wodą i rozejrzałem się dyskretnie.&lt;br /&gt;Przy sąsiednich stolikach profesorowie, eksperci, aktorzy, ludzie z Boćka.&lt;br /&gt;No i ja. Z etykietką „pacjent co to miał problemy”.&lt;br /&gt;Tym razem bez traczy w postaci pseudonimu.&lt;br /&gt;Jako bloger czułem się znacznie pewniej a teraz jako „ja, po prostu ja” jakoś tak...&lt;br /&gt;Nie miałem jednak czasu analizować swoich odczuć bo rozbłysły światła, włączył się telebim i prowadzący rozpoczął konferencję.&lt;br /&gt;Po chwili do sali wkroczyła sympatyczna blondynka i przemaszerowała przed całym audytorium prosto do naszego stolika.&lt;br /&gt;Pochyliła się do mnie.&lt;br /&gt;-Czy mógłby pan na chwilę wyjść  z sali bo telewizja chciałaby zrobić wywiad?&lt;br /&gt;Znowu poczułem się niezręcznie i zerknąłem niepewnie na Basię. Wiem ,że to norma,ale nie chciałem żeby wyglądało na to ,że gwiazdorzę i mam „parcie na szkło”.&lt;br /&gt;Basi kiwnęła głową więc zgarbiony przedefilowałem między prelegentami a widownią. Czułem się jak karaluch na środku białej podłogi w momencie, kiedy ktoś zapalił światło.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-3017665576983472645?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/3017665576983472645/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/09/medialny-karaluch.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/3017665576983472645'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/3017665576983472645'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/09/medialny-karaluch.html' title='Medialny karaluch'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-1093162549157557416</id><published>2010-09-13T12:44:00.001+02:00</published><updated>2010-09-13T12:44:40.304+02:00</updated><title type='text'>Kłody pod koła</title><content type='html'>Ostatnio koleżanka małżonka złapała przeziębienie.&lt;br /&gt;Normalnie to tylko niewielka niedogodność, która można załatwić kilkoma rutinoscorbinami, witaminą C i odrobiną czosnku.&lt;br /&gt;A jednak posiadanie dzieci wiele zmienia. I tym razem przyszło mi zmierzyć się z prawdziwą epidemią.&lt;br /&gt;I w ten oto sposób poznałem kilka prawd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a) ssanie smoczka z zatkanym nosem jest raczej niemożliwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;b) zaśnięcie bez smoczka również jest prawie niemożliwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;c) punkty poprzednie skutkują tym, że wszyscy generalnie mamy przesrane&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W związku z powyższą wyliczanką oboje z żoną nabraliśmy  rysów lekko zomboidalnych.&lt;br /&gt;Nie było lekko ,ale też i nie zamierzam popadać w rodzicielską martyrologię.&lt;br /&gt;Ja normalnie jestem „pierwszy w nauce, pierwszy w sporcie i pierwszy w łapaniu choróbsk”.&lt;br /&gt;Tym razem jednak los mnie oszczędził.&lt;br /&gt;Sam nie wiem jakim cudem bo i talk byłem umęczony walką o wolność.&lt;br /&gt;Bo już wkrótce będę wolnym człowiekiem.&lt;br /&gt;Jak tylko skończę ten pieprzony balkonotaras.&lt;br /&gt;W każdym razie przyszło mi wziąć na wątłą klatę całą tę zasmarkaną sytuację.&lt;br /&gt;No i jakoś przez to przeszliśmy.&lt;br /&gt;Od dwóch dni zaczynamy znowu spać.&lt;br /&gt;A w międzyczasie musiałem wyskoczyć do stolicy na konferencję zorganizowaną przez Naszego Bociana.&lt;br /&gt;Strasznie nie chciało mi się jechać i miałem nadzieję,że mi się to upiecze. Tym bardziej,że jakoś nikt się nie odzywał od pewnego czasu.&lt;br /&gt;Ponieważ jednak nie chciałem nikogo wystawić do wiatru zamejlowałem z pytaniem czy będę do czegoś potrzebny.&lt;br /&gt;No i okazało się,że jednak tak i nie ma co robić uników. Pechowo się to wszystko złożyło bo akurat tego dnia naprawdę powinienem być w pracy.&lt;br /&gt;Jednak „boćkowi” się nie odmawia.&lt;br /&gt;Tak więc w środę udało mi się zasnąć tuż przed trzecią. Wyliczyłem sobie ,że aby zdążyć na 10.00 muszę wyjechać przed siódmą.&lt;br /&gt;Budzika nie nastawiłem bo ufam swoim córkom.&lt;br /&gt;One zawsze obudzą mnie ze sporym zapasem czasu.&lt;br /&gt;Pobudka nastąpiła tradycyjnie o szóstej. Przewinąłem, nakarmiłem, ubrałem i puściłem nasz kwękliwy duet na matę edukacyjną a potem poszedłem zanieść żonie złą nowinę.&lt;br /&gt;-Muszę już jechać kochanie.&lt;br /&gt;-Juuuuuuż?- w jej głosie pobrzmiewała rozpacz&lt;br /&gt;-Już, niestety.&lt;br /&gt;-Noooo, doooobraaa. Kurcze ja już naprawdę nie mam siły. Jestem wykończona.&lt;br /&gt;-Słuchaj, jak jest tak źle to może jednak zostanę? Serio mówię.&lt;br /&gt;-Nie, nie. Masz jechać. Tylko ostrożnie.&lt;br /&gt;No to całus na drogę i do samochodu. Współrzędne do GPS' u wbiłem już wieczorem więc ruszyłem ostro w drogę. Wiedziałem, że o tej porze jazda przez miasto nie ma sensu ponieważ remont jednego z wiaduktów spowodował  gigantyczne korki.&lt;br /&gt;Skręciłem więc w leśną drogę, która pozwalała ominąć najgorsze miejsce.&lt;br /&gt;Nawigacja satelitarna trochę zgłupiała i nie wiedzieć czemu pokazała mi trasę o kilkadziesiąt kilometrów dłuższa niż powinna.&lt;br /&gt;„Czas dotarcia-10.30”-ten komunikat lekko mnie zdezorientował.&lt;br /&gt;Dodałem więc gazu omijając jednocześnie dziury w piaszczystej drodze.&lt;br /&gt;Samochód lekko tańczył,ale nie przejmowałem się tym zbytnio koncentrowany na wskazaniach GPS.&lt;br /&gt;„Czas dotarcia 10.10”&lt;br /&gt;Lepiej ,ale też do dupy.&lt;br /&gt;W tym momencie wyszedłem z ostrego zakrętu i lekko zwątpiłem.&lt;br /&gt;Nie wiem co się stało. Czy była to robota ciężarówek wywożących drzewo z lasu czy po prostu znak z nieba,że nie podoba mu się popieranie in vitro.&lt;br /&gt;W każdym razie przed sobą miałem kilkadziesiąt metrów głębokich kolein, zwałów piachu i generalnie czegoś co wyglądało na fragment trasy rajdu Paryż Dakar a nie jakl drogą ,która jeździłem już setki razy.&lt;br /&gt;Wiedziałem,że jeżeli stanę to koniec. Do warszawy już na pewno nie zdążę.&lt;br /&gt;A więc, kontra, redukcja, gaz w podłogę.&lt;br /&gt;Dobrze ,że byłem nieźle rozpędzony,ale i tak przez te kilka sekund nieźle się spociłem.&lt;br /&gt;Po kilku nerwowych chwilach mogłem jednak odetchnąć z ulgą.&lt;br /&gt;Z lekkim poślizgiem pokonałem zakręt i wypadłem na długa i równą prostą.&lt;br /&gt;Żwir drogi stukał w podwozie a samochód nabierał prędkości. Po kilku minutach wypadłem na asfalt.&lt;br /&gt;Tu mogłem jeszcze docisnąć.&lt;br /&gt;GPS radośnie poinformował mnie,że:&lt;br /&gt;„Czas dotarcia 9.45” a pokazywany dystans wreszcie wyglądał rozsądnie.&lt;br /&gt;W tym momencie zdałem sobie sprawę z tego,że co prawda żwir nie łomocze już o podwozie,ale w dalszym ciągu słyszę jakieś niepokojące stukanie.&lt;br /&gt;-O żesz k....a  mać- jęknąłem - Żeby tylko nie kapeć!&lt;br /&gt;Chwilę później zatrzymałem się przed szlabanem na przejeździe kolejowym. Korzystając z okazji wyskoczyłem z samochodu i dokładnie obejrzałem koła. O dziwo wszystkie wyglądały w porządku.&lt;br /&gt;Uspokojony wsiadłem z powrotem wmawiając sobie,że to penie asfalt był pofałdowany.&lt;br /&gt;Po kilku minutach szlaban poszedł w górę i wypadłem na drogę do miasta.&lt;br /&gt;To była  najkrótsza droga prowadząca do wylotu ma „siódemkę”.&lt;br /&gt;Pod warunkiem,że tu nie będzie korka.&lt;br /&gt;Był psiakrew.&lt;br /&gt;-Może to tylko do świateł- westchnąłem z nadzieją i postanowiłem,że zaryzykuję.&lt;br /&gt;Jednak kiedy wjechałem na wzniesienie i zobaczyłem co mnie czeka dalej...&lt;br /&gt;Zawróciłem i po chwili skręciłem w kolejną szutrową drogę. Dłuższą,ale na pewno bez korków.&lt;br /&gt;„Czas dotarcia 9.55”.&lt;br /&gt;Psiakrew trzeba było od razu tędy jechać a tak tylko straciłem bezcenne minuty.&lt;br /&gt;Pedał gazu jakoś tak się sam wcisnął mocniej i samochód wyrwał do przodu podskakując na nierównościach drogi.&lt;br /&gt;Ruch na szczęście był tu żadne więc mogłem „przykozaczyć” i nadrobić chociaż trochę straconego czasu.&lt;br /&gt;Miałem tylko nadzieję,że nie przyłożę miską olejową w żaden kamień. Dwa tygodnie temu dowiedziałem się,że ten akurat model ma miskę aluminiową.&lt;br /&gt;Co oznaczało,że po parkowaniu na bardzo wysokim krawężniku musiałem wydać sporo kasy na naprawę wycieku oleju.&lt;br /&gt;Oj nasłuchałem ja się od przyszywanego szwagra o tym,że jeżdżę jak wariat, że za szybko, że każdy głupek wie,że aluminiowe miski są delikatne i , że to żadne tłumaczenie,że nie wiedziałem ,że takową posiadam.&lt;br /&gt;Ważne ,że naprawił za co mu wielkie dzięki.&lt;br /&gt;Myśląc o tym połykałem kolejne kilometry. Jeszcze chwila i wypadnę na asfalt a potem już droga jak po sznurku...&lt;br /&gt;W tym momencie samochód huknął podwoziem o jakiś większy kamień.&lt;br /&gt;Uderzenie było tak mocne,że poczułem się tak jakby ktoś mnie kopnął w dupę.&lt;br /&gt;Nie tylko fizycznie.&lt;br /&gt;-Ja pieeeeerdoooollęęęęęę!-jęknąłem, co w tej sytuacji chyba było usprawiedliwione.&lt;br /&gt;Wjechałem na asfalt, stanąłem, włączyłem awaryjne światła i zajrzałem pod samochód.&lt;br /&gt;Chyba mi się upiekło. Nie widziałem żadnego wycieku.&lt;br /&gt;Ruszyłem dalej. Na równej, niedawno wyremontowanej drodze samochód szybko się rozpędził.&lt;br /&gt;Nasiliły się również owe dziwne i niepokojące wibracje.&lt;br /&gt;Zwolniłem.&lt;br /&gt;„czas dotarcia 9.58”&lt;br /&gt;Wibracje ustały.&lt;br /&gt;Przyspieszyłem... powróciły. Teraz telepało już całą kierownicą. Znowu się zatrzymałem i zacząłem dokładnie oglądać koła podwozie, zawieszenie i te wszystkie elementy, które dało się w takich warunkach sprawdzić.&lt;br /&gt;Pomyślałem,że ten wyjazd chyba nie jest mi pisany. Miałem ogromną ochotę zawrócić do domu.&lt;br /&gt;Nie było jednak czasu na wielkie zastanawianie. Postanowiłem,że przejadę jeszcze dziesięć kilometrów i wtedy podejmę decyzję.&lt;br /&gt;Szybko ustaliłem,że dopóki jadę wolniej niż 83 kilometry na godzinę to wszystko jest w porządku.&lt;br /&gt;Powyżej jakiejś prędkości też pewnie by zniknęły,ale na razie bałem się sprawdzać.&lt;br /&gt;Całkiem niedawno przechodziłem przegląd rejestracyjny więc raczej wszystko powinno być OK. Amortyzatory, drążki i inne popierdółki były świeżo wymienione.&lt;br /&gt;Może po prostu jakiś kamień utkwił bieżniku opony?&lt;br /&gt;Myśląc o tym jechałem starając się nie przekraczać 83 km/h.&lt;br /&gt;„Czas dotarcia 10.05”&lt;br /&gt;„Czas dotarcia 10.08”&lt;br /&gt;„Czas dotarcia 10.10”&lt;br /&gt;„Czas dotarcia 10.12”...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-1093162549157557416?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/1093162549157557416/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/09/kody-pod-koa.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/1093162549157557416'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/1093162549157557416'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/09/kody-pod-koa.html' title='Kłody pod koła'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-7847878687718090072</id><published>2010-09-02T08:25:00.000+02:00</published><updated>2010-09-02T08:26:59.523+02:00</updated><title type='text'>Pantoflarz? Pantoflaaarz?!!</title><content type='html'>Kolejna „noc na raty”.&lt;br /&gt;Kiedy słyszę opowieści o rówieśniczkach naszych pociech, które bezproblemowo przesypiają całe noce to zaczyna mnie zżerać lekka zazdrość.&lt;br /&gt;Ale dzisiaj nie o tym zamierzam postukać w klawiaturę.&lt;br /&gt;Laski wstały tradycyjnie koło szóstej a że jadły ledwo godzinę wcześniej to i od razu zajęły się swoimi sprawami.&lt;br /&gt;Mnie pozostaje robić za klawisza , który z wysokości wieżyczki nadzoruje i obserwuje.&lt;br /&gt;Bez większych ingerencji.&lt;br /&gt;A więc korzystam z okazji.&lt;br /&gt;Może tym razem uda się coś napisać bez robienia przerw co pół zdania.&lt;br /&gt;Swoją drogą chyba będę musiał w przyszłości skrobnąć posta z zaznaczonymi wszystkimi przerwami :-)&lt;br /&gt;A propos -właśnie się zaczęło.&lt;br /&gt;Najpierw jedna złapała drugą za ucho, potem druga wczołgała się na zabawkę,z której korzystała pierwsza. Wcisnęła w niej kilka przycisków (przerwa) więc siedzę w kakofonii wycia, płaczu oraz wygenerowanych elektronicznie odgłosów rozmaitych zwierząt (przerwa).&lt;br /&gt;A potem ...(długa przerwa) .&lt;br /&gt;No i teraz nawet zapomniałem o czym to niby miałem opowiedzieć.&lt;br /&gt;Aha.&lt;br /&gt;Ale tym razem jeszcze bez zaznaczania kolejnych wymuszonych pauz.&lt;br /&gt;(bardzo dłuuuuga przerwaaaaa)&lt;br /&gt;Dobra to był ostatni raz.&lt;br /&gt;Na napisaniu tych kilku słów zeszła mi prawie godzina,ale teraz dziewczyny walnęły po drinku i podrzemują w leżaczkach.&lt;br /&gt;No to szybko, póki jest okazja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okazuje się ,że nawet księżniczki czasem muszą... no zrobić to co zazwyczaj musimy robić.&lt;br /&gt;Nieprawdą jest jakoby zawartość ich jelit zabierały dobre wróżki.&lt;br /&gt;Niestety.&lt;br /&gt;Nieco zawiedzeni tym faktem uznaliśmy, że nadszedł czas na poważne edukacyjne działania.&lt;br /&gt;W najbliższych dniach zamierzamy zorganizować naszym córkom bardzo poważną kursokonferencję.&lt;br /&gt;Taką z wykładami, ćwiczeniami i warsztatami.&lt;br /&gt;Chociaż może bez filmowania.&lt;br /&gt;Bez przesady.&lt;br /&gt;W każdym razie wczoraj udaliśmy się do specjalistycznego sklepu w celu „nabycia drogą kupna” głównej pomocy naukowej.&lt;br /&gt;Duże pomieszczenie wypełnione po sufit wszystkim tym czego podobno potrzebują dzieci.&lt;br /&gt;Piszę „podobno” ponieważ ma co do tego lekkie wątpliwości.&lt;br /&gt;Nie znałem większości nazw tego co było na półkach regałach i stojakach. A co do zastosowania owych dziwnych przedmiotów...&lt;br /&gt;Wiedza koleżanki małżonki jest znacznie większa, ale i ona błąkała się w tym labiryncie wąskich przejść między setkami wózków, dziesiątkami łóżeczek, niezliczonymi krzesełkami, półkami z pościelą i wieszakami z ciuchami.&lt;br /&gt;Oraz z milionami owych „dziwnych rzeczy co to nie wiadomo do czego służą.&lt;br /&gt;No i ta orgia ostrych kontrastowych kolorów tak charakterystyczna dla „dziecięcego wzornictwa”.&lt;br /&gt;Natłok owych wrażeń wizualnych powoduje,że mój mózg ma problemy z przetwarzaniem danych i zachowuje się jak Windows Vista.&lt;br /&gt;Czyli generalnie nie ma z niego zbyt wielkiego pożytku.&lt;br /&gt;W tych warunkach moja biedna percepcja oświadczyła krótko, że w takich warunkach pracować nie ma zamiaru i wzięła „urlop na żądanie”.&lt;br /&gt;Percepcja koleżanki małżonki natomiast najwyraźniej straciła przytomność.&lt;br /&gt;Na szczęście miła pani z obsługi sklepu pospieszyła nam na ratunek.&lt;br /&gt;-Czy mogę państwu w czymś pomóc?&lt;br /&gt;-Taaak...-oboje próbowaliśmy odwiesić systemy aby wygenerować jakiś składny komunikat.&lt;br /&gt;Pani była cierpliwa, ale czuliśmy jej narastające zniecierpliwienie.&lt;br /&gt;W końcu na szczęście się udało.&lt;br /&gt;-Szukamy nocników.&lt;br /&gt;-A proszę bardzo!- pani wskazała ręką wielki stos znajdujący się w odległości dwóch metrów od nas. &lt;br /&gt;-No tak za bardzo rzucał się w oczy. Nic dziwnego ,że przegapiliśmy- mruknęła mama księżniczek.&lt;br /&gt;Sprzedawczyni była jednak profesjonalistką i tak jakby nic się nie stało zaczęła nam prezentować wyroby i ich zalety.&lt;br /&gt;W końcu wybraliśmy odpowiedni model, przymierzyliśmy, kompatybilną końcówką,  do niego jedną z pociech. Pokiwaliśmy z zadowoleniem głowami.&lt;br /&gt;Teraz pozostały nam jeszcze tylko dwie decyzję do podjęcia.&lt;br /&gt;Pierwsza dotyczyła koloru.&lt;br /&gt;-To co zielony, czerwony, niebieski czy...-zapytała koleżanka małżonka&lt;br /&gt;-Zielony- mruknął garbaty mistrz zwięzłych komunikatów.&lt;br /&gt;-A może czerwony?&lt;br /&gt;-Zielony.&lt;br /&gt;-Na pewno nie niebieski?&lt;br /&gt;-ZIELONY&lt;br /&gt;-Pewny jesteś, bo czerwony...&lt;br /&gt;-Z-I-E-L-O-N-Y&lt;br /&gt;-No dobra.&lt;br /&gt;Czułem się jak macho.&lt;br /&gt;I kto tu jest pantoflarzem? No kto?! KTO?!!!&lt;br /&gt;-Mnie też się najbardziej podoba zielony- oświadczyła koleżanka małżonka takim tonem jakby to ona podjęła ostateczną decyzję.&lt;br /&gt;No i masz.&lt;br /&gt;Nie roztrząsałem jednak tego długo bo nadszedł czas kolejnego wyboru.&lt;br /&gt;-Z pozytywką czy bez?&lt;br /&gt;-Ech, wszystko jedno- mruknąłem lekko zrezygnowany.&lt;br /&gt;Chociaż w mojej głowie kluł się chytry plan.&lt;br /&gt;-To niech będzie z pozytywką!- oświadczyła  żona.&lt;br /&gt;Obie kobiety ruszyły do kasy gdy w pół kroku zatrzymało je moje chrząknięcie.&lt;br /&gt;-Przepraszam?&lt;br /&gt;-?&lt;br /&gt;-A jaki utwór gra pozytywka?&lt;br /&gt;Sprzedawczyni naprawdę była otrzaskana w bojach bo bez mrugnięcia okiem odpowiedział a, że zazwyczaj jest to Lambada.&lt;br /&gt;Pokiwałem głową starając się by moje rozczarowaniem akurat takim wyborem muzycznym producenta było nadto widoczne.&lt;br /&gt;-Rozumiem. A czy istnieje możliwość... no nie wiem... samodzielnej zmiany repertuaru? Może da się tam wgrać jakąś inna empetrójkę albo zrobić to jakoś inaczej?&lt;br /&gt;I tu dziewczyna zasłużyła na mój najwyższy szacunek .&lt;br /&gt;Zamiast popatrzyć na mnie jak na upierdliwego debila po prostu szczerze odparła,że nie ma pojęcia.&lt;br /&gt;Za to koleżanka małżonka zaczęła się jakoś podejrzanie krztusić.&lt;br /&gt;T o jednak nie był koniec mojego występu.&lt;br /&gt;Pokiwałem głową i poważnie stwierdziłem.&lt;br /&gt;-No cóż, trudno. W takim razie niech będzie ten.&lt;br /&gt;Powiedziałem to takim tonem JAKBYM TO JA PODJĄŁ OSTATECZNĄ DECYZJĘ.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-7847878687718090072?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/7847878687718090072/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/09/pantoflarz-pantoflaaarz.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7847878687718090072'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7847878687718090072'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/09/pantoflarz-pantoflaaarz.html' title='Pantoflarz? Pantoflaaarz?!!'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-5591619671022617186</id><published>2010-08-29T10:16:00.002+02:00</published><updated>2011-02-15T13:29:46.354+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='WALKA ZE SMOKAMI'/><title type='text'>Jak to na wojence...</title><content type='html'>Podobno „we wojsku” każdą wolną chwilę należy poświęcić na sen. Tak tylko powtarzam bo sam nie miałem okazji udzielać się militarnie.&lt;br /&gt;Podobna zasada dotyczy prawdziwych działań wojennych.&lt;br /&gt;Bo nigdy nie wiadomo kiedy pojawi się kolejna okazja do drzemki.&lt;br /&gt;Ostatnio desperacko wykorzystujemy każdą okazję do snu.&lt;br /&gt;Bo i stosunki z krasnoludami się zaogniły.&lt;br /&gt;Ściślej mówiąc jesteśmy w samym środku najbardziej morderczej kampanii ostatnich miesięcy.&lt;br /&gt;Również najbardziej perfidnej.&lt;br /&gt;W ciągu dnia „małoludzie” zachowują się zazwyczaj poprawnie.&lt;br /&gt;Kurtuazyjnie tytułują nas używając naszych stopni wojskowych: „mamo”(oficer) i „tato”(szeregowy).&lt;br /&gt;Nie zawsze poprawnie ,ale jednak. Zresztą nam też zdarza się wypadać z ról.&lt;br /&gt;Uśmiechają się, zachęcają do zabawy, szepczą przymilnie i kwilą rozkosznie.&lt;br /&gt;Za to w nocy...&lt;br /&gt;Chociaż muszę się przyznać,że czasem sam je prowokuję podczas wieczornego karmienia mówiąc:&lt;br /&gt;-Wielki Mistrz Garbaty wyzywa was na bitwę śmiertelną. I aby wam męstwa dodać, którego wam widać brakuje śle wam te dwie wielkie butle z mlekiem..."&lt;br /&gt;Ot takie nieco wisielcze i garbate poczucie humoru.&lt;br /&gt;Dzieci Frankensteina nie dają się jednak sprowokować.&lt;br /&gt;Wtedy jeszcze udają słodkie niemowlaczki.&lt;br /&gt;Piekło zaczyna się  po północy. Co samo w sobie daje do myślenia&lt;br /&gt;Krasnoludzkie dzikie hordy nadciągają z wrzaskiem i rykiem wzbudzając popłoch i histerię w nielicznych ludzkich szeregach.&lt;br /&gt;Ostatnio przez całą noc nie zmrużyliśmy oka zmieniając się tylko na wałach obronnych.&lt;br /&gt;Kiedy jedno odchodziło od palisady łóżeczek drugie było zmuszone natychmiast je zastąpić.&lt;br /&gt;Nikt nie brał jeńców.&lt;br /&gt;Nikt nie okazywał litości.&lt;br /&gt;Słychać było tylko głośne jęki konających i ciche przekleństwa walczących.&lt;br /&gt;Tych gorzej wychowanych walczących.&lt;br /&gt;Tych którzy potem musieli wysłuchać reprymendy udzielonej przez oficera.&lt;br /&gt;Przypominam, że kwestię stopni wojskowych omówiłem powyżej.&lt;br /&gt;A jednak tuż przed świtem zapadła cisza.&lt;br /&gt;Nie, to nie był rozejm.&lt;br /&gt;Po prostu już nikt nie miał siły walczyć.&lt;br /&gt;Krasnoludy padły tam gdzie pełzały.&lt;br /&gt;A my ostatkiem sił dowlokliśmy się na kwaterę.&lt;br /&gt;Godzinę później znowu zabrzmiały trąby.&lt;br /&gt;Był to sygnał otwarcia kantyny garnizonowej.&lt;br /&gt;Napełniając butle z mlekiem czułem się tak jakby ktoś przez całą noc tłukł mnie po łbie gumowym młotkiem.&lt;br /&gt;Po głowie snuły się smętnie jakieś myśli o młotach bojowych, białej broni, i pochodniach podpalających strzechy chałup zamieszkiwanych przez krasnoludzkie pospólstwo.&lt;br /&gt;Potem jednak przypomniałem sobie ,że krasnoludy mieszkają raczej pod ziemią.&lt;br /&gt;Luźne strzępki myśli mieszały się z mglistymi wspomnieniami z nocy w mętny, pozbawiony smaku gulasz.&lt;br /&gt;Nakarmiłem dzieciaki i zacząłem zbierać się do pracy.&lt;br /&gt;Lekko dotknąłem ramienia koleżanki małżonki.&lt;br /&gt;-Kochanie muszę już lecieć.&lt;br /&gt;-Juuuuuuuuż?-w jej głosie pobrzmiewała rozpacz- Nie możesz jeszcze chwilę zostać-wtuliła się w poduszkę.&lt;br /&gt;Zerknąłem na zegarek.&lt;br /&gt;-Mogę jeszcze... trzy minuty.&lt;br /&gt;Westchnęła zrezygnowana.&lt;br /&gt;-Dobra leć. Ale dzisiaj idziesz spać o dwudziestej a ja w niedzielę zamierzam pospać do jedenastej.&lt;br /&gt;I rzeczywiście.&lt;br /&gt;W sobotę wróciłem z pracy przed siedemnastą.&lt;br /&gt;-Szybko kobieto! Otwieramy piwo jemy obiad  i bawimy się z dzieciakami. Mam tylko trzy godziny.&lt;br /&gt;Spojrzała na mnie pytająco- wyraźnie zaniepokojona.&lt;br /&gt;-Sama mówiłaś,że o ósmej mam być w łóżku- wyszczerzyłem zęby.&lt;br /&gt;Wydawało mi się ,że żartuję.&lt;br /&gt;Tylko mi się wydawało.&lt;br /&gt;Już podczas kapania dzieci poczułem ,że odpływam.&lt;br /&gt;Kiedy w końcu zapadłem się w pościel słyszałem z sąsiedniego pokoju końcówkę wiadomości sportowych w wiadomościach.&lt;br /&gt;„Co za porażka” -pomyślałem”-”Ostatni raz tak wcześnie do łózka poszedłem chyba w przedszkolu.”&lt;br /&gt;Wspaniała była jednak perspektywa kilku godzin spokojnego snu. &lt;br /&gt;Krasnoludy nigdy nie atakują przed północą.&lt;br /&gt;Półprzytomny wsunąłem rękę pod poduszkę sprawdzając czy schowany tam w nocy miecz wciąż tam jest.&lt;br /&gt;Nie było po nim śladu.&lt;br /&gt;Nie miałem już jednak nawet siły na to by się tym przejąć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-5591619671022617186?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/5591619671022617186/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/08/jak-to-na-wojence.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/5591619671022617186'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/5591619671022617186'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/08/jak-to-na-wojence.html' title='Jak to na wojence...'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-423726280640199147</id><published>2010-08-23T20:06:00.000+02:00</published><updated>2010-08-23T20:09:45.735+02:00</updated><title type='text'>Ulubiony numer</title><content type='html'>Ufff, wreszcie po weekendzie. Może wreszcie uda się odpocząć. &lt;br /&gt;Piszę to tym razem bez przymrużenia oka.&lt;br /&gt;Trafiła mi się całkiem fajna i atrakcyjna finansowo fucha, ale nie były to łatwo zarobione pieniądze.&lt;br /&gt;A,że ostatnio nasz budżet domowy jest trochę w tarapatach to właściwie nie  mam powodów do narzekań.&lt;br /&gt;No i nie narzekam. Tyle,że człowiek nie ma już kilkunastu lat więc jedna noc przerywana wstawaniem do dzieciaków to ciut za mało,żeby się zregenerować po dwunastu godzinach konferansjerki.&lt;br /&gt;A ,że następnego dnia ta zabawa zaczęła się od nowa  to.... sami rozumiecie.&lt;br /&gt;Właściwie piszę o tym nie dlatego by się poużalać tylko by po raz kolejny wrócić do tematu gustów muzycznych naszych pociech.&lt;br /&gt;Parę razy już o tym wspominałem, ale te obserwacje naprawdę mnie fascynują.&lt;br /&gt;Nie przywiązują wielkiej wagi do tych ich pierwszych reakcji i jeszcze nie zamówiłem skrzypiec i fortepianu ( raczej gitary i perki :-))) dla starszej bliźniaczki, aleeeee....&lt;br /&gt;W każdym razie żona z naszymi bliźniaczkami wpadła popatrzeć jak sobie radzę na scenie.&lt;br /&gt;Korzystając z tego, że miałem krótką przerwę podszedłem do nich,żeby wycałować cała trójkę.&lt;br /&gt;Ucałowałem koleżankę małżonkę, ucałowałem młodszą z córek, która na mój widok szeroko się uśmiechnęła...&lt;br /&gt;A potem spróbowałem ucałować drugą,ale... w ogóle nie zwróciła uwagi na moją obecność.&lt;br /&gt;Siedziała zapatrzona w scenę , na której produkował się zespół grający fuzję muzyki orientalnej i jazzu.&lt;br /&gt;-Ho, ho- podrapałem się w głowę i wzruszyłem ramionami.&lt;br /&gt;Nie pamiętam czy wspominałem o tym,że nasza pierworodna lubi blues'a?&lt;br /&gt;Chyba tak.&lt;br /&gt;John Lee Hooker naprawdę jej leży.&lt;br /&gt;Ale jazz?&lt;br /&gt;Wiem już, że „młoda” nie  przepada za muzyką Seatlle. Southernrock, też nie wywołuje entuzjazmu,ale nie grymasi.&lt;br /&gt;Lubi niektóre numery Waglewskiego,ale nie przepada za Janerką ( ma jeszcze na to czas :-).&lt;br /&gt;Za to uwielbia stare kapele metalowe!&lt;br /&gt;Tyle,że nie te pierwszoligowe tylko takie trochę.... obciachowe.&lt;br /&gt;Chociaż niekoniecznie.&lt;br /&gt;Ostatnio lekko zaszokowałem koleżankę małżonkę przewracając całą chałupę w poszukiwaniu pewnej płyty.&lt;br /&gt;-Nie widziałaś gdzieś DIO?!-zapytałem podejrzliwie bo zazwyczaj kiedy nie mogę czegoś znaleźć to okazuje się,że żona niedawno „posprzątała”. Celowo i perfidnie ująłem to słowo w nawias,ale nawet po dziesięciu (!) latach małżeństwa trudno mi się pogodzić z tym, że posprzątane płyty udaje mi się odnaleźć zazwyczaj wyłącznie przez przypadek.&lt;br /&gt;Często po wielu tygodniach poszukiwań.&lt;br /&gt;A kiedy próbuję się burzyć to słyszę,że „trzeba było samemu posprzątać. Masz nauczkę”.&lt;br /&gt;Jasna cholera! Wychowywać mnie tu będzie.&lt;br /&gt;Ale odbiegam od tematu.&lt;br /&gt;Oczywiście na moje pytanie o zaginiona płytę odpowiedź była przecząca.&lt;br /&gt;Co mnie nie zdziwiło.&lt;br /&gt;One zawsze są przeczące.&lt;br /&gt;-A co to jest w ogóle to … DIO!?-spytała lekko podirytowana.&lt;br /&gt;Naprawdę, od osoby, którą tak wspaniałomyślnie zabrałem na koncert AC/DC i która podczas drogi miała okazję wysłuchać wykładu „o muzycznych wartościach instrumentarium składającego się z dwóch elektrycznych instrumentów strunowych, ograniczonego zestawu perkusyjnego oraz strun głosowych” oczekuję czegoś więcej.&lt;br /&gt;-Zespół taki. Metalowy. Stary.&lt;br /&gt;-E...-prychneła tylko i momentalnie straciła zainteresowanie tematem.&lt;br /&gt;-Ulubionej płyty MOJEJ CÓRKI SZUKAM- dodałem więc dobitnie i prowokacyjnie.&lt;br /&gt;Spojrzała na mnie takim wzrokiem jakbym zwariował.&lt;br /&gt;Poczułem się nieswojo.&lt;br /&gt;Może rzeczywiście mi się wydawało?&lt;br /&gt;Na próbę wrzuciłem do odtwarzacza Running Wild.&lt;br /&gt;To nie było to.&lt;br /&gt;Małżonka natomiast zaczęła coś wspominać o tym,że fajnie by było jakby w domu można było posłuchać czegoś czego słuchanie sprawia przyjemność wszystkim.&lt;br /&gt;-Skoro zgubiłaś ulubioną płytę dziecka to szukam jakiegoś „erzacu”. Tak!?-chyba trochę niepotrzebnie zacząłem ją prowokować.&lt;br /&gt;Kiedy więc w odpowiedzi pomruczała coś gniewnie już się nie odezwałem.&lt;br /&gt;Zresztą zajęty byłem wyciąganiem z pudełka „epki” Ugly Kid Joe.&lt;br /&gt;-O rany! Całe lata tego nie słuchałem.&lt;br /&gt;-A co to?&lt;br /&gt;Powiedziałem.&lt;br /&gt;Odpowiedział mi tylko cierpiętniczy jęk.&lt;br /&gt;Starszej córki ta muzyka nie poruszyła. Spokojnie stukała grzechotką o podłogę.&lt;br /&gt;Wcale nie do rytmu.&lt;br /&gt;Ta młodsza zachowywała się tak jakby z głośników leciał tylko szum deszczu albo odkurzacza.&lt;br /&gt;-Kochanie zlituj się! Wyłącz to!!!- żona jednak słyszała muzykę doskonale.&lt;br /&gt;Zazwyczaj staram się w tej kwestii nie przeginać,ale...&lt;br /&gt;-Jeszcze tylko ostatni numer.&lt;br /&gt;-KOCHANIE!-teraz w głosie słychać było już wyraźną groźbę.&lt;br /&gt;-To tylko kilka sekund. I ma taki uroczy tytuł...&lt;br /&gt;-Jaki?&lt;br /&gt;-”HEAVY METAL”!-ryknąłem do wtóru tego co zagrzmiało z głośników.&lt;br /&gt;Teraz obie córki stukały grzechotkami nie do rytmu.&lt;br /&gt;Za to żona wyglądała tak  jakby zamierzała bardzo rytmicznie postukać mnie.&lt;br /&gt;W głowę.&lt;br /&gt;Czymś twardym.&lt;br /&gt;Najlepiej młotkiem.&lt;br /&gt;Instynkt samozachowaczy nakazał mi natychmiastową zmianę płyty na składankę Tracy Chapman.&lt;br /&gt;Tym samym egzekucja została odłożona.&lt;br /&gt;A jednak.&lt;br /&gt;Chwilę później znalazłem płytę.&lt;br /&gt;-Mam DIO!!!-wpadłem do pokoju radośnie wymachując zdobyczą.&lt;br /&gt;-A gdzie była kochanie?-głos małżonki ociekał lukrem i … hmm dźwiękowym odpowiednikiem kwasu. Chyba siarkowego.&lt;br /&gt;-Nie pytaj.&lt;br /&gt;-Taaaaaak?&lt;br /&gt;-No dobra zwracam honor.&lt;br /&gt;Nic nie powiedziała,ale przyjrzała mi się badawczo kiedy pochyliłem się nad wieżą.&lt;br /&gt;-Chyba nie zamierzasz tego teraz puścić?&lt;br /&gt;-Daj spokój. Dziecku chcę przyjemność zrobić.&lt;br /&gt;-Daj już spokój!&lt;br /&gt;Nerwowo przeskakiwałem utwory szukając tego właściwego. Słysząc zbliżające się za plecami kroki wciągnąłem głowę w ramiona.&lt;br /&gt;-Daj mi jeszcze tylko chwilkę to był chyba piąty track...-kroki były coraz bliżej.&lt;br /&gt;I coraz cięższe.&lt;br /&gt;Zanim jednak padł okrutny , nokautujący cios...&lt;br /&gt;-Jeeeesttt, to ten!-westchnałem.&lt;br /&gt;Z głośników popłynęły pierwsze takty.&lt;br /&gt;A ja nasłuchiwałem skulony przed odtwarzaczem.&lt;br /&gt;Słyszałem DIO.&lt;br /&gt;Tylko DIO.&lt;br /&gt;Nie słyszałem kroków.&lt;br /&gt;Nie słyszałem stukania grzechotki.&lt;br /&gt;Podniosłem wzrok na żonę.&lt;br /&gt;Stała i uważnie przyglądała się naszej, starszej o minutę, córce.&lt;br /&gt;Dziecko leżało na brzuchu podparte na wyprostowanych ramionkach. Na buzi pojawił się szeroki, radosny uśmiech. Rytmicznie zginała nóżkę i w ogóle wyglądał jakby miała ruszyć „ w tany”.&lt;br /&gt;-Mówiłem,że to jej ulubiony numer.&lt;br /&gt;Triumfowałem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-423726280640199147?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/423726280640199147/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/08/ulubiony-numer.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/423726280640199147'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/423726280640199147'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/08/ulubiony-numer.html' title='Ulubiony numer'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-916764936678455773</id><published>2010-08-18T22:25:00.000+02:00</published><updated>2010-08-18T22:27:21.681+02:00</updated><title type='text'>Różowa impreza ,czerwona twarz</title><content type='html'>Wielkimi krokami nadchodził termin „różowej imprezy”.&lt;br /&gt;Czyli czegoś co koleżanka małżonka określiła jako „oficjalne powitanie w rodzinie naszych córek”.&lt;br /&gt;A mnie rozpaczliwie kojarzyło się z pseudochrzcinami.&lt;br /&gt;Po wybuchu „komunijnej afery” rodzina rozsądnie przestała nas pytać o to czy zamierzamy teraz chrzcić dzieci.&lt;br /&gt;Tematu nie rozwijam bo już wcześniej poświęciłem mu sporo miejsca.&lt;br /&gt;W każdym razie żonie bardzo zależało na tym by jednak zorganizować jakąś uroczystość w wąskim rodzinnym gronie.&lt;br /&gt;Mnie w sumie też, ale bałem się,że „świeckość” tego spotkania może spotkać się z pewnymi niekoniecznie pozytywnymi reakcjami.&lt;br /&gt;I w związku z tym zbliżający się termin imprezy powodował,że żołądek coraz bardziej zaciskał mi się w węzeł. A po głowie chodziły chmurne myśli.&lt;br /&gt;Humoru nie poprawiało mi również to,że miałem coraz większe obawy o to,czy zdążę przed imprezą  skończyć budować taras i balkon (teraz oczywiście sprawa jest jasna- nie zdążyłem :-)))))&lt;br /&gt;A robiło się coraz cieplej.&lt;br /&gt;W szortach i mokrej tetrowej pieluszce na głowie walczyłem z betoniarką, szalunkiem i tak dalej.&lt;br /&gt;Woziłem cement i piasek.&lt;br /&gt;Nie było już czasu na jego zamawianie i czekanie aż dowiozą więc wrzuciłem do kombiaka wiadra, łopatę, dwie stare wanienki i woziłem piach z pobliskiej żwirowni.&lt;br /&gt;Wyliczyłem,że na dwadzieścia worków cementu potrzebuję sto dwadzieścia wiader piachu. Każde wiadro to cztery łopaty. A więc 480 łopat.&lt;br /&gt;Każdy kurs to dziesięć wiader a więc...&lt;br /&gt;Od liczenia w tym upale łeb mnie rozbolał i ciągle się myliłem.&lt;br /&gt;Jak to potem podsumował sąsiad:&lt;br /&gt;-Siedzę sobie z piwem i patrzę. Jeden kurs, drugi, siódmy, dziesiąty. Twarz coraz bardziej czerwona.&lt;br /&gt;Ciekawe czy najpierw skończy czy zemdleje?&lt;br /&gt;Ani jedno ani drugie.&lt;br /&gt;Odpuściłem w ostatniej chwili. Dowlokłem się jakoś do domu.&lt;br /&gt;A potem padłem tuż obok maty edukacyjnej, na której dokazywały księżniczki.&lt;br /&gt;Zaczynało do mnie docierać,że nie zdążę.&lt;br /&gt;Wiedziałem jednak jak bardzo koleżance małżonce zależy na tym by robota była skończona przed imprezą. Zdawałem sobie jednak sprawę z tego ,że tylko robię dobre wrażenie.&lt;br /&gt;A jednak patrząc na moje desperackie próby, któregoś dnia westchnęła.&lt;br /&gt;-Co nie ma szans?&lt;br /&gt;Pytanie było retoryczne więc nawet nie otworzyłem ust.&lt;br /&gt;Wzruszyłem tylko ramionami.&lt;br /&gt;Mimo wszystko postanowiłem próbować dalej.&lt;br /&gt;Najgorsze jednak było to,że przed impreza musiałem jeszcze wykonać jedną pracę.&lt;br /&gt;Od tego zależał mój honor, dobre imię i jeszcze parę innych rzeczy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-916764936678455773?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/916764936678455773/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/08/rozowa-impreza-czerwona-twarz.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/916764936678455773'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/916764936678455773'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/08/rozowa-impreza-czerwona-twarz.html' title='Różowa impreza ,czerwona twarz'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-2437560662324583950</id><published>2010-08-17T21:27:00.004+02:00</published><updated>2010-08-17T21:48:02.740+02:00</updated><title type='text'>Różowa impreza c.d</title><content type='html'>No to zamiast tłumaczeń czas nadrobić zaległości.&lt;br /&gt;Na czym to ja skończyłem?&lt;br /&gt;Aha.&lt;br /&gt;"...ale to już inna historia".&lt;br /&gt;No to proszę bardzo.&lt;br /&gt;Zwlokłem się z wyra, wyjąłem córkę z łóżeczka i poczłapałem po mleko.&lt;br /&gt;Dzień jak co dzień. Witamy w szarości poranka. Czasie, który jeszcze  nie jest dniem,ale już nie jest nocą.&lt;br /&gt;Dziecko zacisnęło wargi na smoczku i energicznie ssąc opróżniło butlę. Kiedy skończyła momentalnie zasnęła.&lt;br /&gt;Szczęśliwy powlokłem się do łóżka.&lt;br /&gt;Po drodze zaliczając korepetycje z anatomii. Każde włókno mięśniowe, każdy staw i każde ścięgno ostrym bólem przypominało mi o swoim istnieniu. Szybko policzyłem w myślach,że wczoraj w betoniarce przerobiłem blisko dwie tony materiału.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TGrmuKEA0RI/AAAAAAAAALQ/79I4hURECOA/s1600/taras-net.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TGrmuKEA0RI/AAAAAAAAALQ/79I4hURECOA/s320/taras-net.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5506467175063408914" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Sam byłem pod wrażeniem.&lt;br /&gt;Przyłożyłem głowę do poduszki i próbowałem zasnąć.&lt;br /&gt;Nie wiem czy sprawił to ból całego ciała czy po prostu organizm przyzwyczaił się do aktywności o tej porze,ale jakoś sen nie przychodził.&lt;br /&gt;Mimo,że wabiłem gnoja jak mogłem.&lt;br /&gt;Jednak myśli mimowolnie uciekały.&lt;br /&gt;Myślałem o czerwcu.&lt;br /&gt;To na ogół mój ukochany miesiąc. W tym roku jednak jakoś nie potrafiłem się nim cieszyć.&lt;br /&gt;Moje urodziny wprawiły w mnie w refleksyjny nastrój,ale czułem ,że rzeczywista przyczyna stłamszenia i przygnębienia leży gdzieś indziej.&lt;br /&gt;To,że nie jest najlepiej zrozumiałem kiedy przed wyjazdem do pracy zacząłem nerwowo przeglądać stojak z płytami.&lt;br /&gt;Słucham bardzo zróżnicowanej muzyki a jednak ostatnio jakoś wszystko mnie drażniło, wydawało się nudne albo za ostre, za szybkie, za wolne, za średnie, za letnie, za zimne za gorące.&lt;br /&gt;Kiedy więc sięgnąłem do zakamarka, w którym trzymam rozmaite muzyczne wynalazki wiedziałem ,że sprawa jest poważna.&lt;br /&gt;Leżą tam płyty, których słucham czasem raz na kilka lat. W jakiś szczególnych momentach.&lt;br /&gt;Muza  z serca czarnej afryki, jakiś przeintelektualizowany jazz, jakiś Wagner, folk z Egiptu albo...&lt;br /&gt;„Experience” Nigela Kennedy'ego.&lt;br /&gt;Dziwna płyta.&lt;br /&gt;Koleś w glanach i z irokezem, który zasłynął fantastyczna płytą z „Czterema porami roku” Vivaldiego tym razem na warsztat wziął m.in. Hendrixa.&lt;br /&gt;Elektryczne skrzypce i jakaś taka postpunkowa energia zmieszana z czymś czego nawet nie potrafię nazwać.&lt;br /&gt;Czasem ta muzyka mnie zachwyca a czasem doprowadza do szału i wyłączam po kilku sekundach.&lt;br /&gt;Słodkie dźwięki przeplatane tak jazgotliwymi i ostrymi,że człowiek czuje się tak jakby po korze mózgowej ktoś jeździł mu smyczkiem.&lt;br /&gt;Masakra.&lt;br /&gt;Czyli coś co teraz naprawdę mi w duszy zagrało. Jakaś taka złośliwa melancholia.&lt;br /&gt;Słuchałem tego naprawdę głośno.  Odczuwając masochistyczna radość.&lt;br /&gt;A głośne dźwięki były momentami tak drażniące,że aż mrużyłem oczy.&lt;br /&gt;Ale nie odpuszczałem.&lt;br /&gt;„No chłopie nie jest z tobą dobrze”-pomyślałem.&lt;br /&gt;„A co z dwiema gitarami, basem i perkusją?”-na samą myśl o takiej muzyce aż mnie odrzucało.&lt;br /&gt;Jednym słowem stan krytyczny. Muzyczny „oiom”.&lt;br /&gt;Teraz już jednak wiedziałem co mnie doprowadza do tego stanu.&lt;br /&gt;Kolor różowy.&lt;br /&gt;A raczej hasło „Różowa impreza”.&lt;br /&gt;Myśląc o tym w końcu zasnąłem.&lt;br /&gt;Obudziłem się po ósmej.&lt;br /&gt;SAM! Nikt nie płakał, nie marudził, nie chciał mleka.&lt;br /&gt;Po prostu się obudziłem ponieważ... się wyspałem!&lt;br /&gt;Przez moment leżałem na wznak i kontemplowałem tę cudowną chwilę.&lt;br /&gt;Najlepsze miało jednak dopiero nadejść.&lt;br /&gt;Pół godziny później zadzwonił budzik koleżanki małżonki.&lt;br /&gt;-Kawkę?-zaproponowałem radośnie.&lt;br /&gt;-Chętnie. Rozpuszczalną poproszę.&lt;br /&gt;Wypiliśmy kawkę i jakoś tam się ogarnęliśmy.&lt;br /&gt;Na dziesiątą byliśmy zarejestrowani z dzieciakami na badania kontrolne u okulisty.&lt;br /&gt;Tymczasem połowa naszych dzieci, ta mniejsza a raczej lżejsza o pół kilograma,ciągle spała.&lt;br /&gt;Nieco podekscytowany tą sytuacją zajrzałem do łóżeczka.&lt;br /&gt;Powieki zaciśnięte, piąstki też, usta w dziubek. Sama słodycz i niewinność.&lt;br /&gt;-Normalnie chyba muszę ją obudzić!&lt;br /&gt;-No chyba tak. To budź.&lt;br /&gt;-O rany! Pierwszy raz w życiu!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czułem tremę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-2437560662324583950?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/2437560662324583950/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/08/rozowa-impreza-cd.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2437560662324583950'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2437560662324583950'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/08/rozowa-impreza-cd.html' title='Różowa impreza c.d'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TGrmuKEA0RI/AAAAAAAAALQ/79I4hURECOA/s72-c/taras-net.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-636642166549504971</id><published>2010-08-16T21:43:00.004+02:00</published><updated>2010-08-16T21:58:42.991+02:00</updated><title type='text'>Anioł przy moim stole</title><content type='html'>W sobotę przy naszym stole usiadł anioł.&lt;br /&gt;I to całkiem dosłownie.&lt;br /&gt;Usiadł popatrzył mi prosto w oczy a potem nieco prowokacyjnie łypnął na koleżankę małżonkę i sięgnął po jej szklankę z piwem.&lt;br /&gt;Na moją colę się nie skusił.&lt;br /&gt;Co mnie wcale nie zdziwiło.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TGmW7fnKR1I/AAAAAAAAAKw/ugai9OP1AmY/s1600/anio%C5%82-1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TGmW7fnKR1I/AAAAAAAAAKw/ugai9OP1AmY/s320/anio%C5%82-1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5506097968279340882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Chociaż nie jestem pewien czy jest różnica w prowadzeniu po alkoholu i lataniu własnoręcznym ( a raczej własnoskrzydłym). Z drugiej strony skoro spacerować pod wpływem można to może i w lataniu niektórym to nie przeszkadza?&lt;br /&gt;Sąsiednie stoliki po chwili również obsiadły anioły.&lt;br /&gt;W lokalu zapadła cisza przerywana tylko przez nerwowe chichoty i popiskiwanie klawiatur telefonów, którymi niektórzy próbowali uwiecznić to niecodzienne zdarzenie.&lt;br /&gt;Trwało to dłuższą chwilę.&lt;br /&gt;Nasz anioł wyglądał jak wyrzeźbiony w marmurze z Carrary. Tylko oczy w jego twarzy były żywe i niepokojąco inteligentne.&lt;br /&gt;Nie mrugał.&lt;br /&gt;Za to ja nie wytrzymałem i mrugnąłem do niego przyjaźnie. Po głowie tłukło mi się wspomnienie filmu Jane Campion.&lt;br /&gt;W pewnym momencie „nasz” anioł drgnął ,co najwyraźniej było sygnałem dla reszty ,i całe stado opuściło lokal.&lt;br /&gt;Ku memu rozczarowaniu &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TGmXvk2a9VI/AAAAAAAAAK4/nMQfdS-GFTo/s1600/anio%C5%82y-3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TGmXvk2a9VI/AAAAAAAAAK4/nMQfdS-GFTo/s320/anio%C5%82y-3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5506098863038723410" /&gt;&lt;/a&gt;na piechotę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cholernie żałowałem ,że nie mam przy sobie lustrzanki.&lt;br /&gt;Anioły odeszły a za nimi podążył tłum gapiów.&lt;br /&gt;Oraz dwóch panów w czarnych koszulkach z napisem, „OCHRONA”.&lt;br /&gt;No ci na aniołów stróżów nie wyglądali.&lt;br /&gt;W każdym razie przyłączyliśmy się do tłumu i ruszyliśmy uliczkami i zakamarkami starówki za kilkunastoma uskrzydlonymi postaciami.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TGmYPOeNNAI/AAAAAAAAALA/xix6HMmN5mI/s1600/anio%C5%82y-2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TGmYPOeNNAI/AAAAAAAAALA/xix6HMmN5mI/s320/anio%C5%82y-2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5506099406787392514" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W końcu anioły zniknęły a my usiedliśmy w ogródku greckiej knajpki i zamówiliśmy pyszną golonkę z grilla i naprawdę kiepskie kalmary.&lt;br /&gt;Oraz piwo.&lt;br /&gt;Jedno.&lt;br /&gt;Znowu nie dla mnie.&lt;br /&gt;Na szczęście to ja zamówiłem golonkę więc jakoś się pocieszyłem.&lt;br /&gt;Wieczór był cudownie, śródziemnomorsko ciepły.&lt;br /&gt;Czułem się jak na wakacjach w ciepłych krajach.&lt;br /&gt;Naprawdę nie poznawałem własnego miasta.&lt;br /&gt;Tłumy ludzi na ulicach , teatry uliczne, ciepło i sympatycznie.&lt;br /&gt;No i jeszcze te anioły.&lt;br /&gt;-Cudownie- westchnąłem -Ale wiesz co? Tęsknię za naszymi bamabaryłkami.&lt;br /&gt;-Ja też.&lt;br /&gt;Oddałem żonie połowę golonki a w zamian przyjąłem na klatę okrutnie gumowe i ociekające tłuszczem krążki kalmarów.&lt;br /&gt;Czułem się jak bohater zmagający się z morskimi bestiami.&lt;br /&gt;Stęskniony bohater.&lt;br /&gt;Dzień wcześniej moi rodzice wzięli dziewczynki na przechowanie i mieliśmy je odebrać dopiero nazajutrz.&lt;br /&gt;Taki prezent z okazji naszej okrągłej rocznicy ślubu.&lt;br /&gt;Godzinę po tym jak odwiozłem dziewczynki byliśmy już w łóżku.&lt;br /&gt;Z kanapkami i laptopem.&lt;br /&gt;Mieliśmy oglądać film,ale oczywiście polegliśmy sromotnie.&lt;br /&gt;Pierwsza prawdziwa popołudniowa drzemka od narodzenia Dzieci Frankensteina.&lt;br /&gt;W sobotę spałem do jedenastej.&lt;br /&gt;A nie było łatwo. Najpierw obudziłem się o trzeciej, potem o piątej nad ranem. Potem o siódmej, ósmej i dziewiątej.&lt;br /&gt;Byłem jednak cholernie zdeterminowany i tylko przewracałem się na drugi bok i desperacko zaciskałem powieki.&lt;br /&gt;Teraz więc mogłem rozkoszować się przyjemnym wieczorem.&lt;br /&gt;Sięgnąłem przez stolik i upiłem łyk z piwa z „żoninej” szklanki.&lt;br /&gt;-Patrz kochanie! Anioły z pracy wracają!&lt;br /&gt;Odwróciła się w stronę, w którą wskazywałem.&lt;br /&gt;Przez plac maszerowała grupka białych postaci trzymających pod pachami skrzydła.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-636642166549504971?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/636642166549504971/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/08/anio-przy-moim-stole.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/636642166549504971'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/636642166549504971'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/08/anio-przy-moim-stole.html' title='Anioł przy moim stole'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TGmW7fnKR1I/AAAAAAAAAKw/ugai9OP1AmY/s72-c/anio%C5%82-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-7620891341086115385</id><published>2010-07-27T09:36:00.002+02:00</published><updated>2010-07-27T09:39:40.761+02:00</updated><title type='text'>Wieczorna kąpiel</title><content type='html'>Właśnie zaczyna się drugi dzień mojego urlopu. Niestety nie udało mi się zorganizować wszystkiego w taki sposób, żeby wreszcie solidnie wypocząć.&lt;br /&gt;Ciągle nad głową wisi mi kwestia dokończenia tarasu.&lt;br /&gt;Miałem ambitny plan żeby w niedziele p o powrocie z pracy wreszcie się z tym uporać.&lt;br /&gt;Jednak zanim się wziąłem za robotę... cholernie mi się odechciało.&lt;br /&gt;Przy karmieniu dzieciaków omal nie zasnąłem na siedząco i w mojej głowie zaczął kiełkować chytry plan zapakowania się do łóżka.&lt;br /&gt;Niestety koleżanka małżonka była szybsza.&lt;br /&gt;A kiedy wstała rozpierała ją taka energia,że jej nadmiar wykorzystała do, że tak to eufemistycznie ujmę, nakłaniania mnie do pracy.&lt;br /&gt;Bardzo energicznego.&lt;br /&gt;Moja odpowiedź byłą równie energetyczna. Tyle,że wektor siły był skierowany w przeciwnym kierunku.&lt;br /&gt;To znaczy strzałka wskazywała od „pracy” do „niepracy i mania wszystkiego w dupie”.&lt;br /&gt;Zgadnijcie kto wygrał w tej konfrontacji sił światła i ciemności, dobra i zła, pierwiastka żeńskiego i męskiego?&lt;br /&gt;Pieprzonego in i yang , potężnego matriarchatu z aspirującym do potęgi patriarchatem?&lt;br /&gt;No właśnie.&lt;br /&gt;Wkurzony i rozgoryczony powlokłem się do ogrodu ledwo powstrzymując się by ostentacyjnie nie trzasnąć drzwiami.&lt;br /&gt;Wściekły byłem na cały świat. Bo nie dość ,że musiałem pracować w sobotę i niedzielę to jeszcze teraz czekała mnie szarpanina.&lt;br /&gt;Najgorsze było to,że koleżanka małżonka miała rację w tym sporze a jej argumenty były celne i sensowne.&lt;br /&gt;Jednym słowem niefart totalny i poczucie sromotnej klęski.&lt;br /&gt;Zły na własną nieudolność negocjacyjną postanowiłem,że w takim razie zemszczę się sam na sobie i albo padnę albo skończę tę cholerną robotę.&lt;br /&gt;Było znacznie chłodniej niż w ostatnich dniach więc praca szła nieźle.&lt;br /&gt;Szybko wpadłem w rytm: przynieść wiadro wody, wlać do betoniarki, potem wsypać dwa wiadra piasku przyniesione wcześniej, niech się miesza, potem przynieść jeszcze wiadro żwiru i wsypać razem z wiadrem cementu. W czasie gdy wszystko będzie się mieszać przynieść kolejną porcję składników. Wlać do szalunku, zakląć,że część rozlała się obok i zacząć przygotowywać następną porcję.&lt;br /&gt;Powtórzyć milion czterysta tysięcy osiemset trzy razy  i... powinno być gotowe.&lt;br /&gt;Szybko wpadłem w rytm i jak zombi mechanicznie wykonywałem wszystkie czynności.&lt;br /&gt;Humor powoli mi się poprawiał bo mimo,że znacznie się ochłodziło i okna były zamknięte to i tak wyraźnie słyszałem potępieńcze wycie jednej z naszych pociech, która najwyraźniej wstąpiła do NGT.&lt;br /&gt;Czyli Niemowlęcej Grupy Terrorystycznej.&lt;br /&gt;W tej chwili najwyraźniej negocjowała z mamą dostarczenie stu litrów mleka, zgody na bawienie się moją książką ( to już nie „Millenium”, ale o tym innym razem), podstawienie śmigłowca z pilotem a także walizki z pięcioma milionami dolarów i … smoczkiem.&lt;br /&gt;Mama jest twardym negocjatorem,ale miałem wrażenie,że tym razem jest w opałach.&lt;br /&gt;Bardzo starałem się nie czuć pewnej złośliwej satysfakcji.&lt;br /&gt;Naprawdę się starałem.&lt;br /&gt;Ale nie ma ludzi idealnych.&lt;br /&gt;Hałas betoniarki i zamknięte okna powodowały,że szczegóły tego starcia tytanów na razie pozostawały dla mnie zagadką.&lt;br /&gt;Przyznam szczerze,że tym razem niespecjalnie intrygującą. No bo właściwie jaki może być powód starcia dwóch frontów atmosferycznych, w efekcie którego rozpętuje się gwałtowna burza?&lt;br /&gt;Wzruszyłem ramionami i zerknąłem na zachmurzone niebo zastanawiając się czy będzie padać.&lt;br /&gt;Zrobiło się prawie chłodno. Jak zwykle kiedy zaczynam urlop pogoda musi się zepsuć.&lt;br /&gt;Tym razem jakoś mnie to nie martwiło- wreszcie można było odetchnąć po fali morderczych upałów.&lt;br /&gt;Cofnąłem się myślami o jakiś tydzień.&lt;br /&gt;Tego wieczora podjechałem z psami nad jezioro. Dzieciaki już spały a koleżanka małżonka szykowała coś na kolację.&lt;br /&gt;-Pomóc ci w czymś?- zagaiłem starając się by w moim głosie jak najmniej była słyszalna nadzieja by odpowiedź była przecząca.&lt;br /&gt;-Nie. Lepiej weź psy i skoczcie nad jezioro.&lt;br /&gt;Przez chwilę udawałem słabo,że „a może jednak ci pomóc, w końcu jezioro nie zając...”, ale w końcu łaskawie dałem się przekonać,że „psom kąpiel dobrze zrobi”.&lt;br /&gt;Pewnie ,że dobrze.&lt;br /&gt;A ja przy okazji też się załapię.&lt;br /&gt;Nad jezioro mamy jakieś trzy minuty jazdy więc już po chwili zanurzałem się w wodzie.&lt;br /&gt;Rozczarowująco ciepłej.&lt;br /&gt;Było po dwudziestej i temperatura wody była wyraźnie wyższa niż powietrza.&lt;br /&gt;Psom nie przypadło to do gustu.&lt;br /&gt;Husky spojrzał mi głęboko w oczy z wyraźnym pytaniem widocznym w ślepiach:&lt;br /&gt;„A dlaczego próbujesz nas ugotować Pan?”&lt;br /&gt;Wzruszyłem ramionami i przywiązałem psy do jakiegoś krzaka by w spokoju samemu spróbować kąpieli.&lt;br /&gt;Po minucie opracowałem zupełnie nowy styl pływacki, którego głównym zdaniem było nagarnianie  chłodniejszej wody z pewnej głębokości.&lt;br /&gt;Z brzegu musiałem wyglądać  jak chory na artretyzm spaniel, który nie może się zdecydować czy walczyć o utrzymanie się na powierzchni czy też może skoncentrować się najpierw na wypróżnieniu do wody.&lt;br /&gt;Ale działało. Po kilku minutach udało mi się utworzyć strefę wody chłodniejszej od powietrza.&lt;br /&gt;Chwilę się w niej popluskałem,ale i tak przypominało to kąpiel w źródłach termalnych.&lt;br /&gt;Męczące, gorące i jakieś takie bez sensu.&lt;br /&gt;W końcu całą mokrą trójką zapakowaliśmy się się do samochodu. Kiedy wyjeżdżaliśmy z parkingu minął nas idący w przeciwnym kierunku starszy pan w kąpielówkach i z ręcznikiem przewieszonym przez ramię.&lt;br /&gt;Najwyraźniej czekał aż intruzi opuszczą jego ulubione miejsce samotnych kąpieli.&lt;br /&gt;Uśmiechnąłem się do niego ze zrozumieniem.&lt;br /&gt;„pewnie tak będę wyglądał za trzydzieści kilka lat”-pomyślałem.&lt;br /&gt;A potem uderzyła mnie inna, niepokojąca myśl.&lt;br /&gt;Dotyczyła „policzalności” kąpieli w jeziorze.&lt;br /&gt;Zauważyłem,że z wiekiem już nie rzucam się tak zachłannie na każdą okazję do zamoczenia w wodzie. Myślę,że nie pomylę się specjalnie jeżeli założę ,że w ciągu roku kąpię się około dwudziestu razy.&lt;br /&gt;A teraz wystarczy pomnożyć to przez przewidywaną długość życia by otrzymać okrutnie precyzyjny wynik.&lt;br /&gt;Pewnie,że to teoria i gdybanie.&lt;br /&gt;Pewnie,że teraz ta teoretyczna liczba potencjalnych kąpieli będzie spora.&lt;br /&gt;Ale jeżeli będę w wieku owego starszego miłośnika samotnych kąpieli?&lt;br /&gt;Czy znowu będę się zachłannie rzucał do wody?&lt;br /&gt;A potem jak dziecko siedział w niej aż zsinieję?&lt;br /&gt;A po wyjściu na brzeg starał się jak najszybciej rozgrzać by znowu zanurzyć swoje sflaczałe ciało?&lt;br /&gt;Czy może po prostu będzie mi już wszystko jedno?&lt;br /&gt;Chyba wolę tę pierwszą wersję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozmyślając o tym nawet nie zauważyłem, że zrobiło się ciemno.&lt;br /&gt;I że skończył mi się cement.&lt;br /&gt;Wyłączyłem betoniarkę i powlokłem się do domu.&lt;br /&gt;Byłem tak zmęczony i obolały, że do późnej nocy nie mogłem zasnąć.&lt;br /&gt;O piątej obudził mnie płacz głodnej córki.&lt;br /&gt;Ale to już inna historia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-7620891341086115385?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/7620891341086115385/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/07/rozowy-spleen.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7620891341086115385'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/7620891341086115385'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/07/rozowy-spleen.html' title='Wieczorna kąpiel'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-6689340679361403793</id><published>2010-07-24T21:46:00.004+02:00</published><updated>2010-07-24T21:57:26.373+02:00</updated><title type='text'>Post nr 300-Różowy cykl cz. 1</title><content type='html'>Ten jubileuszowy post miał być na specjalny temat czyli o "różowej imprezie" "księżniczek ze szkiełka", ale chyba jakieś fatum ciąży na moich wszelkich tekstach okazjonalnych i rocznicowych.&lt;br /&gt;Tak się jakoś ostatnio rozpisałem,że ciągle do tematu imprezy dobrnąć nie mogę.&lt;br /&gt;Aby więc nie przedłużać blogowego milczenia zaczynam publikację "różowego cyklu".&lt;br /&gt;A że od poniedziałku zaczynam urlop to i zamierzam odzyskać dobre, bloggerskie, imię ;-)&lt;br /&gt;W najbliższych dniach opowiem m.in o tym:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego nie warto kłamać?&lt;br /&gt;Dlaczego przeprosiliśmy się z kolorem różowym?&lt;br /&gt;Oraz o związku muzyki z samopoczuciem.&lt;br /&gt;I paru innych sprawach&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A więc nadszedł czas na część 1.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Garbaty Travel"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ubiegłą niedzielę deszcz zaczął padać o siódmej rano. Najpierw usłyszałem szum drobnych i gęstych kropel a po chwili o dach zaczęły bębnić wielkie i ciężkie bąble wody.&lt;br /&gt;Skończyłem karmić dzieciaki i zacząłem szykować się do wyjścia do pracy.&lt;br /&gt;Ponieważ w sobotę wróciłem z roboty po 21.00 robiłem to bez specjalnego entuzjazmu.&lt;br /&gt;Goląc się patrzyłem w zadumie przez okno dachowe na ciemne chmury i lejącą się z nieba wodę.&lt;br /&gt;I jakiś taki spokój mnie ogarnął.&lt;br /&gt;Córki zasnęły więc ucałowałem na pożegnanie koleżankę małżonkę i cichutko wymknąłem się z domu.&lt;br /&gt;Deszcz był taki ciepły,że idąc do samochodu nawet nie przyspieszyłem kroku.&lt;br /&gt;Za to temperatura powietrza wreszcie dała wytchnienie.&lt;br /&gt;Usiadłem za kierownica i zacząłem się zastanawiać czego by tu posłuchać.&lt;br /&gt;W odtwarzaczu była duża, eklektyczna mieszanka empetrójek więc przeskakiwałem z folderu do folderu w nadziei,że coś mi w końcu podpasuje do nastroju.&lt;br /&gt;Ostatnio miewam z tym problemy.&lt;br /&gt;A jednak już po chwili... „Alchemy” Dire Straits.&lt;br /&gt;Miałem sporo czasu a w niedzielę o tej porze na drodze pusto więc miałem spory zapas czasu.&lt;br /&gt;Słuchając głosu i gitary Knopflera patrzyłem na wodę rozgarnianą przez wycieraczki i przypomniałem sobie,że jako nastolatek strasznie marzyłem o takich chwilach. Uważałem,że największy pożytek z posiadania samochodu to taki ,że właśnie podczas takiej pogody można jechać przed siebie i w bardzo intymny sposób obcować z muzyką.&lt;br /&gt;Wlokłem się więc niemiłosiernie żeby jak najbardziej przedłużyć te miłe chwile.&lt;br /&gt;A świat wyglądał jakby jakiś miłujący monochromatyczne obrazy artysta obrobił go w Photoshopie.&lt;br /&gt;Najpierw zmniejszył nasycenie kolorów a potem jeszcze pomajstrował przy kanałach i poziomach dodając więcej bladawego indygo do swojej wizji.&lt;br /&gt;A na koniec wcisnął „CTRL+A” i zastosował filtr BLUR.&lt;br /&gt;W sumie całkiem nieźle mu to wyszło. Taka nastrojowa, delikatna i nieco melancholijna praca.&lt;br /&gt;Kimkolwiek jest ten artysta.&lt;br /&gt;Tak mi się dobrze jechało, że minąłem skrzyżowanie, na którym powinienem był skręcić do pracy.&lt;br /&gt;Miałem kilka minut zapasu więc mogłem sobie pozwolić na małą rundkę po pustych i zalanych wodą ulicach spokojnej dzielnicy.&lt;br /&gt;Tak się składa,że jest to okolica, w której się wychowałem i darzę ją sporym sentymentem.&lt;br /&gt;A w geografii miasta jest uważana za szczególną. Ktoś niedawno porównał ja do krakowskiego Kazimierza. Oczywiście przesadził, ale to miejsce naprawdę ma duszę.&lt;br /&gt;Wszystko to razem sprawia,że czasem ogarnia mnie tu nostalgia. Niektóre miejsca i ulice widzę codziennie więc są dla mnie neutralne, ale czasem wystarczy skręcić w jakąś bramę, podwórko, zakamarek...&lt;br /&gt;Zdarzyło mi się to całkiem niedawno.&lt;br /&gt;Pojechaliśmy w czwórkę na zakupy. Żona ruszyła na podbój rynku warzywno-owocowego a ja miałem czekać na nią z dzieciakami.&lt;br /&gt;-Jakby się darły to możesz trochę pokrążyć po okolicy- poradziła mi wysiadając z samochodu.&lt;br /&gt;Pokiwałem głową i przyjrzałem się dzieciakom , które drzemały w fotelikach.&lt;br /&gt;-To co chcecie pozwiedzać tatulowe zakamarki?&lt;br /&gt;Za odpowiedź musiało mi tylko wystarczyć lekkie posapywanie.&lt;br /&gt;Lekko rozczarowany słuchałem ściszonego radia.&lt;br /&gt;I czekałem na sygnał.&lt;br /&gt;Choćby mały pretekst.&lt;br /&gt;Taki lekuchny.&lt;br /&gt;Niepozorny...&lt;br /&gt;Czyżbym usłyszał jęk?&lt;br /&gt;Eee, chyba nie.&lt;br /&gt;A jednak!&lt;br /&gt;To BYŁ jęk!&lt;br /&gt;-No to Garbaty Travel zaprasza!-zamruczałem triumfalnie, przekręcając kluczyk w stacyjce.&lt;br /&gt;Skręciłem w pierwszą bramę na zapuszczone podwórko.&lt;br /&gt;-O, tu tatulo zbyt często nie bywał bo można było dostać w zęby od bardzo niegrzecznych chłopców,ale to miejsce droga wycieczko zasługuje na uwagę,gdyż ten niepozorny budyneczek po prawej to pozostałość przedwojennej cegielni. Cegły w niej wyprodukowane posłużyły między innymi do wybudowania...&lt;br /&gt;Tak, rzeczywiście mógłbym oprowadzać wycieczki po tej dzielnicy. Napisałem na jej temat pracę magisterską i zrobiłem dwa radiowe seriale dokumentalne oraz kilka audycji.&lt;br /&gt;Namalowałem też na kilku obrazach.&lt;br /&gt;Taka trochę wyidealizowana kraina dzieciństwa. Z magicznymi miejscami, które niestety powoli znikają.&lt;br /&gt;- O! A ten duży i stary, ładny budynek to szkoła, w której się uczyłem- opowiadałem córkom, na których ta sensacyjna informacja nie zrobiła większego wrażenia.&lt;br /&gt;Popatrzyłem na boisko, które praktycznie wyglądało dokładnie tak samo kiedy w pierwszej klasie, po raz pierwszy kopnąłem na nim piłkę. Ten sam spękany asfalt. Ten sam płot. Drzewa trochę większe,ale niewiele.&lt;br /&gt;-Na tym boisku wasz tatulo kopał piłkę... trzydzieści lat temu.&lt;br /&gt;O cholera! Jak to zabrzmiało.&lt;br /&gt;Jakoś tak się w tym momencie odrealnił ten świat. Jakiś taki surrealistyczny zrobił.&lt;br /&gt;Za kilka dni miałem urodziny. Kolejne. Nie oczekiwałem ich ze specjalnym entuzjazmem.&lt;br /&gt;Na szczęście w tym momencie zadzwonił telefon. Odebrałem- wtedy jeszcze zestaw głośnomówiący działał .&lt;br /&gt;-Daleko jesteście?-to koleżanka małżonka&lt;br /&gt;-Nie, będziemy za minutę.&lt;br /&gt;Dodałem gazu i wynurzyliśmy się na powierzchnię rzeczywistości.&lt;br /&gt;Czas przyspieszył a kolory jakby się bardziej nasyciły.&lt;br /&gt;Obdrapane kamienice przestały wyglądać jak na starej fotografii.&lt;br /&gt;A jednak pewien smutek jaki zagnieździł mi się w sercu miał tam pozostać przez dłuższy czas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CDN&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W następnym odcinku garść refleksji po wieczornej kąpieli w jeziorze.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-6689340679361403793?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/6689340679361403793/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/07/post-nr-300-rozowy-cykl-cz-1.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/6689340679361403793'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/6689340679361403793'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/07/post-nr-300-rozowy-cykl-cz-1.html' title='Post nr 300-Różowy cykl cz. 1'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-2371010883294097433</id><published>2010-07-17T11:08:00.000+02:00</published><updated>2010-07-17T11:09:19.853+02:00</updated><title type='text'>Paraklimatyzator</title><content type='html'>Kolejny dzień walki z upałem. Tydzień temu zorganizowaliśmy imprezę dla uczczenia pojawienia się na świecie naszych córek. Wkrótce o tym napisze bo i jest o czym, ale na razie skupmy się na teraźniejszości.&lt;br /&gt;Właśnie testuję paraklimatyzator własnego pomysłu. Owo urządzenie, owoc mojego jakże błyskotliwego umysłu, składa się z wentylatora, miski z wodą i wkładów do turystycznej lodówki.&lt;br /&gt;Chyba działa chociaż temperatura w pokoju i tak nieubłaganie idzie w górę (już jest 27,4 C).&lt;br /&gt;Ale jak sobie patrzę na relacje spod Grunwaldu i widzę tych biedaków zakutych w zbroje to dochodzę do wniosku ,że warunki mam mega komfortowe.&lt;br /&gt;W tym roku jakoś mnie ominęła konieczność służbowego wyjazdu na miejsce legendarnego starcia sił światła i ciemności.&lt;br /&gt;Nie ukrywam ,że mnie to cieszy chociaż taka okrągła rocznica raczej się za mojego życia nie powtórzy.&lt;br /&gt;No chyba,że mój klimatyzator będzie tak wydajny,że wszyscy ulegniemy hibernacji.&lt;br /&gt;Dzisiaj do pracy idę po południu więc wreszcie jest okazja spokojnie popisać.&lt;br /&gt;Koleżanka małżonka odsypia ciężką noc a Bambaryłki Frankesteina walnęły po mlecznym drinku i też padły.&lt;br /&gt;Hmm... przepraszam,ale muszę coś sprawdzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak! TAAAAK!!!&lt;br /&gt;Termometr w pomieszczeniu pokazuje 27,1 C! Jest nadzieja!!!&lt;br /&gt;Chociaż może to efekt tego,że słońce już nie praży z tej strony budynku.&lt;br /&gt;Zobaczymy.&lt;br /&gt;W życiu publicznym też gorąca atmosfera.&lt;br /&gt;Szczerze mówiąc nie miałem ostatnio ochoty strzępić języka ani zużywać klawiatury na komentowanie dokonań przedstawicieli narodu,ale obserwowałem bacznie to co się dzieje.&lt;br /&gt;Wygląda na to,ze sprawa konfliktu światopoglądowego wchodzi w „małą kulminację”.&lt;br /&gt;Był moment kiedy zbierałem wszystkie wycinki prasowe na temat in vitro, żeby kiedyś pokazać je moim córkom.&lt;br /&gt;Ale teraz już odpuściłem. Tyle tego jest.&lt;br /&gt;Teraz słucham jak to partia rządząca tłumaczy, że kwestia refundacji in vitro to przecież obietnice wyborcze prezydenta a nie jego partii.&lt;br /&gt;Czemu nie jestem zdziwiony.&lt;br /&gt;Mały Brat zdjął kampanijna maskę wsadził łapy w błoto i rzuca nim w przeciwników politycznych.&lt;br /&gt;Pacyny śmigają szczególnie gęsto w okolicach krzyża przed pałacem prezydenckim.&lt;br /&gt;Bo i jest o czym dyskutować.&lt;br /&gt;Chyba nikogo nie zdziwi ,że jestem zdecydowanym zwolennikiem oddzielenia kościoła od państwa. Czyli za przestrzeganiem zapisów konstytucyjnych.&lt;br /&gt;Niemniej jednak poruszanie tematu przeniesienia krzyża wydaje się przedwczesne.&lt;br /&gt;Po raz kolejny Wielki Gajowy pokazał,że jeżeli chodzi o empatie to bynajmniej jej nadmiarem nie dysponuje.&lt;br /&gt;Czegóż jednak oczekiwać po człowieku, który dla rozrywki strzelał do zwierząt?&lt;br /&gt;W tej kwestii moje poglądy są bardzo bliskie tym prezentowanym przez bohaterkę ostatniej powieści Olgi Tokarczuk. Po prostu nie wybaczam.&lt;br /&gt;Z kolei w telewizji zapowiadają aż cztery marsze w stolicy. Wygląda na to,że w centrum miasta spotkają się środowiska lesbijsko- gejowskie z łysogłowymi chłopcami w glanach.&lt;br /&gt;Toż to będzie uliczna debata doprawdy. &lt;br /&gt;Pełna wzajemnego zrozumienia, poszanowania odmiennych racji, tolerancji, miłości bliźniego.&lt;br /&gt;No taki mały Grunwald po prostu.&lt;br /&gt;Tęczowe flagi kontra płaszcze ( no bluzy raczej) z krzyżami.&lt;br /&gt;A w roli sił pokojowych stołeczne oddziały prewencji.&lt;br /&gt;Cała nadzieja w tym,ze ten morderczy upał tak wszystkich wykończy,że w połowie trasy uczestnicy manifestacji zaczną wymykać się do mijanych knajp na zimne piwo.&lt;br /&gt;A tam przy oszronionych kuflach dojdą do wniosku,że właściwie to nie ma o co kruszyć kopi.&lt;br /&gt;Uścisną sobie dłonie, poklepią po ramionach i rozejdą zadumani do domów.&lt;br /&gt;Tak... dosyć naiwna wizja.&lt;br /&gt;Już widzę co się stanie kiedy jakiś przystojny gej spróbuje poklepać przyjaźnie po ramieniu rosłego młodziana z ogoloną głową.&lt;br /&gt;Gdyby była to historia z komiksu Simona Bisleya to młodzian ów wyrwałby interlokutorowi ramię ze stawu a potem używając go jako maczugi zacząłby tłuc po głowach uczestników Europride.&lt;br /&gt;Że co? Ta wizja to przegięcie w drugą stronę?&lt;br /&gt;Ja też wolę odcienie szarości.&lt;br /&gt;Bo szlachetna czerń i biel sprawdza się tylko w artystycznych, dobrych komiksach i klasycznej fotografii.&lt;br /&gt;W życiu publicznym wspominają o niej chyba wyłącznie lewicowcy, ale szarość i czerwień niepokojąco kojarzą mi się z socrealizmem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-2371010883294097433?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/2371010883294097433/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/07/paraklimatyzator.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2371010883294097433'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/2371010883294097433'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/07/paraklimatyzator.html' title='Paraklimatyzator'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-8589248341633277251</id><published>2010-07-15T23:13:00.002+02:00</published><updated>2010-07-15T23:18:35.571+02:00</updated><title type='text'>Przekichane</title><content type='html'>Lubię jak jest ciepło. Naprawdę lubię. I zdaję sobie sprawę z tego,że w maju kwękałem ,że jest za zimno. &lt;br /&gt;Naprawdę nie chciałbym wyjść na malkontenta,ale to co się ostatnio wyrabia w pogodzie to chyba lekka przesada.&lt;br /&gt;Najgorsze jest to,że  do pracy jadę klimatyzowanym samochodem by potem część dnia spędzić w klimatyzowanych pomieszczeniach.&lt;br /&gt;Tym samym moje dziewczyny, a zwłaszcza koleżanka małżonka, zakładają z góry, że powinienem wrócić do domu rześki i wypoczęty.&lt;br /&gt;I kiedy widzę je wymęczone upałem to nawet nie chce mi się tłumaczyć,że przecież „robocza” rzeczywistość nie jest tak różowa. &lt;br /&gt;Że, na przykład, wczoraj najadłem się wstydu bo na oficjalne spotkanie wpadłem z kompromitującymi mokrymi plamami na koszuli.&lt;br /&gt;Ta mniejsza była na pół pleców.&lt;br /&gt;Żenujące.&lt;br /&gt;Ale rzeczywiście w domu jest znacznie gorzej. Mamy już opracowany szczegółowy grafik otwierania i zamykania konkretnych drzwi i okien, który pozwala osiągnąć jak najniższą temperaturę.&lt;br /&gt;Całą sztuka polega na tym by wpuścić do domu jak najwięcej chłodniejszego porannego powietrza a kiedy jego temperatura wzrośnie w porę uszczelnić chałupę.&lt;br /&gt;W teorii proste,ale z każdym dniem mury są coraz bardziej nagrzane i kiedy wczoraj nad ranem karmiłem dzieciaki to na zewnątrz było 21 stopni a w domu 28.&lt;br /&gt;No rzeź niewiniątek po prostu.&lt;br /&gt;Trudno się dziwić księżniczkom,że wieczorem nie chcą  zasnąć, a potem ciągle marudzą i praktycznie od 5.00 już są aktywne.&lt;br /&gt;Staramy się im ulżyć jak możemy. Kupiłem wielki wentylator, codziennie zmieniamy wodę w ich baseniku ogrodowym, a czasem obkładamy je zmoczonymi pieluchami.&lt;br /&gt;Tyle,że cały czas człowiek zastanawia się czy te rozpaczliwe próby nie przyniosą więcej szkody niż pożytku. No „bo przeciąg”, no bo „żeby nie przewiało”, „czy woda w wannie aby nie za chłodna”.&lt;br /&gt;No się doczekaliśmy.&lt;br /&gt;Kiedy rano, po karmieniu, puściłem dziewczynki na matę jedna z nich zaczęła podejrzanie pociągać nosem.&lt;br /&gt;Kiedy godzinę później jechałem do pracy odebrałem telefon od koleżanki małżonki.&lt;br /&gt;Hmm, stwierdzenie „odebrałem” trochę upraszcza sytuację. Ostatnio zestaw głośnomówiący w samochodzie działa w taki dziwny sposób,że ja słyszę rozmówcę ,ale on mnie nie.&lt;br /&gt;Żeby pogadać muszę się zatrzymać, wyłączyć silnik, wyjąć kluczyk ze stacyjki, poczekać aż rozłączy się bluetooth i oddzwonić w tradycyjny sposób.&lt;br /&gt;No życia to bynajmniej nie ułatwia i większość rozmów zaczynam już nieźle zirytowany.&lt;br /&gt;A tym razem ręce naprawdę mi opadły.&lt;br /&gt;-Rany boskie! Przeziębiliśmy dziecko! Cała zasmarkana, oczka czerwone i ma kłopoty z przełykaniem. Pewnie ją gardło boli.&lt;br /&gt;Jako dziecko na drugie imię miałem „zdechlak” a na trzecie „angina” więc doskonale wiedziałem o czym mówi.&lt;br /&gt;Zakląłem więc szpetnie ignorując spojrzenia innych kierowców, którzy najwyraźniej zastanawiali się „poco ten idiota zatrzymał się w takim kretyńskim miejscu”.&lt;br /&gt;Miałem ogromną ochotę pokazać im międzynarodowy znak pokoju. Ten , w którym wykorzystuje się głównie środkowy palec.&lt;br /&gt;Tyle,że statecznemu ojcu rodziny to już jakby trochę nie wypada.&lt;br /&gt;A może jednak?&lt;br /&gt;Te rozważania przerwała dalsza część wypowiedzi koleżanki małżonki:&lt;br /&gt;-Zarejestrowała je do lekarza na dziesiątą- tylko wtedy jest wolne miejsce. Dasz radę się wyrwać?&lt;br /&gt;-Muszę- odpowiedziałem jękliwym głosem bo i bez konieczności powrotu do domu, zgarnięcia pociech, zawiezienia do lekarza, nieuniknionej wizyty w aptece i odwiezienia dziewczyn do domu czekał mnie delikatnie mówiąc przesrany dzień w pracy.&lt;br /&gt;Ale trzeba mieć jakieś priorytety.&lt;br /&gt;Szybko odwaliłem to co musiałem, wytłumaczyłem się szefowej i ze świadomością,że i tak będę miał przerąbane pognałem do domu.&lt;br /&gt;Cała akcja „lekarz” przebiegła zaskakująco szybko i sprawnie.&lt;br /&gt;Pani doktor stwierdziła,że nic złego się nie dzieje, zaordynowała oszczędnie medykamenty i uspokojeni mogliśmy wrócić do domu.&lt;br /&gt;Nasze pierwsze dziecięce przeziębienie.&lt;br /&gt;Chyba trochę niepotrzebnie spanikowaliśmy.&lt;br /&gt;Do pracy tatulo zwany jako Garbaty Zdechlak vel Angina wracał znacznie spokojniejszy.&lt;br /&gt;Krótkotrwałe to uspokojenie było bo z tego wszystkiego zapomniałem o pewnym ważnym spotkaniu, na które co gorsza umówiła mnie szefowa.&lt;br /&gt;Byłem wściekły sam na siebie, ale do cholery od kilku tygodni nie miałem ani jednego wolnego dnia, w nocy nie śpię, wstaję przed szóstą więc chyba trudno oczekiwać po mnie jakiejś nadzwyczajnej mobilizacji?&lt;br /&gt;Zresztą komu ja się skarżę, sami widzicie co się z blogiem dzieje.&lt;br /&gt;Niepokoi mnie jednak to,że wcale się tym wszystkim nie przejmuję.&lt;br /&gt;Kompletnie.&lt;br /&gt;I ledwo powstrzymuję się by nie odwarknąć szefowej:&lt;br /&gt;„Czym ty mi głowę zawracasz?! Przecież moja córka MA KATAR!!!!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-8589248341633277251?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/8589248341633277251/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/07/przekichane.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/8589248341633277251'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/8589248341633277251'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/07/przekichane.html' title='Przekichane'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-3460791556897902363</id><published>2010-07-07T10:23:00.001+02:00</published><updated>2010-07-07T10:28:00.188+02:00</updated><title type='text'>Refleksje literacko-przyrodnicze</title><content type='html'>Wyraziste sformatowanie moich córek zaczęło mnie ostatnio niepokoić.&lt;br /&gt;Bo skoro jedna gada a druga się przemieszcza to istnieje niebezpieczeństwem,że tak im już zostanie.&lt;br /&gt;A wolałbym by Dzieci Frankensteina były trochę bardziej wszechstronne.&lt;br /&gt;Chociaż z drugiej strony doskonale się uzupełniają.&lt;br /&gt;Koleżanka małżonka żartuje nawet, że niedługo może to wyglądać tak, że jedna stwierdzi:&lt;br /&gt;-Te siora. Możesz mi przynieść grzechotkę? Bo chodzić nie umiem a rączki za krótkie!&lt;br /&gt;Odpowiedzią drugiej będzie natomiast tylko radosne chrząkanie i tupot małych stópek.&lt;br /&gt;A jednak wczoraj zaobserwowałem coś co rozwiewa moje obawy o to,że jedna będzie intelektualistką a druga „fizolką”.&lt;br /&gt;Niby nic się nie zmieniło. Jedna mówi a druga się wierci i przemieszcza.&lt;br /&gt;Ważne jednak w jakim kierunku się udaje.&lt;br /&gt;Ostatnio zdarza mi się,że siadam przy leżaczkach na podłodze i czytam książkę.&lt;br /&gt;Dzieci są zajęte swoimi zabawkami i zadowolone,że tata jest blisko.&lt;br /&gt;A ja cieszę się lekturą, której tak bardzo mi brakowało.&lt;br /&gt;Od kilku dni muszę jednak siadać trochę dalej niż dotychczas.&lt;br /&gt;Zaczęło się od tego,że bardziej ruchliwa latorośl zaczęła wyciągać ręce w stronę grubego tomiszcza leżącego na moich kolanach.&lt;br /&gt;Najwyraźniej zainteresował ją ten dziwny przedmiot.&lt;br /&gt;Co bardzo mnie ucieszyło ponieważ pierwszą zabawką jaką kupiłem dzieciakom jeszcze przed ich urodzeniem była właśnie małą szeleszcząca, miękka książeczka składająca się z czterech kartek.&lt;br /&gt;W strony są wszyte takie fajne elementy materiału, które dziecko może odsłaniać i odkryć ,że chowają się za nimi różne stworzenia i tak dalej.&lt;br /&gt;Urzekła mnie od pierwszego spojrzenia. Uznałem ,że to wspaniały pomysł i z dumą zaprezentowałem ten nabytek rodzinie, która wykazał się znacznie mniejszym entuzjazmem.&lt;br /&gt;-Dziwne, to takie. A ile kosztowało?&lt;br /&gt;Tu podałem cenę.&lt;br /&gt;-Ile!!! Za takie...&lt;br /&gt;Te miny mówiły wszystko. W oczach najbliższych byłem frajerem, który kupił drogi i prawdopodobnie bezużyteczny gadżet.&lt;br /&gt;Dlatego drugi zakup- lwa- książeczkę (takiego z kilkoma „kartkami” przyszytymi do brzucha) pokazałem już pewną rezygnacją.&lt;br /&gt;Odpowiedzią były wysoko uniesione brwi.&lt;br /&gt;No to teraz wyobraźcie sobie jaką satysfakcję poczuł garbaty tatulo kiedy okazało się ,że owe potencjalnie bezużyteczne gadżety okazały się ulubionymi zabawkami pociech.&lt;br /&gt;Nie oszukujmy się -z czytaniem te ich zabawy zbyt wiele wspólnego nie miały. Raczej było to radosne memłanie, ugniatanie i ślinienie.&lt;br /&gt;Ale jednak.&lt;br /&gt;Od pewnego czasu zauważyłem, że dziecięca fascynacja tymi przedmiotami mija.&lt;br /&gt;Kiedy podaję im książeczkę  albo lewka to po kilku sekundach ląduje  na podłodze i jakoś nikt nie protestuje.&lt;br /&gt;Małe oczka świdrują mnie z wyraźnym pytaniem:&lt;br /&gt;„Dasz wreszcie coś nowego do zabawy?”&lt;br /&gt;No to daję.&lt;br /&gt;Ale są do kroćset jakieś granice.&lt;br /&gt;Ja rozumiem ,że lektura powinna być dostosowana do wieku dziecka. Mam też świadomość, że rodzice zawsze są zaskoczeni tym jak szybko dorastają ich dzieci.&lt;br /&gt;Ale lektura „Millenium” to chyba lekka przesada.&lt;br /&gt;Wydaje mi się ,że zanim moje córki wezmą się za czytanie ponurych, mrocznych i cynicznych kryminałów powinny przejść przez etap lektur, w których drobne przestępstwa popełniają misie, kotki, pieski, żółwie...&lt;br /&gt;A czarnym charakterem jest jakiś, w sumie całkiem sympatyczny, mięsożerca.&lt;br /&gt;Na przykład tygrysek, który troszkę dokucza małej zebrze:&lt;br /&gt;-E ty ,ale jesteś blada pod tymi paskami!&lt;br /&gt;-Spójrz lepiej na te swoje niechlujne wąsy paskudny kocie!!!-odpowiada tamta.&lt;br /&gt;No coś w tym stylu.&lt;br /&gt;Tylko jak to wytłumaczyć siedmiomiesięcznej córce, której zainteresowanie tą,  całkowicie dla niej nieodpowiednią, lekturą rośnie w postępie geometrycznym.&lt;br /&gt;Wczoraj nieopatrznie odłożyłem książkę na podłogę i poszedłem po coś do picia.&lt;br /&gt;Chwile później dziecko trzymało w garści szeleszczące strony.&lt;br /&gt;Kiedy wyrywałem z małych łapek swoją lekturę spotkałem się z gwałtownymi wyrazami niezadowolenia. Pełne dezaprobaty fukanie i wyciągnięte rączki z rozczapierzonymi palcami.&lt;br /&gt;Mowa ciała aż nadto zrozumiała.&lt;br /&gt;„Oddaj mi to dziadu”-mówiło dziecko całą sobą.&lt;br /&gt;Postanowiłem zrobić pewien eksperyment i położyłem książkę w odległości jakiegoś metra.&lt;br /&gt;Dotarcie do nie zajęło dzieciakowi kilka sekund.&lt;br /&gt;Znowu odsunąłem.&lt;br /&gt;I znowu pościg trwał zaskakująco krótko.&lt;br /&gt;Postanowiłem poeksperymentować i poprowadziłem córkę bardziej skomplikowaną trasą.&lt;br /&gt;Taką z zakrętami, pętlami i przez przeszkody w postaci maty edukacyjnej.&lt;br /&gt;Niesamowite jest to zdalne sterowanie.&lt;br /&gt;Czułem się jak rybak holujący  marlina na niewidzialnej żyłce.&lt;br /&gt;Tylko czy ktoś widział kiedyś stękającego i przebierającego energicznie kończynami marlina?&lt;br /&gt;A styl w jakim moja mała ofiara pokonała mate edukacyjna był doprawdy imponujący.&lt;br /&gt;Wpadła na nią niczym miniaturowy czołg. Poroztrącała zabawki, namierzyła ściganą książkę, wykonała zwrot bojowy i buksując kończynami ruszyła do ostatecznego ataku. &lt;br /&gt;Tyle,że mata ślizgała się po podłodze.&lt;br /&gt;Co bynajmniej nie powstrzymało tego dziwnego dziecka.&lt;br /&gt;Ona po prostu włączyła wyższy bieg. „Przemieliła” matę pod sobą tak jakby biegła po ruchomej bieżni. &lt;br /&gt;A kiedy ta wreszcie się skończyła,  i dziecko odzyskało przyczepność  oraz sterowność, polowanie błyskawicznie się zakończyło.&lt;br /&gt;Dopadła „Millenium” Stiega Larrsona niczym waran starego i nieruchawego kurczaka.&lt;br /&gt;Musiałbym być świnią żeby w tym momencie wyrwać jej książkę.&lt;br /&gt;Nie po takim wysiłku.&lt;br /&gt;Z pogniecionych kartek w końcu też da się coś odczytać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-3460791556897902363?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/3460791556897902363/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/07/refleksje-literacko-przyrodnicze.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/3460791556897902363'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/3460791556897902363'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/07/refleksje-literacko-przyrodnicze.html' title='Refleksje literacko-przyrodnicze'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-1521746625111380060</id><published>2010-07-05T22:21:00.001+02:00</published><updated>2010-07-05T22:24:23.833+02:00</updated><title type='text'>Nocny upgrade</title><content type='html'>No i mamy prezydenta. Jakoś trudno mi się tym ekscytować. &lt;br /&gt;Czas pokaże czy „gajowy” dalej będzie popełniał gafy w stylu mistrza gatunku Georga W. Busha.&lt;br /&gt;Zbyt rzadko przebywam w tym świecie równoległym by przywiązywać do tego wagę.&lt;br /&gt;Jakiś czas temu przeanalizowałem w jaki sposób rzeczywistość polityczna wpływa na nasze życie i doszedłem do wniosku ,że bezpośredniego przełożenia praktycznie nie ma.&lt;br /&gt;Bicie piany, nowe ustawy, ich projekty, powstające i rozpadające się koalicje, słowa, słowa, słowa.&lt;br /&gt;I tyle.&lt;br /&gt;Za to trzymam Pana Bronka za słowo w kwestii refundacji in vitro, którą obiecał społeczeństwu.&lt;br /&gt;Jak jednak wspomniałem obserwowaniu wydarzeń na scenie politycznej nie towarzyszą specjalne emocje.&lt;br /&gt;Pogląd na obu kandydatów miałem na tyle wyrobiony ,że nawet podczas telewizyjnych debat ostentacyjnie czytałem książkę.&lt;br /&gt;Jak tu przywiązywać wagę do kłamstw wyborczych kiedy dzieciaki przechodzą kolejny skok rozwojowy.&lt;br /&gt;Swoja droga ciekawe skąd wzięło się to cokolwiek dziwaczne powiedzenie o „przywiązywaniu wagi”. A niby do czego? I czym?&lt;br /&gt;I właściwie po cholerę przywiązywać?&lt;br /&gt;No nieważne, o dzieciakach miało być.&lt;br /&gt;Dzieci frankensteina to prawdziwe mistrzynie suspensu.&lt;br /&gt;Potrafią uspokoić człowieka codzienna monotonia, morderczą wręcz rutyną...&lt;br /&gt;Gdy wtem!&lt;br /&gt;Są chyba tylko dwie rzeczy, których najbardziej nienawidzę.&lt;br /&gt;Pierwsza to bezinteresowna i bezrefleksyjna ludzka głupota a druga to rutyna właśnie.&lt;br /&gt;Już w podstawówce walczyłem z nią zmieniając co chwila trasę którą chodziłem do szkoły.&lt;br /&gt;Teoretycznie do wyboru miałem tylko dwie ulice ,ale jak człowiek dobrze pokombinował i jednego dnia poszedł za śmietnikiem a drugiego po dachach garaży...&lt;br /&gt;W każdym razie teraz nie muszę wkładać tyle wysiłku w urozmaicanie sobie życia.&lt;br /&gt;Ponieważ córki codziennie mnie czymś zaskakują.&lt;br /&gt;Czasem mama wrażenie,ze kiedy tylko przykładam głowę do poduszki to koleżanka małżonka podłącza je do neta i przeprowadza upgrade.&lt;br /&gt;Bo jak inaczej wytłumaczyć to ,że dziecko , które wczoraj umiało tylko robić bańki ze śliny  dizisiaj na mój widok stwierdziło rzeczowo:&lt;br /&gt;-Tata. Tatatatatatatata!&lt;br /&gt;Nie od razu do mnie dotarło. Potem myślałem,że się przesłyszałem.&lt;br /&gt;A potem westchnąłem;&lt;br /&gt;-Ja pierdzielę jaki dzisiaj upał! Nawet oczy mi się pocą!!!&lt;br /&gt;A córka jakby nigdy nic wyszczerzyła dziąsła i przytaknęła:&lt;br /&gt;-Tata!&lt;br /&gt;Zachwycający jest ten nowy soft mojej córki.&lt;br /&gt;To chyba jakaś wersja „Talking-PRO”.&lt;br /&gt;Ciekawe jaki ma system operacyjny?&lt;br /&gt;Bo druga chyba na windows'ie chodzi.&lt;br /&gt;Jakoś podejrzanie często się zawiesza.&lt;br /&gt;Za to chyba hardware ma lepszy i jakąś jego mobilną wersję bo wygląda na to,że w ciągu dwóch dni zacznie raczkować do przodu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-1521746625111380060?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/1521746625111380060/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/07/nocny-upgrade.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/1521746625111380060'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/1521746625111380060'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/07/nocny-upgrade.html' title='Nocny upgrade'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-6528703734599086923</id><published>2010-06-30T21:18:00.000+02:00</published><updated>2010-06-30T21:20:15.039+02:00</updated><title type='text'>Polityczna niepoprawność medialna</title><content type='html'>No cóż po takiej przerwie czuję się jak debiutant. Tym bardziej ,że przeczytałem wczoraj kilka cierpkich komentarzy.&lt;br /&gt;Przyznaję,że trochę mnie ruszyło.&lt;br /&gt;Inna sprawa,że nie byłem zaskoczony. Nawet trochę bałem się wpisując adres blogu w wyszukiwarce :-)&lt;br /&gt;Na zarzut o lekceważeniu mogę odpowiedzieć bardzo prosto: właśnie z szacunku do czytelników „nie ubierałem w słowa tego,że nie miałem nic do powiedzenia” :-)&lt;br /&gt;Cytat może niezbyt dokładny bo z głowy.&lt;br /&gt;Ale niewątpliwie trafny.&lt;br /&gt;Czuje się ostatnio jakbym żył naraz w kilku równoległych światach.&lt;br /&gt;Między 5.00 a 6.00 z bezkresnych mroków czarnej dziury wzywa mnie jękliwe  wołanie którejś z księżniczek. I tym samym przenoszę się do świata jasności i dualnej monarchii.&lt;br /&gt;Bardzo lubię te chwile o poranku. Karmie dzieciaki a kiedy najedzone przydrzemią siadam z kawą i przez kilkanaście minut czytam kilka stron książki.&lt;br /&gt;Taaa... nieżyjący już Stieg Larson i jego trylogia „Milenium” to chyba jeden z powodów ostatniego milczenia...&lt;br /&gt;Koło ósmej wsiadam w samochód i ląduję w krainie mroku i szarości. Świata , w którym słońce nigdy nie wschodzi i nie zachodzi. Resztę przemilczę bo cholera wie kto to z mojej firmy czyta ;-)&lt;br /&gt;Wracając do księżniczek niestety muszę jeszcze po drodze odwiedzić kamieniołomy w naszym ogrodzie.&lt;br /&gt;Koleżanka małżonka dosyć jasno wyraziła się na temat zbyt długiego oczekiwania na dokończenie balkonu i tarasu. Dobrze,ze chociaż szwagier betoniarkę pożyczył.&lt;br /&gt;Taki tryb życia powoduje ,że ostatnio wyspecjalizowałem się w zasypianiu podczas najbardziej dramatycznych momentów meczów.&lt;br /&gt;Ostatnio przydrzemałem podczas.... karnych!&lt;br /&gt;Więc naprawdę nie miejcie żalu.&lt;br /&gt;Tym bardziej,że każdą wolna chwile spędzam z dzieciakami.&lt;br /&gt;Naprawdę potrafią dać w kość, ale obserwowanie tego jak rozwijają się z dnia na dzień jest fascynujące i rozczulające.&lt;br /&gt;Nasz „bliźniak drugi” właśnie bardzo na serio przymierza się do raczkowania a „bliźniak pierwszy” nauczył się mówić „mama”.&lt;br /&gt;I oddaje się temu zajęciu z niesłabnącym entuzjazmem.&lt;br /&gt;A jednak to wspaniałe doświadczenie kiedy od drugiej do trzeciej w nocy człowiek słucha słodko monotonnej mantry:&lt;br /&gt;„mamamamamaamamamamamamamaaaaamamamamamamamamamamamamamamamamamamamamamamamamamamamamamamamamamamaaama....”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fajne jest to tacierzyństwo.&lt;br /&gt;Dzisiaj byliśmy na kolejnym spotkaniu z panią rehabilitantką.&lt;br /&gt;Równie miłym co , moim zdaniem, całkiem niepotrzebnym. Bo chodzenie tylko po to żeby usłyszeć, że wszystko jest super ,ale „lepiej jeszcze poćwiczyć” jest chyba bez sensu.&lt;br /&gt;Kiedy opowiadam o tym koledze lekarzowi ten tylko uśmiecha się i cynicznie stwierdza:&lt;br /&gt;-A co się dziwisz. Oddział rehabilitacji z czegoś musi żyć.&lt;br /&gt;No tak, pracy niewiele, koszty żadne a punkty do NFZ się nabija.&lt;br /&gt;Pozostaje tylko wzruszyć ramionami.&lt;br /&gt;Trudno za to tak lekko potraktować kampanię wyborczą, w której kwestia in vitro pojawia się bardzo regularnie.&lt;br /&gt;Przygnębia mnie ta kampania prezydencka. Z kilku względów.&lt;br /&gt;Po raz kolejny przychodzi podjąć decyzję czy zagłosować na kandydata bardzo złego czy bardzo złego inaczej.&lt;br /&gt;Właśnie oglądam drugą debatę między „Małym Bratem” a „Nadętym Gajowym”.&lt;br /&gt;Te pierwszy jest zdecydowanym przeciwnikiem in vitro ( „jestem katolikiem”) a drugi niby za ,ale reprezentuje partię, która cynicznie próbuje zniszczyć mój zakład pracy.&lt;br /&gt;No i masz tu wybór Polaku.&lt;br /&gt;Tym bardziej,że te wszystkie medialne działania mają jeszcze drugie i trzecie dno.&lt;br /&gt;Chyba jeszcze nigdy koledzy dziennikarze tak mocno nie zaangażowali się w kampanię.&lt;br /&gt;Ostatnio ze znajomymi śmialiśmy się tłumacząc skróty stacji telewizyjnych jako TVPis oraz Tusk Vision Network.&lt;br /&gt;O ile jednak publiczna tv stara się zachować jakieś tam pozory to TVN jedzie po bandzie.&lt;br /&gt;Z biznesowego punktu widzenia takie działanie jest zrozumiałe bo Platforma robi dużo by osłabić pozycję TVP, która jest poważnym konkurentem na rynku reklamowym.&lt;br /&gt;A jednak jako dziennikarz brzydzę się takimi cynicznymi manipulacjami.&lt;br /&gt;I chociaż jako widza bawią mnie często te medialne złośliwostki pod adresem Małego Brata to jednak jako dziennikarz nie mogę pozbyć się niesmaku.&lt;br /&gt;Zresztą z prasą jest podobnie.&lt;br /&gt;No cóż. Agora też od lat szuka dla siebie miejsca na rynku mediów elektronicznych...&lt;br /&gt;Kiedy czytam wspomniany ostatnio kryminał Stiega Larsona to dochodzę do wniosku,że jeżeli chodzi o standardy i etykę dziennikarską to jeszcze przed nami dłuuuga droga.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6413344769745260430-6528703734599086923?l=dziecifrankensteina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/feeds/6528703734599086923/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/06/polityczna-niepoprawnosc-medialna.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/6528703734599086923'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6413344769745260430/posts/default/6528703734599086923'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziecifrankensteina.blogspot.com/2010/06/polityczna-niepoprawnosc-medialna.html' title='Polityczna niepoprawność medialna'/><author><name>Garbaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05580971316520995992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6413344769745260430.post-8558064383514905732</id><published>2010-06-09T15:37:00.011+02:00</published><updated>2010-06-12T08:18:12.554+02:00</updated><title type='text'>AC/DC-część 3</title><content type='html'>Pod lotnisko, na którym ma odbyć się koncert, zajeżdżamy zaskakująco szybko.&lt;br /&gt;Miny nam jednak rzedną kiedy zaczyna się mozolne szukanie miejsca do zaparkowania.&lt;br /&gt;Samochody są wszędzie -na chodnikach, trawnikach podjazdach do sklepów.&lt;br /&gt;W pewnym momencie sugeruję kierowcy żeby zaparkował w środku myjni samochodowej.&lt;br /&gt;Jakoś nie wydaje mi się by jakiś klient odważył się dzisiaj do niej przyjechać.&lt;br /&gt;Mój żart nie zostaje jednak doceniony.&lt;br /&gt;Nie to nie. Siadam naburmuszony i siorbię piwo z puszki. Chciałem dobrze.&lt;br /&gt;W końcu policjanci pozwalają nam zaparkować przy przystanku autobusowym. Ulica i tak zostanie zaraz zamknięta.&lt;br /&gt;Nadszedł czas dramatycznej decyzji.&lt;br /&gt;-To co będzie padało czy nie? Zakładamy kalosze czy nie?-patrzymy na siebie pytająco z koleżanką małżonką.&lt;br /&gt;-W dupie! Nie bierzemy! Żyje się raz!&lt;br /&gt;Ależ jesteśmy szaleni.&lt;br /&gt;Przypomina mi się jeden z rysunków Garfielda, na którym Jon Arbuckle krzyczy -&lt;br /&gt;„Jestem szalony! Założyłem nakolanniki na łokcie!!!”.&lt;br /&gt;Po chwili jednak wchodzimy w gęsty tłum zmierzający do bramek.&lt;br /&gt;Po drodze za dwie dychy kupujemy jeszcze dwie pary świecących diabelskich rogów.&lt;br /&gt;Patrzymy na siebie krytycznie z koleżanka małżonką i zgodnie oceniamy,że ta cepeliada uczyniła z nas „najrasowszych” fanów AC/DC.&lt;br /&gt;W pewnym momencie podchodzi do mnie dwóch kolesi. Ten wyższy pyta zaczepnie wskazując na moje świecące poroże:&lt;br /&gt;-Pożyczysz, czy mam ci odebrać?&lt;br /&gt;-Próbuj! - proponuję buńczucznie co wywołuje jego wesołość.&lt;br /&gt;W końcu jest tylko dwa razy większy ode mnie.&lt;br /&gt;Gratuluje mi właściwej postawy i rozchodzimy się w zgodzie.&lt;br /&gt;Czuję,że zaczyna mnie cisnąć pęcherz.&lt;br /&gt;Tego się obawiałem.&lt;br /&gt;A potem się zaczyna.&lt;br /&gt;Jedna bramka,kolejka do toi- toia.&lt;br /&gt;Druga bramka i kolejna kolejka do toi -toia.&lt;br /&gt;Wreszcie trzecia bramka  i nasz sektor. Okazuje się ,że tu kolejek do toalet nie ma. Ale przecież nie po to zapłaciłem tyle za bilet, żeby teraz nie skorzystać. No to idę po raz trzeci.&lt;br /&gt;Zastanawiając się po drodze czy to tylko wina wypitego piwa czy tez może warto pomyśleć o zbadaniu prostaty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy wchodziliśmy na stadion, ktoś z tłumu mruknął:&lt;br /&gt;-Eee, myślałem,że scena będzie większa.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TBHpXoP_2QI/AAAAAAAAAJ4/rr2mxpupGUg/s1600/ACDC-scena-1b-net.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 277px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TBHpXoP_2QI/AAAAAAAAAJ4/rr2mxpupGUg/s320/ACDC-scena-1b-net.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5481418813637384450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jednak okazało się to złudne, bo z każdym krokiem scena rosła i robiła coraz większe wrażenie.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TBHq3rVcQlI/AAAAAAAAAKA/wXJpqDkIjI8/s1600/ACDC-scena-2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TBHq3rVcQlI/AAAAAAAAAKA/wXJpqDkIjI8/s320/ACDC-scena-2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5481420463732965970" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A na scenie Dżem. Po śmierci Ryśka Riedla  przez wielu traktowany jak przyzwoity coverband.&lt;br /&gt;A jednak miło było posłuchać starych dobrych kawałków, które brzmiały naprawdę dobrze i &lt;br /&gt;soczyście.&lt;br /&gt;I kiedy kiwaliśmy się przy „Wehikule Czasu” ktoś mruknął:&lt;br /&gt;-Jeżeli teraz jest tak fajnie to wyobraźcie sobie co będzie później.&lt;br /&gt;Aż ciary przeszły po plecach.&lt;br /&gt;A właściwie przegalopowały. O mało nie odbijając mi nerek.&lt;br /&gt;Najwyraźniej były to metalowe ciary ubrane w glany.&lt;br /&gt;Masując obolałe plecy obserwowałem krzątaninę ekipy technicznej, która szykowała scenę na występ gwiazdy wieczoru.&lt;br /&gt;Poszło im zaskakująco sprawnie i szybko. Punktualnie o  21.00 rozbłysły światła a na telebimach pojawił się film animowany , którego akcja rozgrywała się w rozpędzonym pociągu.&lt;br /&gt;Akcja robiła się coraz bardziej dramatyczna a muzyka narastała. Ciary na moich plecach przestały galopować. Teraz używały już naprawdę ciężkiego sprzętu.&lt;br /&gt;A potem zaczęło się szaleństwo. I po moich plecach przejechała dywizja czołgów.&lt;br /&gt;Huk eksplozji, dymy, rozbłysk świateł i rozpędzona lokomotywa wjeżdżająca na scenę.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TBHrsRXBfII/AAAAAAAAAKI/ZW-Ioy0BVkg/s1600/ACDC-dym.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TBHrsRXBfII/AAAAAAAAAKI/ZW-Ioy0BVkg/s320/ACDC-dym.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5481421367293344898" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z moich ust mimowolnie wyrwało się jedno głośne słowo. Takie z wyrazistym „r” w środku , które w naszym języku służy do wyrażania całej palety emocji. Najczęściej skrajnych.&lt;br /&gt;Zginęło ono jednak w huku utworu „Rock'n roll train”.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TBHso9vhGKI/AAAAAAAAAKQ/DyGnGcxoZck/s1600/ACDC-lokomotywa.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TBHso9vhGKI/AAAAAAAAAKQ/DyGnGcxoZck/s320/ACDC-lokomotywa.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5481422409999390882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A potem było coraz lepiej.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TBHu1eXYTCI/AAAAAAAAAKg/ciskGKe7kJk/s1600/ACDC-Rosie.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/__xDya-cia94/TBHu1eXYTCI/AAAAAAAAAKg/ciskGKe7kJk/s320/ACDC-Rosie.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_548142482
