Siedziałem sobie w sobotę przy kompie i męczyłem się nad projektem logo, który obiecałem (trochę pochopnie)zrobić znajomym. Szło mi opornie bo ostatnio miałem mało okazji żeby powyżywać się plastycznie. Coś tam jednak zmajstrowałem. Ponieważ jednak miałem wątpliwości czy wyszło dobrze- o recenzję poprosiłem koleżankę małżonkę. Ona jest lepszą kolorystką więc zmierzyła wzrokiem moje dzieło i mruknęła, że jej zdaniem tło powinno być łososiowe i poszła.
Nie byłem przekonany do tego czy to trafna sugestia. A raczej wprost przeciwnie,ale co tam-spróbować zawsze można. Kiedy skończyłem ponownie zawołałem żonę. Moja druga połówka zmrużyła oczy, zmarszczyła czoło i stwierdziła, że chyba lepiej będzie wyglądał zielony. Czyli taki jaki dałem na samym początku. Mój ekspert od kolorystyki musiał zauważyć ,że zaczynam się lekko irytować bo chwile później usłyszałem:
-A wiesz, zaskoczyłeś mnie tym,że wiedziałeś jaki to jest łososiowy. Naprawdę ładny kolor zrobiłeś.
Sie kurde trochę znam nie?-wypiąłem dumnie pierś i zacząłem coś tam wspominać tym,że tak to jest jak się za robotę biorą zawodowcy i ,że kolory nie mają dla mnie żadnych tajemnic. Moje puszenie przerwało pytanie zadane podejrzanie nieśmiałym tonem:
-A wiesz kochanie jaki to kolor "fuksja
Co to jest "fuksja" do k....urwanego kubka?!!! No nóż w plecy, poniżenie i rozpacz!
ps.
A łososiowy znam, bo w domu moich rodziców od zawsze przynajmniej jeden pokój musiał być pomalowany na ten kolor. Mnie się zresztą podoba,ale koleżanka małżonka kategorycznie zapowiedziała,że w jej domu tego koloru nie będzie. Zraziła się bidula do tego pięknego koloru kiedy moja mama poprosiła ją o konsultacje podczas remontu mieszkania. Wielokrotne konsultacje. Hmm... bardzo wielokrotne. Nieskończenie. Nieustające i drobiazgowe. I wszystkie dotyczyły łososiowego.
poniedziałek, 8 czerwca 2009
Towarzyszki i towarzysze. Na quady!!!!
To tak a propos dyskusji o quadach dla pociech-szczególnie "komunistów".
Wczoraj byliśmy u znajomych na komunii i co?
Oczywiście quadzik i laptopik. Za płotem też komunia i .... quad lśniący nowością ;-))
No, takie trendy- co poradzić. Dzieciom naprawdę się nie dziwię. Na miejscu takiego komunisty pewnie oddałbym nerkę (albo i dwie) za takie cudo.
W jakiś tam sposób rozumiem też rodziców, którzy dają się ubłagać.
Ale generalnie "aaapuooookalipsaaaa", że ponownie zacytuję pewną przemiłą, szczupłą panią z telewizyjnego serialu.
Pocieszam się,że te komunistyczne... a przepraszam komunijne mody są zmienne i kiedy jeżyki będą większe to będą miały jakieś bardziej rozsądne zachcianki.Może nowa ścierka do ścierania kurzu? Albo zmywak do zmywania, mop jakiś kolorowy? No w ostateczności nowe kredki-przecież to takie rozwojowe ;-))))
Taaak pomarzyć fajna rzecz.
A wracając do quadów to zastanawia mnie od czego zaczęła się ta moda. Kto był pierwszym dumnym rodzicem, które tę zabawkę dla dorosłych podarowało małolatowi?
Jeżeli znacie tę osobę to poproszę o adres- wyślę mu (bo nie mam złudzeń-to był facet) kilka obraźliwych anonimów ;-))
Wczoraj byliśmy u znajomych na komunii i co?
Oczywiście quadzik i laptopik. Za płotem też komunia i .... quad lśniący nowością ;-))
No, takie trendy- co poradzić. Dzieciom naprawdę się nie dziwię. Na miejscu takiego komunisty pewnie oddałbym nerkę (albo i dwie) za takie cudo.
W jakiś tam sposób rozumiem też rodziców, którzy dają się ubłagać.
Ale generalnie "aaapuooookalipsaaaa", że ponownie zacytuję pewną przemiłą, szczupłą panią z telewizyjnego serialu.
Pocieszam się,że te komunistyczne... a przepraszam komunijne mody są zmienne i kiedy jeżyki będą większe to będą miały jakieś bardziej rozsądne zachcianki.Może nowa ścierka do ścierania kurzu? Albo zmywak do zmywania, mop jakiś kolorowy? No w ostateczności nowe kredki-przecież to takie rozwojowe ;-))))
Taaak pomarzyć fajna rzecz.
A wracając do quadów to zastanawia mnie od czego zaczęła się ta moda. Kto był pierwszym dumnym rodzicem, które tę zabawkę dla dorosłych podarowało małolatowi?
Jeżeli znacie tę osobę to poproszę o adres- wyślę mu (bo nie mam złudzeń-to był facet) kilka obraźliwych anonimów ;-))
niedziela, 7 czerwca 2009
O pogodzie, kawie i nostalgii ;-)
Dzisiaj niedziela. Miałem ambitny plan żeby pospać do dziewiątej, ale oczywiście obudziłem się po siódmej i już nie mogłem zasnąć. Trochę poczytałem a potem głód wygnał mnie z łóżka.
Pogoda okropna- w chłodnym powietrzu czuć zgniłą wilgoć.
To dobry poranek na mocną kawę. Pogryzając kanapkę nastawiłem ekspres, który w końcu udało mi się naprawić i zapatrzyłem się na świat za oknem. Nooo, nie za ciekawie to wygląda.Przypomina mi się narzekanie kolegi, który marudził ostatnio, że „nie pisał się na mieszkanie w strefie monsunowej i serdecznie pier....li taką pogodę, przy której pranie nie chce wyschnąć przez tydzień i nawet jego pies wygląda jakby miał spleśnieć”.
To prawda nie tak to miało wyglądać. Czerwiec to mój ulubiony miesiąc. Uwielbiam te długie wieczory rozświetlone budyniowym światłem nisko wiszącego słońca. Tymczasem przy takiej pogodzie zaczynam popadać w nostalgię. Tym większą ,że niedługo przypadają moje urodziny.
A te przestały mnie cieszyć chyba wtedy gdy skończyłem 28 lat i zrozumiałem,że studenckie czasy już nie wrócą ;-))))))
Zresztą moje urodziny przypominają mi o tych wszystkich, o których kiedyś tam zapomniałem. No ,ale o tym pisałem już poprzednio.
Właściwie to chciałem napisać o czymś zupełnie innym. Otóż koleżance małżonce przestał przeszkadzać zapach kawy z ekspresu! Mogę ją już pić najzupełniej otwarcie, legalnie i bez ograniczeń(oczywiście w granicach zdrowego rozsądku).
Niby fajnie, ale... zniknęła ta wartość dodana w postaci zakazanego owocu.
I teraz kawa nie pachnie już tak pięknie ;-)))) Wiem, wiem- niektórym to nie dogodzisz.
Dobra, na razie spadam bo za godzinę musimy być na komunii u znajomych.
Pogoda okropna- w chłodnym powietrzu czuć zgniłą wilgoć.
To dobry poranek na mocną kawę. Pogryzając kanapkę nastawiłem ekspres, który w końcu udało mi się naprawić i zapatrzyłem się na świat za oknem. Nooo, nie za ciekawie to wygląda.Przypomina mi się narzekanie kolegi, który marudził ostatnio, że „nie pisał się na mieszkanie w strefie monsunowej i serdecznie pier....li taką pogodę, przy której pranie nie chce wyschnąć przez tydzień i nawet jego pies wygląda jakby miał spleśnieć”.
To prawda nie tak to miało wyglądać. Czerwiec to mój ulubiony miesiąc. Uwielbiam te długie wieczory rozświetlone budyniowym światłem nisko wiszącego słońca. Tymczasem przy takiej pogodzie zaczynam popadać w nostalgię. Tym większą ,że niedługo przypadają moje urodziny.
A te przestały mnie cieszyć chyba wtedy gdy skończyłem 28 lat i zrozumiałem,że studenckie czasy już nie wrócą ;-))))))
Zresztą moje urodziny przypominają mi o tych wszystkich, o których kiedyś tam zapomniałem. No ,ale o tym pisałem już poprzednio.
Właściwie to chciałem napisać o czymś zupełnie innym. Otóż koleżance małżonce przestał przeszkadzać zapach kawy z ekspresu! Mogę ją już pić najzupełniej otwarcie, legalnie i bez ograniczeń(oczywiście w granicach zdrowego rozsądku).
Niby fajnie, ale... zniknęła ta wartość dodana w postaci zakazanego owocu.
I teraz kawa nie pachnie już tak pięknie ;-)))) Wiem, wiem- niektórym to nie dogodzisz.
Dobra, na razie spadam bo za godzinę musimy być na komunii u znajomych.
sobota, 6 czerwca 2009
"Roots, bloody roots"
Ponieważ troszkę rozwinęła nam się "komentarzowa" dyskusja "playlistowa" chciałbym skrobnąć parę słów.
Kiedyś z koleżanką małżonką byliśmy przypadkowymi świadkami ciekawej rozmowy. Wyszliśmy, ze sporą grupką ludzi, z pubu, w którym zakończył się właśnie koncert kapeli grającej irlandzki folk. W pewnym momencie mijaliśmy rynek, na którym produkował się jakiś "krajowy" zespół ludowy.
I wtedy ktoś z tłumu mruknął głosem nabrzmiałym goryczą:
"Patrzcie inne kraje to mają taką fajną muzykę ludową. A my? Tylko takie ,k...wa, Jiiiii Iiii!"
A piszę o tym bo w kwietniu tego roku powstała Grupa Hoboud, która gra coś w rodzaju polskiego folku (w odróżnieniu od folkloru) a jej twórcami są ludzie, którzy przez lata grali właśnie folk irlandzki i jeździli z koncertami po całym świecie.
Link do nich podaję na dole.
Koleżance małżonce nie przypadło to do gustu, ale może komuś się spodoba.
A wracając do tytułu posta "Roots...."-to był dopiero folk made by Sepultura :-))))))
www.myspace.com/hoboud
Kiedyś z koleżanką małżonką byliśmy przypadkowymi świadkami ciekawej rozmowy. Wyszliśmy, ze sporą grupką ludzi, z pubu, w którym zakończył się właśnie koncert kapeli grającej irlandzki folk. W pewnym momencie mijaliśmy rynek, na którym produkował się jakiś "krajowy" zespół ludowy.
I wtedy ktoś z tłumu mruknął głosem nabrzmiałym goryczą:
"Patrzcie inne kraje to mają taką fajną muzykę ludową. A my? Tylko takie ,k...wa, Jiiiii Iiii!"
A piszę o tym bo w kwietniu tego roku powstała Grupa Hoboud, która gra coś w rodzaju polskiego folku (w odróżnieniu od folkloru) a jej twórcami są ludzie, którzy przez lata grali właśnie folk irlandzki i jeździli z koncertami po całym świecie.
Link do nich podaję na dole.
Koleżance małżonce nie przypadło to do gustu, ale może komuś się spodoba.
A wracając do tytułu posta "Roots...."-to był dopiero folk made by Sepultura :-))))))
www.myspace.com/hoboud
Minimalizacja ryzyka
Wczoraj po powrocie z pracy znalazłem w kuchni puste opakowanie po śledziach w sosie musztardowym. W pierwszym momencie zrobiło mi się odrobinę przykro bo je bardzo lubię a nawet nie dostałem szansy spróbowania. Jednak kiedy wyjadałem resztki sosu oddałem się refleksji i doszedłem do wniosku, że koleżanka małżonka ostatnio mnie bardzo pozytywnie zaskakuje.
Czego dowodem jest właśnie ów brak śledzi.
Ładniejsza połówka naszego związku ma ogromną awersję do jakiegokolwiek planowania. Kiedykolwiek i czegokolwiek. Strasznie to stresuje jej teściową :-)))
Tym razem jednak przełamała tę słabość w wielkim stylu.
Otóż przewidując „sytuacje zachciankowe” zrobiła wszystko by zminimalizować konieczność wykonywania przeze mnie różnych rajdów do różnych sklepów o różnych dziwnych porach.
A konkrety? Proszę bardzo- w lodówce 3 rodzaje śledzi (no teraz to już tylko dwa), po słoiku ogórków kiszonych i konserwowych (słoik z małosolnymi stoi obok na szafce), kilka rodzajów różnych marynat. Mamy też zapas różnych owoców oraz 2 opakowania lodów w zamrażarce.
Generalnie jesteśmy przygotowani. Jestem za to małżonce niewymownie wdzięczny ponieważ ten genialny w swej prostocie pomysł mnie by pewnie do głowy nie przyszedł.
Zresztą ja w przeciwieństwie do żony i owszem czasem lubię coś zaplanować, ale i tak nic z tego nie wynika ponieważ i tak potem zapominam co zaplanowałem.
Zresztą to zapominalstwo to jakieś przekleństwo
Delikatnie mówiąc brak mi uzdolnień matematycznych. Wszelkie cyfry i liczby natychmiast mi się ulatniają z pamięci. Nie ma możliwości żebym coś zapamiętał.
Nawet na zapamiętanie własnego numeru telefonu potrzebuję kilku miesięcy.
Ale najgorszy problem mam z datami. Żyję w ciągłym stresie,że zapomnę o urodzinach, imieninach, jakieś rocznicy.
A tak się psiakrew staram. Niestety co jakiś czas muszę cierpieć strasznego moralnego kaca bo zrobiłem komuś swoją sklerozą przykrość.
Pocieszam się tylko,że nie ma ludzi bez wad i nawet moja koleżanka małżonka takowe posiada (chociaż jej dział PR temu zdecydowanie zaprzecza).
Otóż jest ona jedyną znaną mi osobą, która z matematyką radzi sobie gorzej niż ja!
Niewiarygodne a jednak prawdziwe. Na szczęście z datami radzi sobie znacznie lepiej ode mnie więc jakoś się uzupełniamy.
Ale jeżyki to będą biedne. Bo naprawdę nie wiem kto im będzie pomagał w odrabianiu prac domowych z matematyki.
To znaczy wiem, że ja. Tylko,że do dupy z taką pomocą.
One pewnie już teraz radzą sobie z liczeniem lepiej niż tatuś.
Czego dowodem jest właśnie ów brak śledzi.
Ładniejsza połówka naszego związku ma ogromną awersję do jakiegokolwiek planowania. Kiedykolwiek i czegokolwiek. Strasznie to stresuje jej teściową :-)))
Tym razem jednak przełamała tę słabość w wielkim stylu.
Otóż przewidując „sytuacje zachciankowe” zrobiła wszystko by zminimalizować konieczność wykonywania przeze mnie różnych rajdów do różnych sklepów o różnych dziwnych porach.
A konkrety? Proszę bardzo- w lodówce 3 rodzaje śledzi (no teraz to już tylko dwa), po słoiku ogórków kiszonych i konserwowych (słoik z małosolnymi stoi obok na szafce), kilka rodzajów różnych marynat. Mamy też zapas różnych owoców oraz 2 opakowania lodów w zamrażarce.
Generalnie jesteśmy przygotowani. Jestem za to małżonce niewymownie wdzięczny ponieważ ten genialny w swej prostocie pomysł mnie by pewnie do głowy nie przyszedł.
Zresztą ja w przeciwieństwie do żony i owszem czasem lubię coś zaplanować, ale i tak nic z tego nie wynika ponieważ i tak potem zapominam co zaplanowałem.
Zresztą to zapominalstwo to jakieś przekleństwo
Delikatnie mówiąc brak mi uzdolnień matematycznych. Wszelkie cyfry i liczby natychmiast mi się ulatniają z pamięci. Nie ma możliwości żebym coś zapamiętał.
Nawet na zapamiętanie własnego numeru telefonu potrzebuję kilku miesięcy.
Ale najgorszy problem mam z datami. Żyję w ciągłym stresie,że zapomnę o urodzinach, imieninach, jakieś rocznicy.
A tak się psiakrew staram. Niestety co jakiś czas muszę cierpieć strasznego moralnego kaca bo zrobiłem komuś swoją sklerozą przykrość.
Pocieszam się tylko,że nie ma ludzi bez wad i nawet moja koleżanka małżonka takowe posiada (chociaż jej dział PR temu zdecydowanie zaprzecza).
Otóż jest ona jedyną znaną mi osobą, która z matematyką radzi sobie gorzej niż ja!
Niewiarygodne a jednak prawdziwe. Na szczęście z datami radzi sobie znacznie lepiej ode mnie więc jakoś się uzupełniamy.
Ale jeżyki to będą biedne. Bo naprawdę nie wiem kto im będzie pomagał w odrabianiu prac domowych z matematyki.
To znaczy wiem, że ja. Tylko,że do dupy z taką pomocą.
One pewnie już teraz radzą sobie z liczeniem lepiej niż tatuś.
czwartek, 4 czerwca 2009
Welcome to lugolaland
Siedzę przy kompie i jednym okiem zerkam w telewizor. W Polsacie koncert w Warszawie-Kobranocka fałszuje niemiłosiernie :-))) a w "dwójce" festyniarski Scorpions przypomina sobie,że zanim nagrali "Wind of Change" to grali nawet strawnego hard rocka.
Rany boskie to już dwadzieścia lat! O, nawet allegro dzisiaj napisane "solidarycą".
Szybko te lata zleciały. Pamiętam jak wiosną 1989 roku pani od historii opowiadała nam o zaletach kolektywizacji rolnictwa. Oczywiście kto nie wytrzymał i powiedział co o tym myśli? No kto? Kto był taki głupi? No właśnie. I kto potem miał poprawkę z histry na maturze :-)))) No normalnie mam w życiorysie coś na kształt epizodu martyrologicznego. Chociaż spójrzmy prawdzie w oczy po prostu historii sie nie uczyłem po pomyślałem,że zawsze uda mi się "skręcić" z odpowiedzią w stronę historii sztuki i jakoś to będzie. Ale nie było.
W każdym razie kiedy pomyślę sobie,że jeżyki będą się o tym uczyć tak jak ja o Bolesławie Chrobrym to....no abstrakcja jakaś!
Stałem wczoraj w sklepie przy regale z czekoladą i przypomniało mi się jak jeszcze w podstawówce kolega mi opowiadał,że w "niemcach" to są takie sklepy gdzie są całe półki różnych czekolad. To dopiero była abstrakcja! U nas były tylko dwa rodzaje czekolady-ta, którą dowieźli i której nie dowieźli :-)
Oranżada w proszku albo w torebce ze słomką. Serwowit. Mleko rozdawane w szkole. Pochody pierwszomajowe oraz "Co nam pepsi, co nam cola, my pijemy płyn lugola" :-)))
Jaruzel zamiast teleranka i cała Polska pasjonująca się losami nieolnicy Isaury.
Nawet ja już z trudem wierzę,że to działo się naprawdę.
Szczytem marzeń był tandetny zegarek elektroniczny a kolorowy "jamnik" w pokoju to był już prawdziwy awans społeczny.
Eeeech, "Long,long ago. In a galaxy far,far away"
Rany boskie to już dwadzieścia lat! O, nawet allegro dzisiaj napisane "solidarycą".
Szybko te lata zleciały. Pamiętam jak wiosną 1989 roku pani od historii opowiadała nam o zaletach kolektywizacji rolnictwa. Oczywiście kto nie wytrzymał i powiedział co o tym myśli? No kto? Kto był taki głupi? No właśnie. I kto potem miał poprawkę z histry na maturze :-)))) No normalnie mam w życiorysie coś na kształt epizodu martyrologicznego. Chociaż spójrzmy prawdzie w oczy po prostu historii sie nie uczyłem po pomyślałem,że zawsze uda mi się "skręcić" z odpowiedzią w stronę historii sztuki i jakoś to będzie. Ale nie było.
W każdym razie kiedy pomyślę sobie,że jeżyki będą się o tym uczyć tak jak ja o Bolesławie Chrobrym to....no abstrakcja jakaś!
Stałem wczoraj w sklepie przy regale z czekoladą i przypomniało mi się jak jeszcze w podstawówce kolega mi opowiadał,że w "niemcach" to są takie sklepy gdzie są całe półki różnych czekolad. To dopiero była abstrakcja! U nas były tylko dwa rodzaje czekolady-ta, którą dowieźli i której nie dowieźli :-)
Oranżada w proszku albo w torebce ze słomką. Serwowit. Mleko rozdawane w szkole. Pochody pierwszomajowe oraz "Co nam pepsi, co nam cola, my pijemy płyn lugola" :-)))
Jaruzel zamiast teleranka i cała Polska pasjonująca się losami nieolnicy Isaury.
Nawet ja już z trudem wierzę,że to działo się naprawdę.
Szczytem marzeń był tandetny zegarek elektroniczny a kolorowy "jamnik" w pokoju to był już prawdziwy awans społeczny.
Eeeech, "Long,long ago. In a galaxy far,far away"
Playlista
Sporo myślę ostatnio o muzyce jaką chciałbym puszczać jeżykom kiedy będą małe. Na pewno nie będzie to tak zwana „muzyka dziecięca”. Tym bardziej, że z racji obowiązków zawodowych trochę się w tej dziecięcej orientuję i wiem, że wartościowych rzeczy jest bardzo mało.
Zresztą znajoma 13-nastolatka opowiadała mi ostatnio,że „już wyrosła z Pink Floyd i teraz słucha Beatlesów”!
Sam w dzieciństwie byłem „indoktrynowany” Boney M., Paulem Anką i orkiestrą Glenna Millera.
W podstawówce słuchałem Iron Maiden , Limahla, Perfectu i kapitana Nemo.
A jednak wyrosłem na ludzi :-))) więc może niepotrzebnie się przejmuję tym co puszczać jeżom?
Nie, dochodzę do wniosku ,że trzeba indoktrynować, indoktrynować i jeszcze raz indoktrynować (tylko nie nachalnie). Choćby we własnym , dobrze pojętym, interesie. Bo jak mi dzieciaki zaczną puszczać w domu jakiś badziew to zwariuję.
Zaczynam więc przygotowywać składankę i już za kilka miesięcy zaczyna się „AKCJA INDOKTRYNACJA”. Najlepiej jeszcze zanim się urodzą.
I tu pojawia się pewien problem.
Nasze małżeńskie gusta muzyczne są często zbieżne, ale i równie często różne. Zdanie jeżyków też muszę brać pod uwagę bo jak im w 7 miesiącu ciąży zacznę puszczać Sepulturę, Vadera i Motorhead to chyba nie będzie to dla nich dobre? Chociaż jakby tak jakąś balladkę Motorhead?
Nie, chyba nie. Nie sadzę by przepity głos Lemy'ego był dla dzieci do przyjęcia. Nie ta estetyka :-))
Milesa Davies'a też raczej im nie puszczę bo mnie żona z tym pogoni. Organicznie nie cierpi niczego związanego z jazzem.
Ale jest jeden utwór, który od razu przychodzi mi do głowy jako wręcz idealny dla całej naszej czwórki-”Crazy Mary” Pearl Jam'u.
Zresztą znajoma 13-nastolatka opowiadała mi ostatnio,że „już wyrosła z Pink Floyd i teraz słucha Beatlesów”!
Sam w dzieciństwie byłem „indoktrynowany” Boney M., Paulem Anką i orkiestrą Glenna Millera.
W podstawówce słuchałem Iron Maiden , Limahla, Perfectu i kapitana Nemo.
A jednak wyrosłem na ludzi :-))) więc może niepotrzebnie się przejmuję tym co puszczać jeżom?
Nie, dochodzę do wniosku ,że trzeba indoktrynować, indoktrynować i jeszcze raz indoktrynować (tylko nie nachalnie). Choćby we własnym , dobrze pojętym, interesie. Bo jak mi dzieciaki zaczną puszczać w domu jakiś badziew to zwariuję.
Zaczynam więc przygotowywać składankę i już za kilka miesięcy zaczyna się „AKCJA INDOKTRYNACJA”. Najlepiej jeszcze zanim się urodzą.
I tu pojawia się pewien problem.
Nasze małżeńskie gusta muzyczne są często zbieżne, ale i równie często różne. Zdanie jeżyków też muszę brać pod uwagę bo jak im w 7 miesiącu ciąży zacznę puszczać Sepulturę, Vadera i Motorhead to chyba nie będzie to dla nich dobre? Chociaż jakby tak jakąś balladkę Motorhead?
Nie, chyba nie. Nie sadzę by przepity głos Lemy'ego był dla dzieci do przyjęcia. Nie ta estetyka :-))
Milesa Davies'a też raczej im nie puszczę bo mnie żona z tym pogoni. Organicznie nie cierpi niczego związanego z jazzem.
Ale jest jeden utwór, który od razu przychodzi mi do głowy jako wręcz idealny dla całej naszej czwórki-”Crazy Mary” Pearl Jam'u.
środa, 3 czerwca 2009
Kapsuła czasu
Kiedy obchodziłem swoje osiemnaste urodziny mój tata wyciągnął z piwnicy butelkę miodu pitnego, który kupił kiedy się urodziłem. Butelka była malutka i nie pamiętam smaku tego napitku, ale pomysł strasznie mi się spodobał.
Podsunęło mi to pomysł stworzenia czegoś w rodzaju kapsuły czasu dla jeżyków. Oprócz jakiegoś niezłego wina (które może leżakować tak długo- może coś podpowiecie?) zamierzam tam włożyć parę butelek z nalewkami owocowymi, które przygotuję w tym roku. Nie chodzi o to, że zamierzam rozpijać młodzież. Wręcz przeciwnie. Wyobraźcie sobie butelkę aromatycznej, 18 letniej naleweczki zawierającej w sobie zapach lata i jesieni z czasu przed waszym urodzeniem :-)))
Dla mnie to po prostu jakaś magia. I jednocześnie coś czego po prostu nie wypada wychlać na osiemnastce między resztami piwa, wódki i koniaku zwędzonego dziadkom z barku.
Do „kapsuły czasu” wrzucę też trochę gazet i wycinków prasowych. Pewnie jakąś płytkę z filmem,który będzie w tym roku dla nas szczególnie ważny (może płyta się nie utleni i będzie do odtworzenia -chociaż w międzyczasie format zapisu zmieni się kilkanaście razy).
Pewnie dołączę papierową wersję tego blogu i jakieś pamiątkowe drobiazgi.
Nie wiem tylko jak przechowam ten pojemnik. Strasznie podoba mi się pomysł ,żeby go zakopać gdzieś w ogrodzie a za 19 lat wręczyć jeżykom mapę i dwa szpadle :-)))
O jasny gwint! Właśnie dotarło do mnie,że zawsze kiedy myślę o tej scenie to w mojej wyobraźni jest to ciepły wiosenny dzień.
Tymczasem te biedne stworzenia będą obchodziły urodziny w grudniu. Trochę niefart.
Chociaż, jak niedawno rozmawialiśmy z koleżanką małżonką , pewnie wymyślimy jakieś inne okazje do świętowania. Bo biedne są te dzieciaki, które mają urodziny w grudniu. Wszystkie „okazje prezentowe” w jednym miesiącu a potem cały rok posuchy.
A co powiecie na świętowanie rocznicy transferu?
Na przełomie marca i kwietnia pogoda może być różna,ale przynajmniej prawdopodobieństwo tego,że ziemia będzie zmarznięta jest niewielkie.
A więc jednak zakopać?
Podsunęło mi to pomysł stworzenia czegoś w rodzaju kapsuły czasu dla jeżyków. Oprócz jakiegoś niezłego wina (które może leżakować tak długo- może coś podpowiecie?) zamierzam tam włożyć parę butelek z nalewkami owocowymi, które przygotuję w tym roku. Nie chodzi o to, że zamierzam rozpijać młodzież. Wręcz przeciwnie. Wyobraźcie sobie butelkę aromatycznej, 18 letniej naleweczki zawierającej w sobie zapach lata i jesieni z czasu przed waszym urodzeniem :-)))
Dla mnie to po prostu jakaś magia. I jednocześnie coś czego po prostu nie wypada wychlać na osiemnastce między resztami piwa, wódki i koniaku zwędzonego dziadkom z barku.
Do „kapsuły czasu” wrzucę też trochę gazet i wycinków prasowych. Pewnie jakąś płytkę z filmem,który będzie w tym roku dla nas szczególnie ważny (może płyta się nie utleni i będzie do odtworzenia -chociaż w międzyczasie format zapisu zmieni się kilkanaście razy).
Pewnie dołączę papierową wersję tego blogu i jakieś pamiątkowe drobiazgi.
Nie wiem tylko jak przechowam ten pojemnik. Strasznie podoba mi się pomysł ,żeby go zakopać gdzieś w ogrodzie a za 19 lat wręczyć jeżykom mapę i dwa szpadle :-)))
O jasny gwint! Właśnie dotarło do mnie,że zawsze kiedy myślę o tej scenie to w mojej wyobraźni jest to ciepły wiosenny dzień.
Tymczasem te biedne stworzenia będą obchodziły urodziny w grudniu. Trochę niefart.
Chociaż, jak niedawno rozmawialiśmy z koleżanką małżonką , pewnie wymyślimy jakieś inne okazje do świętowania. Bo biedne są te dzieciaki, które mają urodziny w grudniu. Wszystkie „okazje prezentowe” w jednym miesiącu a potem cały rok posuchy.
A co powiecie na świętowanie rocznicy transferu?
Na przełomie marca i kwietnia pogoda może być różna,ale przynajmniej prawdopodobieństwo tego,że ziemia będzie zmarznięta jest niewielkie.
A więc jednak zakopać?
Kolejne USG
Wczoraj byliśmy, jak to określiła koleżanka małżonka-z jeżykami u fotografa. To znaczy na USG.
Co tu będę więcej pisał, no kosmos jakiś po prostu. Zawsze mnie z lekka irytowało takie gadanie o "cudzie życia", "iskierkach nowego życia" i takie tam pretensjonalne teksty. Tyle,że właśnie dotarło do mnie jak strasznie trudno jest cokolwiek na ten temat powiedzieć nie popadając w banał, sentymentalizm i pretensjonalność.
No więc krótko-gula w gardle i ogólne oszołomienie. No i mało brakowało a skończyłbym na pogotowiu chirurgicznym bo "banan" mi się zrobił taki od ucha do ucha że prawie mi skóra twarzy popękała.
Kiedy wieczorkiem usiedliśmy sobie żeby spokojnie porozmawiać żona stwierdziła,że to dla niej jakaś totalna abstrakcja,że te dwie ruchliwe istoty są wewnątrz niej.
Pewnie jak trochę podrosną ich obecność stanie się bardziej realna. Może nawet aż za bardzo, ale na razie oboje jak Marceli Szpak "dziwimy się światu"-fiu, fiu. (pamiętacie tę dobranockę?).
Podczas tej rozmowy dotarło do mnie, że z moją świadomością jest jeszcze śmieszniej.
Niby wszystko wiem, cześć z tego nawet rozumiem ;-) ,ale wcale nie czuje się tak jakby nasze pociechy były cały czas z nami tylko jakby się chowały wewnątrz tej machiny do USG a my tylko wpadamy do nich w odwiedziny.
Co tu będę więcej pisał, no kosmos jakiś po prostu. Zawsze mnie z lekka irytowało takie gadanie o "cudzie życia", "iskierkach nowego życia" i takie tam pretensjonalne teksty. Tyle,że właśnie dotarło do mnie jak strasznie trudno jest cokolwiek na ten temat powiedzieć nie popadając w banał, sentymentalizm i pretensjonalność.
No więc krótko-gula w gardle i ogólne oszołomienie. No i mało brakowało a skończyłbym na pogotowiu chirurgicznym bo "banan" mi się zrobił taki od ucha do ucha że prawie mi skóra twarzy popękała.
Kiedy wieczorkiem usiedliśmy sobie żeby spokojnie porozmawiać żona stwierdziła,że to dla niej jakaś totalna abstrakcja,że te dwie ruchliwe istoty są wewnątrz niej.
Pewnie jak trochę podrosną ich obecność stanie się bardziej realna. Może nawet aż za bardzo, ale na razie oboje jak Marceli Szpak "dziwimy się światu"-fiu, fiu. (pamiętacie tę dobranockę?).
Podczas tej rozmowy dotarło do mnie, że z moją świadomością jest jeszcze śmieszniej.
Niby wszystko wiem, cześć z tego nawet rozumiem ;-) ,ale wcale nie czuje się tak jakby nasze pociechy były cały czas z nami tylko jakby się chowały wewnątrz tej machiny do USG a my tylko wpadamy do nich w odwiedziny.
wtorek, 2 czerwca 2009
Jak nie poznałem swojego przeznaczenia
Taki mnie jakiś egzystencjalny nastrój dopadł- chyba pod wpływem tego niedzielnego maszerowania "pewnych środowisk". Różne myśli dziwne i nijakie- o narodzinach, śmierci, starości, dzieciństwie, kryzysie wieku średniego.
Jednym łowem takie, które na ogół wolę od siebie odsuwać bo wiem z doświadczenia,że jak szybko tego nie zrobię to zacznę się sam "nakręcać" i w końcu wpadnę w trochę głębszy dołek. I prawie mi się udało. Prawie robi jednak pewną różnicę.
Otóż surfując (niestety tylko po internecie :-) znalazłem link z hasłem-"sprawdź kiedy umrzesz". O k..urwał (się kubek oczywiście)-pomyślałem, bo trąciło to kiepskim dreszczowcem albo horrorem klasy C, D lub ...dalszych liter alfabetu.
Ale nie mogłem się powstrzymać i klikam. Otworzyła się strona-mroczne klimaty,nocne niebo, księżyc, jakieś tam anioły śmierci i inne radosne i optymistyczne gadżety.
Przeczytałem krótką informację, z której wynikało, że aby rozwiązać zagadkę mojego przeznaczenia muszę odpowiedzieć na 40 pytań. No dobra-"Curiosity killed the cat"-wchodzę i odpowiadam, czując na plecach z lekka perwersyjny dreszczyk.
A pytania różne-o tryb życia, nałogi, przebyte choroby, kolor oczu i ...psiakrew kształt palca wskazującego. W połowie miałem już dość,ale niezdrowa ciekawość pchała dalej.Przez moment zastanowiłem się tylko co zrobię jeżeli dowiem się,że mój koniec nastąpi jutro albo w następną środę? No nic to, przecież robię to dla jaj!
I wreszcie ostatnie pytanie, enter i .....................
"Aby otrzymać wynik testu wyślij sms o treści XXXX na numer XXXX".
To ja serdecznie dziękuję, może jestem ciekawski. Może naiwny. Leniwy.
Ale nie głupi (i tej wersji będę się uparcie trzymał).
Jednym łowem takie, które na ogół wolę od siebie odsuwać bo wiem z doświadczenia,że jak szybko tego nie zrobię to zacznę się sam "nakręcać" i w końcu wpadnę w trochę głębszy dołek. I prawie mi się udało. Prawie robi jednak pewną różnicę.
Otóż surfując (niestety tylko po internecie :-) znalazłem link z hasłem-"sprawdź kiedy umrzesz". O k..urwał (się kubek oczywiście)-pomyślałem, bo trąciło to kiepskim dreszczowcem albo horrorem klasy C, D lub ...dalszych liter alfabetu.
Ale nie mogłem się powstrzymać i klikam. Otworzyła się strona-mroczne klimaty,nocne niebo, księżyc, jakieś tam anioły śmierci i inne radosne i optymistyczne gadżety.
Przeczytałem krótką informację, z której wynikało, że aby rozwiązać zagadkę mojego przeznaczenia muszę odpowiedzieć na 40 pytań. No dobra-"Curiosity killed the cat"-wchodzę i odpowiadam, czując na plecach z lekka perwersyjny dreszczyk.
A pytania różne-o tryb życia, nałogi, przebyte choroby, kolor oczu i ...psiakrew kształt palca wskazującego. W połowie miałem już dość,ale niezdrowa ciekawość pchała dalej.Przez moment zastanowiłem się tylko co zrobię jeżeli dowiem się,że mój koniec nastąpi jutro albo w następną środę? No nic to, przecież robię to dla jaj!
I wreszcie ostatnie pytanie, enter i .....................
"Aby otrzymać wynik testu wyślij sms o treści XXXX na numer XXXX".
To ja serdecznie dziękuję, może jestem ciekawski. Może naiwny. Leniwy.
Ale nie głupi (i tej wersji będę się uparcie trzymał).
poniedziałek, 1 czerwca 2009
Toast za Wasze zdrowie
Właśnie zobaczyłem,że poprzedni post wskoczył już z datą 1 czerwca. A więc wzorem Robin Hooda , który zabierał bogatym a dawał biednym-czyli sobie- składam Wam i sobie najlepsze życzenia z okazji Dnia Dziecka. Dziecka, które powinno być w każdym z nas-czasem głęboko ukryte ,ale jednak :-)))))
"Najmojsza" racja
A tak się ładnie dzionek zapowiadał. W pracy luzik a humor poprawił mi dodatkowo sms od koleżanki małżonki, która pisała,że jest tak ładnie i wieje więc powinniśmy wybrać się nad jezioro-ona poleżeć i poczytać a ja na windsurfing. Tak też zrobiliśmy.
Potem jednak przyszła burza i zebraliśmy się do domku przed telewizorek i tu ups.
Wszystkie media uczynnie informowały o marszu dla życia, którego przeciwnicy demonstrują swój sprzeciw wobec aborcji i in vitro. OK jeżeli ktoś ma jakieś tam poglądy i pragnie je zamanifestować to jego prawo. Póki nie wpieprza mi się w życie.
Bo mam wrażenie ,że często postępuję o wiele bardziej etycznie i moralnie niż owe "pewne środowiska".
Co do kwestii aborcji to głosu nie zabieram. Są różne sytuacje, różni ludzie a mnie pozostaje tylko cieszyć się ,że życie oszczędziło mi dylematów moralnych związanych z ta kwestią.
Przygnębił mnie za to widok tych wszystkich jakże uśmiechniętych i życzliwych światu ludzi, którzy z dziećmi na barana nieśli transparenty "NIE DLA IN VITRO".
Od razu przypomniał mi się felieton radiowy pewnego mocno prawicowego publicysty, który naigrywał się z "bzdurnego efektu cieplarnianego wymyślonego przez nawiedzonych ekologów".
Skąd w tych ludziach bierze się owo głębokie przekonanie o "jedynej i najmojszej racji"?
Mam przyjaciela, który jest głęboko religijny i nawet on-człowiek naprawdę wykształcony uważa,że każdy ateista to człowiek "który uważa ,że wolno kraść i zabijać".
Rany boskie, normy moralne mają chyba ciut więcej niż 2000 lat?
Potem jednak przyszła burza i zebraliśmy się do domku przed telewizorek i tu ups.
Wszystkie media uczynnie informowały o marszu dla życia, którego przeciwnicy demonstrują swój sprzeciw wobec aborcji i in vitro. OK jeżeli ktoś ma jakieś tam poglądy i pragnie je zamanifestować to jego prawo. Póki nie wpieprza mi się w życie.
Bo mam wrażenie ,że często postępuję o wiele bardziej etycznie i moralnie niż owe "pewne środowiska".
Co do kwestii aborcji to głosu nie zabieram. Są różne sytuacje, różni ludzie a mnie pozostaje tylko cieszyć się ,że życie oszczędziło mi dylematów moralnych związanych z ta kwestią.
Przygnębił mnie za to widok tych wszystkich jakże uśmiechniętych i życzliwych światu ludzi, którzy z dziećmi na barana nieśli transparenty "NIE DLA IN VITRO".
Od razu przypomniał mi się felieton radiowy pewnego mocno prawicowego publicysty, który naigrywał się z "bzdurnego efektu cieplarnianego wymyślonego przez nawiedzonych ekologów".
Skąd w tych ludziach bierze się owo głębokie przekonanie o "jedynej i najmojszej racji"?
Mam przyjaciela, który jest głęboko religijny i nawet on-człowiek naprawdę wykształcony uważa,że każdy ateista to człowiek "który uważa ,że wolno kraść i zabijać".
Rany boskie, normy moralne mają chyba ciut więcej niż 2000 lat?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

