sobota, 11 czerwca 2011

Ukradzione minuty

Deficyt snu to jedno a potrzeba by czasem pobyć samemu ze sobą to drugie. Należę do ludzi, którzy czasem potrzebują trochę samotności.
Ponieważ zawsze wstawałem wcześniej niż koleżanka małżonka to nie było z tym problemów.
Niestety teraz rano wstaję razem z tłumem rozgadanych i szalenie absorbujących dziewcząt.
To nawet miłe,ale jednak brakuje chwili dla siebie.
Ostatni, któregoś ranka otworzyłem oczy i poczułem się dziwnie.
Jeszcze nie rozbudzony do końca zastanawiałem się o co chodzi.
Leżałem wsłuchiwałem się w ciche oddechy żony i córek i wpatrywałem się w zegarek, który wskazywał za kwadrans siódmą.
Momentalnie otrzeźwiałem i bezszelestnie zsunąłem się z łóżka na podłogę. Przy takiej technice sprężyny materaca prawie nie skrzypią.
Wstałem i stąpając na palcach przekradłem się do kuchni.
Nastawiłem czajnik i już po chwili z kubkiem kawy rozpuszczalnej rozkoszowałem się na balkonie chwilą spokoju.
Spokoju to nie znaczy ciszy.
Ranek był chłodny,ale w przyrodzie trwała gorączkowa krzątanina. W powietrzu było aż gęsto od kwiczołów, szpaków, rudzików i innej skrzydlatej hołoty, która była zajęta polowaniem na rozmaite owady i dostarczaniem ich zwłok prosto do dziobów swoich pociech.
Prawdziwa kotłowanina.
Ranek był naprawdę chłodny i szybko zacząłem marznąć ,ale mimo zziębniętych bosych stóp nie zamierzałem wracać do domu żeby nie tracić ani jednej z tych bezcennych sekund kiedy nikt niczego ode mnie nie chce.
Bo rano gorączkowa krzątanina przed wyjazdem do pracy, potem praca, potem powrót i zajmowanie się dzieciakami, potem jakaś robota domowa, sprzątnie, ogarnianie , niespokojny przerywany sen i tak w kółko.
Doszło do tego,że niedawno wracając do domu pojechałem kawałek dalej, stanąłem na parkingu, odchyliłem oparcie fotela i zasnąłem.
I nie przeszkadzały mi ani przejeżdżające obok samochody, ani przechodzący obok ludzie ani słońce świecące prosto w oczy.
To była raczej krótka drzemka, ale poczułem,że została przekroczona jakaś granica.
A jednak tego ranka zamiast kwadransa snu wybrałem dygotanie na balkonie.
Patrzyłem na szpaki, które na zmianę dostarczały do swoich budek złowione owady.
I widziałem jak sprawnie im to idzie. Gdybym ja z takim zapałem biegł rano po butelki z mlekiem to skończyłoby się to tym,że dzieciaki obudziłby huk jaki towarzyszy przekraczaniu bariery dźwięku.
A jednak dla piskląt ciągle było za wolno, za mało, za ślamazarnie.
Stojąc na balkonie słyszałem harmider dobiegający z budek mimo,że najbliższa z nich wisiała w odległości co najmniej trzydziestu metrów.
Siorbiąc gorąca kawę myślałem o tym jak to miło czasem w spokoju popatrzeć sobie jak inni zmagają się rozpaczliwie ze swoim rodzicielstwem.

3 komentarze:

  1. Takie wpisy lubię najbardziej!

    OdpowiedzUsuń
  2. I'm just writing to let you understand of the superb encounter my cousin's daughter developed browsing your web page.
    She realized so many pieces, with the inclusion
    of what it's like to possess an amazing helping mood to make most people with no trouble learn several complicated subject matter. You really exceeded our expected results. Many thanks for delivering those productive, dependable, informative not to mention cool tips about your topic to Sandra.

    Here is my site ... free erotic sex stories (tytx.forum.mythem.es)

    OdpowiedzUsuń