czwartek, 23 lipca 2009

Aby do urlopu

Wczoraj koleżanka-małżonka zrobiła mi pogadankę umoralniającą na temat mojego zachowania. Usłyszałem, że jestem drażliwy, bywam opryskliwy i generalnie nerwowy. Najpierw spróbowałem się zdenerwować, bo przecież jestem taaaki tolerancyjny, ugodowy i ojojoj. Potem jednak przypomniałem sobie hmm... "rozmowę" z panem drogowcem i dotarło do mnie ,że ma rację. Pozostało spuścić łeb i słuchać.
Tyle,że jak tu się nie denerwować kiedy na pytanie "czy będziecie jutro?"- majster odpowiada "albo będziemy albo nie". Sprawa kredytu ciągle się ślimaczy a moi pracodawcy uznali,że jeden wolny dzień w tygodniu to stanowczo za dużo. W efekcie tego zamiast pilnować elektryka, który wreszcie ma do nas zawitać na cały weekend-spędzę ten czas w pracy.Gul mi skacze i tyle.
Nie ma nic gorszego ( a jednocześnie łatwiejszego) od odreagowywania na bliskich.
Potem jednak trochę mi się humor poprawi,ł bo wreszcie udało mi się wcześniej zerwać z pracy.W drodze do domu, w ramach wyciszania się, słuchałem Milesa Davisa.
Wróciłem uspokojony i wyluzowany.
Po pięciu minutach pod bramę zajechał listonosz z poleconym.W kopercie był ostatni (mam do cholery taka nadzieję) papier, który jest potrzebny do podpisania umowy kredytowej. Tę naszą kredytową epopeję pewnie jeszcze opiszę bo warto-ku przestrodze.
W każdym razie zamiast oddać się błogiemu lenistwu przy akompaniamencie stukających za ścianą młotków- pognałem do samochodu.
"Sorry Miles,ale się śpieszę"-mruknąłem zamieniając w odtwarzaczu "Amandlę" na "Kiss of Death" Motorhead :-)
Potem było bardzo szybkie 15 kilometrów do miasta, upiorne chwile w korkach i nerwowe szukanie miejsca do zaparkowania. Następnie galop-do notariusza, ksiąg wieczystych, po znaczki sądowe, do ksero, z powrotem do ksiąg wieczystych i wreszcie do banku. A wszędzie błaganie o życzliwość, pośpiech i przymilne uśmiechanie.
A potem jeszcze zakupy w ramach relaksu.
Noooo żyć nie umierać.
Dzisiaj ledwo zwlokłem się z łóżka. mam nadzieję,że po południu uda mi się złapać trochę oddechu bo o północy idziemy na nowego "Harry'ego Pottera" :-)
Jutro postaram się skrobnąć jak było.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz