
Kiedy ostatnio żona męczyła mnie o post o ariraniach (już niedługo)mruknąłem tylko:
-Poczekaj, poczekaj jeszcze tematu mutacji nie dokończyłem.
-Nie rozumiem?
-Nooo, o skrzelach muszę napisać.
-Eeee tam, przestań się popisywać.
-Mówisz tak tylko dlatego,że zazdrościsz. Ty... jedyny ssaku lądowy w rodzinie!-wykrzyknąłem triumfalnie.
Otóż niedawna informacja o ewoluowaniu księżniczek, które ma je przystosować do życia w środowisku wodnym nieco zelektryzowała rodzinę.
Wszyscy zaczęli oglądać swoje stopy, uszy i inne członki.
I co?
Prawie cała rodzina jest normalna.
Prawie.
Poza jednym małym garbatym wyjątkiem.
„Garbaty ty mutaku!”-myślę patrząc codziennie w lustro podczas golenia.
Bo okazało się,że również mam „skrzelowe pozostałości”.
Zastanawia mnie tylko dlaczego są one po przeciwnej stronie uszu niż w „Wodnym Świecie”?
W każdym razie to przynajmniej wyjaśnia mój pociąg do wody.
Stary ropuch i jego dwie małe kijanki.
Tak ,tak- wiem,że to płazy i bez skrzeli,ale chodzi mi o szersze spojrzenie.
A błona na powiekach jest?
OdpowiedzUsuńA pęcherz pławny?
Jak nie ma, to mutacja niepełna.
---
Jak zwykle, bardzo przyjemnie się to czyta (:
"Waterworld"? Zdjecie na plakacie jako zywo przypomina "Imie Rozy" ;-)
OdpowiedzUsuń